Czy dzieci należy “uczyć” chodzić, prowadząc je za rączki?
| Czy dzieci należy “uczyć” chodzić, prowadząc je za rączki?

Czy dzieci należy “uczyć” chodzić, prowadząc je za rączki?

Czy w ten sposób pomagamy maluszkowi rozwijać się, zdobywać nowe umiejętności? A może wręcz przeciwnie?

Uczyć chodzenia rzeczywiście trzeba, ale dzieci z problemami neurorozwojowymi. I to poważnymi – dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym, z przepukliną oponowo–rdzeniową, z niepełnosprawnością intelektualną… Dzieci, których układ nerwowy z różnych przyczyn został na tyle mocno uszkodzony, że bez pomocy terapeuty neurorozwojowego, nawet mając odpowiedni potencjał rozwojowy, nie osiągną tej cennej umiejętności.

Kiedy natomiast mówimy o dzieciach zdrowych neurologicznie – NIE. Ich uczyć chodzenia nie trzeba. Te maluchy zostawiamy w spokoju – to naprawdę najlepsze, co możemy dla nich zrobić. Będą chodzić, a nawet biegać i wspinać się, bez naszej pomocy. Co więcej, bez naszej interwencji zrobią to lepiej! W sposób bardziej pewny, ergonomiczny i… elegancki.

Maluszek zrobi to w odpowiednim dla siebie czasie, czyli kiedy?

Dokładnie wtedy, gdy jego układ mięśniowo-szkieletowy i układ nerwowy, a zwłaszcza koordynacja pracy tych układów oraz narządów zmysłów, będą wystarczająco dojrzałe. Teoretycznie, a także w zdecydowanej większości przypadków dzieje się to między 12 a 18 miesiącem życia.

Zamiast przeciążać swoje kręgosłupy, pochylając się nad trzymanym za ręce maluszkiem, z radością obserwujmy kolejne, naturalne sekwencje nauki chodzenia:

  • Maluch podciąga się przy meblach, szczebelkach łóżeczka, nogach rodzica itp.
  • Trzymając się obiema rączkami, zaczyna przemieszczać się do boku – krokiem odstawno–dostawnym.
  • Maluch puszcza się jedną rączką i zaczyna maszerować do przodu – mówimy wówczas o kroku przedsiębieżnym.
  • Maluch puszcza się obiema rączkami i balansuje w pozycji stojącej (ćwiczy równowagę statyczną).
  • Maluch puszcza się obiema rączkami i… robi kilka kroczków do przodu. A rodzice sięgają po chusteczki, żeby wytrzeć łzy wzruszenia i radości.;) Ewentualnie po telefon, żeby nagrać tę doniosłą chwilę.

Spokojnie – na nagrywanie będzie jeszcze czas. Sekwencje te nachodzą bowiem na siebie czasowo i z reguły maluch potrzebuje kilku tygodni i wielu, wielu prób, żeby pewnie ruszyć do przodu. Takie momenty puszczania się na chwilę, robienia kilku kroczków między meblami będą powtarzać się jeszcze wielokrotnie. Co więcej – w międzyczasie większość maluszków zdecydowaną większość czasu nadal spędza w pozycji czworaczej, eksplorując otoczenie i wzmacniając swoje mięśnie, koordynację wzrokowo–ruchową, reakcje równoważne i obronnego podporu. Oczywiście, jeśli tylko im na to pozwolimy…

Dlaczego prowadzenie dziecka za jedną lub dwie rączki jest niebezpieczne:

  • Zaburza rozwój prawidłowej postawy ciała, przyczyniając się do zwiększania przodopochylenia miednicy, hiperlordozy lędźwiowej, wypłaszczenia kifozy piersiowej i asymetrii.
  • Zaburza rozwój reakcji równoważnych i obronnego podporu – rączki mają maluszkowi służyć do przejmowania ciężaru ciała w razie upadku. Tymczasem maluch prowadzony za rączkę w razie utraty równowagi „zawisa” za ręce opiekuna, nie wyciąga rączek do przodu i na boki w celu balansowania ciężarem ciała ponad płaszczyzną podparcia, łapania równowagi, a w ostateczności – asekuracji. Ucząc malucha chodzenia za rączki, zwiększamy więc ryzyko urazów, bo maluch nie ma tak wielu okazji wzmacniania odpowiednich mechanizmów obronnych.
  • Przyczynia się do rozwoju nieprawidłowego wzorca chodu, a zwłaszcza do chodu na palcach i towarzyszącym mu przykurczom mięśniowym.
  • Zaburza rozwój koordynacji motorycznej i koordynacji wzrokowo–ruchowej, nie stymuluje rozwoju orientacji przestrzennej i planowania motorycznego.
  • Zaburza rozwój komponenty rotacji i naprzemiennych ruchów rąk i nóg, przez co rozwijający się wzorzec chodu jest mniej płynny i ergonomiczny.
  • Uzależnia maluszka od opiekuna, zabiera mu pewność swojego ciała i swoich możliwości, poczucie sprawczości. Ostatecznie opiekun sam cierpi na dolegliwości bólowe kręgosłupa – bo większość z osób prowadzących maluszki robi to w długotrwałym skłonie, który jest wyjątkowo obciążający dla kręgosłupa…

Co często się zdarza – rozwiązanie prostsze okazuje się tym właściwym. Zamiast męczyć kręgosłup swój i maluszka, usiądźmy wygodnie z filiżanką herbaty i delektujmy się cudownym widokiem pokonywania przez naszego malca jednego z największych w jego życiu kamieni milowych. Niech zrobi to sam, w pełni na to gotowy – radość i satysfakcja z osiągniętego celu będzie jego psychofizycznym potencjałem na całe życie.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Anna Schab

Fizjoterapeutka, terapeutka metody NDT Bobath i Integracji Sensorycznej. Doktorantka na Śląskim Uniwersytecie Medycznym. Współzałożycielka i szkoleniowiec w stowarzyszeniu BuggyGym, promującym na co dzień fitness na świeżym powietrzu z dzieckiem w wózku. Szczęśliwa i spełniona żona oraz mama Stasia, Kazia i Uli. Prowadzi prywatny gabinet fizjoterapii dla dzieci i niemowląt w Cieszynie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/Fizjoterapia-dzieci-i-niemowl%C4%85t-Anna-Schab-361322127559209/?fref=ts




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

„Człowiek to jedyny ssak, który odstawia swoje potomstwo, zanim ono będzie na to gotowe”. 3 historie o samoodstawieniu się dziecka od piersi

Czy faktycznie myślisz, to co myślisz? O wielkiej roli przekonań w naszym życiu

Juul na poniedziałek, cz. 63 – Wszystkie dzieci potrzebują autorytetu osobistego

Przejdz do: