Juul na poniedziałek, cz. 56 – Czy wtrącać się w wychowanie cudzych dzieci?
| Juul na poniedziałek, cz. 56 – Czy wtrącać się w wychowanie cudzych dzieci?

Juul na poniedziałek, cz. 56 – Czy wtrącać się w wychowanie cudzych dzieci?

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula, które czytajcie w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Pytanie rodzica:

Mam czterdzieści lat i jestem w szczęśliwym związku z drugim mężem, z którym mam syna. Jednak moje pytanie nie dotyczy mojej rodziny, tylko siostrzeńców męża. Chłopcy mają pięć i dziesięć lat i zawsze kiedy ich spotykamy, odnoszę wrażenie, że nie ma nad nimi żadnej kontroli. Krzyczą, płaczą, biją się, nie przestrzegają żadnych zasad grzeczności – ani przy stole, ani poza stołem. Na przykład przed kolacją bez pytania wyjmują lody z naszej lodówki albo myszkują w moich kieszeniach, szukając pieniędzy. Mam wrażenie, że nie mają żadnego szacunku dla otaczającego świata i ludzi. Normalne jest dla nich kopanie piłki w salonie albo włączanie telewizora, kiedy tylko im się zachce.

Jest mi niezmiernie przykro, że dwóch tak kochanych chłopców nie nauczono przestrzegania żadnych zasad, czego ewidentnie potrzebują. Czuję w sobie silną chęć wtrącenia się w ich wychowanie i muszę przyznać, że czasami robię małe uwagi, na przykład, żeby nie wkładali palców do miski z sałatką, albo wyjaśniam im, że w moim domu nie toleruję żadnego bicia.

Mam wrażenie, że ich rodzice się poddali. Ciągle powtarzają, jak wspaniały jest mój syn, który uczestniczy we wspólnych posiłkach, je nożem i widelcem i pyta o pozwolenie, zanim wstanie od stołu. A może myślą, że zachowanie ich dzieci jest normalne? Ich dziadkowie też nie interweniują. Ci chłopcy nie ponoszą żadnych konsekwencji swoich działań, a kiedy zwróci im się uwagę, całkowicie to ignorują.

Czy ma pan dla mnie jakąś radę? Lubię swoich siostrzeńców, ich rodziców i dziadków, ale czuję autentyczny lęk przed kolejnym spotkaniem rodzinnym, w którym będą brali udział.

Odpowiedź Jespera Juula:

To naprawdę trudna sytuacja i niełatwo znaleźć z niej wyjście. Widzę tu jednak małą szansę, która polega na tym, że rodzice tych chłopców nie są do końca zadowoleni z ich zachowania. Niestety, z opisu trudno wywnioskować, czy chłopcy tak samo zachowują się we własnym domu. Jeśli tak, oznaczałoby to, że ich rodzice mają może słuszne idee, ale brak im siły przebicia i autorytetu, aby wcielać je w życie. Z tego powodu cierpią, rzecz jasna, nie tylko oni, ale także ich dzieci. Dlatego zupełnie nie na miejscu jest karanie chłopców za takie zachowanie.


Widzę tutaj dwa wyjścia, które można spróbować także łączyć. Pierwszym może być zaproszenie chłopców do siebie i wyłożenie im od razu kawy na ławę: „Zaprosiliśmy was, ponieważ zależy nam na dobrych relacjach z wami i waszymi rodzicami. Widzimy jednak, że się one psują. Często złościmy się z powodu waszego zachowania. Ale dzisiaj zaprosiliśmy was z nadzieją, że lepiej się poznamy i że zobaczycie, jak w naszej rodzinie traktujemy siebie nawzajem. Chcielibyśmy opowiedzieć wam o kilku regułach, które u nas panują, a potem zobaczymy, czy możemy z tym razem zrobić coś dobrego”. Taki proces musi potrwać co najmniej dwa albo trzy spotkania.

Drugim wyjściem byłoby zapytnie rodziców, czy nie potrzebują wsparcia. Gdyby odpowiedzieli „tak”, to przede wszystkim nie wolno od nich żądać, żeby natychmiast zmienili swoje postępowanie wobec dzieci. Jest niewiele rzeczy na tym świecie, które są w stanie sprawić, żeby rodzice zaczęli bronić się kłami i pazurami – jedną z nich jest krytykowanie ich dzieci. Dlatego nie najlepszym pomysłem byłoby żądanie, aby natychmiast wprowadzili w swoim domu takie porządki, jakie panują u pani. Raczej trzeba najpierw porozmawiać z nimi i dowiedzieć się, jakie standardy i cele są dla nich ważne. Wasze wsparcie mogłoby polegać wtedy na tym, żeby pomóc im te cele i standardy osiągnąć. Jednak trzeba zawsze pamiętać, że tylko dwadzieścia procent zależy od metody, jaką się stosuje, zaś osiemdziesiąt od samych zaangażowanych osób.

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Fińskie dzieci uczą się najlepiej

Przemoc w białych rękawiczkach, czyli o zawstydzaniu dzieci

Juul na poniedziałek, cz. 68 – Czego potrzebują dzieci, czyli o rodzicielskim przywództwie

Przejdz do: