Pępowina i łożysko - zacznijmy rozumieć i doceniać ich rolę! Rozmowa z Celiną Szwintą
| Pępowina i łożysko – zacznijmy rozumieć i doceniać ich rolę! Rozmowa z Celiną Szwintą

Pępowina i łożysko – zacznijmy rozumieć i doceniać ich rolę! Rozmowa z Celiną Szwintą

Rozmowa z Celiną Szwintą - położną, propagatorką porodów naturalnych, podróżniczką, mamą 9-miesięcznego Janka.

Pępowina – cudowny sznur łączący dziecko z matką. Możesz powiedzieć, dlaczego dla ciebie jest tak ważna?

Pępowina jest częścią łożyska, a to dzięki niemu dziecko może prawidłowo się rozwijać. Jest fenomenalnym organem, pewnego rodzaju łącznikiem między matką a dzieckiem. Już od około 12 tygodnia dostarcza dziecku niezbędnych związków odżywczych, tlenu, przeciwciał i usuwa do krwioobiegu matki zbędę produkty przemiany materii. Niestety w naszej kulturze łożysko jest zapomniane i niedoceniane. Po raz pierwszy z praktyką szanowania łożyska spotkałam się na Bali. Gdzie ari ari (po balijsku łożysko) uznawane jest za brata bliźniaka dziecka. Podczas wolontariatu w centrum narodzin Bumi Sehat zobaczyłam, że łożysko nie jest traktowane jak zbędne resztki poporodowe. Zaraz po porodzie ojciec dziecka zabiera je do domu, żeby po specjalnie przygotowanej ceremonii zakopać przy drzwiach domu i przez następne miesiące składać tam dary. Od razu wiedziałam, że taka praktyka jest bliska mojemu sercu. Dodatkowo wiedza przekazywana przez Robin Lim – położną i założycielkę centrów narodzin na Bali i Filipinach – utwierdziła mnie w przekonaniu, że taka praktyka jest najkorzystniejsza dla dzieci. Na Filipinach przyjmowałyśmy około stu porodów w miesiącu, wszystkie z późnym odpępnianiem – wyczekiwałyśmy 2–3 godziny. Miałyśmy tam bardzo trudne warunki pracy, ponieważ centrum zostało założone po wielkich zniszczeniach, jakich w 2013 roku dokonał tajfun. Pracowałyśmy w namiotach, w budynku starej szkoły. Miałyśmy tylko dwa łóżka porodowe, więc nierzadko przyjmowałyśmy porody na łóżkach polowych. Pomimo ciężki warunków udawało nam się nie zakłócać tego magicznego czasu poznawania się rodziców z dzieckiem.

Przecinanie pępowiny natychmiast po porodzie to powszechna praktyka w polskich szpitalach. Co o tym myślisz?

Już od dawna wiemy, że natychmiastowe odpępnianie jest bardzo niekorzystne zarówno dla rodzącego się dziecka, jak i matki. Noworodka pozbawiamy krwi, która do niego należy. Często błędnie uważamy, że krew w łożysku jest zbędna i należy do matki lub łożyska. Pamiętajmy – jest to krew dziecka i dajmy jej czas, żeby zdążyła do niego dopłynąć. Natychmiastowym odpępnieniem zwiększamy ryzyko niedokrwistości czy wstrząsu hipowolemicznego u dziecka. Wczesne zaciśnięcie pępowiny nie pozwala na wysycenie krwi krążącej u noworodka czynnikami krzepnięcia, stąd konieczność podania dziecku witaminy K. Może to także prowadzić do rozwinięcia się zaburzeń tarczycy, białaczki oraz chorób nerek i wątroby. Odcinając mu dopływ krwi, zmniejszamy liczbę przeciwciał, które odpowiadają za odporność i poziom żelaza. Liczne badania potwierdzają, jak dobroczynne działanie ma krew i jakie korzyści niesie dla dziecka. Wystarczy odczekać kilka, kilkanaście minut, żeby krew zdążyła przepłynąć, a pępowina przestała tętnić. To prowadzi do 30 proc. wzrostu objętości krwi krążącej i 60 proc. wzrostu liczby erytrocytów.

Widok nożyczek, którymi przecinamy pępowinę, podnosi poziom adrenaliny (hormonu stresu) u matki. Hormon ten hamuje wydzielanie oksytocyny (hormonu miłości). Im mniej oksytocyny, tym większe prawdopodobieństwo komplikacji poporodowych, w tym ryzyka krwawienia.

Poprzez podnoszenie poziomu wiedzy u położnych, lekarzy i przyszłych rodziców coraz częściej spotykamy się z praktyką wyczekiwania na ustanie tętnienia pępowiny (co zazwyczaj trwa około pięciu minut). Zgodnie z obowiązującym prawem w przypadku porodu fizjologicznego i dobrego stanu matki i dziecka odpępnienie po ustaniu tętnienia jest obowiązkowe. Uważam, że taka praktyka powinna być bezwzględnie stosowana w każdym szpitalu, nie tylko w domu narodzin czy w domu, aby kobiety nie musiały liczyć na dobrą wolę położnych czy lekarzy.

To nieodcinanie pępowiny ma istotne znaczenie przy porodzie lotosowym. Możesz powiedzieć, czym jest taki poród i czym różni się od klasycznego porodu?

Poród lotosowy polega na nieprzecinaniu pępowiny. Pozostawia się noworodka wraz z pępowiną i łożyskiem aż do momentu, gdy w sposób naturalny sama odpadnie od pępka. Proces wygląda tak, że po narodzinach dziecka wyczekuje się na urodzenie się łożyska. Po jego porodzie umieszcza się je blisko dziecka. Przy odpowiedniej pielęgnacji, nie odcinając pępowiny, wyczekuje się kilka dni, zazwyczaj dwa do siedmiu. Po tym czasie pępowina usycha i sama odpada, a dziecko oddziela się od łożyska. Przy tradycyjnym porodzie zaraz po urodzeniu dziecka przecina się pępowinę lub odczekuje się do momentu ustania w niej tętnienia.

Jaką funkcję w porodzie lotosowym pełni łożysko?

Późne odpępnienie i porody lotosowe to dwie różne rzeczy. Praktyka wyczekiwania aż pępowina przestanie tętnić jest podstawowym prawem każdej kobiety i nowo narodzonego dziecka. Natomiast porody lotosowe to kwesta zupełnie indywidualna. Ich zwolennicy wierzą w duchową moc łożyska. Uzasadniają to dbałością o stopniowe, nieinwazyjne oddzielanie się dziecka od ciała matki oraz zapewnieniem odpowiedniego czasu na to, aby cała energia życiowa przepłynęła od łożyska do dziecka.

Zjadłaś kawałek swojego łożyska po porodzie? Ta praktyka budzi w dzisiejszych czasach duże kontrowersje. Dlaczego i po co to zrobiłaś?

Tak, zjadłam kawałek swojego łożyska. Ale wcale tego nie planowałam. Rodziłam w domu z asystą Robin Lim, która z wielkim spokojem i życzliwością po urodzeniu się łożyska zapytała, czy chcę zjeść jego fragment. Bez namysłu (choć jestem wegetarianką) połknęłam dwa kawałki zamoczone w dużej ilości miodu. Wiem, że coraz bardziej powszechne jest suszenie i kapsułkowanie łożyska bądź przyrządzanie z niego koktajli lub innych dań. Szanuję to, choć nie jest to moja preferencja. Ja kierowałam się intuicją. Po porodzie straciłam sporo krwi, łożysko okazało się moim lekiem. Już po kilku godzinach byłam w stanie wstać i w miarę możliwości normalnie funkcjonować. Łożysko jest bardzo odżywczym organem, choć badania naukowe są dość mocno podzielone. Część uważa, że jest to placebo, część, że taka praktyka zmniejsza prawdopodobieństwo depresji poporodowej i wzmacnia siły po porodzie.

W Polsce wzbudza to jednak duże kontrowersje, ponieważ praktyka ta nie jest jeszcze powszechnie znana. Kapsułkowanie łożyska jest bardzo popularne w Niemczech czy Holandii. Może się także kojarzyć ze światem zwierząt, w którym samice po porodzie zjadają swoje łożyska.

Porody lotosowe odbywają się w domu czy można też taki poród odbyć w szpitalu? Dlaczego nie jest to częsta praktyka?

Porody lotosowe zazwyczaj odbywają się w domu. Taka praktyka wymaga dużo cierpliwości i otwartości od obu stron – rodziców i położnej. Każda z nich musi być do tego odpowiednio przygotowana i to zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Pełna wiara w to, co się robi, jest kluczem do sukcesu. Poród lotosowy to piękne zakończenie historii narodzin. W domu przy asyście położnych nikt nie zaburza pierwszego kontaktu dziecka z mamą. Nie ma pośpiechu, światło jest przygaszone, dziecko badane na brzuchy mamy. Inaczej sytuacja wygląda w szpitalu, gdzie potrzebna jest duża wola i chęć współpracy między kobietą,  położną, lekarzem położnikiem i neonatologiem. A w takim porodzie czas musi się zatrzymać. Oczywiście porody lotosowe mogą odbywać się także w szpitalu. Sama pracowałam w miejscu (na Filipinach po katastrofie spowodowanej przez tajfun Yolanda), w którym przy asyście samych położnych (około ośmiu osób), przy dwóch łóżkach porodowych w namiocie odbywało się sto porodów w miesiącu. Pracując po kilkanaście godzin dziennie, codziennie udawało nam się czekać trzy godziny, zanim przecinałyśmy pępowinę. To była nasza rutynowa praktyka. Pomimo ogromu pracy dawałyśmy czas rodzicom i dziecku na adaptację, przywitanie się i zakochanie się w sobie.

Czy poród lotosowy jest bezpieczny?

Oczywiście, że jest bezpieczny, jeżeli odpowiednio dba się o łożysko. Ważne, aby mieć przy sobie położną lub kogoś doświadczonego, kto pomoże zatroszczyć się o „lotosowego brata”.

Z czego wynika sceptyczne podejście części lekarzy do porodów lotosowych?

Jedną z przyczyn może być brak wiary w siłę łożyska. Lekarze często mają bardzo medyczne podejście do porodów. Często nie chcą czekać, aż natura zrobi swoje, wolą wcześniej zaingerować i „pomóc” rodzącej. Sceptyczne nastawienie może także wynikać z ich lęku. Z jednej strony to brak doświadczenia z porodami lotosowymi, a z drugiej strach, że gdyby coś się wydarzyło, to oni będą ponosić pełną odpowiedzialność. Współpracując z Robin Lim, położną z Bali, która od lat przyjmuje porody lotosowe, nie spotkałam się z żadnym przypadkiem powikłań po porodzie lotosowym. Ona takie porody przyjmuje na co dzień.

Czy to prawda, że lotosowe dzieci są spokojniejsze i mają lepszą odporność?

Oczywiście, to prawda! Miałam wrażenie, że mój syn przez pierwsze dni życia, gdy był jeszcze połączony z łożyskiem, był między dwoma światami. To piękny czas, pełen spokoju i cierpliwości. Przez to, że łożysko było z nami, bardzo mało go nosiliśmy. Tak naprawdę syn był cały czas ze mną, nagi bądź zawinięty w delikatne pieluchy, niekąpany. Bez żadnych ingerencji spał i jadł, a ja miałam dużo czasu na regenerację. To synek zadecydował, kiedy chce się oddzielić od łożyska. Przez dwa ostatnie dni pępowina była bardzo sucha i wisiała na włosku. To on za nią delikatnie pociągnął. My ten czas potraktowaliśmy bardzo wyjątkowo. Zaśpiewaliśmy mu „Sto lat”, a łożysko zgodnie z balijską tradycją zawinęliśmy w kokos i płótno i wyrzuciliśmy do oceanu. Część pępowiny zakopaliśmy pod małym drzewkiem.

Wyczekując, dajemy dziecku czas na powolną adaptację, bez zbędnych interwencji medycznych. Powodujemy, że jest szczęśliwsze, ma większą siłę sprawczą, bo to ono decyduje, kiedy pożegnać się z łożyskiem, z którym było połączone przez najważniejsze miesiące swojego życia. Krew, która przepływa do dziecka dzięki porodom lotosowym czy późnym odpępnieniu, jest dla niego lekarstwem. Przeciwciała w niej zawarte budują jego odporność. To, że nasz syn prawie w ogóle nie płacze, dużo się śmieje, a jedyne, co mu doskwierało, to katar (choć to przez zmianę klimatu), jest składową wielu elementów, ale jestem pewna, że poród lotosowy odegrał tu kluczową rolę.

Czy poleciłabyś taki poród przyszłym mamom?

Oczywiście, że tak! Choć uważam, że jest to bardzo indywidualne i każdy taką decyzję powinien podjąć sam. My nie byliśmy pewni, kiedy odetniemy pępowinę. Przygotowaliśmy się na poród lotosowy, ale tak naprawdę chcieliśmy, żeby to syn dał nam znać, kiedy mamy go oddzielić. I tak też zrobił. Swoim dobrym samopoczuciem, spokojem powiedział nam, że mamy zaczekać. Na pewno każdej mamie polecam, żeby dowiedziała się, czy w miejscu, w którym chce urodzić, praktykowane jest późne odpępnienie. To jest bardzo ważne.

Na koniec jeszcze praktyczne pytanie dla rodziców, którzy zdecydują się na ten piękny porodowy rytuał: jak dbać o łożysko w porodzie lotosowym?

Zwrócę się tu zarówno do przyszłych rodziców, jak i do położnych, które chciałyby przyjmować porody lotosowe. Gdy urodzi się dziecko, powinno zostać od razu położone na brzuchu mamy. Spokojnie czeka się, aż łożysko samo się urodzi. Bez naciskania na dno macicy, bez pociągania za pępowinę. Jedynie kontrolując krwawienie i czynność skurczową macicy. Po porodzie łożyska oceniamy, czy jest całe, i umieszczamy je w misce, którą kładziemy blisko dziecka. Dziecko przez kilka godzin jest z mamą skóra do skóry. To czas karmienia i poznawania się. Bezwzględnie nie zabieramy dziecka, gdy nie ma do tego medycznego wskazania. Po kilku godzinach łożysko trzeba dokładnie umyć (można pod kranem lub prysznicem) i dokładnie osuszyć. To może zrobić położna, natomiast rodzic może trzymać dziecko na podobnym poziomie co łożysko. Wszystkie czynności wykonujemy bez pośpiechu. Do osuszenia sprawdzają się pieluchy tetrowe lub grube ręczniki papierowe. Następnie wcieramy w nie dużą ilość soli (dobrej jakości!) oraz zioła. My użyliśmy rozmarynu. Mogą być także goździki, tymianek itd. Łożysko kładziemy na pieluszce tetrowej, u nas sprawdził się jednorazowy, chłonny podkład, i umieszczamy je w koszyczku. Możemy zakryć pieluszką. Przez następne dni łożysko regularnie obsypujemy solą i ziołami oraz zmieniamy podkład, gdy tylko jest przesiąknięty (my robiliśmy to dwa razy dziennie). Przez pierwszy dzień pępowina była miękka, jednak już od drugiej doby od strony naszego synka stawała się ciemna i sucha. Można ją porównać do cienkiej gałązki. Trzeciego dnia była coraz bardziej sztywna i sucha, tylko kawałek od strony łożyska był nadal miękki i różowy. Czwartego dnia pępowina była już prawie całkowicie sucha i odpadła od strony synka.

Nie mieliśmy żadnego problemu przy pielęgnacji dziecka. Pieluszkę zapinaliśmy pod pępowiną, nie kąpaliśmy go, a ciuszki musiały być zapinane z przodu, choć najlepiej było mu na golasa na mnie. Gdy mamy problem z pielęgnacją dziecka, gdy pępowina robi się bardzo sucha i sztywna, za pomocą mokrego wacika można delikatnie zmienić jej kształt. Najważniejsze jest jednak, aby pępowina była sucha i czysta, szczególnie od strony dziecka. Oczywiście bardzo ważne jest, aby przyszła mama miała w tym czasie dużo wsparcia. Nie jest łatwo trzymać w jednej ręce dziecko, w drugiej łożysko i zmagać się ze zmęczeniem i bólem poporodowym. Nie przejmujcie się także o temperaturę. My rodziliśmy na Bali, gdzie temperatura sięgała ponad 30 stopni. Łożysko było odpowiednio zakonserwowane, więc nie miało nieprzyjemnego zapachu, wprost przeciwnie – w domu unosił się zapach rozmarynu…

Celina Szwinta 

– położna i mama Janka. Pasjonują ją podróże i tradycyjne metody położnicze w różnych kulturach na świecie. Dlatego, po kilku latach pracy w polskim szpitalu postanowiła wywrócić swoje życie do góry nogami. Zdobywała doświadczenie w Kenii, w domu porodowym „Bumi Sehat” na Bali oraz w rejonie dotkniętym tajfunem na Filipinach. Przez rok wprowadzała naturalne praktyki położnicze w klinice w Kambodży. Na co dzień medytuje i praktykuje jogę. Prowadzi bloga coztegozedaleko.

Foto: prywatne archiwum

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: