Dlaczego szkoła nie uczy dzieci?
| Dlaczego szkoła nie uczy dzieci?

Dlaczego szkoła nie uczy dzieci?

Z najnowszych badań wynika, że podstawową i najważniejszą rolą współczesnego nauczyciela jest wspieranie uczniów w ich społecznym, poznawczym i emocjonalnym rozwoju.* Ograniczenie jego funkcji jedynie do przekazywania informacji i egzekwowania ich jest poważnym błędem szkoły systemowej.

Takie podejście nie wspiera naturalnych procesów uczenia się, skutecznie przyczynia się za to do wygaszenia motywacji wewnętrznej, będącej jedynym i najważniejszym motorem napędowym dziecka do podjęcia określonego działania.

Dlaczego nauczyciel nie przekazuje wiedzy?

Wiedza jest działaniem. Jest aktywnym, a nie – jak zwykliśmy sądzić – biernym procesem. Jest czymś, czego nie da się komuś przekazać.
Żaden nauczyciel – choćby był najbardziej wszechstronny i uzdolniony – nie będzie w stanie przekazać swojej wiedzy bezpośrednio do mózgu dzieci przez samo wypowiadanie słów. Dziecko musi uruchomić mechanizm uczenia się przez samodzielne tworzenie związków przyczynowo-skutkowych i popełnianie błędów, dzięki czemu uściśli ono swoją wiedzę. Potrzebuje nie tyle uczyć się na doświadczeniach innych, ile spróbować samemu je zdobyć.

Kiedy nauczyciel udziela odpowiedzi na pytanie, dzieli się jakąś częścią swojego doświadczenia, ale nie może przekazać go dziecku w pełni, bo to jest JEGO doświadczenie. By zrozumieć słowa, które płyną z jego ust, “uczący się” musi oprzeć je na własnych przeżyciach. Wiedza jest działaniem i procesem zachodzącym w umyśle dziecka, a nie zlepkiem wyuczonych treści, z których niewiele się zapamiętuje i których do niczego się w istocie nie wykorzystuje.

Jaki nauczyciel to dobry nauczyciel?

Dobry nauczyciel to ktoś, kto rozumie te prawidła i respektuje tym samym naturalne prawa uczenia się.
Przeczytaj: Pozwólmy dzieciom się uczyć!

To prawdziwy przywódca, który zaraża pasją do życia i eksplorowania świata oraz miłością do odkrywania sensu i znaczeń. To ktoś, kto fascynuje i inspiruje swoich uczniów. Jest ich uważnym, pełnym empatii i entuzjazmu towarzyszem. To pomocna dłoń, wsparcie, po które młodzi odkrywcy bez strachu i skrępowania sięgają zawsze wtedy, kiedy czują taką potrzebę. To w końcu otwarty na naturalny rozwój dzieci samoświadomy dorosły, którego największym pedagogicznym celem staje się nie to, “jak uczyć, żeby nauczyć”, a to, co robić, aby dzieci uczyć się chciały − jak nie zabijać ich autonomii, zapału i bezcennej ciekawości poznawczej…

Reklama sponsora artykułu

„Fińskie dzieci uczą się najlepiej” T.D.Walker

Możemy przygotować uczniów do egzaminów albo do życia. Wybieramy to drugie – mówią pedagodzy fińscy. Teraz również polscy rodzice i nauczyciele mogą poprowadzić dzieci ku największemu z sukcesów – ku szczęściu.

ZOBACZ

Prawdziwe nauczanie nie istnieje bez możliwości zadawania pytań

Najlepszą metodą wsparcia dziecka jest udzielenie mu odpowiedzi na pytanie i pozwolenie mu na wykorzystanie uzyskanej odpowiedzi w taki sposób, jaki jest najlepszy dla niego – zgodny z nim i jego aktualnymi doświadczeniami. Jeśli nauczyciel nie zna odpowiedzi na zadane pytanie, może powiedzieć: “Nie jestem w stanie odpowiedzieć ci na to pytanie, ale możemy to wspólnie sprawdzić”. I na tym polega właśnie praca nauczyciela – zaczyna się ona wówczas, gdy ktoś zada pytanie, ponieważ prawdziwe nauczanie nie istnieje bez pytań…

Istotne jest również to, aby zrozumieć, co nauczyciel może osiągnąć, udzielając odpowiedzi. Wiemy już, że nie jest on w stanie przekazać wiedzy, nie jest ona bowiem czymś, co może zostać komuś przekazane. Udzielając odpowiedzi, może on jedynie próbować ująć w słowach część swojego doświadczenia – pytający otrzymuje jednak tylko słowa, a nie samo doświadczenie. By nadać znaczenie usłyszanym słowom, musi on oprzeć się na własnym działaniu i doświadczaniu.

Słowa dorosłego pozostają bez znaczenia, jeśli jego doświadczenia choć częściowo nie zazębiają się z doświadczeniami dziecka. Nie da się wytłumaczyć dziecku zasady działania roweru, samochodu czy przekładni, jeśli ono nigdy nie widziało koła ani okręgu. Trzeba by wówczas przyjąć koło za punkt wyjścia, zademonstrować je i osadzić je w jego doświadczeniu. W chwili, w której część przeżyć staje się wspólna – dorosły, opisując we właściwym ujęciu swoje doświadczenia, może odkryć przed dzieckiem coś z zakresu jego doświadczenia, o czym młody człowiek wcześniej nie widział albo pomóc mu zobaczyć to w nowym świetle, „przekształcić i scalić”, mówiąc językiem znanego amerykańskiego psychiatry – Davida Hawkinsa.

W jaki sposób nauczyciel ma się zorientować, że jego odpowiedź jest niezrozumiała? Warto, aby był uważny w kontakcie z dzieckiem i wnikliwie wypatrywał oznak niezrozumienia udzielonej odpowiedzi, a gdy jest to potrzebne – mówił jaśniej.

“Musimy być uważni, by nie traktować każdego zadanego nam pytania jako zaproszenia do przekształcenia życia w Szkołę; do Nauczania zakończonego testem sprawdzającym, czy lekcja została wyuczona. […] Odpowiadać na pytania tak, by powiedzieć wystarczająco dużo, lecz nie nazbyt dużo” – podkreśla John Holt**, znany pedagog, autor licznych książek dla rodziców, psychologów i nauczycieli, jeden z najbardziej reprezentatywnych dla ruchu domowej edukacji przedstawiciel amerykańskiej humanistyki. (Holt J., Zamiast edukacji, “IMPULS”, Kraków 2007.)

To wielka sztuka i wielki dar – nauczyciel ma nieskończone możliwości w szkolnej relacji z dzieckiem. Tylko on bowiem – obserwując dziecko i będąc w pełni obecnym w procesie jego samokształcenia – posiada niebywałą moc aktywowania jego wrodzonej motywacji do odkrywania sensu, znaczeń i prawideł rządzących światem. Jego wsparcie jest niezbędne, ale – jak pokazują wyniki badań – jeśli jest ono zbyt ewidentne, “zaczyna działać hamująco na dziecięcą potrzebę odkrywania, bo skoro nie ma już nic do odkrycia, dziecko traci motywację do danej czynności czy zadania. Chodzi zatem o zapewnienie wsparcia punktowo i w nieinwazyjny sposób, o wręczenie dziecku kluczy do drzwi, które będzie mogło samo otworzyć”.***

Dziecko uczy się przez autodoświadczanie

Dzieci przychodzą na świat wyposażone w coś na kształt naturalnego oprogramowania do samouczenia się. Potrafią bardzo precyzyjnie poznawać rzeczywistość jedynie poprzez samą w niej aktywność oraz ucząc się na swoich błędach. Dziecko opanowuje wiedzę i poznaje prawa fizyczne, gramatyczne czy społeczne dzięki żywej eksploracji, a nie wielkiemu programowi nauczania, jaki dla niego wspaniałomyślnie stworzono.

“Nie przyjdzie nam do głowy, żeby posadzić przy stole trzymiesięczne niemowlę i powiedzieć mu: „Słuchaj, to jest jabłko. Jeśli je puszczę, to ono spadnie. Tak się dzieje ze wszystkimi przedmiotami i to zjawisko nazywa się grawitacja. Jutro opowiem ci o miejscu czasownika w zdaniu. Pojutrze porozmawiamy o reakcjach społecznych i wytłumaczę ci, jak zwracają się do siebie ludzie, którzy się kochają. A na koniec poznamy smaki: kwaśny, gorzki, słodki i słony”. Nie postąpilibyśmy tak, i dobrze, bo stracilibyśmy tylko czas i energię – nie zdołalibyśmy zainteresować w ten sposób dziecka. Zamiast tego po prostu żyjemy z dzieckiem, towarzyszymy mu, komentujemy w razie potrzeby jego żywe doświadczenia w środowisku. Dziecko rzuca przedmiotami, dotyka piasku, wskakuje bosymi stopami do wody, chodzi po trawie i po posadzce. Śmiejemy się razem z nim, zwracamy jego uwagę na to, że piasek jest ciepły, kiedy świeci słońce, pokazujemy mu i tłumaczymy, jak łapać piłkę, kiedy mu się to nie udaje. Dziecko ma okazję chwycić i ugryźć cząstkę cytryny, kiedy przygotowujemy rybę, a wtedy mówimy mu: „Widzisz, jakie kwaśne?”. Dziecko ma okazję eksplorować, ale i obserwować: w jego obecności rozmawiamy z innymi osobami, reagujemy na zachowania jego rodzeństwa – by mogło zobaczyć, jakimi zachowaniami reagujemy na różne sytuacje społeczne.[…] Dziecko nie potrzebuje formalnych, mentorskich objaśnień. Potrzebuje żyć i konfrontować się z serią wstrząsów, jakie przysparzać mu będzie eksplorowanie świata.”****

Ot, i cała tajemnica bycia prawdziwym nauczycielem – uważność i otwartość na naturalne prawa dziecka, pełne obecności życie w świecie samoświadomych dorosłych, NIE nauczających, a towarzyszących dziecku w odsłanianiu kolejnych kart bezkresnego wszechświata…

Dlaczego szkoła nie uczy dzieci?

1. Szkoła nie uwzględnia podstawowych zasad rządzących uczeniem się i rozwojem człowieka.
By w pełni rozwinąć swój potencjał, dziecko potrzebuje naturalnego, urozmaiconego i uporządkowanego otoczenia, umożliwiającego mu spontaniczną eksplorację. Skupienie uwagi na tych czynnikach powinno być kwestią fundamentalną. Szkoła jednak oferuje młodym ludziom siedzenie w bezruchu w ławkach przez mniej więcej siedem godzin dziennie, przymus uczenia się na pamięć i przyswajania często niezrozumiałych informacji oraz nieustanny stres związany z ocenianiem, testowaniem i z koniecznością dostosowania się do ram podstawy programowej.

2. Dziecko potrzebuje spokojnego, pełnego miłości kontaktu z dorosłym, dającego wzajemne wsparcie i wielkoduszność.
W zamian musi często odnaleźć się w relacji nacechowanej brakiem empatii i wrażliwości na jego emocje i rozwój. Bywa krytykowane, wyśmiewane, porównywane, karane i oceniane w sposób, który nie tylko odbiera chęć do pracy i nauki, ale przyczynia się również do problemów na tle emocjonalnym. W Polsce istnieje duży odsetek dzieci, dla których spełnianie oczekiwań szkoły kończy się bardzo niekorzystnie. Badania pokazują, że coraz więcej dzieci cierpi na zespół lęku napadowego, szkolną fobie swoistą, a nawet depresję. Najpoważniejsze objawy lęku mogą mieć charakter objawów cielesnych oraz psychicznych. Należą do nich np. pocenie się, drżenie, nudności, bóle brzucha, kołatanie serca. Objawy psychiczne obejmują uczucie napięcia, ciągłego przerażenia, odrealnienia oraz poczucie zagrażającej śmierci. Dr Filip Rybakowski, kierownik Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie przyznaje, że problem ten dotyka aktualnie nawet 15% dzieci w wieku szkolnym…

3. Również na poziomie neurobiologicznym żadne dziecko nie jest w stanie efektywnie się uczyć i swobodnie zapamiętywać nowych wiadomości, jeżeli podlega naciskowi z zewnątrz.
Z wieloletnich badań nad pracą mózgu wiemy, że nie jest on organem zewnątrzsterownym. Oznacza to, że nie może wykonywać swojej pracy w chwili, w której ktoś z zewnątrz go do tego zmusza. Naturalnie uzasadnienie takiego stanu rzeczy znajdziemy w budowie oraz istotnych procesach zachodzących wewnątrz mózgu. W momencie, w którym dziecko poddawane jest naciskowi z zewnątrz, w jego mózgu ustaje produkcja dopaminy, która z kolei aktywuje neurony produkujące endogenne opioidy. Substancje te mają decydujący wpływ na procesy zapamiętywania i uczenia się. Kiedy ich wydzielanie ustaje, ustaje również proces uczenia się. Brak dopaminy w tzw. wewnętrznym układzie nagrody powoduje utratę zainteresowania lekcją, prezentowanym materiałem i nauką w ogóle. Teraz wiemy już, dlaczego młodzi ludzie tak często kręcą się podczas zajęć, rozmawiają, odwracają do kolegów czy bawią długopisem. Oni zwyczajnie się nudzą, ich system ciekawości eksploracyjnej wyłącza się i przestaje skutecznie funkcjonować – intuicyjnie próbują go więc aktywować.

4. Sposób, w jaki zorganizowana jest dzisiejsza szkoła i nauka w niej, hamuje potencjał mózgu naszych dzieci.
Dzięki niemalże dwudziestoletnim praktykom w zakresie neuroobrazowania wiemy już, że mózgi – zarówno nasze, jak i naszych dzieci – dużo szybciej zapamiętują informacje, które są subiektywnie ważne dla nich i odnoszą się do ich własnych przeżyć i doświadczeń; łatwiej zapamiętują to, co związane jest z własną aktywnością niż to, co zostanie im przekazane w formie beznamiętnego wykładu, a najbardziej produktywnie uczą się w grupie. Które z potwierdzonych naukowo faktów wykorzystuje się w tradycyjnych szkołach? Uczymy dzieci rzeczy, które są dla nich absolutnie niezrozumiałe na poziomie ich percepcji i postrzegania świata, wbijamy do głowy dane, które znaczą dla nich tyle, co tajemnicze kody nie do rozszyfrowania, oraz zapraszamy do bezkrytycznego ślęczenia nad kolejnymi zadaniami z zeszytu ćwiczeń (w pojedynkę oczywiście, bo praca w grupie mogłaby przecież zaburzyć dyscyplinę i porządek lekcji…). Przez wiele godzin w ciągu dnia każemy im również słuchać monotonnych wykładów nauczycieli, zapominając o tym, co najcenniejsze dla rozwoju dziecka – samodzielne odkrywanie znaczeń, eksperymentowanie, analizowanie i wnioskowanie. Tylko wtedy, kiedy pozwolimy dziecku działać, w jego mózgu aktywują się takie substancje neurochemiczne, dzięki którym rozpoczyna się naturalny proces uczenia się!

5. Aby młody człowiek mógł zarazić się pasją do nauki, do danego przedmiotu oraz entuzjazmem do działania, potrzebuje eksplorować szkolną codzienność w towarzystwie pełnego zaufania, zapału i zaangażowania nauczyciela
– którego postawa stanie się naturalnym wzorem do naśladowania. Jasno mechanizm ten opisuje znany niemiecki neurobiolog Gerald Huther:
“Aby niemowlak, dziecko, nastolatek lub człowiek dorosły naśladował zachowanie innego człowieka, czyli aby w jego mózgu został w ogóle aktywowany system neuronów lustrzanych, osoba mogąca odgrywać rolę wzoru musi być dla niego ważna. Dzieci nigdy nie naśladują wszystkich osób, lecz tylko te, które podziwiają, które są dla nich wyjątkowo ważne, z którymi czują się emocjonalnie związane. One właśnie stanowią ich wzorce. Wszyscy inni mogą się wysilać, ile chcą, aby nauczyć czegoś dziecko, nastolatka czy dorosłego. Strumień entuzjazmu rusza tylko wówczas, gdy w mózgu zostaną aktywowane centra emocjonalne. I wtedy właśnie to, co robi osoba stanowiąca wzór, będzie nie tylko imitowane, ale także zostanie mocno zakodowane w formie odpowiednio użyźnionego i dojrzałego wzorca połączeń”.

*por. Bauer J., Empatia. Co potrafią lustrzane neurony, Warszawa, 2008

** Holt był założycielem ruchu edukacji domowej (Homeschooling Bewegung), który prawie od 30 lat skupia rodziców przeciwstawiających się przymusowi uczenia się ich dzieci w szkole. Jest autorem pierwszego w Stanach Zjednoczonych czasopisma dla rodziców nieposyłających dzieci do szkoły pt.: „Growing Without Schooling” oraz projektu badań w działaniu dotyczącego stymulowania samodzielnego uczenia się.

***Alvarez C., Prawa naturalne dziecka, CoJaNaTo, Warszawa, 2017
**** ebd.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Magdalena Boćko-Mysiorska

Życiowo - spełniona mama i żona. Zawodowo - pedagog, metodyk, tłumacz, wykładowca i lektor języka niemieckiego. Autorka i współautorka podręczników, testów, programów nauczania i artykułów. Od niedawna „mikrobadacz”. Autorka projektu "Obudź się szkoło" oraz bliskościowego bloga: www.magdalenabockomysiorska.pl
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.magdalenabockomysiorska.pl




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: