Dlaczego dziecko nie powinno być w centrum wydarzeń?
| Dlaczego dziecko nie powinno być w centrum wydarzeń?

Dlaczego dziecko nie powinno być w centrum wydarzeń?

Edukacja dziecka to proces uczenia go świata. Łacińskie słowo "educo" oznacza między innymi: wieść, przyprowadzać, wyprowadzać, zabierać ze sobą. A gdybyśmy potraktowali to dosłownie?

Koncepcja kontinuum i współuczestnictwo w społeczności tradycyjnej

W tradycyjnym społeczeństwie noszony na rękach noworodek natychmiast staje się częścią świata, w którym przyszło mu żyć. Istotą danej grupy jest jej kontinuum, czyli powielany od milionów lat zestaw umiejętności nadbudowywanych przez kolejne pokolenia. U ludów żyjących w zgodzie z kontinuum, jak badani przez Jean Liedloff Indianie Yequana, niemowlę nie skupia na sobie całej uwagi rodzica. Wręcz przeciwnie, jest usytuowane raczej na jej peryferiach, z początku jako całkowicie bierny obserwator, noszony wszędzie w chuście albo na rękach, a potem jako coraz bardziej aktywny uczestnik życia. Tak oto zaznajamia się z życiem we wszystkich jego przejawach.

Słowo klucz w takim modelu wychowania to „współuczestnictwo”. „Dziecko w objęciach matki zdobywa doświadczenia, które przygotowują je do dalszego rozwoju w kierunku samowystarczalności. Wstrząsające, gwałtowne i groźne wydarzenia, jakich świadkiem i biernym uczestnikiem jest niemowlę trzymane przez matkę na rękach, dają podstawę dla zaufania do siebie. To część surowca, z którego tworzy się poczucie ja” (Jean Liedloff, W głębi kontinuum).
W ten sposób zostaje zaspokojona jego ciekawość i potrzeba nauki oraz trenowany jest instynkt społeczny poprzez powielanie wzorców pożądanych w danej grupie zachowań, a także ugruntowywane jest miejsce małego człowieka w świecie pod przewodnictwem rodziców.

Dziecko w centrum – współczesne rodzicielstwo

Zachodnia cywilizacja jest dzieciocentryczna. W rezultacie obarczamy nasze dzieci kompetencjami, których one mają się dopiero nauczyć. Tym różnimy się od „dzikich” plemion, edukujących swoje dzieci w duchu kontinuum, gdzie nauka zachodzi niejako mimochodem.

Jeśli zamiast pozwolić dziecku na bierne uczestnictwo w wirze codziennego życia (na rękach albo w chuście) umieścimy je w centrum, wywrócimy całą sytuację do góry nogami, uniemożliwiając mu rozwinięcie podstawowego narzędzia poznania: instynktu społecznego.
Liedloff pisze: „Jeśli zlekceważysz to przemożne pragnienie, patrząc pytająco na dziecko, które pytająco patrzy na ciebie, wzbudzisz w maleństwie ogromną frustrację, sparaliżujesz jego psychikę”.
W rezultacie przeciążenia na wszystkich obszarach powodują spięcia (np. ataki histerii, niemożliwe do zaakceptowania żądania wobec opiekunów, reakcje paniczne). Opanowane histerią dziecko podświadomie prosi nas, byśmy je nauczyli, jak powinno postępować. „Dziecko potrzebuje informacji o tym, co się robi, a czego się nie robi” (Liedloff).

Jeśli dziecko postąpi niewłaściwie, okazujemy mu własny gniew, ale z szacunkiem dla niego, bez podważania poczucia jego własnej wartości. To jego zachowanie jest złe, nie ono samo. Bowiem dzieci są z natury istotami społecznymi, mają dobre intencje i potrzebują godnych zaufania dorosłych.

Wymieszanie ról

Reagowanie na potrzeby dziecka nie jest tym samym, co oddawanie mu kierownictwa. Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest pora posiłku. Podchodzicie do waszego dwulatka z pytaniem: “Zbliża się kolacja. Na co masz ochotę?”. Niby fajnie, jesteście super, bo dajecie mu wybór, ale to wybór zbyt wielki do udźwignięcia dla małego dziecka. W rezultacie je przeciążacie. Awantura murowana. Co zatem mówicie? “Zaraz siadamy do kolacji. Weź łyżki z szuflady. Będziemy jeść zupę”. Takie stwierdzenie jest dobre, bo angażuje (dzieci uwielbiają nakrywać do stołu!). A jeśli zacznie kręcić nosem? Cóż, to wy przygotowujecie tę kolację… Jeśli nie zje jednego posiłku, nic się nie stanie. Serio.

Liedloff przywołuje przykład dwuletniej dziewczynki Yequana, która pierwszy raz zabrała się do prawdziwej pracy. Towarzyszyła, jak zwykle, kobietom ucierającym maniok. W pewnej chwili sięgnęła po kawałek manioku, a matka natychmiast wręczyła jej małą tarkę. Po chwili dziewczynka straciła zainteresowanie i odeszła. Nikt nie zareagował. Dlaczego? Bowiem każda z tych kobiet wiedziała, że „dzieci włączają się do kultury, aczkolwiek sposób i tempo, w jakim to czynią, zależne są od indywidualnej siły tkwiącej w każdym z nich. To, że końcowy efekt będzie miał charakter społeczny (…) nie podlega dyskusji”.

Partycypacja dziecka w codzienności i konsekwencje takiego podejścia

Dziecko chce się uczyć świata, uczestnicząc w nim, a my mamy zająć się swoimi sprawami. W ten sposób staniemy się dla niego przewodnikami po obszarach trudnych znaczeń. „Zajęcie przez dzieci miejsca raczej na peryferiach niż w centrum uwagi pozwoli im odnaleźć (bez nacisków z zewnątrz) własne zainteresowania i własne tempo działania. Zapewni im różnorodność przedmiotów oraz szeroki zakres aktywności służących gromadzeniu doświadczeń i odkrywaniu własnych możliwości. (…) Dzieciom należy pozwolić na przyłączanie się do pracy bez nieuzasadnionego jej przerywania. Tym samym wszyscy będą zachowywać się w sposób naturalny i swobodny, nie zmuszając partnerów, aby zniżali się do dziecinnego poziomu, ani dzieci, aby przystosowywały się do tego, co w przekonaniu dorosłych jest dla nich najlepsze, a co przeszkadza dzieciom odnajdywać motywację z własnej inicjatywy (…). Dzieci powinny wszędzie towarzyszyć dorosłym” (Liedloff).

Pojęcie partycypacji jest mocno powiązane z pojęciem szacunku. Korczak we wspaniałej książeczce „Prawo dziecka do szacunku” przestrzega nas, dorosłych: „Lekceważymy dziecko, bo nie wie, nie domyśla się, nie przeczuwa”. Tymczasem każdemu, nawet najmniejszemu, należy się szacunek. Szacunek to jest przestrzeń, jaką zostawiamy dla jego własnych myśli, działań i pragnień. Robimy mu miejsce i dajemy czas. „Dziecko jest istotą rozumną, zna dobrze potrzeby, trudności i przeszkody swojego życia. Nie despotyczny nakaz, narzucone rygory i nieufna kontrola, ale taktowne porozumienie, wiara w doświadczenie, współpraca i współżycie” (Janusz Korczak, „Prawo dziecka do szacunku”).

Wreszcie dziecko, noszone podczas codziennych czynności na rękach lub motane w chustę, doświadcza całego spektrum rozmaitych nacisków poprzez podtrzymywanie, osuwanie, przytulanie, chwytanie, przenoszenie, naprężanie, rozluźnianie, zmianę zapachu, temperatury, wilgotności itd. „W opisywanej fazie dziecko podejmuje niewiele działań; większość różnorodnych doświadczeń uzyskuje dzięki temu, że znajduje się w ramionach osoby zajętej pracą” (Liedloff). Ów rytm pracy czy zabawy przenosi się na jego ciało, zapewniając właściwą integrację sensoryczną poprzez pobudzanie takich układów jak dotykowy czy proprioceptywny. Gdy te procesy są dobrze rozwinięte, człowiek jest skoordynowany i szczęśliwy.

Możemy próbować wdrażać taki model do naszego życia, oczywiście wprowadzając niezbędne modyfikacje. Żyjemy w cywilizowanym świecie i zazwyczaj zajmujemy się zawodowo innymi rzeczami niż darcie pierza i rąbanie drewna. Nie każdy szef zgodzi się na przychodzenie z dzieckiem w chuście do pracy, nie każda praca się do tego nadaje. Co innego prace domowe. Odkurzanie, parzenie kawy, gotowanie, grabienie liści, podlewanie, wieszanie prania, słanie łóżka… Te wszystkie czynności można z powodzeniem wykonywać z dzieckiem w chuście, dopasowując wiązanie do danej aktywności. Spacery bez celu zmieńmy w wyprawy, na które zabieramy dziecko mimochodem. Warto spakować dla siebie termos z gorącą kawą. Zainteresować się ornitologią albo rodzimą przyrodą. Przyłączyć się do lokalnej społeczności wędrowców albo ją stworzyć. Uprawiać ogródek. A potem, gdy dziecko będzie rosło i przeistaczało się z biernego obserwatora w aktywnego uczestnika – pozwolić mu na to.

O niefortunnych konsekwencjach skupiania się na dziecku

Jest taki znakomity artykuł Jean Liedloff, opublikowany po raz pierwszy w 1994 roku, w którym autorka opisuje powyższe i inne zjawiska, dając jednocześnie konkretne wskazówki terapeutyczne, jak postępować ze “strasznym dwulatkiem” (tak określa to nasza kultura). Tekst ten został przetłumaczony i opublikowany na dziecicisawazne.pl: Jean Liedloff – O niefortunnych konsekwencjach skupiania się na dziecku.

W tym tekście autorka wskazuje na pewien istotny aspekt: zmianę perspektywy. Jeśli sami nie dokopiemy się do naszych pokładów kontinuum i nie zechcemy pracować na takim materiale, nie uda nam się dogadać z naszym dzieckiem.

Reklama sponsora artykułu

Dziecko wysyła do nas sygnały, który niosą podskórny przekaz jakże różny od tego słyszanego. “Mamo, naucz mnie”, “Tato, pokaż”, podczas gdy na zewnątrz widzimy atak dzikiej furii. Mylnie odczytując te sygnały, rodzic miota się od złości poprzez poczucie winy aż do utraty wiary we własne kompetencje. “A gdy dziecko poczuje, że przejęło kontrolę, czuje zagubienie, lęk i musi uczynić wszystko, by zmusić dorosłego do ponownego przejęcia należnego mu przywództwa” (Liedloff). Dzieje się tak właśnie dlatego, że każdy mały człowiek jest już istotą społeczną i pragnie spełnić oczekiwania swojego stada – mamy i taty.

Dzieci Yequańczyków przebywające w towarzystwie dorosłych podczas ich codziennych aktywności, przy odrobinie zrozumienia wyrastają na szczęśliwych, ufnych i współdziałających dorosłych. Jeśli działa to w społecznościach żyjących w zgodzie z kontinuum, dlaczego nie miałoby zadziałać także u nas? Pod warunkiem, że sami odnajdziemy w kontinuum swoje miejsce.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/chustastarachowice/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: