Juul na poniedziałek, cz. 66 – Rozwód czy życie w nieszczęśliwej rodzinie - co lepsze dla dzieci?
| Juul na poniedziałek, cz. 66 – Rozwód czy życie w nieszczęśliwej rodzinie – co lepsze dla dzieci?

Juul na poniedziałek, cz. 66 – Rozwód czy życie w nieszczęśliwej rodzinie – co lepsze dla dzieci?

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula, które czytajcie w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Pytanie rodzica:

Zastanawiam się, co jest bardziej szkodliwe dla moich dzieci: czy żeby dorastały bez ojca, czy dalej były świadkiem, jak źle mnie traktuje. Nie wiem, czy my jako rodzice jesteśmy jeszcze w stanie naprawić nasze napięte relacje.

Mamy razem dwóch chłopców: rocznego i dwulatka. Mój mąż kocha ich ponad wszystko na świecie i bardzo się angażuje. Potrafi się nimi serdecznie zajmować, ale niejednokrotnie reaguje też gwałtownie i głośno, szczególnie w sytuacjach, które wydają mi się nieadekwatne. Na przykład kiedy chłopcy za długo się rano ubierają.

Kiedyś byliśmy w sobie szaleńczo zakochani, ale od kiedy pojawiły się dzieci, nasza relacja praktycznie nie istnieje. Ja jestem całkowicie pochłonięta rolą matki. Czuję się przez męża źle traktowana: często mnie krytykuje, wykpiwa i jeśli w ogóle raczy odpowiadać na moje pytania, to robi to monosylabami. Jest także nieżyczliwy wobec mojej rodziny i często się złości.

W stosunku do dzieci staramy się jeszcze jakoś organizować. Jednak czuję się w naszym domu ograniczona i boję się mówić to, co myślę i czuję, ponieważ nie chcę narażać się na złośliwe komentarze męża. Wprawdzie nie kłócimy się, ale w domu panuje niedobra atmosfera.

Czasami jednak nasze życie wygląda zupełnie normalnie. Załatwiamy różne codzienne sprawy, a w rozmowach z dziećmi mój mąż mówi z uśmiechem, że wszystko jest w porządku. To nie jest człowiek wielkich słów i trudno mu dzielić się swoimi uczuciami i myślami. Kiedy proponuję mu wspólną terapię, to kategorycznie ją odrzuca. Mam wrażenie, że nie umiem do niego trafić.

Chciałabym pracować nad naszym związkiem, ponieważ uważam, że obecnie nie zapewniamy naszym dzieciom dobrych warunków do rozwoju. Dlatego czasem zastanawiam się, czy może nie byłoby lepiej rozejść się teraz, kiedy dzieci są jeszcze małe. Dla mnie bardzo ważne jest jednak, żeby miały ojca i matkę, więc rozwód byłby dla mnie porażką. Boję się, że mogłoby to im emocjonalnie zaszkodzić. Jestem bezradna i potrzebuję jakiejś dobrej rady, na co powinnam się zdecydować.

Odpowiedź Jespera Juula:

W literaturze fachowej już od wielu lat pisze się o tym, że we współczesnych rodzinach rodzice są rozdarci między troską o swoje dzieci a próbą utrzymania bliskiego, intymnego związku między sobą. Pani przykład bardzo dobrze to pokazuje. Jedno jest pewne: w rodzinie wszyscy członkowie mają wpływ na siebie nawzajem, zarówno w dobrym, jak i w złym czasie.

Fakt, że pani związek z mężem znalazł się w kryzysie akurat teraz, po urodzeniu drugiego dziecka, jest zupełnie normalny. Jesteście dwojgiem dorosłych osób z różnymi potrzebami, a wasze dzieci znajdują się w centrum waszego życia rodzinnego. To nigdy nie jest dobre dla nikogo. Życie dorosłych zostaje wtedy zredukowane do minimum – tylko do pewnych ról – i cała rodzina na tym cierpi.

Ma pani całkowitą rację, że nie jest dobrze dla dzieci dorastać w domu, w którym miłość między rodzicami niemal zupełnie już wyblakła. Nie powoduje to może bezpośredniego “cierpienia”, ale pozbawia je określonych doświadczeń, których będą potem potrzebować w swoim dorosłym życiu.

Coraz więcej par rozchodzi się w ciągu czterech lat od urodzenia pierwszego dziecka. Nie udaje im się przejść od stanu zakochania do głębszej miłości. Proszę zastanowić się, czy wśród innych uczuć wobec męża czuje pani czasem także tęsknotę za nim. Przy czym nie chodzi mi o pragnienie seksualne, ale bardziej o tęsknotę serca. Jeśli tak, to nie wszystko jest jeszcze stracone. Mogłaby pani wtedy powiedzieć mu coś takiego: “Jestem z tobą nieszczęśliwa, ale sama nie potrafię odgadnąć dlaczego, ani nie potrafię wymyślić, co mogłabym robić inaczej. Dlatego potrzebuję profesjonalnej pomocy. Ale dostanę ją tylko wtedy, kiedy będziesz obok nie. Jeśli tego stanowczo nie chcesz, wtedy musimy się rozejść”.

Mogę sobie wyobrazić, że mogłaby wam pomóc, na przykład, tak zwana terapia Imago. Dzięki niej mężczyźni często się rozluźniają i otwierają. Albo proszę wyszukać jakiegoś psychoterapeutę, który specjalizuje się w terapii par. Proszę pomyśleć, że pani związek z mężem jest niejako waszym “pierwszym dzieckiem” i że to dziecko potrzebuje pilnie waszej uwagi, żeby przeżyć i dalej się rozwijać.

Oczywiście wasze dzieci mogą latami żyć z emocjonalnym chłodem panującym między panią i mężem. Jednak gdyby szło to w parze z destrukcyjnym sposobem komunikowania się, to wpływ na ich życie będzie bardzo znaczący. Rozumiem pani obawy i troskę o dobro dzieci po ewentualnym rozpadzie małżeństwa. Ale nawet wtedy wszystko zależy od gotowości i woli was obojga do współdziałania i komunikowania się w najlepszym interesie waszych synów.

Są ludzie, którzy po prostu nie potrafią żyć razem, mimo że głęboko się kochają. I są też takie okoliczności, które powodują, że wola do walki o rozwój związku i chęć wzajemnej intymności ginie bezpowrotnie. W takich wypadkach nie można wskazać winnego. Zazwyczaj obie strony ponoszą równą odpowiedzialność, włączając w to także odpowiedzialność za fakt, że dzieci cierpią z powodu ich destrukcyjnego zachowania.

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: