Noszone dzieci płaczą mniej
| Noszone dzieci płaczą mniej

Noszone dzieci płaczą mniej

Rodzice, pytani o powody noszenia swoich dzieci w chuście, odpowiadają zgodnie ze swoim doświadczeniem, że chustowane maluchy są spokojniejsze, szybko zasypiają i mniej płaczą. Mówią to nawet rodzice dzieci wymagających, tzw. high need babies. Jakie są przyczyny tego spokoju?

Czym jest płacz dziecka i czemu służy?

Kiedy Jean Liedloff rozpoczęła swoje badania nad społecznością Indian Yequana, jej uwagę zwrócił spokój dzieci. Niemowlęta, trzymane nieustannie na rękach, „są łagodne i niewymagające (…). Nasze niemowlęta wierzgają nogami, gwałtownie machają rękami, wyginają sztywny kręgosłup w napięty łuk” (W głębi kontinuum).

Dlaczego „dzikie” dzieci są spokojniejsze i płaczą mniej? Czy społeczeństwa tradycyjne posiadły jakiś tajemniczy sposób pielęgnacji, który nam gdzieś umknął? Czy ma to jakiś związek z tym prastarym wynalazkiem ludzkości, jakim jest chusta do noszenia dzieci?

Płacz dziecka:

  • To umiejętność pozwalająca przetrwać jednostkom i gatunkowi.
  • Stanowi automatyczną reakcję na dyskomfort i ma sprawić, by ten dyskomfort ustąpił.
    Płacz niemowlęcia (spowodowany np. głodem, zimnem, gorącem, uwieraniem ubrania czy bólem) jest tak drażniący i przenikliwy, że nie da się przejść obok niego obojętnie.
  • Jest jedynym posiadanym przez dziecko narzędziem skutecznej komunikacji.
    Z tego powodu powinien spotkać się z jak najszybszą reakcją ze strony opiekuna. Dziecko co prawda nie ma poczucia czasu, ale zwlekając z odpowiedzią, wyrządzamy mu wielką krzywdę. Pozbawiamy je motywacji do dalszych interakcji (także tych pozytywnych). Dajemy mu odczuć, że jego potrzeby są nieważne lub mniej ważne.
  • To burzliwe zjawisko hormonalne i neuronalne.
    Podczas płaczu w przysadce mózgowej wydziela się hormon adrenokortykotropowy, który pobudza korę nadnerczy do produkcji kortyzolu, nazywanego hormonem stresu. A ten w nadmiarze jest szkodliwy: osłabia odporność, prowadzi do otyłości, uszkadza komórki mózgowe, może powodować nadciśnienie i zaburzenia tętna. To nic innego jak skutki długotrwałej sytuacji stresowej.

Płacz to komunikacja

Reagując natychmiast na płacz dziecka, nie tylko przyczyniamy się do obniżenia u niemowlęcia poziomu hormonów stresu. Dopuszczamy także do głosu nasz wrodzony „program rodzicielski” oraz zadzierzgamy więź z dzieckiem, przyjmując, że płacz jest jego zwykłym kanałem komunikacji, który wymaga odpowiedzi.

Liedloff zauważa: „Niemowlę słyszy i akceptuje swój płacz, lecz o ile matka (…) zna ten dźwięk od niepamiętnych czasów i wie, co on oznacza, niemowlę tego nie wie. Czuje tylko, że jest to działanie, które ma spowodować poprawę sytuacji” (W głębi kontinuum). Jeśli tak się nie dzieje, więź zostaje zerwana.

Płacz a rozwój

Przyjmuje się, że szczyt płaczu noworodka przypada około szóstego tygodnia życia. Oznacza to, że dziecko prawdopodobnie nigdy więcej nie będzie płakało tyle co wtedy. Sytuacja wygląda trochę inaczej w przypadku high need babies, u których po osiągnięciu szczytu tendencja spadkowa nie jest widoczna przez długi czas.

Przyczyną owego „płaczu bez powodu” jest niedojrzałość układu nerwowego noworodka. Okres pierwszych trzech miesięcy życia nazywa się także „czwartym trymestrem ciąży”. To prezent od ewolucji. Każde ludzkie dziecko po prostu rodzi się trzy miesiące wcześniej niż powinno, a to ze względu na nasz najcenniejszy organ – mózg. Gdyby natura pozwoliła nam czekać, aż układ nerwowy, a wraz z nim mózg, dojrzeje, czaszka dziecka nie przeszłaby przez kanał rodny kobiety. Dlatego – jak stwierdza Jean Liedloff – „narodziny to nie koniec linii montażowej”.

Dziecko po przyjściu na świat doznaje szoku. Aby pomóc mu oswoić się z nowymi bodźcami, uciekamy się do różnych środków. Są przyjazne porody, przytłumione dźwięki, naturalne lub sztuczne szumy, wreszcie chusta. Noworodek, ciasno w nią owinięty, znajdując się tuż przy ciele opiekuna, bezboleśnie wchodzi w nieznaną mu rzeczywistość. Szybciej zdobywa umiejętność samoregulacji, a przebywając w stanie pomiędzy jawą a snem, wtulony w ciało rodzica, bez ustanku uczy się otoczenia.

W 1986 r. w szpitalu pediatrycznym w Winterthur (Szwajcaria) pod kierownictwem dr. med. Ursa Hunzikera przeprowadzono badania nad wpływem noszenia na płacz niemowląt*. Rezultaty były zaskakujące. Obie grupy, kontrolna i „noszona”, startowały z mniej więcej tego samego pułapu 1,6 godz. płaczu dziennie w trzecim tygodniu życia. W grupie kontrolnej płacz się nasilał, a jego szczyt nastąpił w szóstym tygodniu (2,1 godz. dziennie), natomiast wśród noszonych niemowląt dał się zauważyć nieoczekiwany spadek płaczu (do 1,1 godz.), który utrzymywał się do dwunastego tygodnia. Wraz z redukcją płaczu zaobserwowano wzrost „zadowolonej aktywności” (w okresach dokładnie odpowiadających zmniejszonej płaczliwości). Zjawisko nie wpłynęło jednak na niemowlęcą umiejętność zasypiania. Najwyraźniej tego dziecko musi się nauczyć w późniejszym okresie i nie sposób tego przyspieszyć.

Samoregulacja, czyli jak samemu o siebie zadbać

Zdolność do samoregulacji idzie w parze z rozwojem układu nerwowego. Samoregulacja to zdolność kierowania swoją bieżącą aktywnością. Wymaga trudnej sztuki odczytywania sygnałów płynących z naszego ciała i adekwatnej reakcji na nie: “Jeśli jestem zmęczony – idę spać”, “Chce mi się jeść – robię sobie kanapkę”, “Jestem smutny – idę się przytulić”, “Jeśli mam ochotę się pobawić – robię to”. Każdy rodzic z łatwością zauważa jednak, że kilkuletnie dzieci, nie mówiąc o niemowlętach, nie posiadają umiejętności szybkiego rozpoznawania swoich potrzeb i reakcji na nie, która cechuje dorosłych (a i to nie wszystkich).

Przeciętny wieczór dwu-, trzylatka wygląda bowiem tak: jeśli dziecko jest zmęczone i senne, wtedy aktywnie się bawi, wydaje się pogodne, zaś rodzice niefrasobliwie pozwalają mu na napływ stresorów w postaci intensywnej zabawy i bajek w telewizji. Niestety, podejście „niech się zmęczy” skutkuje tym, że poziom pobudzenia jest u dziecka tak wysoki, że mimo wyczerpania nie jest w stanie zasnąć. Krótko mówiąc, zmęczony dorosły zasypia jak kamień. Zmęczone dziecko nie zaśnie i nie uspokoi się. Chyba że… odpocznie.

Umiejętność samoregulacji nabywamy z wiekiem, wraz z rozwojem psychoruchowym. Warunkiem tego ostatniego jest zaś prawidłowy przebieg integracji sensorycznej w obszarze układu nerwowego.

Człowiek rozwija się poprzez dotyk

Dotyk jest kluczowy dla rozwoju człowieka. Rozróżnienie na dotyk przyjemny i nieprzyjemny następuje już na poziomie neuronalnym. Badania nad dotykiem**, przeprowadzone w 2012 roku m.in. przez parę naukowców – Indię Morrison i Francisa McGlone’a – dowodzą, iż każdy dotyk inicjuje dokładnie dwa sygnały przesyłane do mózgu. Od ich interpretacji zależy, czy pobudzone zostaną wolne, niezmielinizowane włókna, odpowiadające za odczuwanie głębokiego bólu, temperatury i miłego dotyku, czy szybkie włókna mielinowe, czego efektem jest natychmiastowa reakcja na ukłucie, pchnięcia, nacisk czy poczucie przestrzeni. Jedynie w przypadku aktywacji tych pierwszych włókien, włókien CT, doznajemy uczucia przyjemności.

Badając przypadki patologiczne oraz analizując dokonania innego neurologa, Håkana Olaussona, naukowcy doszli do wniosku, że dotyk nadaje dziecku społeczny kontekst.

Co znaczy społeczny dotyk?

McGlone wyjaśnia, że ludzkie dziecko to istota społeczna, której mózg wymaga pobudzania, aby móc się rozwijać. I podobnie jak dorośli wklepują w twarz kremy nie po to, zdaniem McGlone’a, by zachować młody wygląd, a raczej aby pobudzić włókna CT i sprawić sobie przyjemność, tak niemowlę niemal bez przerwy chce czuć miły dotyk. To atawizm. Część mózgu odpowiedzialna za aktywację włókien CT znajduje się głęboko w starej części układu limbicznego, co też zdaje się pokrywać z hipotezą, że jesteśmy społeczeństwem motywowanym dotykiem: lubimy się dotykać, więc chcemy przebywać blisko siebie.

W historii ludzkości znane są przypadki deprywacji sensorycznej. Dzieci pozbawione dotyku umierały. Jednocześnie wiemy, że u kangurowanych wcześniaków następuje szybszy przyrost masy ciała w stosunku do tych przedwcześnie urodzonych maluchów, które pozostają w inkubatorach.

Otuleni dotykiem

Chusta zapewnia nieprzerwany kontakt opiekuna z dzieckiem, także skóra do skóry, jeśli temperatura otoczenia na to pozwala. Dzieci pielęgnowane w ten sposób łatwiej uspokoić. Ale chusta daje coś jeszcze – stymulację układu przedsionkowo-proprioceptywnego, czyli zmysłu ruchu i równowagi. „Pobudzanie układu przedsionkowo-proprioceptywnego sprawia, że niemowlęta są spokojniejsze i bardziej zrównoważone, wspiera rozwój fizyczny dziecka i upodabnia jego świat do znajomego, »przewidzianego« początkowo ewolucyjnie, zatwierdzonego otoczenia” (Evelin Kirkilionis, Dobrze nosić).

Noszenie mamy w genach – wiedziały to już nasze babki. Nosiły więc swoje dzieci wszędzie (np. w pole). Ale nie tylko nosiły, także kołysały w kołyskach. Kołyska stanowi bowiem właśnie taki zastępczy stymulant układu ruchu i równowagi. Jednak dopiero w zestawieniu z dotykiem ludzkiego ciała dokonuje się cud – niemowlę przestaje płakać i zasypia w słodkich objęciach.

Chusta na… wszystko

Niemowlę wraz z pożywieniem kumuluje energię, której nie ma jak rozładować, póki jeszcze nie nauczyło się samodzielnie poruszać. Dzięki chuście, pozostając bierne w ramionach opiekuna, przenosi na niego swój nadmiar energii. Matka porusza się, wykonując codzienne czynności, być może tańczy albo podskakuje. Zaś maluch w jej ramionach nie płacze i jest rozluźniony, bo w ten sposób pozbywa się nadwyżek kumulowanej energii. „Bierne niemowlę, w zaciszu swojego kontinuum, gdy zaspokoi swoje oczekiwania stałego kontaktu fizycznego, nie dąży do rozładowania energii, pozostawiając to aktywnemu dorosłemu lub dziecku, które je trzyma” (Liedloff, W głębi kontinuum).

Chusta daje też niepowtarzalne doświadczenie słodkiego dreszczu, gdy dzieje się coś nieoczekiwanego: zaszczeka pies albo zatrąbi auto. Wówczas u bardzo małych dzieci niosący je w chuście rodzic może poczuć rzeczywisty, fizyczny dreszcz: „Oto tam dzieją się rzeczy straszne, ja zaś jestem bezpieczne i kochane”.

Ważną sprawą może być również wzorzec reakcji matki na płacz dziecka obecny w społecznościach prymitywnych. Mitem jest, że „dzikie” dzieci w ogóle nie płaczą. Owszem, płaczą, ale nie jest to ten znany nam „nieutulony płacz”. Wysyłają komunikat i natychmiast dostają odpowiedź. Liedloff pisze: „Jeśli z jakiegoś powodu dziecko zapłacze, kiedy dorośli zajęci są rozmową, matka, chcąc odwrócić jego uwagę, syczy mu cicho do ucha. Gdy to zawiedzie, odchodzi z nim na bok i czeka, aż się uspokoi. Nie przeciwstawia się woli dziecka (…), nie okazując w żaden sposób niezadowolenia i nie dając poznać, że osądza jego zachowanie” (W głębi kontinuum).

Powyższy opis zachowania stanowi bardzo głęboką refleksję nad stosunkiem rodzica do dziecka. Społeczeństwa tradycyjne cechuje bowiem ogromny szacunek do dziecka jako istoty ludzkiej, do jego emocji i potrzeb. To jest to, co dopiero w XX w. musiał przypominać nam Janusz Korczak, mówiąc „Nie ma dzieci. Są ludzie”.

* The influence of carrying on infant crying, Excerpt from a trial by dr med. Urs A. Hunziker

**the-scientist.com/?articles.view/articleNo/32487/title/Pleasant-to-the-Touch/

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Marta Szperlich-Kosmala

Certyfikowana doradczyni noszenia w chustach i nosidłach miękkich Akademii Noszenia Dzieci. Ukończyła filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim, ale zawodowo uczy angielskiego i niemieckiego w szkole językowej. Pasjonuje ją antropologia i intuicyjne rodzicielstwo w duchu kontinuum. Ma za sobą praktykę hipnoporodu. Kocha życie na prowincji, bo może w nieskończoność wędrować ze swoimi dziećmi po lasach, jak Indianie. Jest mamą dwojga absolutnie chustowanych maluchów. Treningi biegowe jej męża są jedynym momentem, gdy jej dzieci mają kontakt z wózkiem... biegowym. Uprawia gimnastykę słowiańską i czyta góry książek. Nie tylko o rodzicielstwie.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://www.facebook.com/chustastarachowice/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

10 pomysłów na zabawy, przy których rodzic może… poleżeć!

Jak dziecko buduje więź z rodzicem w pierwszym roku życia

5 inspirujących przepisów na potrawy z kaszą jaglaną {na słodko i słono}

Przejdz do: