"Kontakt fizyczny naprawdę działa cuda". Rozmowa o chustonoszeniu z Patrycją Klimek-Wierzbicką
| „Kontakt fizyczny naprawdę działa cuda”. Rozmowa o chustonoszeniu z Patrycją Klimek-Wierzbicką

„Kontakt fizyczny naprawdę działa cuda”. Rozmowa o chustonoszeniu z Patrycją Klimek-Wierzbicką

Rozmowa z Patrycją Klimek-Wierzbicką – Certyfikowaną Doradczynią Noszenia ClauWi®, Promotorką Karmienia Piersią Centrum Nauki o Laktacji.

Mówi się o tym, że chustonoszenie przynosi wiele korzyści noworodkom. Jakie to korzyści?

Wyobraź sobie sytuację, w której od początku swojego istnienia przebywasz w dobrze sobie znanym, bezpiecznym miejscu, w którym panuje idealna temperatura, nigdy nie chce ci się jeść ani pić, samodzielnie regulujesz swój rytm snu i czuwania, jest dokładnie tyle miejsca, ile ci potrzeba. I przychodzi czas, kiedy musisz nagle zmienić miejsce pobytu, bo czeka na ciebie nowy świat. Proces przejścia trwa czasem kilka, czasem kilkanaście godzin. Czasem jest dość łagodny, czasem bardzo stresujący. I nagle wszystko się zmienia, wszystko jest inne. Dla noworodka poród to prawdziwy szok. Niby jesteśmy gotowi, by przyjść na ten świat, a jednocześnie tak bardzo niegotowi.

Ludzkie dziecko – nawet to urodzone o czasie – to fizjologiczny wcześniak. W chwili narodzin jego mózg stanowi jedynie 25 procent swej docelowej objętości i jest najbardziej niedojrzały spośród mózgów wszystkich nowo narodzonych ssaków. Noworodek ludzki rodzi się z naturalną potrzebą bliskości i dojrzewa przy ciele rodzica. Na początku poznaje świat głównie przez dotyk, ponieważ to jest zmysł, który rozwija się najszybciej. Nie jest też tajemnicą, że człowiek, który należy do typu „noszeniaków” (wg koncepcji Hassensteina), potrzebuje w pierwszym okresie życia bezpośredniego kontaktu fizycznego z rodzicem, by czuć się bezpiecznie. Potrzeba kontaktu fizycznego jest dla dziecka tak samo ważna, jak potrzeba jedzenia czy snu. Ona naprawdę jest wrodzona. Sugerowanie świeżo upieczonym rodzicom, że powinni odłożyć płaczące dziecko do łóżeczka, bo noszenie je rozpieszcza, to jak wmawianie im, że karmienie dziecka je rozpieszcza i powinni przestać je karmić.

Chusta jest narzędziem, dzięki któremu możemy w pewnym stopniu odtworzyć warunki panujące w łonie matki. Mówi się o tym, że pierwsze trzy miesiące życia dziecka to tzw. „czwarty trymestr ciąży” – faza przejściowa między łonem mamy a światem zewnętrznym. Dziecko w chuście odnajduje to, co jest mu dobrze znane: pozycję, która przypomina tę z brzucha, jest przytulone do ciepłej mamy i kołysane, czuje bicie jej serca, otoczenie jest miękkie, może odseparować się od otoczenia i zasnąć, gdy ma na to ochotę. Czuje się bezpiecznie i na swoim miejscu.

A co z obawami niektórych rodziców odnośnie tego, że dziecko noszone w chuście nigdy już z niej nie wyjdzie, a w każdym razie będzie potrzebowało noszenia przez długi czas?

To ja stawiam pytanie: co to znaczy długi czas? W naszej kulturze przyjęło się oczekiwać, że dziecko szybko usamodzielni się emocjonalnie i psychicznie – że niemowlę będzie samo zasypiało, nie będzie płakało za dużo, nie będzie wymagało noszenia, za to będzie reagowało na komunikat „uspokój się!”. Tymczasem rozwój człowieka to długi proces i jeśli oczekujemy od niego samodzielności w wieku niemowlęcym, to mamy problem. Rzeczywiście dość częsta jest obawa, o której mówisz. Tymczasem nie znam żadnego nastolatka noszonego w chuście… Poważnie mówiąc, najintensywniejszy okres chustonoszenia to pierwszy, a czasami drugi rok życia dziecka – często z przerwami, bo kiedy dziecko uczy się raczkować czy chodzić, to chusta bywa naprawdę mało interesującym sposobem na przemieszczanie się. Z mojego doświadczenia i obserwacji wynika, że dzieci mają różne fazy – te bardziej „przylepne” i te mniej. Są dzieci noszone po kilka razy dziennie, a są i takie, których rodzice noszą je tylko weekendami podczas rodzinnych spacerów lub rzadziej. Myślę, że najmądrzejsze, co możemy zrobić, to dostosować się w tym temacie do dzieci na tyle, na ile czujemy, że to jest w zgodzie z nami.

Pozwólmy dzieciom dojrzewać w ich własnym tempie. Każde zdrowe dziecko dojrzewa kiedyś do poruszania się na własnych nogach bez pomocy rodzica, bo zwycięża ciekawość świata i potrzeba autonomii. I goniąc za dzieckiem pędzącym na rowerku biegowym można zatęsknić za czasem, kiedy niosło się je na własnych plecach. To przychodzi szybciej niż nam się wydaje.

Są badania, które pokazują, że dzieci wychowywane w dużej bliskości z rodzicami z większą odwagą eksplorują świat zewnętrzny, szybciej się „oddzielają”. Ta początkowa bliskość, połączona z ogólną responsywnością rodzica sprawiają, że dziecko czuje, że ma dostęp do bezpiecznej bazy emocjonalnej, gdy jej potrzebuje i nie boi się eksplorować otoczenia. Evelin Kirkilionis, znana badaczka więzi, podczas ostatniej Konferencji Bliskości powiedziała, że przeciwieństwem lęku nie jest odwaga, tylko ciekawość. Moim zdaniem to genialny przekaz.

Chusta reguluje tętno i oddech dziecka… To wszystko brzmi po prostu niesamowicie. Powiedz nam coś więcej na temat tych procesów!

Kiedy dziecko przychodzi na świat, jego system termoregulacji nie działa jeszcze całkiem wydajnie, bo przecież w łonie mamy nie musiał. Dopiero uczy się reagować na zmiany temperatury i potrzebuje na to czasu. Wiemy o tym, że noszenie wspomaga termoregulację u dziecka. Wykazano, że organizm osoby noszącej dostosowuje swoją temperaturę do temperatury ciała dziecka, stąd też chusta to świetna pomoc na przykład w sytuacji gorączki u dziecka (najskuteczniejsza, gdy dziecko jest w kontakcie skóra do skóry). Nie musimy się też obawiać, że latem dziecko na ciele rodzica się przegrzeje, a zimą wyziębi.

Kontakt skóra do skóry stabilizuje również inne funkcje życiowe, co zbadano przede wszystkim w kontekście wcześniaków i kangurowania. Reguluje tętno i funkcje oddechowe, a ponadto, jak się okazuje, zmniejsza odczucie bólu u noworodków, którym podaje się iniekcje. Ciekawe jest też to, że kangurowane dzieci śpią spokojniej i dłużej. Kontakt fizyczny naprawdę działa cuda – zupełnie jakby natura chciała nam powiedzieć, że nie jesteśmy na tym świecie po to, by być sami. Dla mnie to niezwykłe.

Bolący brzuszek dziecka… Czy tutaj również chusta może pomóc?

Oczywiście! W prawidłowo zawiązanej chuście dziecko ma podkurczone nóżki, a więc przebywa w pozycji, która, z jednej strony – kiedy chodzimy z dzieckiem w chuście – wspomaga masaż brzuszka, a z drugiej ułatwia dziecku pozbywanie się gazów i wypróżnianie się. To najbardziej fizjologiczna pozycja do tej czynności. Bardzo wiele dzieci z problemami brzuszkowymi czy kolkami jest noszonych w chuście. Nie wiem, jak ja sama, jako mama kolkowych dzieci, przetrwałabym bez chusty. Aż boję się o tym myśleć :)

Przejdźmy może teraz do bardziej technicznych aspektów wiązania chusty. Pionizowanie dziecka w chuście – obal kilka krążących wokół tego tematu mitów!

To rzeczywiście częste nieporozumienie. Przez pionizowanie rozumiemy nadanie dziecku takiej pozycji, w której jego kręgosłup ulega wyprostowaniu i z racji niewykształconych jeszcze krzywizn (charakterystycznej dla ludzi podwójnej litery „S” kręgosłupa, która działa jak amortyzator) ciężka głowa dziecka wywiera bezpośredni nacisk na poszczególne kręgi. Jest rzeczą jasną, że tak rozumianej pionizacji należy unikać.

W dobrze zawiązanej chuście taka pionizacja nie występuje. To, że dziecko w chuście znajduje się w pozycji wertykalnej, nie oznacza, że jego kręgosłup jest spionizowany. W procesie wiązania chusty jednym z absolutnie kluczowych etapów jest nadawanie dziecku pozycji kucznej, w której nóżki układają się w odpowiednim zgięciu i odwiedzeniu, miednica wychyla się w tył, a kręgosłup zaokrągla się. Jest to również pozycja, w której rozkład napięcia mięśniowego dziecka sprawia, że chętnie opiera ono głowę o klatkę piersiową opiekuna, który je nosi. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, w których potrzebujemy zawiązać niemowlę, które na przykład ma kolki, pręży się, płacze i za nic ma pozycję kuczną. W takiej sytuacji może się zdarzyć, że końcowa pozycja dziecka będzie odbiegała od ideału i naszym zadaniem jest jej poprawa tak szybko, jak to będzie możliwe, a więc wtedy, gdy dziecko się wyciszy i przestanie prężyć. Jeśli tego nie zrobimy, będzie to błąd.

Im dziecko starsze, tym dalej posunięty proces formowania się krzywizn kręgosłupa oraz wzmacniania gorsetu mięśniowego, który w przyszłości będzie utrzymywał pionową postawę ciała dziecka. Trzeba więc mieć na uwadze to, że im dalej w las, tym dziecko może mocniej pracować tułowiem w chuście i mniej chętnie przebywać w pozycji pośredniej, zaokrąglonej. Kluczowe jest jednak to, by, po pierwsze, nadać nogom i miednicy dziecka takie ułożenie, by mimo wszystko umożliwić dziecku przyjęcie całkowicie odciążającej pozycji w dowolnie wybranym przez niego momencie oraz, po drugie, wybrać takie wiązanie, w którym dziecko będzie miało najmniejszą potrzebę wychylania tułowia – częstą rekomendacją jest tutaj plecak, a więc wiązanie, w którym nosimy dziecko na plecach. Ma stamtąd lepsze pole widzenia niż przy noszeniu na przodzie.

A jak chusta ma się do rozwoju stawów biodrowych dziecka?

Kiedy dziecko przychodzi na świat, jego stawy biodrowe są jeszcze dalece niedojrzałe. Miednica zbudowana jest z chrząstki, a proces jej kostnienia oraz kształtowania się stawów biodrowych rozpoczyna się wskutek tarcia między głową kości udowej i panewką stawu. W następstwie tarcia tworzą się tzw. jądra kostnienia. Dla zapewnienia właściwego dojrzewania stawów biodrowych ważne jest, żeby głowa kości udowej trafiała dokładnie w część stawową panewki, a nie na przykład w kruche jej ściany. W prawidłowo zawiązanej chuście następuje właściwe dopasowanie do siebie powierzchni elementów, które tworzą stawy, a to sprzyja ich dojrzewaniu.

Nie chcę przez to powiedzieć, że warunkiem prawidłowego rozwoju stawów biodrowych jest noszenie dziecka w chuście. Dziecko rozwija się przede wszystkim w ruchu i dla dojrzewania stawów jest ważne, by miały one swobodę poruszania się we wszystkich płaszczyznach. Stąd tak istotne jest zapewnienie dziecku możliwości swobodnej zabawy na twardym podłożu w wygodnym, nie krępującym ruchów ubraniu oraz generalnie nie przesadzanie ze stosowaniem różnej maści sprzętów, które unieruchamiają dziecko. W odniesieniu do chusty czy nosidła mówimy jednak o sytuacji, w której chcemy zabezpieczyć dziecko w bezpiecznej pozycji na czas noszenia, kiedy zaspokajamy inne jego potrzeby niż potrzeba ruchu. Jeśli więc stabilizujemy pozycję dziecka w chuście czy nosidle, to róbmy to tak, żeby dać stawom biodrowym warunki do tego, by formowały się prawidłowo.

W kulturach, w których noszenie dzieci jest powszechne, dysplazja stawów biodrowych prawie nie występuje! Na szczęście również i u nas chusta wraca do łask. Liczba rodziców noszących swoje dzieci w chustach lub nosidłach stale wzrasta, a ponadto coraz więcej lekarzy i fizjoterapeutów poleca chustonoszenie od pierwszych dni czy tygodni życia. Spotykam się z lekarzami ortopedami, którzy otwarcie mówią o możliwości wykorzystywania chustonoszenia w profilaktyce dysplazji stawów biodrowych. Grunt, żeby robić to prawidłowo.

Czy dzieci z obniżonym lub podwyższonym napięciem mięśniowym mogą być noszone w chuście?

Obraz dzieci z obniżonym lub podwyższonym napięciem mięśniowym bywa bardzo różny. Trudno tu o jednoznaczną odpowiedź, bo każdy przypadek może być inny. Rodzice, którzy chcą nosić dziecko z tego rodzaju wyzwaniami, mogą usłyszeć zakaz ze strony lekarza czy fizjoterapeuty, który ich prowadzi. Ten zakaz może być na wyrost, ale nie zawsze jest, ponieważ zdarza się, że dziecko utrwala w chuście swoje zaburzenie. To, do czego zachęcam, to nauczenie się wiązania i sprawdzenie, jak to konkretne dziecko zareaguje na nie, a więc co się zadzieje z jego ciałem. Bywa, że chusta pomaga znormalizować napięcie mięśniowe. Jeśli potrzebujemy tego narzędzia w naszej codzienności, warto zawiązać dziecko w chustę i pokazać się specjaliście, z którym współpracujemy.

A co z noszeniem wcześniaków? Czy obowiązują tu jakieś specjalne zasady?

Tak. Jednym z warunków jest wystarczająca masa ciała dziecka. Uważa się, że bezpieczną granicą wagową jest 2,5 kg. Na wcześniejszych etapach stosuje się raczej kangurowanie, a więc pozostawanie dziecka w kontakcie skóra do skóry, kiedy rodzic przebywa w pozycji półleżącej (nie przemieszcza się). Kolejną sprawą jest wybór wiązania. Z punktu widzenia potrzeb wcześniaka zwykle najbardziej optymalny jest kangur. Czasem stosuje się też chustę kółkową. Oba sposoby wiązania dotyczą noszenia dziecka na przodzie ciała rodzica.

Podczas nauki wiązania chusty zachowujemy pewne środki ostrożności, jak na przykład ćwiczenie z lalką treningową do pełnego opanowania ruchów czy też wykonywanie części wiązania na krześle w pozycji półleżącej, z dzieckiem położonym na naszej klatce piersiowej. Wynika to z częstych u wcześniaków zaburzeń napięcia mięśniowego.

Patrycja Klimek-Wierzbicka –

Certyfikowana Doradczyni Noszenia ClauWi®, Promotorka Karmienia Piersią Centrum Nauki o Laktacji, mama dwóch synów i żona. Od 2013 roku uczy bezpiecznego noszenia dzieci w chustach i nosidłach miękkich oraz wspiera mamy na ich „drodze mlecznej”. Propaguje rodzicielstwo oparte na bliskości, zaufaniu do siebie i zaufaniu do dziecka. Prowadzi bloga chustodzieciaki.pl i sklep z chustami i nosidłami merinodzieciaki.pl

Foto: juliaswiderska.com; flikr.com/wrapsodybaby

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: