Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy - mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować
| Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula, które czytajcie w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Diagnozy

Chciałbym powiedzieć kilka słów na temat coraz częstszego diagnozowania rozmaitych problemów u dzieci i młodzieży. Najpierw muszę zaznaczyć, że sam nie posiadam wystarczających kwalifikacji, żeby stawiać diagnozy, jednak w ciągu ostatnich lat spotkałem bardzo wiele dzieci, młodzieży i dorosłych z takim lub innym orzeczeniem, które według mnie były bardzo wątpliwe. I spotkałem też wiele osób, które ewidentnie potrzebowały diagnozy. Dlatego nie jestem dobrze nastawiony do diagnozowania problemów psychicznych – ani na płaszczyźnie terapeutycznej, ani czysto ludzkiej.

Od lat zastanawia mnie tendencja wielu rodziców, którzy kiedy tylko mają trudność ze zrozumieniem zachowania swojego dziecka, od razu poszukują diagnozy wyjaśniającej rzekome nieprawidłowości jego rozwoju. Dlaczego nie dostrzegają faktu, że to ich własne zachowanie miało swój wkład w dręczący ich problem z dzieckiem? Niepokoi mnie także, gdy sam nauczyciel lub nauczycielka (albo opiekunka w przedszkolu) osobiście angażują się w diagnozowanie dziecka znajdującego się pod ich opieką.

Dzisiaj wiemy już, jak wielkie znaczenie mają relacje międzyludzkie dla naszego dobrego samopoczucia. Specjaliści pracujący z dziećmi powinni więc zaczynać od prób wpłynięcia na zachowanie opiekunów – na jego zmianę lub przynajmniej pewne wysubtelnienie  – a dopiero potem ewentualnie poszukiwać jakichś nieprawidłowości rozwoju i diagnozować dzieci.

Przypominam sobie historię pewnego ojca, którego dziewięcioletni syn otrzymał orzeczenie o zespole Aspergera. Zanim do tego doszło, cała rodzina przeżyła lata frustracji i bezradności. Dopiero diagnoza przyniosła im odpowiedź na pytanie, jak mogą lepiej kontaktować się i postępować ze swoim dzieckiem. Rodzicom udało się zmienić własną postawę i zachowanie. Dla tej rodziny diagnoza okazała się zatem bardzo pomocna i miała konstruktywny efekt.

Czegoś podobnego doświadczamy, gdy po latach frustracji, bezradności i konfliktów dowiadujemy się, że nasz partner cierpi na kliniczną depresję. W ostatnim czasie ponad dwadzieścia pięć tysięcy Duńczyków otrzymało taką diagnozę oraz odpowiednią terapię farmakologiczną. Wielu donosi o następującej potem poprawie jakości ich życia.

Innym przykładem sytuacji, w której diagnoza jest uzasadniona, jest spora liczba dzieci i młodzieży z zespołem stresu pourazowego (PTSD – Posttraumatic Stress Disorder), który może przejawiać się bardzo różnym zachowaniem. Dzieci takie są często odsyłane ze szkoły, ponieważ dorosłym nie udaje się wyjść im naprzeciw w konstruktywny sposób, z wystarczającą dawką empatii. Po otrzymaniu takiej diagnozy są one jednak traktowane z większą sympatią i oddaniem niż wtedy, gdy uznaje się je za po prostu “agresywne i destrukcyjne”. Także terapia przebiega wtedy zupełnie inaczej. Dział badań klinicznych i terapii nad pacjentami z traumą rozwija się bardzo intensywnie w ostatnich latach.

Jestem pewien, że niebawem odkryjemy, że wiele dzieci i młodzieży przechodzi traumę z powodu rozwodu rodziców albo może raczej z powodu destrukcyjnego zachowania rodziców w trakcie rozwodu i po nim. Wiemy, że takie skutki występują, nie mamy tyko żadnych oficjalnych liczb i badań. Na szczęście, wyzdrowienie jest w tym wypadku możliwe bez stosowania leków.

Przy okazji zachęcam badaczy i badaczki do podjęcia tematu dziecięcej traumatyzacji na skutek rozstania rodziców. Takie dzieci często reagują na dwa przeciwstawne sposoby: jedne stają się ciche, samotne i introwertyczne, a inne samotne, trudne i agresywne. Rozwody w międzyczasie stały się społecznie akceptowalne, co ma ten skutek uboczny, iż dzieci często doświadczają, jakby ich ból był czymś nie w porządku i nie na miejscu.

W każdej klasie szkolnej jest przynajmniej troje dzieci, których rodzice się rozstali, ale ich zachowanie nie zdradza tego w żaden sposób. Właśnie takie dzieci mają wielką potrzebę, aby znaleźć kogoś, komu mogłyby zwierzyć się ze swojego doświadczenia. Niejednokrotnie byłem świadkiem, że wspólna żałoba po stracie rodziny lub innego rodzaju traumie przynosi dziecku dużą ulgę. Grupa jest bowiem cenna nie tylko dla indywidualnej egzystencji jednostki, ale także zapobiega poważniejszym problemom natury psychologicznej lub społecznej.

Mamy wielu empatycznych i kompetentnych nauczycieli, psychologów szkolnych i pracowników społecznych, dlaczego zatem nie możemy pomagać dzieciom już w szkołach, pracując z nimi właśnie w takich grupach wsparcia? Dodatkową korzyścią byłoby wyostrzenie naszego spojrzenia na dzieci i ich zachowanie. W ten sposób wznieślibyśmy się na wyższy poziom kompetencji i moglibyśmy stać się lepszymi sparingpartnerami dla nich, przy okazji unikając stygmatyzowania ich rozmaitymi diagnozami.  

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Marlena Jakubik

Tekst pochodzi od redakcji dziecisawazne.pl lub od partnera
Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

„Nazywam to byciem ojcem”, czyli o noszeniu w chuście przez ojców

Przejdz do: