Absurdy na placach zabaw
| Absurdy na placach zabaw

Absurdy na placach zabaw

W Internecie wiele lat temu pojawiło się zdjęcie przedstawiające zjeżdżalnię wpadającą wprost do kontenera na śmieci. To i podobne obrazki krążyły w sieci, wywołując uśmiech. Nie do końca było wiadomo, czy to fotomontaż, a może po prostu instalacja artystyczna.

Niestety na polskich placach zabaw nie brakuje absurdalnych rozwiązań. Może nie są tak drastyczne, ale w przeciwieństwie do powyższego zdjęcia nie wywołują uśmiechu, a raczej grymas. Poniżej krótki komentarz do zdjęć nadesłanych przez czytelników dziecisawazne.pl.

Plac zabaw kompaktowy

Zamknięte osiedle, wewnątrz dziedziniec, a na nim plac zabaw. Albo raczej coś, co urzędnik może uznać za takie miejsce i odfajkować ten punkt przy odbiorze. Deweloper budujący osiedle mieszkaniowe ma obowiązek stworzenia na jego terenie placu zabaw. Żadna ustawa nie określa jednak, jak powinien wyglądać, jaki mieć rozmiar, co zawierać. Patrząc na ciasno ustawione budynki na nowych osiedlach, wiele osób zastanawia się, czy to na pewno zgodne z prawem. Zapewniam, że tak. Deweloperzy doskonale znają przepisy i nie pozwolą sobie na przekroczenie podanych tam wymiarów, bo urząd im tego „nie odbierze”. Jeśli przepisy mówią: 4 metry, zrobią 4 metry i ani centymetra więcej. Kalkulacja jest prosta – więcej budynków, więcej dochodu. I podobnie jest z placem zabaw. Jest konieczny – to jest. Metalowa klatka wyłożona gumą z jednym bujaczkiem i ewentualnie piaskownicą w środku.

Alternatywa? Richard Louv w książce „Ostatnie dziecko lasu“ opowiada o działalności Davida Sobela, który namawia deweloperów, aby pozostawili część terenu niezabudowaną (tą, którą i tak nie można w inny sposób wykorzystać) i wypełnili ją krzaczkami borówek, pagórkami do jeżdżenia na sankach czy miejscami do kopania dołów. Nazywa takie miejsca „rezerwatami zabawy”.

Najlepsze książki dla dzieci i rodziców - księgarnia Natuli.pl

Plac zabaw bezpieczny

Bezpieczeństwo przede wszystkim. Norma bezpieczeństwa PN-EN 1176 (czyli ta, o którą zawsze chodzi, gdy mowa o publicznych placach zabaw) określa, pod jakimi urządzeniami i w jakich okolicznościach należy stosować „nawierzchnię amortyzującą upadki“. W skrócie mówimy o niej „nawierzchnia bezpieczna“. A wiadomo – bezpieczna to gumowa. I tu leży pies pogrzebany. Bo to nieprawda! Norma podaje nawierzchnię syntetyczną jako jedną z alternatyw. Upadek z wysokości amortyzuje w takim samym stopniu nawierzchnia piaskowa, żwirowa czy kora lub zrębki drewna. Są tylko nieliczne przypadki (choć w Polsce nie spotkałam się z ani jednym), gdzie nawierzchnia syntetyczna jest uzasadniona ze względów bezpieczeństwa. To po pierwsze. Po drugie nawierzchnia amortyzująca upadki powinna być stosowana pod urządzeniami, w całej strefie wolnej. I tu dochodzimy do dwóch absurdalnych sytuacji. Są place zabaw w całości wyłożone gumą, mimo że nie jest to potrzebne. Są też takie, gdzie ta nawierzchnia położona jest tylko w najbliższym otoczeniu urządzeń, czyli de facto i tak nie zapewnia bezpieczeństwa. Z tym tematem wiąże się jeszcze jeden absurd. To jest bardzo drogie rozwiązanie. Zdarza się, że nawierzchnia kosztuje więcej niż wszystkie urządzenia na placu zabaw. Lista absurdów mogłaby być jeszcze dłuższa – nawierzchnie syntetyczne produkowane w Polsce są zbyt twarde, płytki gumowe wypaczają się na brzegach i stanowią większe zagrożenie niż ich brak, o zapachu w czasie upału już nie wspominając.

Guma sama w sobie nie jest zła. Znam przykłady bardzo ciekawego, estetycznego wykorzystania nawierzchni syntetycznej. Ale chyba nikogo nie trzeba przekonywać, że o wiele przyjaźniejsze użytkownikom i środowisku są naturalne materiały. A po zrębkach drewna (rodzaj nawierzchni pozyskiwanej ze specjalnie obrobionych kawałków drewna) można nawet poruszać się wózkiem, więc również na integracyjnych placach zabaw można ograniczyć wykorzystanie nawierzchni syntetycznej.

Plac zabaw zakazany

Na każdym placu zabaw musi znaleźć się regulamin. W nim określamy zasady korzystania z miejsca i podajemy numery kontaktowe do zarządcy, tak żeby każdy wiedział, gdzie zgłosić usterki. Siłą rzeczy pojawiają się też zakazy.

Niektóre wydają się być w pełni uzasadnione, np. zakaz picia alkoholu czy palenia papierosów. Tylko że spożywanie alkoholu w miejscach publicznych jest zakazane ustawą, więc nie ma konieczności powielania przepisów. A samo umieszczenie zakazu palenia na regulaminie nie wystarczy, jeśli na terenie placu zabaw ustawimy kosze z popielniczkami, które niejako stanowią przyzwolenie (bo skoro są, dlaczego z nich nie skorzystać).

Kolejne pozornie oczywiste zakazy – jazdy na rowerze i gry w piłkę. Faktycznie na małym placu zabaw mogłoby to być niebezpieczne, ale można tak zorganizować przestrzeń, aby było tam miejsce i na piłkę, i na małych rowerzystów (mam tu na myśli raczej biegówki, bo faktycznie duże rowery powinny raczej poczekać przy wejściu).

I jeszcze jeden – zakaz wchodzenia na daszki lub wchodzenia na zjeżdżalnie pod prąd. Te zakazy nie mają racji bytu. Dlaczego? Bo urządzenia do zabawy służą do zabawy. Jeśli dziecko potrafi wejść na daszek domku, to projektant powinien przewidzieć, że z takiej wysokości może upaść (czyli zastosować odpowiednią nawierzchnię, zachować strefy wolne). Jeśli z jakiegoś powodu nie można dopuścić do tego, aby dziecko wchodziło na dach, urządzenie powinno być tak skonstruowane, aby faktycznie dziecko nie dało rady samodzielnie tam wejść. Z tego samego powodu nie należy pomagać dzieciom w korzystaniu z urządzeń. Dziecko powinno wyjść tak wysoko, jak da radę, bo to oznacza jego granicę bezpieczeństwa.

Przy tej okazji warto wspomnieć o jednym zakazie, którego dla odmiany brakuje. Dzieci nie powinny korzystać z placu zabaw w kaskach. Norma nakazuje producentom urządzeń zachowanie pewnych wielkości otworów. W skrócie – jeśli głowa weszła, musi też wyjść, jeśli dziecko gdzieś przejdzie, musi przejść całe. Ale norma nie przewiduje punktowego powiększenia obwodu głowy, jakim jest kask. A to może prowadzić do poważnych wypadków.

Dlaczego ciągle zakazujemy? A może pokazać dzieciom, w jaki sposób można korzystać z danego miejsca? W Archeologicznym Ogrodzie Zabaw na krakowskich Plantach zamieściliśmy rysunkową „instrukcję obsługi“.

Plac zabaw jest, ale go nie ma

Zarządca placu zabaw ma obowiązek przeprowadzać regularne kontrole i natychmiast usuwać usterki. Jak sobie radzą nasi zarządcy, gdy coś się popsuje? Są dwie szkoły. Według jednej popsuty sprzęt owija się biało-czerwoną taśmą i przykleja karteczkę „zakaz używania urządzenia zabawowego“. Według drugiej – urządzenie się usuwa. Z czasem plac zabaw robi się coraz bardziej pusty. Ale przynajmniej jest bezpieczny. I tu przechodzimy do kolejnego punktu.

Plac zabaw z potencjałem

Jeden z czytelników dziecisawazne.pl przesłał zdjęcie pustego trawnika z postawionym regulaminem placu zabaw. Absurd? Tak, choć ja nazwałabym to raczej potencjałem. Według Toma Hodgkinsona, autora książki „Być rodzicem i nie skonać”, tak właśnie powinien wyglądać idealny plac zabaw: „Nie ma smutniejszego widoku niż samotny rodzic przeganiający dziecko przez plac zabaw i udający sam przez sobą, że też się dobrze bawi. Dla mnie idealnym miejscem opieki nad dziećmi byłoby wielkie pole: z jednej strony stałby namiot, w którym podawano by lokalne piwo – to byłoby miejsce spotkań rodziców; po drugiej stronie, trochę dalej, bawiłyby się dzieci. Jedni nie przeszkadzaliby drugim. Trzeba zostawić dzieciom tyle swobody, ile tylko się da”.

Idea namiotu z piwem może się wydać dość kontrowersyjna, ale zgadzam się z autorem co do tego, że gdy zostawimy dzieciom sporo swobody, znajdą sobie zajęcie. Co oczywiście nie oznacza, że powinniśmy teraz rezygnować z budowania placów zabaw. Pytanie tylko, czy wszystko musi być od A do Z zaprojektowane. Projektant placu zabaw powinien uwzględniać przestrzeń na swobodną zabawę.

Plac zabaw vintage

Kolejna „trudna“ grupa to stare place zabaw. Takie, na których sami się bawiliśmy, ale za żadne skarby nie chcemy puścić na nie swoich dzieci. Owszem, wiele z nich nie spełnia wymogów normy, ale to akurat stosunkowo łatwo naprawić, dodając odpowiednią nawierzchnię amortyzującą upadki czy zmieniając zawiesie huśtawki ze sztywnego na łańcuchowe. Oczywiście należy stale kontrolować stan takich urządzeń i usuwać zardzewiałe fragmenty. Ale nie skreślajmy ich tylko z racji wieku. Zachęcam do uważniejszego przyjrzenia się tym urządzeniom. Wiele z nich jest o wiele lepiej zaprojektowanych niż te współczesne. Na zjeżdżalnie prowadzą schodki, które są bezpieczniejsze niż później stosowane drabinki. Huśtawki dla najmłodszych dzieci powieszone są wyżej, dzięki czemu rodzic nie musi się schylać. Czasami spotyka się ciekawe formy lub nietypowe urządzenia, jak na przykład wieloosobowa huśtawka bujana na boki.

Plac zabaw dla wszystkich

Wśród zdjęć nadesłanych do redakcji znalazła się zjeżdżalnia, z której zjeżdża starsza pani. Szczerze mówiąc, nie rozumiem, dlaczego ktoś uznał to za absurd. „Plac zabaw“ to fatalna nazwa. Sugeruje, że miejsce do zabawy ma być placem, podczas gdy tak naprawdę powinno być ogrodem. Ale w tej nazwie nic nie wskazuje na to, że to przestrzeń tylko dla dzieci. Dorośli też mają prawo się bawić.

Co więcej, każde urządzenie na placu zabaw musi być tak skonstruowane, żeby wytrzymało ciężar osoby dorosłej. Na wypadek gdyby potrzebna była interwencja i rodzic musiał na nie wejść, żeby ściągnąć dziecko. Sama często korzystam z urządzeń do zabawy, a gdy ktoś dziwnie na mnie patrzy, mówię, że testuję, czy są bezpieczne. Jedyny problem mam zawsze z huśtawkami, do których po prostu się nie mieszczę… Dlatego w Archeologicznym Ogrodzie Zabaw zastosowałam huśtawkę, która jest szersza niż standardowe.

Plac zabaw pod wezwaniem

To zdjęcie rozłożyło mnie na łopatki. Nie umiem go skomentować. Ktoś potrafi?

Dziękujemy czytelnikom za nadesłane zdjęcia!

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Anna Komorowska

Mama, partnerka, architektka krajobrazu, pedagożka i publicystka. Autorka książki „Ścieżka bosych stóp. Trzy drogi do naturalnych placów zabaw". Wspólnie z Michałem Rokitą prowadzi pracownię k., gdzie projektuje place zabaw, ogrody szkolne i przedszkolne, wystawy i instalacje tymczasowe dla dzieci. Od 2009 r. na stałe współpracuje z „Zielenią Miejską”, gdzie pisze o... placach zabaw. Właśnie pracuje nad 102. projektem. Przed emeryturą planuje zrobić 700.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.pracowniak.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Dlaczego nuda jest potrzebna?

Naturalne czy stylizowane? Jakie zdjęcia warto zrobić noworodkowi

Kiedy dziecko ciągle mówi “nie”. Rozmowa Moniki Szczepanik i Eweliny Adamczyk

Przejdz do: