Dlaczego niemowlę nie powinno spać na poduszce? (czyli co może szkodzić naturalnemu rozwojowi dziecka)
| Dlaczego niemowlę nie powinno spać na poduszce? (czyli co może szkodzić naturalnemu rozwojowi dziecka)

Dlaczego niemowlę nie powinno spać na poduszce? (czyli co może szkodzić naturalnemu rozwojowi dziecka)

Na początku naszej drogi rodzicielskiej ze wszystkich stron zasypywani jesteśmy informacjami i produktami, które w momencie pojawienia się w domu dziecka mają stać się nam absolutnie niezbędne. Mają służyć lepszej opiece nad maleństwem, lepszemu (o zgrozo!) rozwojowi psychomotorycznemu dziecka, jego bezpieczeństwu, a czasem po prostu być wyjątkowo stymulującą i konieczną atrakcją dla maluszka.

Jak pokazują badania, wiele z nich jest jednak nie tylko zbędna, ale i szkodliwa. Ich główne zadanie to co najwyżej zapewnienie rodzicom komfortu psychicznego i wygody, ze zdrowym rozwojem dziecka mają natomiast niewiele wspólnego. Pewnie bez trudu moglibyście stworzyć własne top listy zbędnych gadżetów. Wiele z waszych zakupów czy prezentów już dawno wylądowało w szafie lub na aukcjach internetowych. Ja postaram się przyjrzeć się problemowi okiem nie tylko rodzica, ale również fizjoterapeuty.

Zacznijmy więc chronologicznie. Pojawia się w domu noworodek, który dużo śpi. Dużo czasu spędza więc w łóżeczku, a w nim…

Poduszka

Noworodek nie jest miniaturką dorosłego człowieka, zupełnie inne są proporcje jego ciała, napięcie mięśniowe, koordynacja nerwowo-mięśniowa, nie mówiąc o dotychczasowych doświadczeniach sensorycznych. I choć decyzja o umieszczeniu w niemowlęcym łóżeczku poduszki, kołderki, misia od babci wynika najpewniej z troski i chęci zapewnienia dziecku komfortowego snu, pamiętajmy, że statystyki są nieubłagane. Amerykańskie badania naukowe wykazują, że aż ¼ przypadków SIDS (Sudden Infant Death Syndrome – zespół nagłej śmierci łóżeczkowej) dotyczy dzieci, które spały na poduszce. Nie należy oczywiście wyciągać zbyt uproszczonych wniosków – że to obecność poduszki w łóżeczku jest przyczyną SIDS. Niewątpliwie jednak jej obecność znajduje się na czarnej liście czynników ryzyka i większość lekarzy rekomenduje unikanie nie tylko poduszki, ale i maskotek czy nadprogramowych kocyków w łóżeczku niemowlęcia.

Przy okazji pozwolę sobie obalić mit, jakoby leżenie przez dziecko na poduszce miało zapewnić piękny, krągły kształt główki dziecka. Wręcz przeciwnie – niemowlę w pierwszych miesiącach życia nie ma jeszcze wykształconej kontroli głowy i jej układ bezwładnie dostosowuje się do otoczenia, czyli w tym przypadku do niekoniecznie symetrycznej poduszki. Chcąc natomiast zmienić ułożenie ciała, maluszek ma pod górkę – trudniej bowiem wykonać ruchy głowy i tułowia na niejednolitym podłożu, a poduszka stanowi niemałą przeszkodę. Być może dla wielu dorosłych wydaje się to czystą abstrakcją, pamiętajmy jednak, że maleństwo ma zupełnie inne niż dorosły napięcie mięśniowe, mniejszą siłę mięśni, znikomą koordynację nerwowo-mięśniową i kontrolę własnego ciała. Dopiero uczy się reagowania na bodźce z otoczenia i pokonywania siły grawitacji. Nie dodawajmy mu więc niepotrzebnych przeszkód do pokonania, dbajmy natomiast, aby układany był w sposób urozmaicony – tzn. raz na pleckach, raz na brzuszku, czasem na jednym, czasem na drugim boczku. W przypadku infekcji kataru czy problemów refleksowych ułóżmy dziecko z głową wyżej od tułowia. Jednak nie wykorzystujmy do tego miękkiej poduszki, ale równię pochyłą – przez użycie klina lub po prostu wyższe podparcie jednego końca łóżeczka.

Maluszek jest coraz bardziej zainteresowany otoczeniem, fazy aktywności wydłużają się, maleństwo chce obserwować domowników, nie chce leżeć samo w łóżeczku. Z pomocą przychodzi więc…

Bujaczek

Im dłużej przyglądam się temu zjawisku, tym bardziej dochodzę do wniosku, że w tym przypadku górę bierze komfort opiekuna. To naprawdę proste ułożyć niemowlę w bujaczku, przypiąć pasami bezpieczeństwa, opcjonalnie włączyć wibrację lub melodyjkę (tak, tak, są i tak zaawansowane bujaczki) i mieć maluszka z głowy. A natrętnym fizjoterapeutom tłumaczyć: „Przecież ono to tak lubi! Leży sobie w tym bujaczku, obserwuje świat i uśmiecha się….”. Drodzy rodzice, bujaczkom mówię stanowczo NIE. Dla mnie najważniejszy jest ruch. To ruch jest motorem prawidłowego rozwoju psychomotorycznego niemowlęcia, zdobywania kolejnych kamieni milowych. To on sprawia, że jakość wykonywanych aktywności ruchowych jest wysoka – stopniowo kształtuje płynne, harmonijne i złożone ruchy całego ciała. Bujaczek natomiast równa się bezruch. Ewentualnie bardzo schematyczny i monotonny ruch zgięcia i wyprostu – jedyny, na jaki pozwala dziecku unieruchomienie w nim. Konsekwencje długotrwałego i częstego bujania obserwuję u wielu niemowląt – nieprawidłowy rozkład napięcia mięśniowego, nieharmonijny rozwój, problemy z rotacja i przetaczaniem, asymetria.

Maluszek jest coraz bardziej aktywny, obraca się, więc układanie go na łóżku czy kanapie nie wchodzi już w grę, nawet jeśli rodzice sprytnie próbują obłożyć łóżko poduszkami. Na podłodze kłaść maluszka jakoś tak dziwnie, więc z pomocą przychodzi…

Chodzik

O chodzikach napisano już tyle złego, coraz bardziej powszechna staje się wiedza na temat zgubnych skutków ich używania, że aż dziw bierze, że panie z zabawkowego nadal tak beztrosko rekomendują ten produkt jako idealny prezent dla niemowlęcia. Ostatnio słyszałam nawet, jak jedna pani radziła drugiej, żeby wsadzić do chodzika maluszka, zanim ten skończy 6 miesięcy, bo około 8 miesiąca to już za późno – już nie będzie chciał! No pewnie, do tego czasu odkryje już wspaniałe możliwości swojego ciała – pełzanie, może nawet czworakowanie, po co mu więc chodzik! Drodzy rodzice, pamiętajcie i powtarzajcie dalej – chodzik zaburza rozwój psychomotoryczny niemowlęcia. Daje złudne poczucie kontroli ciała, ogranicza doświadczanie otoczenia i nie pozwala na wykształcenie niezbędnych w prawidłowym chodzie reakcji równoważnych i obronnego podporu. Zaburza kształtowanie kontroli obręczy barkowej (niezbędnej podczas bezpiecznego upadania i podpierania się czy rozwoju motoryki małej) i rotacji. Już słyszę te głosy: „Wychowałam się w chodziku i jakoś chodzę i żyję”. Owszem, ale pamiętajmy, że na rozwój naszego ciała i motoryki wpływa nie tylko otoczenie, ale w dużej mierze uwarunkowania genetyczne. I jeśli stosowanie chodzika padnie na podatny grunt, wada postawy w przyszłości jest wielce prawdopodobna. A dla tych wyjątkowo nieprzekonanych argument nie do zbicia – rzetelne i liczne badania naukowe dowiodły, że używanie chodzika zwiększa prawdopodobieństwo urazów czaszkowo-mózgowych, a co za tym idzie niepełnosprawności wśród dzieci. Z tego powodu w Kanadzie i kilku amerykańskich stanach chodziki nie są w ogóle dopuszczone do sprzedaży.

Maleństwo zaczyna podciągać się przy meblach, nogach mamy czy taty. Wystarczy niewielki bodziec, a już się wspina. Pozycja pionowa ma niezwykłą moc przyciągania. Rodzice obserwują to z wielką radością, do głowy jednak wielu przychodzi: „Maluszek stoi, niedługo zacznie chodzić. Trzeba założyć mu…

Buty lub kapcie

Cały niezwykle skomplikowany proces przygotowujący do nauki chodzenia niemowlak rozpoczął jeszcze jako leżący, nieobracający się samodzielnie maluszek. Pocierając się stópką o podłoże, podudzie, o drugą stopę, łapiąc rączkami za stopy czy wreszcie wkładając stopy do buzi. Mięśnie stopy wykonywały ogromną pracę – dotykając podłoża w leżeniu na brzuszku, w czasie pełzania, czworakowania, przemieszczania ciężaru ciała w aktywnościach statycznych czy dynamicznych. Do ich pełnej dojrzałości jednak jeszcze bardzo daleka droga i naprawdę wielką stratą jest ograniczanie możliwości stóp na tak wczesnym etapie. Założenie niemowlakowi nawet miękkich, ale jednak bucików, zaburza zbieranie doświadczeń sensorycznych. Bodźce dotykowe i czucia głębokiego, których dostarcza aktywność bosej stopy, są niezbędne do rozwoju koordynacji nerwowo-mięśniowej, a tym samym harmonijnego kształtowania wszystkich struktur kostno-stawowych w stopie. Rodzice, nie wkładajcie maluszkom butów w celu korygowania ustawienia stóp – w fazie niedojrzałości stopa dynamicznie przechodzi przez koślawość czy szpotawość. Ważne jednak, żeby była w pełnym, niczym nieograniczonym ruchu – wtedy ma szansę ukształtować się w sposób prawidłowy. Włożenie dziecku butów, zwłaszcza takich za kostkę, spowoduje jedynie, że nie będziecie widzieć, co wyprawiają jego stopy, a wyprawiać będą, oj będą! Tym bardziej, że zamiast czuć swobodę i urozmaicone struktury w otoczeniu napotykać będą ograniczenia i opór buta.

Pewnie wielu rodziców mogłoby ten krótki przegląd znacznie rozszerzyć. Z mojego punktu widzenia wszystkie, najbardziej nawet kolorowe i designerskie zabawki czy pomoce dla niemowlęcia są zbędne, jeśli nie wpisują się w fizjologię rozwoju psychomotorycznego naszego gatunku. Wszyscy startujemy jako malutkie, leżące i przygniecione do ziemi siłą grawitacji istoty. W ciągu około roku przyjmujemy pozycję stojącą, jesteśmy w stanie w sposób świadomy, kontrolowany przemieszczać się i wykonywać mnóstwo czynności manualnych. Aby jednak rozwój niemowlęcia mógł przebiegać harmonijnie, wymysły naszej współczesnej cywilizacji powinniśmy w większości odstawić na bok, skupić się natomiast na tym, co naturalne i… zaufać dziecku.

Foto: flikr.com/michaeljzealot

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Anna Schab

Fizjoterapeutka, terapeutka metody NDT Bobath i Integracji Sensorycznej. Doktorantka na Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Współzałożycielka i szkoleniowiec w stowarzyszeniu BuggyGym, promującym na co dzień fitness na świeżym powietrzu z dzieckiem w wózku. Szczęśliwa i spełniona żona oraz mama Stasia, Kazia i Uli. Prowadzi prywatny gabinet fizjoterapii dla dzieci i niemowląt w Cieszynie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/Fizjoterapia-dzieci-i-niemowl%C4%85t-Anna-Schab-361322127559209/?fref=ts




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: