Juul na poniedziałek, cz. 74 – Jak unikać dramatów w sklepie, czyli o „nie” rodzica
| Juul na poniedziałek, cz. 74 – Jak unikać dramatów w sklepie, czyli o „nie” rodzica

Juul na poniedziałek, cz. 74 – Jak unikać dramatów w sklepie, czyli o „nie” rodzica

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z Wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula. Czytajcie je w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

„Ja chcę czekoladę”

Rodzice w całej Europie stawiają to samo pytanie wszystkim ekspertom od wychowania: Co zrobić z trzylatkiem, który wścieka się na środku sklepu, ponieważ chce dostać czekoladę, cukierka lub lody? Po prostu chce je dostać i na dźwięk słowa „nie” wybucha płaczem lub złością.

Często takie pytanie wyraża rosnącą rezygnację rodziców, ponieważ na końcu dzieci i tak zazwyczaj wygrywają. Spróbujmy to sobie wyobrazić. Pewnego sobotniego popołudnia mama z małym dzieckiem w wózku wchodzi do sklepu, a za rękę prowadzi jeszcze trzyletniego synka. Mały z radością w oczach pyta:

− Mamo, czy mógłbym dostać coś fajnego?

− Wiesz dobrze, że nie mogę kupować ci czegoś za każdym razem, kiedy jesteśmy na zakupach. Rozmawialiśmy o tym już wiele razy.

− A dzisiaj?

− Nie sądzę. Możesz teraz pomóc mamie i popilnować przez chwilę siostrzyczki. (Ton głosu matki robi się nieco defensywny, ponieważ zdaje sobie sprawę, że nie do końca udaje jej się przekonać synka, że jako starszy brat powinien być także rozumniejszy).

Przez jakiś czas chodzą po sklepie i za każdym razem, gdy chłopiec widzi coś interesującego, zatrzymuje się i pyta: „Mamo, kupisz mi to?”. Jego głos i wyraz twarzy pozostają cały czas optymistyczne i pełne radości. Mama odpowiada: „Nie, to nie jest odpowiednie dla ciebie” albo „Skarbie, przecież powiedziałam, że nie”. Jej ruchy robią się nieco powolne, ponieważ pytania synka zaczynają ją już stresować.

W końcu docierają do półki z czekoladkami. Chłopiec bierze do ręki tabliczkę czekolady i podnosi do góry, pokazując mamie i pytając z nadzieją:

− Mamo, a kupisz mi to?

− Przecież powiedziałam, że nie. Dlaczego nie możesz tego zrozumieć? Nie mogę kupować ci czegoś za każdym razem, kiedy jesteśmy na zakupach. Rozmawialiśmy już o tym. (Jej głos jest już zupełnie pozbawiony przekonania i wyraża apel, który można by sformułować w ten sposób: „Naprawdę musisz już teraz przestać mnie prosić o cokolwiek, bo za chwilę będę miała tego tak dosyć, że sama nie wiem, co zrobię”).

− Mamo, ale ja naprawdę chciałbym tę czekoladkę. Nie możesz mi kupić?

− Przecież mówię, że nie – matka ściszyła głos prawie do szeptu. – Nie możesz tego zrozumieć? Bo naprawdę przestanę cię zabierać na zakupy, jeśli będziesz taki nieznośny.

Chłopiec ściska czekoladę tak mocno, że prawie ją zgniata, krzycząc z wściekłości:

− Ale ja ją chcę! Chcę!

Matka bezskutecznie próbuje wyrwać synkowi czekoladę z ręki i jednocześnie apeluje do niego, żeby grzecznie się zachowywał. Patrzy przepraszająco na innych klientów, którzy uśmiechają się do niej życzliwie, jakby próbowali dodać jej pewności siebie. Wszystko kończy się oczywiście w ten sposób, że mały dostaje swoją czekoladkę, a jego młodsza siostra z niedokończoną bułką w ręku staje się świadkiem szczególnej logiki życia.

Prawdziwe „nie”

Nasza matka, jak zapewne wielu innych rodziców w takich sytuacjach, będzie twierdzić, że przecież mówiła „nie” swojemu synowi. Niestety, to nie było prawdziwe „nie”. Ona raczej miała tylko „nie” na myśli, ale nie wyraziła go dość dobitnie i niedwuznacznie. Wymowa jej słów była raczej inna: Uważam, że nie powinno ci się nic dzisiaj kupować, i mam nadzieję, że jesteś dość duży, żeby to zrozumieć, bo nie chciałabym, żeby powstał z tego jakiś konflikt, którego nie będę potrafiła opanować”. A zatem odpowiedzialność za ich wzajemną relację spadła na barki syna, co byłoby za dużo nawet jak dla trzynastolatka, a co dopiero dla trzylatka.

Opisana sytuacja wyraża jeden z najważniejszych dylematów wielu współczesnych rodziców: Jak można egzekwować swoją władzę, nie obrażając ani nie krzywdząc dzieci? Sklep to jedno z wielu miejsc, w których matka albo ojciec muszą zdecydować, kto ma ostatnie słowo i jaki styl przywództwa jest dla nich najlepszy.

Rozważmy tę sytuację jeszcze raz

Kiedy syn po raz pierwszy prosi mamę o coś, ta mogłaby odpowiedzieć:

− Niech się zastanowię… Nie, nie kupię ci tego (Normalnym tonem i z życzliwym spojrzeniem).

− Ale dlaczego nie?

− Dlatego, że nie chcę ci dzisiaj nic kupować. (Ważny jest jasny przekaz Nie chcę” – wyrażony w pierwszej osobie. Nie powinno się mówić Mama ci nie kupi”, jeśli chce się wypracować autorytet wobec dziecka).

− Dobrze, ale dlaczego?

− Nie będę ci tego teraz wyjaśniać. (Potem powinna od razu rozpocząć zakupy i nie pozostawać dłużej w kontakcie wzrokowym, mając nadzieję, że dziecko w cudowny sposób stanie się nagle mądre i wyrozumiałe).

Gdy potem syn znowu prosi mamę o to samo, powinna życzliwie na niego spojrzeć i równie życzliwie powiedzieć „nie”. Nic więcej. A gdy na końcu syn zacznie jednak jakąś małą awanturę, matka może pogłaskać go po głowie i powiedzieć: „Bardzo dobrze rozumiem, że chciałbyś coś dostać, ale nie dzisiaj”. Potem powinna po prostu iść do kasy i najzwyczajniej w świecie ignorować innych klientów i ich spojrzenia.

Cała tajemnica tkwi w pierwszym „nie”, które powinno zostać wypowiedziane na serio, a nie na próbę. Jeśli jest to trudne, to lepiej od razu powiedzieć „tak” i cieszyć się szczęściem swojego dziecka. Nikt nie stanie się zaraz złym rodzicem, jeśli kupi coś swojemu dziecku. Jego rozwój i zdrowie psychiczne nie zależą ani od c, ani od „nie”, tylko od tego, DLACZEGO otrzymuje ono taką, a nie inną odpowiedź. Każda uczciwa odpowiedź to dobra odpowiedź. Natomiast odpowiedź, której jedynym celem jest uniknięcie konfliktów, jest zła.

Dlaczego tak ważne jest, żeby matka zwracała się do dziecka życzliwie i patrzyła na nie z sympatią?

Są dwa powody. Po pierwsze, prosząc o czekoladę, syn nie robi przecież nic niewłaściwego. Po prostu prosi o coś, co chciałby mieć. W każdej dobrze funkcjonującej rodzinie każda osoba powinna mieć przestrzeń do wyrażania własnych pragnień. Po drugie, syn powinien zawsze wiedzieć, że jego relacja z matką jest w najlepszym porządku, a ona wie, co robi.

Wielu pedagogów zaleca, żeby z wyprzedzeniem umawiać się z dzieckiem, co może dostać w trakcie zakupów, a czego nie. Czasami nie jest to dobry pomysł. Rodzice nie mają wtedy powodu, żeby poszukiwać własnej siły wewnętrznej. Taka „umowa” to jedynie alibi, żeby odpowiedzialność móc znów przerzucić na dziecko. A ono nie ma przecież najmniejszych szans, by ją unieść. W ten sposób rodzi się błędne koło, które w pewnym momencie musi zostać przerwane: w sklepie, przy zasypianiu albo przy jedzeniu. Wszystko jedno gdzie.  

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Redakcja serwisu dziecisawazne.pl.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

10 pomysłów na zabawy, przy których rodzic może… poleżeć!

Jak dziecko buduje więź z rodzicem w pierwszym roku życia

5 inspirujących przepisów na potrawy z kaszą jaglaną {na słodko i słono}

Przejdz do: