Niegrzeczne dziecko, czyli jakie?
SZKOŁA / PRZEDSZKOLE - co kupić?
| Niegrzeczne dziecko, czyli jakie?

Niegrzeczne dziecko, czyli jakie?

Chyba najbardziej popularnymi etykietami są określenia o „grzecznym” i „niegrzecznym” dziecku.
W jednym z przedszkoli przeprowadzono kiedyś eksperyment. Zapytano w nim dzieci: “jaki jesteś?”. Większość maluchów ograniczała się głównie do stwierdzenia: “jestem grzeczny" albo przeciwnie: “jestem niegrzeczny”. Można się zastanawiać, czy dzieci nie znały innych określeń, które mogłyby je opisać, czy też powtarzały to, co najczęściej słyszały.

Co właściwie oznacza ten termin, ta etykietka? Niegrzeczne, czyli takie, które nie zachowuje się tak, jak chcą tego dorośli? Tzn.:

  • nadal chce się bawić, kiedy pani prosi o pozbieranie zabawek, bo pora na drugie śniadanie,
  • płacze i nie przestaje, bo ktoś inny wyrwał mu zabawkę,
  • rozlało trzeci raz w tym dniu wodę,
  • nie chce założyć czerwonego sweterka,
  • nie mówi sąsiadce dzień dobry,
  • uderzyło siostrę,
  • nie chce otworzyć buzi i pokazać gardła u lekarza,
  • nie chce zjeść u babci rosołu w niedzielę,
  • biega i piszczy w parku.

Czego właściwie oczekujemy, kiedy mówimy do dziecka: „Bądź grzeczny”?

Czy codziennie to zdanie oznacza to samo? A może są okoliczności, kiedy mamy więcej luzu, bo w domu są goście lub jesteśmy na pikniku i można zjeść loda, nie martwiąc się czekoladową plamą na bluzce? Czy umiemy zdefiniować grzeczność? Czy jest łatwa do opisania? Czy każdego dnia zależy od tych samych czynników?

Reklama sponsora artykułu
Spektakl „Grzeczna”

Warszawski Teatr Baj zaprasza na spektakl, który w symboliczny sposób pokazują konsekwencje wychowania, które nie uwzględnia emocji i ważnych potrzeb małego człowieka, a także porusza kwestię nierealnie wysokich oczekiwań stawianych dzieciom przez dorosłych.

Zobacz więcej

Wielu rodziców już zdaje sobie sprawę z tego, że wychowanie autorytarne przynosi skutki odwrotne do zamierzonych i nie poprawia jakości relacji w rodzinie. Niestety często na przeciwległym biegunie dostrzegają jedynie bezstresowe wychowanie, które także dalekie jest od równowagi i poczucia bezpieczeństwa zarówno dzieci, jak i rodziców. W tym rodzicielskim rozdarciu, bo czasem trudno znaleźć dla siebie właściwą drogę, wciąż pozostaje żywe marzenie o dziecku „grzecznym”, a więc posłusznym, uległym, zgodnym, cichym… Wielu więc nadal posługuje się owymi przymiotnikami, okazując akceptację lub dezaprobatę.

Co dziecko słyszy w zdaniu „Bądź grzeczny”?

Może przekonanie, że skoro mama ciągle o tym przypomina, to znaczy, że ono jest zazwyczaj niegrzeczne.

A co rozumie? Komunikat „jesteś grzeczny” oznacza dla dziecka tyle, że akurat w tym momencie udało mu się dopasować do oczekiwań rodziców, dziadków, pani przedszkolanki. Nie rozumie, co jest dobre lub złe i dlaczego, ale poznaje reakcje opiekunów. A ponieważ te osoby są dla dziecka najważniejsze, szczególnie rodzice, jest ono w stanie poświęcić swoją integralność, naturalność, spontaniczność, autentyczność przeżywania wszystkich emocji, by zyskać poczucie bycia kochanym i akceptowanym.

Etykieta „grzeczny”/„niegrzeczny” zyskuje na znaczeniu, bowiem towarzyszą jej emocje dorosłych, którzy przywiązują do niej duże znaczenie. Liczą, że dziecko, które je słyszy, przyswoi sobie kanon obowiązujących społecznie norm i dostosuje się do nich. Zatem etykietka ma spełniać rolę wychowawczą i robi to, ale niestety bardzo powierzchownie. Rodzice, choć chcą swoje dzieci wychować jak najlepiej, nie zawsze są gotowi wyjaśniać im, dlaczego zachowanie, które określili jako grzeczne/niegrzeczne, im się podoba/nie podoba. Nie zawsze rozmawiają o tym, na czym im zależy, czego chcą dla swoich i innych dzieci, co i dlaczego ich złości. Upraszczają sobie to zadanie, stosując od dawna powszechnie funkcjonujący mechanizm. Bywa jednak, że wypowiadane komunikaty są po prostu puste, nieprecyzyjne, czasem nieprawdziwe. Nie służą budowaniu z dzieckiem głębszej relacji.

Na czym właściwie zależy dorosłym, kiedy oczekują od dzieci, by były grzeczne?

Pierwszą potrzebą, która daje znać o sobie, jest potrzeba łatwości – rodzice, dziadkowie, przedszkolanki, nauczyciele chcą, by to, co proponują dzieciom, przebiegało bez zakłóceń. Tęsknimy za spokojem, harmonią, porządkiem, współpracą…
Nie może się to jednak odbywać kosztem dziecka – jego uczuć i potrzeb, bo koszty te ponosi ono przez całe swoje życie. Oczekiwanie dorosłych, by były grzeczne, powoduje, że brakuje mu odwagi i samodzielności. To maluchy, które nie chcą poznawać otaczającego je świata, nie eksperymentują, nie doświadczają, a jedynie podążają za dorosłymi i wykonują ich polecenia.

Z takich dzieci często wyrastają dorośli, którzy:

  • nie potrafią rozwinąć skrzydeł,
  • wycofują się z podejmowania wyzwań,
  • nie nawiązują bliskich relacji,
  • mają zaniżone poczucie własnej wartości,
  • są zagubieni w swoich wyborach,
  • nie potrafią wyrażać swojego zdania,
  • nie wiedzą, czego chcą.

Tymczasem by uwolnić siebie i dziecko od tych etykiet, wystarczy dostrzec, że ono:

  • właśnie kończy budowanie garażu i jest tym pochłonięte – przeżywa fascynację i ekscytację; potrzeba zabawy jest silniejsza od potrzeby jedzenia,
  • płaczem okazuje emocje – jest smutne i rozżalone, pragnie, by ktoś się o nie zatroszczył, pomógł znaleźć rozwiązanie, gdy inne dziecko zabrało mu zabawkę, bo samo tego nie umie,
  • wciąż ćwiczy swoją sprawność, rozwija motorykę; a może nalewanie wody to również ciekawa zabawa poznawcza – ile się zmieści w tym kubku?
  • chce mieć prawo do decydowania – może nie cierpi czerwonego koloru, a może sweterek „gryzie”, a może najlepiej czuje się w swojej bluzie z kapturem – może warto zapytać,
  • uczy się relacji z obcymi, najbezpieczniej czuje się wśród domowników, powiedzenie dzień dobry sąsiadce jest dla niego dużym wyzwaniem, potrzebuje, by uszanować jego tempo rozwoju i brak gotowości na taki kontakt,
  • uczy się regulacji emocji – być może usłyszało odmowę, a chciało się bawić z siostrą,
  • jest przerażone i niepewne, boi się, bo nie wie, czy zaglądanie do gardła przez obcego człowieka nie jest bolesne, potrzebuje zrozumienia i wsparcia,
  • jednym rosół smakuje, nawet z pietruszką, innym nie – chce mieć prawo do własnych upodobań, do wyboru, do decydowania,
  • tryska energią, jest zdrowe i spontaniczne, zaspokaja potrzebę ruchu, zabawy, ekspresji.

Czy te dzieci nadal są niegrzeczne?

Możemy zwrócić uwagę dziecku tak, by nie używać tych brzemiennych w skutki epitetów, jasno i konkretnie mówiąc mu, co ma zrobić, o co nam chodzi, na co się zgadzamy, a na co nie. Przecież to, co dla dorosłego jest oczywiste, dla dziecka takie być nie musi.

Kiedy idziemy do teatru możemy powiedzieć:
„Zależy mi na tym, żeby wszyscy widzowie mogli w spokoju obejrzeć przedstawienie, dlatego nie będziemy rozmawiali, albo wyłącznie szeptem, ani też nie będziemy jedli, bo to może przeszkadzać. Będzie na to przerwa”.
A kiedy idziemy do babci:
„Po skończonej zabawie chcę, żebyś włożył zabawki do pudełka. Chciałabym, żeby nie musiała robić tego babcia. Jeśli będziesz potrzebować pomocy, to mi o tym powiedz”.

Warto się też zastanowić, czy sami potrafimy sprostać wymaganiom, które stawiamy dzieciom. Czy my, dorośli, zawsze jesteśmy „grzeczni”? Owszem, nie bijemy kolegów, przyjmujemy leki bez grymaszenia albo wychodzimy z domu, nawet jeśli nie przepadamy za naszą pracą. Czy na pewno jednak zawsze jeździmy z dozwoloną prędkością, zawsze wywiązujemy się z podjętych zobowiązań, natychmiast przerywamy oglądanie filmu nawet w najbardziej ekscytującym momencie, bo obiad stygnie? Nigdy nie mamy gorszego samopoczucia, humoru, spadku energii życiowej?
Dobrze znamy normy postępowania, zasady panujące w rozmaitych miejscach, a mimo to zdarza się nam bardziej lub mniej świadomie wybrać drogę na skróty. Podejmujemy decyzje, które dyktują emocje, a nie rozsądek. My, dorośli, dojrzali, odpowiedzialni ludzie z dużo większym bagażem doświadczeń niż dziecko, które jeszcze nie potrafi w pełni panować nad swoimi emocjami, nie zawsze umie rozpoznać sytuację i dostosować do niej swoje zachowanie, a przede wszystkim nie jest w stanie sprostać niewypowiedzianym oczekiwaniom dorosłych…

Może warto być bardziej uważnym na to, co robi dziecko, i zastanowić się, dlaczego to robi.
Może warto poświęcić czas na formułowanie jasnych i zrozumiałych dla niego przekazów.
Może warto się zastanowić, o co mi – rodzicowi – właściwie chodzi, kiedy określam moje dziecko w ten sposób.
Może warto uwierzyć w jego dobroć i pozytywne intencje.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ewelina Adamczyk

Córka, żona, mama, pedagog. Współzałożycielka śląskiej Wioski Rodziców, współorganizatorka pierwszej na Śląsku Konferencji Empatii, uczestniczka wielu warsztatów z Porozumienia bez Przemocy, empatyczna opiekunka dzieci na rodzinnych obozach Inkubatora Empatii, wytrwale praktykująca i pogłębiająca język żyrafy. Głęboko przekonana, że dzięki niemu możliwa jest autentyczna i bliska relacja.
Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Procedury okołoporodowe w polskich szpitalach – czy na pewno wszystkie są konieczne?

Szkoła nie uczy tego, czego powinna!

Dlaczego konsekwencja w wychowaniu jest przereklamowana?

Przejdz do: