Dobry żal po porodzie
Czym jest żal? Według słownikowych definicji to stan smutku, przygnębienia, wywołany jakimś przykrym doświadczeniem, przeżytym rozczarowaniem. Często towarzyszy mu trudność w pogodzeniu się ze stratą. Po narodzinach dziecka zdecydowana większość kobiet przeżywa swojego rodzaju niedosyt związany z porodem, lekkie rozczarowanie. Jednak u części kobiet żal trwa jeszcze długo po porodzie: mają niesłabnące wrażenie, że w czymś zawiodły, borykają się z trudnym do opisania poczuciem zawodu, rozczarowania. To uniemożliwia im doświadczanie nieskrępowanej radości oraz dumy z siebie i nowo narodzonego dziecka. Skąd się biorą negatywne emocje i stany po narodzinach dziecka?
Baby Blues a żal po porodzie
U około 85% kobiet około trzeciej doby po porodzie pojawia się tak zwany baby blues, czyli silna huśtawka emocjonalna składająca się z niepokoju, obaw, smutku, rozbicia, ale też radości i wzruszenia. Można za to winić naturalną po porodzie burzę hormonów, zmęczenie oraz potrzebę oswojenia się z nową sytuacją. Baby blues sam z siebie nie jest powodem żalu po porodzie, ale może stać jego przyczyną. W takim momencie kobieta pełna obaw i niepewności potrzebuje wsparcia w postaci zapewnienia, że ma wszystko, czego potrzebuje, aby być dobrą matką. Jeśli go nie otrzyma, może zacząć doszukiwać się niedoskonałości w swojej macierzyńskiej historii.
Wyobrażamy sobie poród
Przygotowując się do porodu, chcąc nie chcąc, wyobrażamy sobie jak to będzie, zadajemy sobie pytania czy i jak damy sobie radę, oglądamy filmy o porodach, słuchamy opowieści innych kobiet, marzymy. Bywa, że mamy duże oczekiwania co do fizjologii przebiegu porodu – będzie cicho, łagodnie i spokojnie. Mamy oczekiwania wobec personelu, że pomoże, pomasuje, położy dziecko na długo na brzuch. Często same sobie wysoko stawiamy poprzeczkę – urodzę bez znieczulenia, urodzę na stojąco, urodzę bez krzyku… W końcu tak długo walczyłyśmy o prawo do naturalnych porodów, że chcemy to prawo wykorzystać.
I co się dzieje? Już na wejściu boleśnie zderzamy się ze szpitalną rzeczywistością, która zbyt rzadko przypomina tę wyidealizowaną, książkową, przyjazną dziecku i matce przestrzeń. Każdą interwencję medyczną – potrzebną czy nie, odbieramy jako atak na siebie. Przywiązanie do własnych wizji porodu oraz tego jak „powinnam rodzić” ogranicza, często powoduje poczucie porażki – nie udało mi się urodzić na stojąco, nie udało mi się bez znieczulenia, nie udało mi się dostać znieczulenia, musiałam mieć cesarkę, nie mogłam mieć cesarki – dla każdej kobiety będzie to coś trochę innego, ale przeżywane w związku z tym emocje są niemal identyczne.
Kiedy nie otwieramy się na to, co poród przyniesie, zamykając się w świecie swoich wyobrażeń, nie zostawiamy sobie miejsca na elastyczność. Stąd już tylko krok do żalu.
Niewypowiedziany żal
Taki nieutulony żal przeszkadza w pełnym i szczęśliwym doświadczaniu wczesnego macierzyństwa, ciągnie się niepotrzebnie długo. Bliscy powtarzają, że skoro jest dziecko, trzeba się cieszyć i zapomnieć o sposobie, w jaki przyszło na świat. Jednak mimo szczerych chęci młodym matkom często nie udaje się nie wracać myślami do samego porodu, pobytu w szpitalu, nie rozważać, jak to się mogło potoczyć inaczej, lepiej, co mogły jeszcze zrobić.
Jak zrozumieć żal
Jak temu zaradzić, skoro bliscy często nie rozumieją naszego żalu? Dobrze jest skonfrontować się z żalem, dać mu prawo bytu, poczuć go, przyjrzeć mu się z bliska, nazwać go. Dać znać partnerowi, który często jest bezradny wobec naszych wspomnień po porodzie – on również może mieć poczucie porażki, że zawiódł jako opiekun – oto przyszedł czas, żeby uporać z żalem. Warto znaleźć sobie miejsce oraz osobę, której można opowiedzieć o swoich uczuciach. Bliskie kobiety – matki, babki, siostry, mogą być za bardzo emocjonalnie związane z całą sytuacją i nadmiernie ją bagatelizować lub przeciwnie – wyolbrzymiać. Dobrze jest wybrać starannie, komu powierzyć żal. Może to być grupa wsparcia dla kobiet po porodzie, spotkanie z psychologiem, doulą, przyjaciółką. Ważne by był to ktoś, kto będzie potrafił w ciszy słuchać, kto powie po prostu „rozumiem to, co mówisz, mów dalej”. Jeśli nie ma takiej osoby, można napisać list do wyimaginowanej, życzliwej przyjaciółki.
Po jakimś czasie od takiej rozmowy czy napisanego listu, można wrócić na chwilę do tego, zapytać siebie, czy jest jeszcze ten żal, czy coś domaga się opowiedzenia, opisania. Jeśli tak – warto spotkać się jeszcze raz z wybraną osobą czy grupą, dopisać coś do listu.
Później dobrze jest spojrzeć na dziecko – to cud, który stał się Twoim udziałem. Celem porodu było narodzenie się właśnie tego cudu.
Pozwólmy odejść żalowi
Niewypowiedziany żal z czasem może zostać głęboko zakopany w świadomości, ale nie znika. Może nawet wracać – na widok noworodka, po usłyszeniu czyjejś historii porodowej. Nie bez powodu powstają grupy wsparcia dla matek dorosłych dzieci, które noszą w sobie żal związany z porodami, jakich doświadczyły. Taki niewypowiedziany żal kładzie się cieniem na całym życiu – nie tylko kobiety, która się z nim boryka, ale i jej rodziny. Żal trzeba wypowiedzieć i pozwolić mu odejść.
Jak pisze Ananda Lowe, KAŻDY poród jest wejściem w macierzyństwo, niezależnie od tego w jaki sposób się potoczył. KAŻDE wejście w macierzyństwo należy świętować. Istnieje tylko jedna społeczność matek i każda z nas, niezależnie od tego, w jaki sposób została matką i czy jest razem z dzieckiem czy też nie – jest jej częścią!
Witaj ze swoją niepowtarzalną historią macierzyńską. Witamy Cię w społeczności MAM!
Zapraszamy wszystkie Mamy do przysyłania nam listów ze swoimi opowieściami poporodowymi. Napiszcie, czy macie poczucie żalu po porodzie, dlaczego, jak sobie z tym radziłyście czy radzicie. Czekamy na Wasze listy!
Autor artykułu
Ciąża i poród - więcej artykułów
Najnowsze artykuły
22 odpowiedzi do “Dobry żal po porodzie”
Twój komentarz
Eko-wiadomości
Wiosenna kuracja odmładzającaOdmładzające działanie pokrzywy znane było już naszym babkom. Kurację taką przeprowadza się na wiosnę, pijąc przez 3 tygodnie po 4 łyżki stołowe soku z młodych pokrzyw dziennie
Wywiady
Rozmowa z Adamem Winiarczykiem
Rozmowa Agaty Kuli i Agnieszki Nuckowskiej
Rozmowa z Justyną Sochą
Dołącz do nas na Facebooku!
Nasze patronaty
Ogólnopolski program, którego celem jest zidentyfikowanie i promocja miejsc przyjaznych mamom karmiącym
„Dziecko z bliska” – pierwsza polska książka o rodzicielstwie bliskości
Księgarnia www.matras.pl oraz www.bajkopisarze.pl zapraszają do konkursu „Świat dzieciństwa”








SYLWIA
Witam moj zal trwa nadal, choc dzieki temu artykulowi widze nadzieje na poprawe.Urodzilam syna 4 msce temu.Przez ciezki porod dlugo nie moglam sie odnalezc w roli matki.Tylko pomoc rodziny i meza zapobiegla mojemu zalamaniu sie i pomogla w miare szybkiej stablizijacji…
30 marca 2012, 16:11Bardzo chcialam moje 1 dziecko rodzic naturalnie, 10dni po terminie zero objawow porodu trafilam na oddzial(rodzilam w Londynie),jest czwartek po 17 podali mi jakis srodek/hormon dopochwowy, o 1w nocy zaczely sie skurcze co minute-dwie, polozna zbadala-zero rozwarcia.Cala noc wilam sie z bolu,ale dzieki douli(kontakt telefoniczny) wytrwalam, powtarzalam jak mantre, chce tego, czekam na Ciebie malenstwo, najdluzsza noc w moim zyciu, dodam ze od kilku dni nie spalam maly byl bardzo akttywny w nocy i nie dawal mi spac.Wreszcie,okolo 10 rano kolejne badanie, rozwarcie tak samo czyli zero….kolejny zawod, lekarz chce mi wcisnac znowu hormon,ale ktos przytomny na obchodzie zauwaza ze moje skurcze sa tak silne ze nie moge mowic i hormon tu niewiele zdziala jako ze brak rozwarcia.Proponuja masaz szyjki macicy, zgadzam sie,potworny potworny bol, po masazu czuje sie jak nie czlowiek…Ale zadzialalo, pojawilo sie rozwarcie 1cm…jestem szczesliwa zaczelo sie, jednak informuja mnie,ze na porodowce nie ma miejsca musisz czekac do jutra, skurcze mam juz rzadziej co 5-10min,kolejna noc z jak z horroru ale powtarzam caly rytual, co skurcz mowie sobie jak wspaniale ze boli, ze tego chce, itp.
Sobota-wiem ze to juz niedlugo, od 36h mam skurcze a od okolo 12 czuje bol z krzyza,rozrywa mi plecy,laduje na porodowce, po interwencji poloznej ktora opiekowala sie mna dzien wczesniej.Na sali podpinaja mi aparature,jeszcze nie wiem ze dziecku bedzie skakac tetno i kolejne godziny bede lerzec plackiem w najbardziej nienaturalnej pozycji do rodzenia, lezenie na plecach…..przebili mi wody plodowe,podpieli oksytocyne, zaczal sie horror. Zawsze myslalam ze wytrzymam porod, jestem odporna na bol, ale to co mnie spotkalo, nie potrafie opisac slowami, jeden ciagly, nieustanny bol, to nie byly skurcze, nie bylo przerwy, wydawalo mi sie ze umre z bolu, pozwalaja mi laskawie na pare minut na bok ale za chwile, tetno skacze, wracaj na plecy. Nagle sie okazuje ze nie mam juz sily tego zniesc, po kilku nocach bez snu, praktycznie bez jedzenia, bo zero apetytu,jestem totalnie wypompowana, prosze o kroplowke na dodanie sil, niewiele pomaga ale jest troszke lepiej, dochodze do wniosku ze nie dam rady, prosze o epidural, dostaje go, ale po chwili okazuje sie ze zle zalozony, czuje bol(mialam do tego rwe kulszowa, synek sprawil ze powstal jakis ucisk na nerw), ponownie wbijaja sie w kregoslup, jestem jak w amoku, mialam wrazenie ze pozwole sobie na obciecie nog, byle minal ten bol. Wreszcie, nie czuje bolu.Polozne(byly2 zmiany) na 1 zmianie zajmowaly sie mna bardzo bardzo bardzo dobrze, zmiana nocna natomiast, miala ogolnie wylane, polozna wiecej czasu posiwecala na wypelnianie papierkow niz na jakimkolwiek interesowaniu sie moim stanem, dostalam wysoka goraczke, skonczyla mi sie kroplowka, dopiero gdy po 5h moja dotychczasowa polozna z afryki poszla na przerwe i przyszla polozna polka, okazalo sie ze mozna mi pomoc, podac zastrzyki z paracetamolem, dac swieza kroplowke(przy oksytocynie, powinna byc podawana stale, aby uzupelnic plyny)a nawet okazalo sie ze moge usiasc, nie musze lezec….boze to bylo jak zly sen…
Po okolo 6h rozwarcie bylo 8cm,ale niestety to byly ostatnie dobre wiadomosci, pozniejsze badanie po kilku h nie pamietam ilu,wskazalo ze synek zaklinowal sie(byl duzy 4kg i duza glowka)i utknal w kanale rodnym, a w sumie nagle sie ockneli ze jest jeszcze bardzo wysoko!!!!mial zdeformowana glowe, lekarze zbadali mnie-rozwarcie nadal takie samo, proponuja cesarke, mowia ze nie ma gwaracji ze urodze naturalnie, ale ze to moja decyzja.
W trakcie porodu byli ze mna maz i doula, razem z mezem powstanowilismy ze wybieramy cc, mialam dosc tej gehenny, a maz nie chcial mnie dluzej narazac na to ze mozliwe ze porod tak czy siak zakonczy sie cc. juz na innej sali trzeslam sie jak galareta, mowili ze to efekt epiduralu, mialam wrazenie ze zabieg trwal wieki, Synus urodzil sie w niedziele rano o 6.29, nie plakal, polozyli mi go na chwile na klatke piersiowa po chwili zabrali nas na inna sale gdzie moglam go nakarmic.Po porodzie, nie radzilam sobie z opieka nas synem, ani w szpitalu(bylam wycienczona i mialam wciaz wysoka temperature)ani w domu(wdala sie infekcja rany, musialam codzinnie miec zmieniany opatrunek, oraz przez okolo 3 dni mialam temp.39-40stopni).Karmienie, przewijanie, a nawet trzymanie synka bylo dla mnie strasznie wycienczzajace, ale jakos sie udalo, pomogl mi bardzo maz, ktory byl przy mnie zajmowal sie synem, a w domu rodzice i rodzenstwo dogladali naszej trojki(maz az sie pochorowal, z nie dospania i nie dojedzenia…)
Wszystkie wiemy, ze porod nie jest latwym doswiadczeniem, nie jest tez nam dane wiedziec jak przebiegnie, ja wiedzialam od poczatku ze moze byc roznie, ale nigdy nie snilam ze bedzie az tak ciezko….wszystko szlo nie tak jak mialo isc.Najwazniejsze ze mamy sie juz dobrze, ze to wszystko za nami, boje sie tylko ze kolejny porod bedzie taki sam….rozmawiamy o tym, staram sie wracac, nie chce zapomniec, to wciaz za bardzo boli, mysle ze zapomne dopiero wtedy, kiedy w 100% sie z tym pogodze.
Gosia Borecka
Marto, dziękuję za Twoją historię… Chciałabym, żeby czytali je pracownicy służby zdrowia, którzy zajmują się kobietami w porodzie, żeby nauczyli się ważyć swoje słowa, żeby wydobyli z siebie empatię i powagę dla momentu narodzin nowego człowieka i dla kobiety w najintymniejszym i jednym z najważniejszych momentów swojego życia. Mam nadzieję, że narodziny Waszego drugiego dziecka odbędą się w bardziej sprzyjających warunkach- czego bardzo Wam życzę!
18 stycznia 2012, 13:06