Ciekawe rozwiązania ze szkół alternatywnych, które warto przenieść do szkoły konwencjonalnej
| Ciekawe rozwiązania ze szkół alternatywnych, które warto przenieść do szkoły konwencjonalnej

Ciekawe rozwiązania ze szkół alternatywnych, które warto przenieść do szkoły konwencjonalnej

Polska szkoła pruskim drylem stoi. Coraz bardziej świadomi rodzice szukają dla swoich dzieci miejsc do nauki, gdzie nie będą traktowane jak trybiki w maszynie. Dostęp do szkół alternatywnych jest ograniczony – odległością, wysokością opłat lub liczebnością klas – są jednak rozwiązania, które z powodzeniem sprawdziłyby się w klasycznej placówce. Błędów systemu w pełni nie naprawią, ale tam, gdzie o rewolucję niełatwo, efekty przynieść może metoda małych kroków.

Szkoła bez dzwonków

Trudno wyobrazić sobie pełnego pasji małego człowieka, który na komendę interesuje się daną dziedziną przez równe trzy kwadranse, po czym natychmiast i z równym entuzjazmem przeskakuje do zgłębiania zupełnie innego przedmiotu. Sygnałem do zmiany jest świdrujący w uszach dźwięk. Brzmi znajomo? Taka tresura odbywa się w szkołach konwencjonalnych. Dzwonek podnosi poczucie stresu, powoduje niepokój i wprowadza chaos. Nie ma go w wielu szkołach alternatywnych, mimo to zachowują one rytm zajęć i panuje w nich porządek. Jest tam ciszej, a dzieci uczą się samodzielnego gospodarowania czasem. Od dzwonka można odchodzić stopniowo, na początek zastępując brutalny sygnał przyjemniejszymi dla ucha dźwiękami – na przykład odgłosami przyrody.

Klasa bez ławek

Szkolna ławka to dla wielu symbol systemu, który zabija w dzieciach ruch i ciekawość świata, a jednak tradycjonaliści nie potrafią się z nią rozstać. No bo jak to tak? Podczas lekcji trzeba siedzieć prosto i nieruchomo, bezwzględnie być cicho i cierpliwie dotrwać do dzwonka (patrz punkt pierwszy). Inaczej w klasie nie da się zachować dyscypliny.

Niewola jest podstawową zasadą pedagogii; panuje w sali szkolnej, panuje w duszy nauczyciela. Żądacie dowodów? Wystarcza jeden: ławka.

Maria Montessori

Klasycznych, ustawionych w rzędy ławek nie ma ani w szkołach montessoriańskich, ani steinerowskich. Tu dzieci mogą być ciągle w ruchu (a ruch jest naturalną potrzebą zwłaszcza najmłodszych) i samodzielnie wybierać miejsce do nauki. Wspomaga to rozwój, nie tylko fizyczny, ale też psychiczny. Pomaga tworzyć nowe połączenia nerwowe, a bodźce działające na różne zmysły to lepsze zapamiętywanie. Brak ławek sprzyja także rozwojowi kompetencji społecznych. Ograniczanie się do jednego kolegi czy wciąż tej samej koleżanki z ławki często oznacza zamknięcie się na innych.

Zajęcia w grupach mieszanych wiekowo

W codziennym życiu ludzie nie są podzieleni na grupy wiekowe. Dorośli nie pracują wyłącznie z równolatkami, maluchy na placu zabaw spotykają dzieci z różnych roczników. Uczymy się współpracować ze wszystkimi, bez względu na metrykę. Dlaczego w szkole miałoby być inaczej? Klasy mieszane wiekowo to właściwość szkół Montessori i odwzorowanie stosunków panujących w rodzinie, gdzie starsze i młodsze rodzeństwo spędza czas razem. Dzieci z jednego rocznika rozwijają się w różnym tempie, w klasach mieszanych wiekowo mogą uczyć się zgodnie ze swoimi możliwościami, nie według przypisanego do wieku, jednakowego dla wszystkich programu. Co ważne, takie klasy stwarzają mniej możliwości do porównań i nie sprzyjają rywalizacji. Buduje się tam prawdziwa społeczność: młodsi uczą się od starszych, starsi stają się mentorami dla młodszych (a to dla nich powód do dumy).

Przeczytaj: Czy szkoła bez rywalizacji jest możliwa?

Brak prac domowych

Zmorą rodziców uczniów systemowych podstawówek jest ślęczenie z dziećmi nad zadaniami domowymi, często do późna. Zadania zazwyczaj są odtwórcze, najzwyczajniej w świecie nudne, a ich głównym celem jest wyrobienie nawyku systematyczności. Wielu nauczycieli nadal wierzy, że uczeń weźmie się za naukę wyłącznie pod przymusem. Zadań domowych nie ma np. w podstawówkach montessoriańskich. Na poznanie, przećwiczenie i sprawdzenie wiadomości przeznaczony jest czas spędzany w szkole – to wyraz zaufania do dziecka i wiary w siłę motywacji wewnętrznej. Tak jak dorośli dzieci nie powinny przynosić pracy do domu. Po lekcjach potrzebują odpoczynku i czasu na swobodną zabawę, dopiero wtedy ich mózg ma szansę rozwijać się efektywnie.

Przeczytaj: Zlikwidujmy pracę domową

Więcej zajęć artystycznych i praktycznych

Jedna lekcja plastyki tygodniowo? Lekcja muzyki bez „robienia” muzyki? Konsekwencje to poddawanie się masowym trendom i zupełna obojętność na brzydotę otoczenia. Ale to nie wszystko. Twórczość jest ważna i wcale nie chodzi w niej o wyłowienie talentów na miarę Picassa, ale o wspieranie całościowego rozwoju dziecka. Tak działa pedagogika waldorfska – w programie nauczania równie istotna jak zajęcia intelektualne jest sztuka. Stolarka, tkactwo, granie na instrumentach, malowanie mają na celu nie efekt, a zaangażowanie w proces twórczy.

Przeczytaj: Czego dzieci powinny uczyć się w szkole? (A czego się uczą)?

Przez ruch do głowy

Przedszkole jest do zabawy, a szkoła do nauki. Twierdzenie popularne, ale nie do końca prawdziwe. O ile przedszkolaki tańczą, grają na instrumentach, ugniatają plastelinę i ciągle coś wycinają, o tyle przekraczającym próg szkoły dzieciom pozostaje wywalczony w bojach kawałek wykładziny, na którym mogą rozruszać się po godzinach siedzenia w ławce. A właśnie przez rozwój motoryki i pobudzanie zmysłów w mózgu wykształcają się skomplikowane połączenia. To dzięki nim można przetwarzać zdobywaną wiedzę. Szlaczki w zeszycie i kilka pajacyków wyskakanych na dywanie nie wystarczą. Przez ruch do głowy trafia wiele informacji i taka droga jest dla dziecka najbardziej naturalna.
W szkołach waldorfskich aktywność ruchowa przygotowuje dzieci do pracy intelektualnej – stąd najpierw malowanie, rysowanie, następnie nauka pisania, zabawy rytmiczne i piosenki, po nich gramatyka, zabawy „paluszkowe” i gra na instrumentach, a dopiero matematyka.

Czas na zewnątrz

Dzieci zamknięte w klasach spędzają pod dachem większą część dnia. W systemowych szkołach jeśli wychodzą, to na boisko i wyłącznie przy dobrej pogodzie. Dalsze spacery lub wycieczki zdarzają się raz na kilka miesięcy. To bardzo mało. Kontakt z naturą i ruch na świeżym powietrzu wiążą się z tak podstawowymi sprawami jak nabywanie odporności i dbanie o sprawność fizyczną. Bieganie wśród drzew to także świetne ujście dla nadmiaru energii i sposób na redukcję stresu. I uczniów, i nauczycieli. Regularne lekcje w plenerze też są możliwe. Doświadczenie leśnych szkół pokazuje, że do skutecznej nauki wcale nie są potrzebne nawet najnowocześniej wyposażone sale, a zdrowy rozsądek podpowiada, że wiedza o przyrodzie najlepiej przyswaja się, gdy tę przyrodę ogląda się w naturze, nie na obrazkach w podręczniku.

Coś jeszcze…

Czy wszystkie te rozwiązania sprawiają, że dzieci uczą się z większym zaangażowaniem i bardziej efektywnie? Najważniejsze są chęci i autentyczna pasja do uczenia się. Dziecku z pasją nie przeszkodzi szkolny dzwonek, a temu, któremu chęci do uczenia się brak, nie pomoże ani nowoczesne wyposażenie klasy, ani dowolność w wyborze miejsca do siedzenia. Szkoły alternatywne mają nad systemowymi tę ogromną przewagę, że wierzą w dziecko – każde, bez wyjątku. Towarzyszą mu, a nie narzucają. Wspierają i zachęcają, a nie wytykają błędy i porównują. W takich warunkach buduje się motywacja wewnętrzna, a dziecko może w pełni rozwinąć skrzydła.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Agnieszka Radziszowska

Pisze dla rodziców o dzieciach, dla miłośników zwierząt o psach i kotach, a dla wszystkich o miejscach, które warto zobaczyć i rzeczach, które warto zrobić. Mama montessoriańskiej córki, dziennikarka i teatrolog.

Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak wspierać motywację wewnętrzną dziecka?

Szybkie testy, które pozwolą ocenić, czy postawa dziecka kształtuje się prawidłowo

Dlaczego nie da się oddzielić nauki od zabawy?

Przejdz do: