Juul na poniedziałek, cz. 62 – Kiedy dzieci mogą przejmować odpowiedzialność za swoje zdrowie?
| Juul na poniedziałek, cz. 62 – Kiedy dzieci mogą przejmować odpowiedzialność za swoje zdrowie?

Juul na poniedziałek, cz. 62 – Kiedy dzieci mogą przejmować odpowiedzialność za swoje zdrowie?

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula, które czytajcie w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Pytanie rodzica:

Jestem mamą wspaniałego czternastolatka, który daje nam mnóstwo radości i oczywiście również przynosi różne wyzwania. Kiedy miał osiem lat, zachorował na cukrzycę typu 1. Przez wszystkie te lata staraliśmy się nie robić tragedii z jego choroby. Syn zna swoje ciało dosyć dobrze i nigdy nie zdarzyło się, żeby poziom cukru był nieprawidłowy. Wie także, jakiej diety powinien przestrzegać. Jednak mimo to nigdy z własnej inicjatywy nie robi sobie zastrzyków z insuliny ani nie mierzy samodzielnie poziomu cukru. My wszystko mu przygotowujemy i jest to już dla nas frustrujące. Dlatego ostatnio dość często zdarza się nam z tego powodu kłócić.

Ostatnie dwa lata mieszkaliśmy za granicą i spędzaliśmy ze sobą wiele czasu. Jeśli nie był w szkole albo na treningu, to zazwyczaj siedział z nami w domu. Dzięki temu mieliśmy niezły przegląd jego stanu zdrowia oraz wgląd w to, co je i kiedy potrzebuje insuliny. Teraz spędza więcej czasu ze znajomymi. Dlatego zadajemy sobie pytanie, jak moglibyśmy skłonić go do przejęcia odpowiedzialności za własne zdrowie i ciało.

Trudność dla mnie stanowi fakt, że mój mąż z powodów zawodowych dołączy do nas dopiero za cztery lub pięć miesięcy. Czuję się obecnie samotną matką i boję się, że będzie mi trudno, jeśli syn nie zechce ze mną współpracować. Czy ma Pan dla mnie jakiś pomysł?

Odpowiedź Jespera Juula:

Często byłem zapraszany na różne konferencje medyczne dotyczące cukrzycy typu 1 u dzieci i młodzieży. Również lekarze i personel medyczny zauważają, jak trudno jest zmotywować młodzież do przejmowania odpowiedzialności za przyjmowanie insuliny.

Widziałem jednak również, jak trudno jest zmotywować lekarzy, aby przekazywali tę odpowiedzialność młodym ludziom. Przyjmowanie insuliny w tej chorobie to kwestia życia i śmierci, dlatego kiedy dzieci są małe, lekarze oddają ją najpierw w ręce rodziców.

Gdzie jednak kończy się rodzicielska odpowiedzialność za zdrowie dziecka i kiedy przychodzi czas, aby dorastający człowiek sam zaczął się o siebie troszczyć? Odpowiedni moment przychodzi wtedy, kiedy konflikty miedzy rodzicami i dziećmi na tym tle stają się destrukcyjne. Destrukcyjne, czyli takie, które powtarzają się w krótkich odstępach czasu, a ich ton jest negatywny, agresywny i rodzi dużo frustracji. To jest właśnie ten moment, którego pani obecnie doświadcza. I bardzo dobrze, że stara się pani znaleźć jakieś rozwiązanie.

Moja propozycja jest następująca: Niech pani zaprosi syna do restauracji albo ugotuje mu jego ulubione danie i powie, że jest okazja, którą chciałaby z nim świętować. Przed posiłkiem proszę przekazać mu list o następującej treści: „Kochany synu! Odkąd chorujesz na cukrzycę, razem z ojcem przejęliśmy pełną odpowiedzialność za mierzenie poziomu cukru i podawanie ci insuliny. Teraz nadszedł czas, aby oddać tę odpowiedzialność w twoje ręce. To jest twoje ciało, twoja choroba i twoje lekarstwa. A zatem także twoja odpowiedzialność, którą ci niniejszym przekazujemy. Gdybyś potrzebował naszej pomocy, po prostu daj nam znać. Mamy całkowite zaufanie, że dasz sobie radę!”.

Jeszcze nie słyszałem, żeby jakiś młody człowiek protestował albo złościł się z powodu tak postawionej sprawy. Zdarza się natomiast bardzo często, że nastolatki wątpią w swoje siły, i dlatego rzeczywiście często życzą sobie, aby nadal ktoś inny troszczył się o te sprawy. I to jest całkowicie w porządku. Dziecko przejmuje odpowiedzialność za swoje zdrowie, ale nie musi sprawować jej zupełnie samo. Jednak teraz to do niego należy poproszenie o pomoc, ponieważ odpowiedzialność spoczywa w jego rękach.

Takie rozwiązanie rodzi zupełnie nową atmosferę w rodzinie. Jest tylko jedno małe „ale”. Chodzi o to, że pani i mąż musicie być absolutnie pewni, że chcecie i jesteście gotowi przekazać tę odpowiedzialność synowi. Bo jeśli nie ma w was tej gotowości, to on jej nie przyjmie. Moje doświadczenie pokazuje, że przeważająca większość młodych ludzi tę odpowiedzialność przejmuje.

Jeśli to się jednak nie uda, pozostają dwie możliwości. Pierwsza to wnikliwe sprawdzenie własnego podejścia, czy rzeczywiście jako rodzice uwolniliście się od tej odpowiedzialności i przekazaliście ją synowi. Być może wcale nie chcecie oddawać kontroli, którą tak długo sprawowaliście?

A druga to rozmowa z synem, aby z powrotem przejąć od niego tę odpowiedzialność. Niektóre dzieci i młodzi ludzie cierpiący na choroby przewlekłe są silnie przywiązani do faktu, że lekarze i rodzice troszczą się o ich zdrowie, i nie dysponują żadnym doświadczeniem, że mogliby sami być do tego zdolni. Nie potrafią sobie nawet tego wyobrazić. Dlatego jedno z najważniejszych pytań w tej sytuacji dotyczy zaufania, jakie macie do syna i jego gotowości, żeby samemu się o siebie zacząć troszczyć.

Brak takiego zaufania to największa przeszkoda w pozytywnym rozwoju sytuacji. To pytanie zresztą dotyczy wszystkich rodziców, którzy mają dorastające dzieci. Zazwyczaj rodzice chcą, aby były one odpowiedzialne i samodzielne, ale nie mają dość zaufania i wiary w ich odpowiedzialność osobistą. Często wybierają „najtańsze” rozwiązanie, czyli domagają się, żeby młody człowiek najpierw sam dowiódł, że jest godny ich zaufania. Nie uświadamiają sobie jednak własnej odpowiedzialności za brak zaufania do dziecka. To prowadzi do błędnego koła: rodzice domagają się osobistej odpowiedzialności od dzieci, ale sami nie podejmują osobistej odpowiedzialności za własne uczucia i postawy. Skutkiem tego jest nieskończony ciąg bezsensownych konfliktów.

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Juul na poniedziałek, cz. 64 – Nie ma jedynego, właściwego sposobu wychowania dzieci

Zabawa jest najwyższą formą nauki!

Dlaczego szkoła nie uczy dzieci?

Przejdz do: