"Każdego dnia dziękuję za to, co mam". Rozmowa z Magdaleną Różczką
| „Każdego dnia dziękuję za to, co mam”. Rozmowa z Magdaleną Różczką

„Każdego dnia dziękuję za to, co mam”. Rozmowa z Magdaleną Różczką

Rozmowa z Magdaleną Różczką – aktorką filmową i teatralną, mamą.

Jeśli słyszy się o jakiejś akcji wspierającej dzieci, od razu pada twoje nazwisko.

Kiedy urodziła się moja córeczka i wzięłam w ramiona całkowicie bezbronne i zależne ode mnie maleństwo, zrozumiałam, że obydwie mamy ogromne szczęście. Ja, bo przyjście na świat dziecka było spełnieniem moich marzeń. Ale i ona, bo trafiła w objęcia kochającej mamy. I wtedy poczułam ukłucie w sercu: a co z dziećmi, które tej miłości i poczucia bezpieczeństwa nie zaznały? Osieroconymi, porzuconymi lub tymi, których rodzice żyją w tak skrajnej biedzie, że prócz łez nie mogą im dać niczego… Nie mogłam tego tak zostawić. Postanowiłam działać. I na ile tylko jestem w stanie, staram się pomagać.

W ilu fundacjach pomagających najmłodszym działasz?

Nie wiem, nie liczę. (śmiech) Po prostu ilekroć słyszę, że ktoś robi coś dobrego, co realnie pomaga dzieciom, z wielką radością się dołączam. Pamiętam, że pierwszą osobą, która poprosiła mnie o wsparcie, był Tomek Osuch, prezes Fundacji Spełnionych Marzeń. Zadzwonił i zapytał, czy mogłabym odwiedzić małych pacjentów na oddziale onkologii. Wpadłam w panikę. Co ja mogę dla nich zrobić? Jak im pomóc? Przecież nie mam żadnego leku… Jakoś jednak udało mu się mnie namówić i z duszą na ramieniu poszłam. To było wspaniałe spotkanie. Nikt nie oczekiwał ode mnie, że w cudowny sposób uleczę te dzieci, wystarczyło, żeby trochę z nimi pobyć, poczytać bajki, pośmiać się. Dać i im, i rodzicom przesiadującym w szpitalu tygodniami czy miesiącami chwilę oddechu od leczenia i przytłaczającej szpitalnej rzeczywistości. Czasami wystarczy tak niewiele, żeby komuś pomóc. Kiedy więc usłyszałam, że w Interwencyjnym Ośrodku Preadopcyjnym w Otwocku, w którym opiekę znajdują niemowlęta oczekujące na nowy dom, brakuje łóżeczek, wzięłam to, z którego wyrosła już moja córeczka, i im zawiozłam.

Weszłaś tam i…

I już zostałam. Trafiają tam dzieci, które od pierwszych chwil na tym świecie przeżywają dramat opuszczenia, braku rodziców. Ale na szczęście w ośrodku znajdują ciepłe, bezpieczne miejsce wypełnione absolutną miłością. Każda osoba, która tam pracuje, jest niesamowita. Wszyscy troszczą się o te dzieci przez cały czas i oddają im całe serce. Pani Dorota Polańska, dyrektor, opowiadała mi ostatnio historię Natalki, jednej z ich podopiecznych. Dziewczynka była poważnie chora i potrzebowała pilnej operacji w Szczecinie. Pani Dorota wraz z pielęgniarką wsiadły więc w samochód i pognały do wyznaczonego szpitala. Na miejscu okazało się, że nie da się przeprowadzić zabiegu od razu, dziecko musiało tam zostać przez kilka dni. Pielęgniarka więc postanowiła zostać z Natalką. Sama ma trójkę dzieci, ale uznała, że w tej chwili ta maleńka dziewczynka potrzebuje jej najbardziej. Mówiła mi później, że to był odruch, nie chciała, aby dziecko, które już raz zostało porzucone, musiało to przeżywać ponownie. I co w tej historii najpiękniejsze – do tej pani codziennie dzwoniły jej dzieci. Ale nie po to, żeby się dowiedzieć, kiedy mama wreszcie wróci do domu, tylko żeby zapytać, jak czuje się Natalka. A więc miłość tych ludzi promieniuje na innych, płynie dalej, tworząc wielką falę dobra. Jeżdżę tam regularnie do dzisiaj i za każdym razem, kiedy przekraczam drzwi ośrodka, mam wrażenie, że czas się zatrzymał, że tu nikomu nie może stać się nic złego.

Słyszałam, że ośrodek potrzebuje wolontariuszy, którzy będą przytulali maluszki. Jest odzew? Przyjeżdżają takie osoby?

Tak, coraz więcej! Naukowcy udowodnili, że noworodki od urodzenia przytulane, kołysane, przebywające w bliskim kontakcie z drugim człowiekiem lepiej się rozwijają. Można je nawet w ten sposób uleczyć z wielu chorób, złagodzić objawy nawet tak poważne jak FAS, czyli Alkoholowy Zespół Płodowy. Potrzebni są jednak wolontariusze, którzy oprócz dobrych chęci mają czas. Powinno się przyjeżdżać tutaj co najmniej trzy razy w tygodniu na kilka godzin, żeby zajmować się tym samym dzieckiem. To jest największa wartość, jaką takiej kruszynce można dać. Więź. To dlatego ośrodek preadopcyjny ma ogromną przewagę nad nawet najlepszym domem dziecka. Malcem nie zajmuje się kilkanaście co chwilę zmieniających się osób, ale małe grono najbliższych, którzy zrobią wszystko, by zapewnić mu poczucie bezpieczeństwa i znaleźć jak najszybciej dobrą rodzinę.

Ośrodek w Otwocku działa od dziesięciu lat. Co roku trafia tam około stu dzieci w Warszawy i okolicznych miejscowości. Wszystkie osoby w nim zatrudnione są bardzo oddane swojej pracy, niestety, ośrodek często boryka się z problemami finansowymi. Staram się więc wraz moimi przyjaciółmi i rodziną wspierać ich działania. Razem z Izą Kuną, Edytą Olszówką, Anią Dereszowską (potem dołączyli do nas inni przyjaciele) zaprojektowałyśmy bransoletki, które można kupić na stronie sklep.encepence.pl. Dochód z zakupu tej biżuterii jest przeznaczony na potrzeby maluszków z ośrodka. Z takim samym przeznaczeniem zaprojektowałam też kocyki i zabawki z La Millou. Moja kuzynka, która opiekuje się w domu swoim dzieckiem, a ma niesamowitą wyobraźnię i znakomicie szyje, postanowiła uszyć torby worki na ramię (do kupienia na tashahandmade.pl), których sprzedaż także zasili konto fundacji. Są naprawdę świetne! Sama noszę i jestem zachwycona.

Projektujesz także koszulki dla Endo, które z kolei mają wesprzeć Fundację Spełnionych Marzeń.

Dwa lata temu wymyśliłam hasło “Razem możemy więcej” i stało się ono inspiracją dla grafika, który opracował nadruk na koszulkach. Jest już kolejna odsłona naszego projektu, więc zapraszam na stronę endo.pl, gdzie będzie można kupić koszulki i dzięki temu pomóc dzieciom walczącym z nowotworami.

A co robisz jako ambasadorka UNICEF?

Zbieramy środki potrzebne dzieciom w krajach rozwijających na budowę szkół, pomoce dydaktyczne czy specjalną, leczniczą żywność. Te dzieci umierają z głodu, nie byłyby w stanie przełknąć zwyczajnego pożywienia. UNICEF dostarcza więc do szpitali odżywki, które wzmacniają dzieci i ratują przed śmiercią głodową. Spotkanie z ludźmi, którzy dzień po dniu walczą o przetrwanie, uczy niesamowitej pokory. Widziałam kobiety, które idą po wodę przez 40 km i przynoszą w dzbanach na głowie… błotnistą maź. Potem wkładają ogrom wysiłku, by pozyskać z niej płyn zdatny do picia.

Czy twoje podejście do świata, do życia zmienia się pod wpływem takich doświadczeń?

Na pewno, ale tylko do pewnego stopnia. Zawsze miałam w sobie ogromną pokorę. Każdego dnia dziękuję za to, co mam, za każdą małą rzecz i tego samego staram się uczyć dzieci. A najbardziej wdzięczna jestem za zdrowie i staram się je chronić na wszelkie sposoby. Z przerażeniem patrzę na to, jak coraz więcej osób cierpi z powodu chorób tzw. cywilizacyjnych. Jestem przekonana, że zatruwa nas chemicznie „ulepszane”, zmieniane, konserwowane pożywienie. W krajach, w których panuje głód, jedzenie jest traktowane jak największy skarb. U nas niestety jak towar, z którego czerpie się mniejsze lub większe zyski. Odbywa się to kosztem naszego zdrowia. Dlatego od jakiegoś czasu kupuję żywność ekologiczną, produkty opatrzone zielonym listkiem, z odpowiednimi certyfikatami. Staram się, żeby posiłki, które przygotowuję dla całej rodziny, były jak najmniej przetworzone, jak najbardziej naturalne. I widzę rezultaty! Dobra żywność zapobiega powstawaniu wielu chorób, a nawet leczy. Kiedy ostatnio dopadło nas przeziębienie, codziennie gotowałam kaszę jaglaną, która znakomicie osusza organizm, i poiłam wszystkich rozgrzewającym napojem z imbiru i korzenia kurkumy. Błyskawicznie pokonaliśmy infekcję.

I nie stosujesz żadnych leków?

Jeśli tylko to możliwe, unikam preparatów chemicznych. Owszem, profilaktycznie sama przyjmuję i podaję moim dzieciom witaminy D i C, które wzmacniają naturalną odporność organizmu, ale przede wszystkim stawiam na leczenie naturalne. A jeśli już dopadnie mnie czy kogoś bliskiego jakaś infekcja, stosuję homeopatię. To naturalne leki. Nie dają skutków ubocznych, a jeśli są dobrze dobrane, pomagają bardzo szybko i skutecznie. Pamiętam, jaka byłam zaskoczona, kiedy podczas epidemii grypy żołądkowej postawiłam na nogi nie tylko moją rodzinę, ale połowę planu filmowego, podając zalecone mi przez lekarkę granulki. Efekt był niemal natychmiastowy… Ooo! Teraz przyszło mi do głowy, żeby poddać pomysł z tymi lekami homeopatycznymi pediatrze z ośrodka preadopcyjnego. Może dzięki tym granulkom uda się szybko pokonać zakażenia rotawirusami, które zdarzają się wśród dzieci.

Nie przestajesz o nich myśleć…

Nie. Wydaje mi się, że o dobro osieroconych dzieci powinniśmy się troszczyć wszyscy. A jeśli często i głośno się o tym mówi, wzrasta szansa, że więcej osób zaangażuje się w pomoc. Dlatego też napisałam książkę o Gabi, dziewczynce z Nowej Soli, która dorasta w rodzinie zastępczej. O tym, co przeżywa, co myśli. Podczas pracy nad tą publikacją pomagali mi Edyta i Jarek, wspaniałe małżeństwo, które wychowało ponad trzydzieścioro dzieci. W tej chwili opiekują się siedmiorgiem. Pytałam ich o wszystko, a oni cierpliwie tłumaczyli, opowiadali. I tak powstała książka „Gabi. A właśnie, że jest pięknie”, którą napisałam wraz z kuzynką Martą Wysocką-Jóźwiak. To opowieść dla siedmio-ośmiolatków, wesoła, pełna przygód i optymizmu. Ale kiedy będziecie ją czytali dzieciom, zatrzymajcie się, proszę, na stronie, na której widnieje list do Mikołaja. Jest autentyczny, podesłany przez Edytę i Jarka. I pomyślcie, jak ogromną wartością, ale i wielkim trudem jest rodzicielstwo zastępcze. Może udałoby się wam wesprzeć takie rodziny? Może tak jak ja weźmiecie pod pachę za małe już łóżeczko czy wózek i zaniesiecie tam, gdzie są bardzo, ale to bardzo potrzebne. Zróbcie pierwszy krok, pierwszy gest. Dmuchajcie wraz ze mną w żagle tych, dla których dobro dzieci jest najważniejsze.

źródło zdjęcia: https://www.facebook.com/public/Magdalena-Rozczka

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: