Noś dziecko w chuście! Nawet jeśli nie robisz tego idealnie
| Noś dziecko w chuście! Nawet jeśli nie robisz tego idealnie

Noś dziecko w chuście! Nawet jeśli nie robisz tego idealnie

Noszenie jest modne! Chusty wiązane i kółkowe oraz nosidła ergonomiczne są obecnie nie tylko praktycznym gadżetem, ale także pięknym (a czasem nawet bardzo ekskluzywnym) dodatkiem. Również instytucja doradcy noszenia staje się coraz bardziej popularna.

Wszystko to sprawia, że chustonoszenie zaczęło być trochę sportem ekstremalnym, zarezerwowanym tylko dla wybranych: jeśli nie umiesz odpowiednio dociągnąć chusty, to lepiej sobie daruj. Zapominamy o tym, co jest w tym najważniejsze: o bliskości mamy i dziecka i o komforcie, jaki dają wolne ręce.

Sama to przerabiałam. Motałam synka w chustę, gdy akurat przypadkowo obecna na sali fizjoterapeutka (zapewne zgodnie z zasadą: “znam, się to się wypowiem”), stwierdziła, że nie bardzo popiera takie rozwiązanie. Na moje pytanie dlaczego, odpowiedziała: Bo nie masz nad tym kontroli. Tymczasem J. zamotany w chustę słodko zasnął. I wtedy zadałam sobie pytanie: O co tu tak naprawdę chodzi?

Wielu fizjoterapeutów nie popiera chustonoszenia. Twierdzą, że dziecko powinno spędzać jak najwięcej czasu na podłodze na brzuszku. Noszenie w chuście traktują jak wymuszoną pionizację, która grozi obciążeniem kręgosłupa. Kolejne zmartwienia to stawy biodrowe, napięcie mięśniowe i brak swobody ruchu. Tymczasem gdy trzymamy dziecko na rękach, rzadko kiedy jest ono w idealnej pozycji. Często je poprawiamy, przerzucamy, zwłaszcza gdy nie możemy sobie pozwolić na luksus siedzenia i podziwiania cudu wydanego na świat. W społeczeństwach tradycyjnych kobiety wrzucają dzieci na plecy i idą pracować. Myślę, że mało która matka przejmuje się wtedy tym, czy “nic jej nie wisi”. Czy jest więc sens dokładać stresu matkom, które chcą po prostu tulić swoje dzieci?
Jak twierdzi Jean Liedloff, autorka książki w “Głębi kontinuum”, która przez pewien czas żyła wśród Indian Yequana:

Na początku prawie nie zauważałam, że doświadczenie bycia noszonym ma taki zbawienny wpływ na niemowlęta i że tak łatwo można sobie z nimi poradzić. Ich ciała były miękkie i dostosowywały się do każdej pozycji, która była wygodna dla noszących – niektóre z nich nawet zwisały z ich pleców trzymane tylko za nadgarstek. Nie jest moim zamiarem polecanie takiej pozycji, ale fakt, że jest ona możliwa, ukazuje zakres pozycji, w jakich dziecko może się czuć komfortowo. (…) Największym ekspertem jednak jest oczywiście dziecko – zaprogramowane przez miliony lat ewolucji, by na swój własny sposób dawać znać, jeśli opieka jest niewłaściwa. Ewolucja jest procesem udoskonalania, który oszlifował nasze wrodzone zachowania z niesamowitą precyzją. Sygnał wysłany przez dziecko, zrozumienie sygnału przez opiekunów, impuls, by go posłuchać – wszystko to są części składowe charakteru naszego gatunku.

Małe dzieci chcą być na rękach. Bliskość, obok jedzenia, to ich prymarna potrzeba. To dlatego, że ludzkie dzieci należą do gatunku “noszeniaków” i bez tego nie przetrwalibyśmy w toku ewolucji. Z tego powodu maluchy godzinami „wiszą” na piersi i odkładane do łóżeczka budzą się. Chcą cały czas czuć ciepło mamy lub taty. Chusta jest idealnym produktem, który ma pomóc tę potrzebę zaspokoić.

Oczywiście warto mieć świadomość, jak należy wiązać ją prawidłowo. Konsultacja u doradcy chustonoszenia jest bardzo dobrym pomysłem. Jednak jeśli wiązanie nie zawsze wychodzi idealnie, nie warto się zrażać. Dla dziecka najważniejsze jest ciepło mamy, jej głos, bliskość i zapach. Paulina Śmiałowska, doula i doradca noszenia ClauWi, jest podobnego zdania:
Istnieją pewne zasady dotyczące wiązania chusty i układania dziecka w prawidłowej pozycji, chodzi o odpowiednie zgięcie i odwiedzenie, ułożenie miednicy, rączek czy nóg, symetrię, stabilizację, układanie dziecka w pozycji fizjologicznej, czyli niepionizowanie, uważanie na rotację w stawach przy dociąganiu. Decydując się na noszenie, warto mieć na uwadze, że każdy człowiek jest inny. Zarówno rodzice, jak i dzieci różnią się w budowie ciała, mają pewne ograniczenia albo specjalne potrzeby (niepełnosprawność, choroby). Poza tym to samo dziecko inaczej ułoży się na mamie, a inaczej na tacie i to jest normalne. Nie powinniśmy „wrzucać” wszystkich do jednego worka, gdyż kwestia prawidłowego wiązania jest bardzo indywidualna i składają się na nią różne czynniki. Należy też pamiętać, że chusta/nosidło jest tylko jednym z narzędzi do pielęgnacji dziecka. Ma ono ułatwiać życie rodzicom, pomóc przetransportować dziecko z punktu A do B, utulić, uwolnić ręce, zaspokoić potrzeby związane z bliskością. Myślę, że ważny jest sam fakt, że nosimy. Dobrze jest robić to prawidłowo, dlatego warto skonsultować się z doradcą, ale pamiętajmy, że na zdrowie i rozwój dziecka wpływa mnóstwo czynników i sposobów pielęgnacji, a noszenie jest tylko ułamkiem.

Warto pamiętać przede wszystkim o tym, że chustonoszenie jest zaledwie jednym z elementów działań pielęgnacyjnych, a nie czymś, co determinuje cały rozwój dziecka. Jeśli tylko maluch nie spędza w tej pozycji całego dnia, ma zapewniony czas na swobodną zabawę na podłodze, że nie ma obaw, że chustonoszenie wpłynie negatywnie na jego rozwój ruchowy. Może natomiast zrobić wiele dobrego!

Oto kilka faktów:

  • Dzieci noszone w chustach mniej płaczą!

    Badania opublikowane w 1996 roku w magazynie “Pediatrics” pokazują, że maluchy noszone przez rodziców płaczą o 43 proc. mniej w ciągu dnia i o 51 proc. mniej nocą.

  • Chustonoszenie pomaga na problemy z brzuszkiem

    Delikatny ucisk to jednocześnie masaż, który powoduje, że noszone maluchy mają mniejsze problemy z kolkami.

  • Noszenie stymuluje intelektualnie

    Uspokojony i zadowolony malec jest w optymalnym stanie do obserwacji otoczenia i nawiązywania kontaktów interpersonalnych, co przekłada się na uczenie się procesów społecznych i powstawanie nowych połączeń między neuronami.

  • Noszenie wspomaga układ odpornościowy

    Bliski kontakt z matką obniża produkcję białek prozapalnych w organizmie malucha.

  • Noszenie jest przyjemne dla mamy i dziecka

    Czucie ciepłego, wtulonego ciałka blisko swojego ciała, wdychanie zapachu małej główki – to wszystko sprawia, że młode mamy zalewają się oksytocyną. Dodatkowo w gratisie są wolne ręce, dzięki czemu można np. przygotować posiłek.

Młode matki są wystarczająco zestresowane. Noszenie własnego dziecka nie powinno sprawić, że będą się czuły niekompetentne. Oczywiście warto skonsultować się z doradcą, który pokaże, w jaki sposób prawidłowo wiązać chustę, jednak jeśli nie zawsze będzie to wychodzić idealnie, nie warto się zrażać. Najlepszym miernikiem jest dziecko. Jeśli się wycisza i uspokaja, to na pewno nie jest mu źle. A przecież chyba o to chodzi, prawda?

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Ewa Krogulska

Psycholog, redaktorka, doula i certyfikowana przez CNOL Promotorka Karmienia Piersią. Współorganizatorka oddolnej inicjatywy Lepszy Poród walczącej o prawa kobiet w porodzie. Prywatnie mama dwóch chłopców.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.lepszyporod.pl/




Zlikwidujmy pracę domową

Dlaczego warto zrezygnować z białej mąki?

Niezwykłe właściwości oleju z wiesiołka

Przejdz do: