List czytelniczki – Dzienny Opiekun – alternatywa dla żłobka
| List czytelniczki – Dzienny Opiekun – alternatywa dla żłobka

List czytelniczki – Dzienny Opiekun – alternatywa dla żłobka

Jestem mamą w wielkim mieście. Bez babć, cioć i rodziny, która mogłaby mnie wspomóc w regularnej opiece nad córką. Osłuchana z historiami, jak to w żłobkach dzieci płaczą godzinami, nigdy nie zakładałam wysłania tam dziecka. Zaczęłam szukać alternatywnego rozwiązania. 

listy

O Dziennym Opiekunie dowiedziałam się od moich nowych „dzieciowych” koleżanek, które poznałam na warsztatach dla młodych mam. Okazało się, że w stolicy ma ruszyć kilkanaście punktów dziennej opieki w różnych dzielnicach. Jest to program stworzenia miejsc opieki w mieszkaniach dla 5-osobowych grup w wieku 1-3. Dziećmi miał zajmować się przeszkolony opiekun razem z rodzicami/ wolontariuszami. Rodzice mieli dzięki temu mieć wpływ na funkcjonowanie tego miejsca i współtworzyć je razem z opiekunem.

Idea świetna, zwłaszcza że adresowana również do bezrobotnych, przedstawicieli wolnych zawodów i pracujących na niepełny etat. Co ciekawe, popularna wyszukiwarka internetowa milczała, a wiadomości rozchodziły się raczej pocztą pantoflową. Dotychczas taką formę opieki, która w zamyśle miała przypominać domowe warunki, prowadziły jedynie organizacje pozarządowe. W roku 2014 za organizację Dziennych Opiekunów ambitnie wzięło się miasto, a dokładnie Zespół Żłobków m.st. Warszawy. I od razu się zaczęło. Urzędnicy nie wyrabiali się z planowanymi terminami otwarcia, z września zrobiła się połowa listopada. Tłumaczyli to oczywiście biurokracją, długimi terminami itp. I nikogo nie obchodziło, że nie mamy co zrobić z dziećmi, że niektóre mamy traciły zlecenia i projekty. Okazało się, że świeżo wyremontowane lokale są nieprzystosowane do potrzeb dzieci. Nie mieliśmy żadnego wpływu na aranżację wnętrz czy zakup zabawek, nie mówiąc już o wyborze opiekuna. Nie było kilkuosobowego wózka do wychodzenia z dziećmi na spacer. Urzędniczki proponowały, żeby wychodzić z nimi za rękę (opiekunowie mają łącznie 4 ręce, a dzieci jest piątka). Część zabawek była koszmarna i z pewnością nie odpowiednia dla dzieci przed 3 rokiem życia (zestaw małej modelki z drobnymi elementami, idealnymi do wsadzenia sobie w nos czy gardło). Nikt natomiast nie wpadł na pomysł, żeby kupić dzieciom piłkę czy foremki do piasku.

My, świadome mamy, próbowałyśmy walczyć z biurokracją i systemem, ale nie udało nam się nic wskórać. Dzielnie trzymałyśmy się razem, a gdyby nie fakt, że stworzyłyśmy grupę o podobnych pomysłach na wychowanie i żywienie dzieci i to, że nasze maluchy już się znały, pewnie żadna z nas nie wytrzymałaby napięcia oraz bezsilności i każda poszłaby w swoją stronę. W połowie listopada punkt ruszył. Na szczęście do naszego Żłobka (jak go nazywamy) została przydzielona opiekunka, która zrobiła na nas dość dobre wrażenie. Z czasem okazało się, że całkiem dobrze się dogadujemy. Stworzyliśmy razem regulamin i plan dnia. Nasze dzieciaki dość szybko się zaaklimatyzowały. Raz w tygodniu każdy z rodziców gotuje obiad dla całej piątki, dzięki temu dzieci mają szansę poznać różne potrawy i smaki. Okazało się, że wszystkie dzieci maja nietolerancje pokarmowe, więc stworzyłyśmy sobie listę zakazanych produktów oraz nasze wymagania dotyczące posiłków. Systematycznie dokupujemy różne materiały i pomoce dydaktyczne oraz podrzucamy do punktu gry, książki, płyty i inne zabawki naszych dzieci. Zorganizowaliśmy rytmikę oraz zajęcia sensomotoryczne i logopedyczne (we własnym zakresie). Dzieci codziennie wychodzą na spacery i pobliski plac zabaw. Oczywiście zdarzają się nam (rodzicom) drobne spięcia, jest to nieuniknione – ale staramy się je rozwiązywać konstruktywnie.

Podsumowując: sam pomysł dziennej opieki jest świetny, wykonanie i organizacja przez zespół żłobków bardzo słaba, począwszy od braku pieniędzy na wszystko po komunikację z paniami urzędniczkami. Nasz Żłobek funkcjonuje dosyć dobrze – dzięki naszej opiekunce, która daje z siebie bardzo dużo, jest pogodną i otwartą osobą. Niestety, wciąż jednak są w Warszawie punkty, z których zawiedzeni rodzice zabierają swoje dzieci, ponieważ osoby sprawujące opiekę w ogóle się do tego nie nadają, a miejsca są niedostosowane. Warto zatem przyjrzeć się temu pomysłowi raz jeszcze – a może organizować się na własną rękę…?

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Aleksandra Charęzińska

Pedagog specjalny, terapeuta integracji sensorycznej, specjalista diagnozy i terapii pedagogicznej. Obecnie współpracuje ze Stowarzyszeniem dla Rodzin, Pracownią Wspierania Rozwoju Dziecka i Rodziny ETAPY oraz Fundacją MaMa i Fundacją Sto Pociech, w których prowadzi diagnozę i terapię SI, konsultacje oraz szkolenia, warsztaty i zajęcia dla rodziców, niemowląt i dzieci. Jest także konsultantką Memoli - czyli multisensorycznej kołysko-huśtawki. Współpracuje jako ekspert z projektantkami eko-rozwojowych mebelków dla dzieci oraz z pracownią szyjącą produkty do integracji sensorycznej. Na stronie internetowej Poradnika Autystycznego umieszcza propozycje rozwojowych zabaw DIY.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.charezinska.pl/




Jak się godzić w związku

Skąd się biorą jesienno-zimowe infekcje

Dzieci uczą się przez doświadczanie. Nie przez to, co im pokażemy!

Przejdz do: