Jak nauczyć dziecko bezinteresownej pomocy innym?
| Jak nauczyć dziecko bezinteresownej pomocy innym?

Jak nauczyć dziecko bezinteresownej pomocy innym?

Zanim dziecko przyjdzie na świat, bardzo często mamy wizję swojej wychowawczej misji. Oczami wyobraźni widzimy potomstwo wyposażone w odpowiedni zestaw cech, umiejętności i wartości. I dobrze, bo przecież powinniśmy wyznaczać swoje wychowawcze cele - pamiętając przy tym o otwartości na dziecko i elastyczności. Z czasem przecież jedne z naszych celów okazują się nierealistyczne, inne jednak nie tak cenne, jak początkowo zakładaliśmy, jeszcze inne towarzyszą nam w codzienności.

Warto zadawać sobie pytanie, co jest dla mnie ważne i dlaczego chcę przekazać to moim dzieciom? Kiedy myślę o bezinteresownej pomocy innym i pierwszych latach życia moich córek, to jestem zupełnie spokojna. Przecież maluchy wciąż chcą coś robić dla innych!

– Mamo, co robisz?
– Kroję warzywa.
– Ja też mogę?

– Mamo, ja też chcę wieszać pranie.
– Tato, wezmę z tobą te sztućce.
– Babciu, pomogę nieść ci zakupy!

Wynika to zarówno z naturalnych etapów rozwojowych dziecka, w których dominuje ciekawość życia czy chęć zdobywania nowych doświadczeń, jak i z pragnienia bycia częścią wspólnoty, z potrzeby przynależności, współpracy czy wzbogacania życia. Te ostatnie z wymienionych przeze mnie potrzeb M. Rosenberg zalicza do potrzeb z kręgu współzależności, realizowanych w relacjach z innymi ludźmi.

Dzieci chcą uczestniczyć w życiu rodzinnym, chcą włączać się w codzienne czynności, chcą być uwzględnione. Chcą także, abyśmy dostrzegali ich wkład, starania. Wystarczy przyjąć ten dar – autentycznej i bezinteresownej pomocy. Wystarczy nie zniechęcać dzieci, mówiąc:
– Jesteś za mały,
– Nóż jest ostry,
– Ja zrobię to szybciej/lepiej,
– To dla ciebie za ciężkie/za trudne…

Zamiast tego miejmy taki nóż (plastikowy, stołowy), którym dwulatek pokroi paprykę lub ogórka, zaplanujmy więcej czasu na wykonanie danej czynności, wyrażajmy wdzięczność za chęć pomocy. Zbudujmy solidny fundament na przyszłość.

Przyszłość, w której nasz trzylatek pójdzie do przedszkola, i szkoły, i w tak zwany szeroki świat i być może usłyszy:
– Jeśli mi pomożesz pozbierać klocki, dam ci cukierka,
– Jeśli mi nie podniesiesz ołówka, nie będę cię lubić,
– No, masz tu pięć złotych i pozmywaj naczynia babci.

Co wtedy? Jak nie zaprzepaścić tego, co zostało zasiane?

Przede wszystkim wciąż pamiętam o wyżej wymienionych potrzebach – dzieci z nich nie wyrastają. Mamy je wszyscy, bez względu na wiek , bo – zgodnie z Porozumieniem Bez Przemocy – wszyscy chcemy przyczyniać się do dobra drugiego człowieka.

Wierzę też temu, co mówi Jesper Juul, że dzieci chcą współdziałać i robią to w dziesięciu przypadkach na dziewięć! Jednak wielu rodziców współdziałanie wyobraża sobie jako umiejętność dostosowania się czy nawet podporządkowania. Nic więc dziwnego, że nie widzą współdziałania swoich dzieci, które polega na naśladowaniu zachowania rodziców. Ponadto nierzadko dostrzegamy tylko te momenty, w których dzieci przestają współdziałać, nie wzmacniamy naszą uwagą i uznaniem tych zachowań, którymi dzieci realizują wartości przez nas cenione.

Uczą się patrząc

Niby wszyscy wiemy, że dzieci uczą się przez naśladownictwo, co potwierdzają badania, ale co to oznacza w praktyce? Staram się nie wygłaszać górnolotnie brzmiących zasad bez pokrycia, ale wprowadzam je w życie. Angażuję w te przedsięwzięcia moje córki. Na przykład:

  • Za małe ubrania oddajemy młodszym dzieciom znajomych czy krewnych – wspólnie je pakujemy, zawozimy.
  • Przygotowujemy w okolicach świąt produkty spożywcze dla potrzebujących.
  • Przy okazji rozliczenia podatkowego opowiadam córce o 1% i mówię, dla kogo i z jakiego powodu go przekazuję.
  • Starsza córka otrzymuje kieszonkowe i drobną kwotę odkłada na pomoc potrzebującym, sama decyduje kiedy i komu je przekaże.
  • Uczestniczymy w szkolnych kiermaszach czy koncertach charytatywnych.
  • Proszę dzieci o pomoc w sprzątaniu, przyjmując zarówno ich zgodę, jak i odmowę.
  • Często razem przygotowujemy posiłki.
  • Od dawna weekendowym śniadaniem zajmuje się starsza córka, starając się o jakieś drobne niespodzianki, np. kwiatek, serwetkę… Niedawno dołączyła do niej młodsza.
  • Niejednokrotnie starsza córka biegnie do sklepiku naprzeciwko, bo skończyło mi się np. mleko do kawy.

Możliwości jest tak wiele

Niejednokrotnie obserwuję, że jakakolwiek forma perswazji – namowa, nakazywanie, przymuszanie – przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Nie chcę, by altruizm kojarzył się mojemu dziecku z przymusem. Chcę, by wypływał z potrzeby serca, dlatego zostawiam przestrzeń dla wolnego wyboru. Jednocześnie pokazuję, co dzieje się kiedy my, ludzie, nie chcemy sobie pomagać i do czego przyczynia się nasza bezinteresowna pomoc.

Staram się każdego dnia wyrażać wdzięczność mojej rodzinie za okazaną mi pomoc. Podczas wieczornych rozmów z córkami mówię im, jakie to dla mnie ważne i cenne, byśmy z życzliwością i troską wspierali się nawzajem.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ewelina Adamczyk

Córka, żona, mama, pedagog. Współzałożycielka śląskiej Wioski Rodziców, współorganizatorka pierwszej na Śląsku Konferencji Empatii, uczestniczka wielu warsztatów z Porozumienia bez Przemocy, empatyczna opiekunka dzieci na rodzinnych obozach Inkubatora Empatii, wytrwale praktykująca i pogłębiająca język żyrafy. Głęboko przekonana, że dzięki niemu możliwa jest autentyczna i bliska relacja.
Odwiedź stronę autorki/autora:




Jak się godzić w związku

Skąd się biorą jesienno-zimowe infekcje

Dzieci uczą się przez doświadczanie. Nie przez to, co im pokażemy!

Przejdz do: