Kryzys narodzin
Kryzys narodzin
Autor: Sheila Kitzinger
Wydawnictwo: Mamania
Sheila Kitzinger to urodzona w 1929 roku brytyjska antropolożka, matka pięciu córek urodzonych w domu, specjalizująca się w okresie okołoporodowym i rodzicielstwie niemowląt i małych dzieci. Od ponad czterdziestu lat pisze i aktywnie działa na rzecz uświadomienia i uwrażliwienia brytyjskiego społeczeństwa w tej materii. W swoich książkach porusza takie tematy jak plany porodowe, medykalizacja porodu i jej celowość, opieka poporodowa, towarzyszenie przy porodzie i następstwa urazów okołoporodowych.
Kryzys narodzin
Książka o której tu mowa, pojawiła się na brytyjskim rynku wydawniczym w 2006 roku. Powstała z inspiracji telefonicznej linii wsparcia o takiej właśnie nazwie, z której skorzystało tysiące kobiet. Ich historie stały się kanwą dla „Kryzysu narodzin”.
„Kryzys narodzin” otwiera bardzo poruszający wiersz o zmedykalizowanym porodzie Lesley Saunders i informacja, że jedna na 20 kobiet doświadcza po porodzie zespołu stresu pourazowego. Uraz wywołuje u kobiet sposób, w jaki są traktowane: jak maszyny, którym nieustannie zagraża awaria. Wstrząśnięte kobiety mają wrażenie, ze wsysa je system medyczny, pozbawiając jakiejkolwiek kontroli nad tym, co się z nimi dzieje. Z jednej strony trzeba sobie radzić z medykalizacją porodów, a z drugiej, z mało rzeczywistą, uromantycznioną wersją macierzyństwa.
Bardzo różne porody
Kitzinger pokazuje, jak z punktu widzenia obserwatora, poród z takimi samymi interwencjami medycznymi, nawet trudnymi, dla jednej kobiety może być odebrany jako satysfakcjonujący, dla drugiej stanie się traumą. I tu może wielu zostanie zaskoczonych stwierdzeniem, że to nie zdobycze technologiczne, medyczne czy wyposażone sale są gwarantem satysfakcji, ale środowisko, w jakim rodzą kobiety, i sposób w jaki są traktowane. Nakazy, zakazy, sztywne protokoły, indywidualne zaniedbania, apodyktyczność, nieuprzejmość, zmiany personelu czy bezimienni obcy stawiany jest naprzeciw szacunkowi i traktowaniu kobiety jak partnera w narodzinach dziecka, a nie kolejny przypadek medyczny.
Kitzinger pisze o kryzysie i niewydolności służby zdrowia w zakresie położnictwa. Poród szpitalny nazywa zarządzaniem maszyną reprodukcyjną, i wskazuje na niebezpieczeństwo takiego postrzegania. Jako potencjalnie wadliwą maszynę, jej zepsucie poprzedza się agresywnym zarządzaniem. Podkreśla, że wiele interwencji jest czynionych „na wszelki wypadek”, a poród sterowany jest pod presją czasu.
Co czeka kobietę po traumatycznym porodzie? Flashbacki, ataki paniki czy koszmary? Zespół stresu pourazowego? Co to jest? W tej książce znajdą się odpowiedzi i na te pytania. Autorka ciekawie wplata w tekst historie kobiet, komentarze położnych, lekarzy czy innych medycznych, i nie tylko, autorytetów. Podkreślają one wagę podawanych przez autorkę badań i statystyk, ponieważ widać zza nich żywego człowieka i jego tragedię lub brak umiejętności. Te historie i przytoczone badania stanowią główny atut tej pozycji. Gorąco polecam rozdział : „Jak antropolożka widzi poród”, w którym opisuje plan porodu, problem fragmentarycznej opieki, język ginekologii, o stawaniu się pacjentką, konformizmie i pasywności, o żartach personelu, prawdzie karty porodu, monitorach, ceremonialnych strojach, cięciu i czyszczeniu.
Co dalej?
„Kryzys narodzin” daje też nadzieję. Pisze o bólu porodowym i z której strony go ugryźć. Jak w tej sytuacji znajduje się dziecko, a jak partner. Przy rozdziałach mówiących o rzeczach trudnych bezpośrednio dla kobiet, są informacje i konkretne rady dla kobiety w ciąży, jej partnera, położnej i douli. Co mówić, czego nie, co zrobić, a czego zaniechać, co powiedzieć, a co przemilczeć. To są bardzo cenne rady, ponieważ nie zostały wydumane, ale zaproponowane przez kobiety, które tych trudności doświadczyły. Na koniec rozdział „Ruszyć naprzód”, bardzo budujący.
Ogromnym plusem tego wydania jest tłumaczenie. Ta książka jest warta polecenia kobietom w ciąży, młodym mamom, ojcom, położnym, lekarzom, doulom, wszystkim tym, którzy są blisko narodzin dziecka i kobiet po porodzie. To pozycja dla tych, którym sposób narodzin człowieka nie jest obojętny.
Autor artykułu
Recenzje - więcej artykułów
Najnowsze artykuły
2 odpowiedzi do “Kryzys narodzin”
Twój komentarz
Eko-wiadomości
Zabawa w muzykę dla najmłodszychInteraktywne zajęcia muzyczne mogą korzystnie wpłynąć na rozwój mózgu maluchów, zanim jeszcze zaczną one mówić i chodzić
Wywiady
Rozmowa z Jesperem Juul'em
Rozmowa z Adamem Winiarczykiem
Rozmowa Agaty Kuli i Agnieszki Nuckowskiej
Dołącz do nas na Facebooku!
Nasze patronaty
Ogólnopolski program, którego celem jest zidentyfikowanie i promocja miejsc przyjaznych mamom karmiącym
„Dziecko z bliska” – pierwsza polska książka o rodzicielstwie bliskości
Księgarnia www.matras.pl oraz www.bajkopisarze.pl zapraszają do konkursu „Świat dzieciństwa”







Gosia Borecka
Mario, bardzo proszę o kontakt na priv doula@wp.pl
17 stycznia 2012, 11:30maria
ja mam straszną traumę po porodzie. podejrzewam nawet u siebie zespół stresu pourazowego. wcześniej, będąc w ciąży nie bałam się porodu w ogóle. od porodu minęło 7 miesięcy, a ja nadal nie współżyję z mężem, nie stosuję tamponów, nie depiluję się, nawet mycie w tym miejscu sprawia mi straszną torturę psychiczną, ale wiadomo- myć się trzeba. nigdy już nie zajdę w ciążę, nie pójdę do gina choćbym miała umrzeć. rodziłam 19 godzin w potwornych bólach po oksytocynie, odmówiono mi znieczulenia pomimo, że mdlałam i wymiotowałam z bólu jak kot. miałam potworne bóle krzyżowe, nawet krzyczeć nie mogłam, całe 19 godzin leciały mi tylko łzy. dziecko ponad 4 kilo, ja 86cm w biodrach, a oni się uparli żebym naturalnie rodziła. leżałam na zwykłej porodówce, pomimo, że zapłaciłam za poród rodzinny i każdy kto przechodził mógł mnie zmacać i wepchnąć tam swoje paluchy. leżałam sama, nawet łyka wody się nie napiłam, bo nie byłam w stanie. od zbyt długiego, przedłuzającego się porodu zarówno syn, jak i ja byliśmy zakażeni jakąś bakteria i jeszcze dlugo musieliśmy leżeć w szpitalu. ogólnie po tym wszystkim mam straszny problem żeby przemóc się i opiekować dzieckiem, czuję straszny chłód emocjonalny, może to nawet depresja poporodowa, ale dziecko cały czas przypomina mi tamtą potworną sytuację. czuje się beznadziejną matką i mam mysli samobójcze.
17 stycznia 2012, 4:08