Mleko mamy tylko 6 miesięcy a potem mieszanka? Tak nam mówią reklamy. Rozmowa z Iwoną Koprowską
| Mleko mamy tylko 6 miesięcy a potem mieszanka? Tak nam mówią reklamy. Rozmowa z Iwoną Koprowską

Mleko mamy tylko 6 miesięcy a potem mieszanka? Tak nam mówią reklamy. Rozmowa z Iwoną Koprowską

Rozmowa z Iwoną Koprowską – certyfikowanym doradcą laktacyjnym (CDL), autorką książki „Naturalnie karmię” (naprolife.pl).

Dzieci są ważne: Mleko matki najlepsze dla dziecka do szóstego miesiąca, a potem już tylko mieszanka? Taki komunikat płynie z reklam w TV i na billboardach! A przecież WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) zaleca karmienie piersią do drugiego roku życia dziecka! Co pani o tym myśli?

Iwona Koprowska: „… do drugiego roku życia, a nawet dłużej”, tak to brzmi w całości. I warto wiedzieć, że nie tylko WHO twierdzi, że mleko mamy jest dla dzieci po szóstym miesiącu życia, podobnie głoszą: Amerykańska Akademia Pediatrii, ESPGHAN (Europejskie Towarzystwo Gastroenterologii i Żywienia Dzieci)… Myślę, że reklamy mieszanek mają na względzie coś innego niż dobro dzieci i ich matek.

DsW: Media kierują do nas jasny przekaz: chcesz być dobrą matką, chcesz odpowiednio wspierać rozwój dziecka, daj mu to, co najlepsze – najlepszą mieszankę! A jak się to ma do rzeczywistości?

IK: Rzeczywistość do większości reklam ma się… różnie. „Chcesz być dobrą mamą, to jeszcze: kup ten lek, te pieluszki, taką kaszkę i te soczki”; „tu ubezpiecz rodzinę”; „najlepsza żona kupuje swojemu mężowi takie koszule, gotuje mu takie zupy z proszku, serwuje takie lody”; „najlepsza pani domu pierze w takim proszku…” itd., bez końca. Zadaniem reklamy jest zwiększenie sprzedaży…, ale wszystkie chwyty dozwolone – taka jest rzeczywistość! A mleko matki było, jest i będzie najlepsze dla jej małego ssaka: mleko klaczy dla jej źrebięcia, mleko kotki dla jej kociąt, mleko krowy dla jej cielęcia. Tylko my, gatunek homo sapiens – człowiek podobno rozumny, próbujemy karmić swoje dzieci mlekiem innych ssaków lub preparatem zastępczym, tłumacząc to wciąż nowymi okolicznościami, głośno krzycząc, że to dla dobra jego dzieci. Krzycząc tak głośno, by zagłuszyć swoje sumienie i polecając innym, że to takie dobre sprawdzone, nowoczesne…, itd.

DsW: Dziś mało które starsze dziecko nie dostaje mleka modyfikowanego. Mamy wracają do pracy, chcą mieć wolne wieczory… Jest to jak najbardziej zrozumiałe. Czy da się to wszystko pogodzić z karmieniem naturalnym?

IK: Widzę, że są środowiska mam, gdzie dzieci nie są karmione piersią i jest to wśród nich uważane za jedyną słuszną decyzję. Są też takie środowiska, gdzie w przewadze znajdują się mamy, które wzbudzają w sobie obowiązek karmienia piersią i wciąż szukają argumentów, żeby tę „swoją mękę” skrócić. Są mamy, które nie wiedzą, że można karmić i pracować, że warto sobie tę sytuację przemyśleć, zaplanować. I są takie mamy, których nie trzeba o niczym przekonywać, karmią długo i nie robią sobie nic z komentarzy dookoła. Najwyżej przestają karmić przy osobach, które takimi treściami próbują je „edukować”.

Zauważyłam, że o ile kobiety szybko przyznają się, że karmiły piersią (choćby trzy tygodnie i to w sposób mieszany), o tyle do tego, że trwało to powyżej roku, przyznają się dopiero po dłuższej rozmowie, kiedy poczują, że jestem „po ich stronie”, jak dowiedzą się, że mając dwie córki karmiłam 6,5 roku, i przestaną się obawiać krytyki.

Mamy karmiące również wracają do pracy, najczęściej wtedy, kiedy nie mają innego wyjścia i to jest zrozumiałe, ale większość mam, które ze mną współpracują, nie odstawia z tego powodu dziecka. Wolne wieczory… są dla każdej mamy, ale chyba nie wszystkie☺ … Trafiają się rzadziej niż praca od razu na cały etat, toteż dużo łatwiej pogodzić je z karmieniem piersią. A jeśli mama chce pracować i jeszcze mieć wolne wieczory… to już rozważania na osobny wywiad☺.

DsW: Taki (czyli oparty na pragnieniu bycia najlepszą mamą) chwyt marketingowy, który ma bazować na naszych emocjach jest w porządku? Czy uważa to Pani za etyczne działanie?

IK: Takie chwyty marketingowe są nie w porządku, są nieetyczne i nie powinny mieć miejsca. Mam wrażenie, że z jednej strony zrobiło się takie prawo powszechne, takie przyzwolenie, że reklama kłamie, że w reklamie „wszystkie chwyty są dozwolone”. A ona niestety działa na tych, co jeszcze nie wiedzą, mają małe doświadczenie, a nowych mam wciąż przybywa. Przybywa również kobiet, które wychowały się z takimi reklamami „w tle”, reklamy „sobie leciały” i nikt ich nie komentował, nie oburzał się, bo wszyscy dorośli się do nich przyzwyczaili, bo przecież reklamy i tak kłamią, a dzieci jeszcze tego nie wiedzą i taki przekaz wynoszą z domu. Dorośli nie zawsze zwracali na nie uwagę, a dzieci chłoną wszystkie informacje, mówią tekstami z reklam, śpiewają piosenki z reklam, a takie teksty głęboko zapadają w serce.

Z reklamą też jest tak: jak ktoś mnie okłamuje „twarzą w twarz”, a ja to wiem, to mogę próbować się bronić albo bronić prawdy, a jeżeli to jest billboard, to co ja mogę zrobić? Tu potrzeba wiedzy i większego zaangażowania. Trzeba się zorganizować, pozwać firmę do sądu… Potrzeba czasu, zaangażowania, pieniędzy, a dzieci patrzą idąc do szkoły, jedząc śniadanie i, chcąc nie chcąc, się uczą. Można jeszcze wyrzucić telewizor☺, znam coraz więcej osób, które tak zrobiły, ale to nie rozwiązuje całkowicie problemu… jest Internet, billboardy, promocje z degustacjami itd. To już przekracza tematykę karmienia naturalnego ☺

DsW: Z jakim doświadczeniem wychodzą mamy po porodzie ze szpitala? Wydaje się, że sytuacja jest coraz lepsza – coraz więcej wsparcia dla karmienia piersią? Sytuacja zmienia się wraz z wiekiem dziecka…

IK: Mamy mają różne doświadczenia. Różnie dobre i różnie złe. Znam mamy rozżalone, których dzieci, pomimo próśb o niedokarmianie mieszanką zostały dokarmione. Znam także mamy, które były oburzone, że nie pozwolono im dokarmić, że w szpitalu panował „terror laktacyjny”. Wszystko zależy od wiedzy mam na temat postępowania przy rozbudzaniu laktacji, radzenia sobie w przypadku wystąpienia problemów, od tego, czy faktycznie chcą karmić, oraz od wiedzy i chęci personelu medycznego na oddziale.

Do mnie trafiają kobiety z problemami, może dlatego mogę mieć odczucie, że więcej mam ma te gorsze doświadczenia. Ale mam świadomość, że niektóre mamy ze złymi doświadczeniami nie szukają pomocy, tylko podają mieszankę, bo uwierzyły w przekaz szczęścia z dokarmiania mieszanką. Mam przekonanie, że na oddziałach położniczych jest dużo lepiej niż 30-40 lat temu, ale nie mam złudzeń, że koniec walki jest bliski. Myślę, że zbieramy pierwsze owoce akcji „Rodzić po ludzku”, ale walka o świadomość karmienia, rodzenia naturalnego, wspierania kobiety rodzącej ciągle przed nami.

DsW: O ile można zrozumieć producentów mleka – chcą na tym po prostu zarobić, to co z lekarzami? Niejedna mama usłyszała w gabinecie lekarskim: „pani jeszcze karmi?!”, „dziecko ma alergię – proszę podać mieszankę”, „dziecko mało śpi – proszę podać mieszankę”.

IK: To, że ktoś chce zarobić, jest zrozumiałe, każdy chce i zarabia, jak umie. Ale na to, że ktoś chce zarobić kosztem czyjegoś zdrowia, mam pewną niezgodę w sobie i poczucie, że nie możemy próbować tego ani zrozumieć, ani godzić się na to. Mieszanki mają swoje zastosowanie w przypadku, kiedy mama nie jest w stanie karmić piersią – wtedy ratują dziecku życie. Warto pamiętać, że „każdy kij ma dwa końce”: im większa sprzedaż, tym większa stabilność firmy, pewność, iż będzie ją stać na spełnianie norm, standardów i rozwój.

Gdyby założyć, że mama zna prawdę na temat zalet karmienia i postępowania przy karmieniu oraz personel medyczny jest wyedukowany, to na rynku nie mogłoby się utrzymać tylu producentów mieszanek. Ilość i wielkość istniejących koncernów produkujących mieszanki pokazuje poziom edukacji społeczeństwa (rodziców i lekarzy) w zakresie żywienia niemowląt i daje do myślenia o kierunku rozwoju tej myśli: komu i na jakim modelu żywienia niemowląt będzie zależało, po której stronie są większe na to pieniądze…

A lekarze? Kończyli uczelnie, gdzie najczęściej nikt nie uczył ich postępowania z kobietą karmiącą – choć trudno nie zauważyć działań KUKP i CNoL. Mam wrażenie, że poziom wiedzy lekarzy i ich świadomości zwiększa się wraz z ich pozytywnym, osobistym doświadczeniem w zakresie karmienia naturalnego: czy to jako mamy karmiącej, czy ojca dziecka karmionego piersią. Jeśli rozumieją wagę takiego sposobu karmienia i doznali tego trudu, docenią to, będą się szkolić, czytać i wspierać kobiety w karmieniu naturalnym. Może nie koniecznie dobrym słowem ☺, ale choćby odpowiednim doborem metody leczenia mamy czy jej dziecka. Jeśli nie mają tego przekonania, to będą karmienie bagatelizować, utrudniać, nawet nieświadomie…

DsW: Jak wspierać młode matki, kiedy wszędzie wokół słyszy się, że podanie dziecku mieszanki po szóstym miesiącu życia jest najlepszą rzeczą, jaką mogą zrobić dla swoich dzieci?

IK: Dajmy kobietom rzetelną wiedzę o karmieniu piersią i wolność wyboru. Robienie mody na karmienie naturalne przyniosło dużo dobrego. Podniosło komfort życia mam karmiących, ale odczuliśmy też pewne minusy. Zdarzało się, że mamy karmiły piersią, bo nie wypadało nie karmić. Po dołożeniu naszej ludzkiej potrzeby porównywania się i oceny, mieszanki bywały wybuchowe. Mamy okresy mody na karmienie i na niekarmienie, nagonki na mieszanki i na piersi. Moda ma to do siebie, że się dezaktualizuje… , ale i powraca.

Może zostańmy już przy stylu życia: eko, naturalnym, bliskości, powrotu do natury. Myślę, że wzajemne zrozumienie jest jedynym rozsądnym wyjściem. Poczucie akceptacji społecznej mam karmiących piersią i mam karmiących butelką zdejmie z nas piętno męczennic, matek Polek.
Pamiętajmy, że często powody, dla których jedne mamy wybierają karmienie piersią, a inne butelką, są najczęściej te same. Pamiętam, jak pierwszy raz usłyszałam: „Wie pani, ja chyba zrezygnuję z karmienia, ja chyba jestem na to za leniwa. A tak to tylko dam proszek, wodę i gotowe”. Na co ja zaniemówiłam i powiedziałam: „Wie pani co, ja cały czas myślałam, że karmienie piersią jest dla kobiet, które są leniwe: bez mycia butelek, smoczków, nocnego grzania wody, mieszania, wstawania, bujania. Na dany znak przystawiałam do piersi i gotowe”…
Mamy karmią piersią, bo chcą mieć zdrowe dzieci, ale tak wiele kobiet odstawia swoje alergiczne dzieci, bo usłyszały (np. w reklamie), że wtedy mieszanka jest najlepsza. Przeszły na karmienie sztuczne z miłości do swojego dziecka, a że informacja była fałszywa, to już jest poza nimi.
Nie oceniajmy zbyt pochopnie sposobu karmienia, pewnie ważniejszy był powód. Może dla nas jeszcze niezrozumiały, ale my rozumieć go nie musimy. Może mama nie karmi piersią, ale jest szczęśliwa. A może zrozumiała, że decyzja była błędna. Może opłakiwała lub jeszcze opłakuje błąd kogoś, przez kogo teraz nie karmi.

Foto

 

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Redakcja serwisu dziecisawazne.pl.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

10 pomysłów na zabawy, przy których rodzic może… poleżeć!

Jak dziecko buduje więź z rodzicem w pierwszym roku życia

5 inspirujących przepisów na potrawy z kaszą jaglaną {na słodko i słono}

Przejdz do: