Dylematy taty, czyli co to jest penis?
Majtki na zmianę
Pamiętam tę ciszę, jaka wtedy zapadła, tę konsternację, te setki galopujących myśli, które wtedy przemknęły mi przez głowę i te wszystkie szkolne podręczniki od przyrody i biologii, które jak na złość akurat „te” strony miały powyrywane, albo umazane długopisem.
I gdy tak myślałem, przypomniało mi się zdarzenie z mojego dzieciństwa, które mimowolnie zacząłem opowiadać na głos licząc naiwnie, że może w międzyczasie uda mi się choćby harcerską saperkę znaleźć i te Chiny jednak odwiedzić.
A było to zdarzenie z odległego 1982 roku. Lato wtedy było piękne. Gorące. W głowach kilkunastoletnich smarkaczy nie było więc nic poza przemożną chęcią wykąpania się w chłodnych wodach pobliskiego jeziorka.
Gdy padło hasło: Jedziemy! nikt się nie zastanawiał, że może ręcznik trzeba wziąć, albo jakieś majtki na zmianę.
O tych majtkach to sobie przypomniałem dopiero, jak w wody wyszedłem i pojawił się problem spodni z charakterystyczną mokrą plamą w „tym” miejscu.
Nie myśląc zbyt intensywnie (wszak upał na mózg mi się rzucił) pobiegłem do pobliskich zarośli, majtki zdjąłem, spodnie założyłem, zamek szarpnąłem i… trach.
To co sobie nim wtedy przyciąłem do dziś oglądam z troską. Ale wtedy to był tylko częściowy problem.
Dzyndzelek przy suwaku
Bo ten suwak… Jego trzeba było jeszcze otworzyć, aby przytrzaśnięty między metalowymi ząbkami organ uwolnić i drugi raz na nieziemskie męczarnie się narazić.
Łzy mi leciały, pot po tyłku spływał, a ja trzymałem za ten dzyndzelek przy suwaku i za żadne skarby tego gwałtownego ruchu zrobić nie mogłem.
W końcu koszulkę sobie w pasie przewiązałem, by zasłonić wstydliwe miejsce, dotarłem do domu z wytrzeszczonymi oczami i dopiero tam, bez stresu i mrówek pod nogami, przy pomocy obcęgów, sprawiłem że na moich ustach uśmiech znów zagościł.
Gdy dotarłem do końca mojej opowieści w całym domu panowała cisza. Miałem wrażenie, że słyszę brzęczenie much i krople wody spadające z kranu w łazience.
Nagle z upaćkanych brązową mazią ust padło drugie pytanie: „A krew ci bardzo leciała?”
I wtedy w mojej głowie pojawiła się kolejna myśl: „Matko Boska, jak ja jej kiedyś wytłumaczę co to jest miesiączka?”
Autor artykułu
Osobiście - więcej artykułów
Najnowsze artykuły
2 odpowiedzi do “Dylematy taty, czyli co to jest penis?”
Twój komentarz
Eko-wiadomości
Wiosenna kuracja odmładzającaOdmładzające działanie pokrzywy znane było już naszym babkom. Kurację taką przeprowadza się na wiosnę, pijąc przez 3 tygodnie po 4 łyżki stołowe soku z młodych pokrzyw dziennie
Wywiady
Rozmowa z Adamem Winiarczykiem
Rozmowa Agaty Kuli i Agnieszki Nuckowskiej
Rozmowa z Justyną Sochą
Dołącz do nas na Facebooku!
Nasze patronaty
Ogólnopolski program, którego celem jest zidentyfikowanie i promocja miejsc przyjaznych mamom karmiącym
„Dziecko z bliska” – pierwsza polska książka o rodzicielstwie bliskości
Księgarnia www.matras.pl oraz www.bajkopisarze.pl zapraszają do konkursu „Świat dzieciństwa”






Patrycja
O jejku, jak to zabrzmiało! Penis, wagina – totalna abstrakcja. Mój trzyletni syn wie, że wszyscy mają siusiaki – bo to jest to co służy do siusiania. Tata ma duży bo jest duży, On ma mały no bo jest mały, a mama…? Chwila konsternacji: „mama nie ma”. Jak to mówię, nie mam? A czym robię siusiu? No siusiakiem – padła odpowiedź. I sprawa się wyjaśniła – chłopcy mają inaczej, a dziewczyny bardziej schowane. Ale wszyscy mają! Przecież trzeba czymś robić siusiu!
2 czerwca 2011, 17:15Ps. Osobiście uważam, że nie ma tematów tabu. Rozmawiam z synem o wszystkim i wszystko mu tłumaczę jak partnerowi. Tak robili ze mną moi rodzice i „te rzeczy” obywały się bez kłopotów, a rozmowa szła bardzo gładko. Pozdrawiam wszystkich zakłopotanych.
Seba
To nie jest odpowiedź! Zbyłeś temat, a Matkaboska Ci nie pomoże… W filmie „Gliniarz w przedszkolu” wszystkie dzieci wiedzą, że to chłopcy mają penisy, a dziewczynki waginy. Proste.
1 czerwca 2011, 16:18