Nauka jazdy na rowerze. Co warto o tym wiedzieć? Rozmowa z Wojciechem Kozłowskim
KIDS FASHION - 100 najciekawszych propozycji. Zobacz...
| Nauka jazdy na rowerze. Co warto o tym wiedzieć? Rozmowa z Wojciechem Kozłowskim

Nauka jazdy na rowerze. Co warto o tym wiedzieć? Rozmowa z Wojciechem Kozłowskim

Rozwój ruchowy i intelektualny są ze sobą nierozerwalnie połączone. Zarażenie pasją do sportu i aktywności fizycznej to jeden z piękniejszych prezentów, jaki dziecko może dostać od swojego rodzica. Z reguły pierwszym krokiem w tym kierunku jest rowerek – najpierw biegowy, potem bardziej “dorosły”, z pedałami. O korzyściach wynikających z jazdy na rowerze i z ruchu w ogóle rozmawiamy z Wojciechem Kozłowskim – fizjoterapeutą, instruktorem sportu, terapeutą terapii czaszkowo-krzyżowej i ekspertem w zakresie integracji sensorycznej oraz integracji bilateralnej.

Widok 2,5-latków śmigających na rowerkach biegowych już nikogo nie dziwi. Jakie korzyści przynosi maluchom taka aktywność? W jaki sposób wpływa na jego ogólny rozwój?

Jedna wielka korzyść to dobroczynny wpływ ruchu, wraz z ruchem rozwija się mózg dziecka. Ruchy naprzemienne pozwalają na budowanie połączeń między półkulami mózgowymi. A właśnie tak “opracowujemy” świat… Dwie półkule są zaangażowanie w percepcję świata, rozumienie tego, co nas otacza i co się z nami dzieje. Zdolność koordynacji obydwu części ciała jest procesem ośrodkowego układu nerwowego. Naprzemienne odpychanie się na biegowym rowerku dosłownie stymuluje powstawanie połączeń w mózgu. Rozwój ruchowy i poznawczy w tym wieku jest ściśle ze sobą związany.

Co zrobić, gdy 3,5–4-letnie dziecko wyrasta z rowerka? Dla większości rodziców naturalną kontynuacją wydaje się być rowerek z pedałami. Zazwyczaj obowiązkowo z bocznymi kołami – takie połączenie pamiętamy jeszcze z czasów własnego dzieciństwa. Czy to dobry moment na takie zmiany?

Właściwie dziecko już na wcześniejszym etapie używania rowerka biegowego powinno opanować równowagę dynamiczną utrzymywania się na dwóch kołach. Jedyny problem to przeorganizowanie czynności, umiejętności motorycznej – zamiast odpychania się od podłoża sposobem krocznym trzeba przeprogramować się na pedałowanie. Dzieci w takim wieku niejako same, w naturalny sposób, metodą prób i błędów osiągają sukces i opanowują nową motoryczną zdolność, jaką jest pedałowanie. Są oczywiście również i takie dzieci, które nie opanowały równowagi na rowerku biegowym i przesiadka na rowerek z pedałami je paraliżuje. Przy nieumiejętności utrzymywania równowagi trudno nauczyć je naprzemiennego kręcenia nogami. Dziecko w tym wieku jest jednozadaniowe. Jeśli boi się utrzymywać równowagę, trudno mówić o przyswajaniu nowej czynności motorycznej. Pozwolę sobie to troszeczkę porównać do gotowości szkolnej. Dziecko jest gotowe do szkoły, kiedy potrafi robić minimum dwie czynności w jednym czasie, czyli siedzieć i słuchać, siedzieć i rysować itd.

W jaki sposób boczne koła przy rowerku szkodzą nabywaniu umiejętności jazdy na rowerze i rozwojowi ruchowemu dziecka?

Są dzieci “zgrane” i “niezgrane”. Tym zgranym koła boczne raz przeszkadzają przy prawidłowej jeździe na rowerze, a drugi raz wręcz odwrotnie – uatrakcyjniają jazdę, bo mogą np. gdzieś zawisnąć na krawężniku bądź nad kałużą. Te drugie, mniej zgrane zmysłowo, mimo naszych dobrych chęci ułatwienia im nauki za pomocą dwóch kółek dodatkowych bocznych uczą się złego nawyku ruchowego. Dochodzi wówczas do takiej sytuacji, że zamiast składać się jak motocyklista w zakręt robią to inaczej. Nie pochylają się wraz z rowerem w stronę zakrętu, tylko wypychają go na zewnątrz, a same, chcąc równoważyć siłę odśrodkową, siedząc na krzesełku pochylają się do środka zakrętu. Efekt jest taki, że kółko dodatkowe boczne zewnętrzne w stosunku do zakrętu jest rozgrzane do czerwoności od tarcia. Właściwie dzięki temu kółku rower, a zarazem dziecko na nim siedzące, nie przewraca się. Nie jest to jednak jazda prawidłowa. Schemat motoryki wytwarzający się w tym procesie ruchowym i czucia się w przestrzeni jest daleki od ekonomicznego ruchu. Dziecko najzwyczajniej programuje mózg nieefektywnie na tzw. umiejętność motoryczną.

Zatem mając wybór pomiędzy następnym rowerkiem biegowym a rowerem z pedałami (i bocznymi kołami) sugerowałby pan…?

Opanować równowagę na dwóch kołach niezależnie, czy to rowerek biegowy, czy z pedałami. Dla lepszego zrozumienia tematu podam przykład. Nie nauczymy się chodzić po linie do czasu, kiedy nie opanujemy chodzenia po chodniku w taki sposób, który pozwoli nam wykonywać dwie czynności sprawnie i ekonomicznie. Przykładowo: iść i jeść. Jeśli potrafimy iść chodnikiem (nie troszcząc się o to, że się przewrócimy) i potrafimy robić drugą niezależną czynność (jedzenie, mowa, obserwowanie przyrody), jesteśmy gotowi do nauki chodzenia po linie.
Sądzę, że najbardziej naturalny po biegowym rowerku jest rower bez kółek, ale za to z kijkiem, za który trzyma, a właściwie tylko asekuruje, rodzic i… biegnie. (śmiech) Jeśli dziecko jest gotowe do samodzielnego jeżdżenia, czuje swoje ciało i potrafi połączyć kierowanie z naprzemiennym ruchem swoich nóg, to taki proces właściwie zajmuje jedno popołudnie.

Kiedy zatem jest odpowiedni moment na „dorosły” rower? Po czym poznać gotowość dziecka?

Trudno to tak odgórnie wyznaczyć. Każdy z nas jest inny, indywidualny. W moim odczuciu gotowość dziecka na dorosły rower wyznacza bezstresowe, swobodne czucie swojej równowagi na rowerku biegowym bądź mniejszym rowerku.
Uczenie się umiejętności fizycznych na zasadzie spełniania oczekiwań rodziców jest raczej mało rozwojowe dla dziecka. Tym samym uczenie na siłę jazdy na rowerze, bo inne dzieci już potrafią, jest mało pedagogiczne. To, że dziecko z jakiegoś powodu broni się przed rowerem, jest sygnałem wysyłanym do nas, dorosłych. Na takie sygnały powinniśmy być uważni. A jeszcze ważniejsze jest je prawidłowo przyjmować i akceptować. Taka postawa dorosłych jest wtedy wspierająca dla dziecka, co skutkuje tym, że dziecko przez samo poczucie się bezpiecznym, a nie pod presją otoczenia dotyczącą zdobywania nowych umiejętności motorycznych, zaczyna samodzielnie podejmować wyzwania rozwojowe.

Tak, to o czym pan mówi jest bardzo ważne. Warto także pamiętać, że dzieci uczą się obserwując nas, rodziców.

Rozwój cywilizacji rozleniwia nas, dorosłych. Jeśli my sami swoim zachowaniem nie dajemy przykładu tym najmłodszym istotom, to jak one mają kształtować swoją samoświadomość o ruchu?! Jeszcze ze studiów pamiętam hasło jednego z profesorów Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu: „Kultura fizyczna przez duże ‘K’ jest w nas”. Ten pogląd z biegiem lat nie traci na wartości. Jeśli tata bądź mama jest kanapowcem i ciągle siedzi przed TV albo spędza dużo czasu patrząc w tablet czy komputer, to ja widzę tu dużą nielogiczność postępowania – wymagamy od dziecka ruchu, a od siebie nie. Te małe istoty również to widzą, czują i nie do końca rozumieją.

Wojciech Kozłowski (terapiazmyslow.pl; si-poznan.pl) –

Fizjoterapeuta, instruktor sportu, terapeuta terapii czaszkowo-krzyżowej Upledgera i ekspert w zakresie integracji sensorycznej oraz integracji bilateralnej. Współautor książki „Rozwój daje radość”. Wykładowca akademicki. Prowadzi także działalność szkoleniową.

Foto: flikr.com/striderbikes

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jaki wpływ na dzieci (i dorosłych) ma czytanie?

Rodzicu zrób z siebie głupka, czyli kilka niezawodnych sposobów na rozładowanie napięcia w relacji z dzieckiem

Wróciliście z wakacji i… musisz odpocząć?

Przejdz do: