Metoda mikrokręgów - rozwiązywanie konfliktów w duchu NVC
Święta, święta, święta... zobacz PREZENTY dla dzieci
| Metoda mikrokręgów – rozwiązywanie konfliktów w duchu NVC

Metoda mikrokręgów – rozwiązywanie konfliktów w duchu NVC

O mikrokręgach, czyli sposobie na pomoc dzieciom w rozwiązywaniu ich konfliktów w duchu Porozumienia bez Przemocy, rozmawiamy z Katarzyną i Piotrem Leszczyńskimi, twórcami i inicjatorami krakowskiej Wolnej Szkoły “Przestrzeń”.

Jak wygląda w waszej rodzinie rozwiązywanie konfliktów? Nie jest to typowa metoda stosowana przez rodziców…

Piotr Leszczyński: Wyobraźmy sobie sytuację: na przykład dzisiaj pojawił się standardowy konflikt pomiędzy dziećmi, czyli w pewnym momencie oboje chcieli korzystać z tej samej książki. Zrobiło się głośno, zaczęli sobie wyrywać książkę. Zosi napłynęły łzy do oczu. Tomek zaczął krzyczeć. W tym momencie przyszedłem im pomóc w przejściu przez tę sytuację.

W jaki sposób im pomogłeś?

PL: Metoda, której używamy, nazywa się mikrokręgi. Jest oparta na kręgach naprawczych. To uproszczona wersja tego podejścia.

Jaka jest w tej metodzie rola dorosłego?

PL: Dorosły ma pomóc dzieciom usłyszeć się nawzajem. W momencie kiedy chcą tego samego i powtarzają tylko „Ja chcę tę książkę!”, „Ja też chcę tę książkę!”, tak naprawdę wcale nie słyszą się nawzajem, tylko mówią o tym, czego każdy z nich chce. Jednak ani moją intencją, ani rolą nie jest rozwiązać ten konflikt za nich. Ja tam jestem tylko po to, żeby stworzyć pewną strukturę i dzięki temu pomóc im się usłyszeć.

Czy nie byłoby łatwiej, gdyby Piotr zarządził “Zosia wzięła do ręki tę książkę pierwsza, więc to ona może z niej teraz korzystać. Tomku, znajdź sobie inne zajęcie”?

Katarzyna Leszczyńska: To zależy od tego, czy chcielibyśmy, żeby było łatwiej tu i teraz, w tym momencie, w tej konkretnej sytuacji, czy wolimy, aby było łatwiej długofalowo. Ważne jest też to, czego chcemy uczyć dzieci. Wpoić im przekonanie, że za rozwiązywanie ich konfliktów odpowiada ktoś trzeci czy wyposażać je w narzędzia, by umiały dochodzić do porozumienia samodzielnie i bezprzemocowo?

Wasze dzieci mają 5 i 7 lat. To możliwe, aby w takim wieku same rozwiązywały konflikty?

KL: Czasami potrafią się usłyszeć bez naszej pomocy. Łatwiej im ze sobą negocjować wtedy, gdy nie pojawiają się silne emocje. Takie rozmowy brzmią mniej więcej tak:
– Tomek, a mogłoby być tak, że ja najpierw czytam, a ty potem?
– Dobrze, Zosia, ale ja bym chciał pooglądać tę drugą twoją książkę, dobrze?
– No dobrze, ale będziesz na nią uważał? Nie zniszczysz mi?
– No dobra.
– No to okej.

Mówicie o zbudowaniu struktury, wysłuchaniu każdej ze stron. Wyobrażam sobie, że to może bardzo długo trwać…

PL: Tak od trzech do pięciu, siedmiu minut. (śmiech) W zależności od tego, jak łatwo jest im się usłyszeć.

KL: A poważnie mówiąc, to jest stosunkowo długo. Mam na myśli to, że szybciej i pozornie łatwiej jest zabrać dzieciom książkę i zadecydować za nie. Wtedy to trwa 15 sekund. Natomiast to ich nie uczy rozwiązywania konfliktów i następnym razem zamiast spróbować porozmawiać i zastanowić się, jak mogą rozwiązać sprawę tej książki – przybiegną do mamy i będą krzyczeć “Mamo, bo on mi…”.

PL: Dla mnie to mimo wszystko jest krótko. Ci mali ludzie, których nazywamy dziećmi, naprawdę bardzo szybko chcą rozwiązać konflikt. Oni w momencie kiedy już się usłyszą, są gotowi nawet zostawić tę metodę i pójść się razem bawić, bo już usłyszeli, o co jednemu i drugiemu chodziło, i w zasadzie nie ma problemu. To my, dorośli, mamy taką tendencję do żywienia urazy, do jakichś “fochów”. Natomiast u dzieci wygląda to po prostu tak: “Usłyszałam cię. Ty mnie usłyszałeś. Możemy się iść dalej bawić”.

KL: Bardzo ważne jest mieć poczucie, że ktoś mnie rzeczywiście zrozumiał. To rozwiązuje część konfliktów. Czasami trzeba jednak się pobawić w burzę mózgów i wymyślić, co możemy zrobić z daną sytuacją.

Co dorosły może zrobić, by dzieci mogły się usłyszeć?

PL: Zaczynam mikrokrąg, pytając na przykład Zosię, co chciałaby, żeby jej brat usłyszał. Po jej odpowiedzi pytam Tomka: “Czy możesz powiedzieć, co usłyszałeś?”. Wtedy on to wyjaśnia. Następnie pytam Zosię: “Czy to jest to?”. Jeśli odpowiada “nie”, reaguję, gdy “tak”, pytam: „Czy jest coś jeszcze?”. Jeśli nie, przechodzimy do drugiego dziecka i powtarzamy to samo. Kiedy każde z nich powiedziało to, co chciało powiedzieć, i zostało usłyszane przez tę drugą osobę, przechodzimy do etapu szukania rozwiązań.

KL: Niekiedy konflikt jest bardziej zaciekły niż ten dzisiejszy, z książką. Pomiędzy dziećmi trwa bitwa, są krzyki, pojawia się histeria. Wtedy przed rozpoczęciem mikrokręgu trzeba przejść przez fazę wyciszenia, uspokojenia i warto wysłuchać każdej ze stron osobno, żeby w ogóle byli w stanie ze sobą porozmawiać.

Wspomnieliście o etapie szukania rozwiązań. Na czym on polega?

PL: My nazywamy go “zabawą w pomysły”. Wtedy czasami wracamy do pierwotnego pomysłu, czyli jedno z dzieci mówi: “Ja mam taki pomysł, że to ja chcę tę książkę”. Na to ja kieruję pytanie do drugiej osoby: ”Czy dla ciebie to jest okej?”. Dziecko odpowiada mi: “Nie, bo to ja chcę tę książkę”. Mówię: „Okej, czyli masz taki pomysł, że to ty chcesz tę książkę. Zosiu, czy dla ciebie to jest okej?”. Zosia odpowiada: “Nie”. W takim razie mówię do obojga: „To szukamy dalszych pomysłów. Jakie jeszcze mamy?”.

Co robicie wtedy, kiedy dzieci nie mają pomysłów?

PL: Czekamy. Ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby nie miały.

Pewnie często jest tak, że to dorosły ma swój pomysł, który uważa za bardzo dobry. Co z tym zrobić?

PL: Ja się bardzo staram ugryźć w język. Chcę, żeby sami wymyślili coś, co zadziała dla nich. Natomiast ja jednocześnie poza tym, że pomagam im się usłyszeć, mam ich pod swoją opieką i jestem też gospodarzem tego domu, dlatego mogę się wypowiedzieć na temat tego, że się na coś nie zgadzam. Na przykład gdyby wpadli na pomysł, że przedrą książkę na pół i Zosia weźmie jedną połowę, a Tomek drugą. Mógłbym powiedzieć, że to jest rozwiązanie, na które się nie zgadzam, bo chcę, żebyśmy dbali o rzeczy, które nam służą, i nie wiadomo, kto jeszcze będzie korzystał z tej książki.

Do tej pory mówiliśmy o konfliktach, w których bierze udział dwoje dzieci. Czy dorosły powinien zareagować inaczej, jeśli stron sporu jest więcej?

PL: Wydłuża nam się lista osób, które pytamy o to, czy jest coś, co chcieliby, żeby inni usłyszeli. Procedura jest ta sama. Ale zakładamy, że nie każdy musi chcieć się wypowiedzieć.

Czy pomagaliście kiedyś rozwiązać konflikt pomiędzy osobami niebędącymi na tym samym “poziomie”, np. rodzica i dziecka?

KL: Piotrek mediował konflikt pomiędzy mną a jednym z dzieci. Wtedy ja byłam osobą, którą Piotrek pytał o to, na czym mi zależy, co ja bym chciała, żeby dziecko usłyszało.

Nie ma żadnych przeciwskazań, żeby to robić?

KL: Nie. Być może dla dorosłego ta formuła jest w jakiś sposób dziwna, ale efekt jest ten sam. Ja mogę być usłyszana przez dziecko, wypowiedzieć się, a ono parafrazuje moją wypowiedź tak, jak ją usłyszało. Potem ja słyszę dziecko i mówię dokładnie to, co usłyszałam.

Metoda mikrokręgów została wymyślona tylko dla rodzin czy ma szersze zastosowanie?

PL: Mikrokręgi zostały przygotowane z myślą o sytuacjach, które dotyczą dzieci. To bardzo uproszczona wersja tego, co nazywamy kręgami naprawczymi. Kręgi opierają się na trzech filarach: Porozumieniu bez Przemocy, pojęciu sprawiedliwości naprawczej i shared power (“współmoc”, współdzielona moc w rozwiązaniu sytuacji). To jest metoda opracowana przez Dominika Bartera, stosowana w wielu miejscach na świecie do rozwiązywania konfliktów.

W waszej rodzinie mikrokręgi to nic niezwykłego dla dzieci. Jak postępujecie wtedy, gdy wychodzicie z domu: jesteście na placu zabaw, w przedszkolu, w sklepie i powstaje konflikt?

KL: Miałam taką sytuację, że mediowałam konflikt między Zosią i zupełnie inną dziewczynką, jeszcze młodszą od córki. Nie byłam pewna, czy ona będzie chciała wziąć w tym udział. A jednak! Co więcej, całą tę sytuację obserwowała jej mama. Przeprowadziłam mikrokrąg między dziewczynkami, żeby mogły się usłyszeć. I same sobie świetnie poradziły, rozwiązały tą sytuację! Poprosiłam tylko mamę, żeby pozwoliła dziewczynom się wypowiedzieć, i widziałam jej wielkie zdziwienie, że tak szybko i w dodatku same doszły do rozwiązania, które im pasowało.

Czy są sytuacje, w których nie próbowalibyście jednak rozpoczynać mikrokręgu?

KL: Jeśli dzieci nie chcą w to iść, to nie robimy mediacji. Kiedy ja pytam Zosię: “Co chcesz, żeby Tomek usłyszał?”, a ona nie chce powiedzieć albo mówi, ale Tomek nie chce powtórzyć, nie chce wziąć w tym udziału, to nie da się tego zrobić.

I co wtedy się dzieje?

KL: Możemy poczekać, bo może za chwilę będą chcieli rozmawiać. I na ten czas konflikt jest zawieszony.

Zabrałabyś z ich rąk książkę na ten czas?

KL: Trudno jednoznacznie powiedzieć. Pewnie nie. Jeśli byłoby bardzo gorąco, to może bym ją odłożyła obok, zapewniając dzieci, że za chwilę spróbujemy (a właściwie spróbują) znaleźć rozwiązanie. Być może dzieci same by tę książkę zostawiły. To jest jeden powód, dla którego nie rozpoczynamy mediacji, gdy dzieci nie chcą brać w niej udziału. A drugi powód to zbyt silne emocje. Wtedy dajemy szansę, aby one się uspokoiły. Kiedy jedno dziecko zanosi się płaczem, a drugie jest zezłoszczone tak, że rzuca krzesłami, to nie mają przestrzeni na to, żeby się usłyszeć. Wtedy najpierw trzeba się zająć emocjami.

PL: Ja znalazłem jeszcze trzeci powód. Nie rozpoczynam mikrokręgu, kiedy we mnie, jako w osobie mediującej, zaczynają wzbierać trudne uczucia dotyczące całej sytuacji. Wtedy ja przestaję mieć zasoby do tego, żeby pomóc dzieciom w rozwiązaniu konfliktu.

Wyobraźmy sobie taką kłótnię, w wyniku której dzieci zaczynają się bić, kopać, rzucać przedmiotami i nie zgadzają się wziąć udziału w mikrokręgu. Jaka byłaby wtedy wasza reakcja?

PL: W momencie kiedy widzimy, że dzieci zaczynają się okładać pięściami i przedmiotami znajdującymi się dookoła, używamy obronnego użycia siły (z Porozumienia bez Przemocy). Wtedy wkraczam ja i rozdzielam walczących, bo nie zgadzam się na to, żeby dzieci się nawzajem tłukły, nie próbując rozwiązać konfliktu w inny sposób. Chcemy się nauczyć rozwiązywać konflikty inaczej niż poprzez bicie.

Żeby było jasne: obronne użycie siły nie polega na tym, że ja wchodzę i jedno dziecko daję do jednego kąta, a drugie do drugiego, tylko oddzielam jedno od drugiego na tyle, na ile sytuacja ode mnie tego wymaga, i jasno mówię: “Przerywam tę sytuację i odsuwam cię w tamtą stronę pomieszczenia, ponieważ bijesz i obawiam się, że to jest niebezpieczne, bo możesz zrobić krzywdę jemu, a on może zrobić tobie”.

Jakie były wasze początki z mikrokręgami?

PL: Na początku dzieciom się to podobało, bo to było coś nowego. Były zaintrygowane tym, co się wydarzy. Potem przyszedł mocny etap znudzenia, buntu co do samej metody. Dużo było odpowiedzi: “Ja nie będę mówić”, “Ja nie chcę”. To były dwie, trzy próby, kiedy reagowały odmową. Chociaż zdarzało się też tak, że odmawiały, ale po chwili stwierdzały, że jednak chcą spróbować.

KL: I wtedy absolutnie nie byli zmuszani. Odpowiadaliśmy: “Nie chcesz, to nie mów”. Przede wszystkim chodzi o to, żeby dzieci nie zrazić, a poza tym dziecko też ma prawo powiedzieć, że czegoś nie chce. Natomiast Zosia i Tomek naprawdę szybko złapali tę metodę. Chyba już po drugim razie świetnie wiedzieli, o co chodzi, jaki jest schemat. A oprócz tego mieli poczucie, że mikrokrąg nie jest po to, żeby coś na nich wymusić, ale że mają prawo wypowiedzieć to, co je boli, i jakie ważne jest to, gdy są w tym usłyszane.

Z jak małymi dziećmi można zacząć próbować?

PL: Z takimi, które są w stanie powiedzieć to, co chcą, i powtórzyć to, co mówi druga osoba. Bo jeśli nie są w stanie, trudno mi sobie mikrokrąg wyobrazić. Musielibyśmy próbować mówić za nie, a to jednak nie to samo. Jak my zaczynaliśmy, Tomek miał 4 lata.

KL: Natomiast wiemy, że są osoby, które próbowały z 2,5–3-latkami.

Nie obawiacie się tego, że pomiędzy dziećmi z racji wieku, temperamentu mogą się pojawiać dysproporcje sił? Wtedy trudniej o sprawiedliwość.

PL: To zależy od tego, jak rozumiemy sprawiedliwość. Ja rozumiem ją tak, że obie strony są wysłuchane i potrzeby obu stron są brane pod uwagę. To nie znaczy, że potrzeby każdej ze stron uda się natychmiast zaspokoić, ale że każda z nich wie, co jest dla drugiej osoby ważne, i szukamy takiego rozwiązania, na które wszyscy jesteśmy w stanie się zgodzić. Czasem miałem w głowie taką myśl, że Zosia odpuszcza, zgadza się dla świętego spokoju. Wtedy na etapie wymyślania pomysłów upewniałem się kilka razy, czy to jest na pewno to, na co ona się zgadza, bo jej to odpowiada, czy wolałaby, żeby było jakoś inaczej.

KL: Często wtedy Zosia odpowiadała: “No nie, rzeczywiście chciałabym, żeby było inaczej”. Ucząc starsze dziecko, że ma odpuścić, bo jest starsze i “ma być mądrzejsze”, uczymy je tego, że jego potrzeby nie są ważne, że niekoniecznie musi dbać o siebie.

PL: Jako społeczeństwo nauczyliśmy się tego, że to wiek jest właściwym kryterium tego, kto powinien mieć rację. Mnie nie jest to bliskie. Uważam, że zdanie czterolatka należy tak samo brać pod uwagę, jak zdanie sześciolatki i dziesięciolatka.

Czy zaplanowaliście, w jakim momencie przestaniecie prowadzić mikrokręgi?

PL: Monika Szczepanik, która w stosowaniu tej metody ma za sobą również doświadczenie szkolne, mówi, że w przypadku dzieci nastoletnich i wyżej zaczyna być to trudne. Poziom “wbijania sobie szpili”, zachowania manipulacyjne i niechęć do struktury jest duża na tyle, że to przestaje mieć sens.

Gdybyście chcieli rodzicom zaczynającym przygodę z mikrokręgami dać jakieś rady, jak by one brzmiały?

PL: Możemy ostrzec przed zmuszaniem. Ja szybko dostałem odpowiedź zwrotną, że jeśli będziemy się przy tym upierać, to nie tylko nie rozwiążemy konfliktu, ale wygenerujemy kolejne.

KL: A w sferze wymyślania pomysłów warto pamiętać, że to uczestnicy tego konfliktu mają powiedzieć, jakie oni widzą rozwiązania. Ja mam być taką osobą, która jest bezstronna i pomaga, a nie narzuca swoje racje. U nas było też tak, że jeśli dzieci nie miały w ogóle żadnego pomysłu, to padła propozycja dorosłego: “Ja mam pomysł. Czy chcecie go usłyszeć?”. Jeśli dzieci chciały, to mogłam zaproponować swój, a dzieci mogły się wtedy wypowiedzieć, czy im odpowiada. Jeśli nie, to szukaliśmy dalej.

PL: Kiedy rodzic podaje pomysł, to pojawia się różnica statusu i ja tak naprawdę nie wiem, czy dzieci zgadzają się na ten pomysł, bo tego chcą, czy dlatego, że ja go zaproponowałem. Tu trzeba dużo wyczucia.

Powiedzieliście, że mikrokręgi działają w waszej rodzinie, a nawet na placu zabaw. Myślicie, że mogłyby mieć zastosowanie w szkole?

KL: Jeśli pytasz o to, czy metoda mikrokręgów może być realizowana przez opiekunów przedszkolnych lub nauczycieli w szkole, to jak najbardziej można to zrobić. Mikrokręgi nie muszą się odbywać tylko pomiędzy rodzeństwem. Nasze dzieci są obecnie w przedszkolu korzystającym z Porozumienia bez Przemocy, w którym opiekunowie pomagają dziecku się usłyszeć. Natomiast w wolnej szkole, którą właśnie tworzymy, chcielibyśmy wprowadzić metodę mikrokręgów jako podstawowy sposób na rozwiązywanie konfliktów.

PL: Sytuacje konfliktowe, które nam się będą zdarzać, niekoniecznie będą dotyczyć samych dzieci. Czasami będzie dochodzić do konfliktów na poziomie kadry, czasami pomiędzy kadrą a rodzicami, a czasami w spór zaangażowane będą wszystkie trzy grupy albo jeszcze ktoś więcej. Metoda kręgów naprawczych jest platformą, dzięki której chcemy facylitować rozwiązywanie konfliktów.

Dlaczego postanowiliście założyć szkołę?

PL: Szukaliśmy miejsca, które byłoby zgodne z tym, w co wierzymy, i byłoby dla naszych dzieci dobre, jeśli chodzi o ich rozwój intelektualny i emocjonalny. Bardzo chcieliśmy dla nich swobodnej edukacji, w której będą mogły podążać za swoim naturalnym tempem i kierunkiem poznawania świata. Takie podejście jest realizowane w ramach edukacji demokratycznej/wolnościowej, gdzie jest miejsce na podążanie za dzieckiem, inspirowanie, odkrywanie przez nie nowych rzeczy, ale też dostosowywanie się do tego, czego dzieci chciałyby się nauczyć, bez sztywno ustalonych ram.
Jest też drugi aspekt, związany z Porozumieniem bez Przemocy, który również jest dla nas bardzo istotny. To jest coś, czego w naszym domu nie było od początku, kiedy dzieci pojawiły się na świecie. Zosia miała niecałe 3 lata, gdy odkryliśmy książki Rosenberga. Widzimy dzięki temu ogromne zmiany w nas. W naszym odnoszeniu się do innych ludzi, do siebie nawzajem, do naszych dzieci. Szkoła to będzie miejsce, które będzie łączyło te dwa światy: wolną edukację i Porozumienie bez Przemocy. Nie znaleźliśmy w Krakowie czegoś takiego. Dlatego wyszliśmy z inicjatywą i zakładamy Wolną Szkołę “Przestrzeń”.

Piotr i Kasia Leszczyńscy – razem z 7-letnią Zosią i 4-letnim Tomkiem są rodziną, w której z powodzeniem używają metody mikrokręgów. We wrześniu powstaje w Krakowie zainicjowana i współtworzona przez nich Wolna Szkoła “Przestrzeń” oparta na Porozumieniu bez Przemocy.

wolnaszkolaprzestrzen.pl
facebook.com/przestrzenwolnaszkola

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)

Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak rodzicielstwo przez zabawę pomaga rozwiązywać codzienne problemy?

Lęk w rodzicielstwie. Dlaczego warto go zrozumieć

Ciąża i poród w Finlandii

Przejdz do: