Po pierwsze – muszą być nasze. Po drugie – elastyczne i realne. Czym właściwie są granice?
Galeria najciekawszych prezentów na Dzień Dziecka... zobacz.
| Po pierwsze – muszą być nasze. Po drugie – elastyczne i realne. Czym właściwie są granice?

Po pierwsze – muszą być nasze. Po drugie – elastyczne i realne. Czym właściwie są granice?

Często słyszymy o potrzebie stawiania dziecku granic. Jeśli rozmowa zostaje na poziomie teoretycznym, wszyscy w zasadzie się zgadzają, że granice są potrzebne i dziecko „musi je znać”. Kiedy jednak konwersacja schodzi na poziom nieco bardziej konkretny i pojawiają się takie pytania jak: „czym są granice?” albo co gorsza „jakie są moje granice?”, okazuje się, że nikt nie ma gotowej odpowiedzi.

Jak rozumieć granice

Na zdrowy rozum, jeśli mamy jakieś granice, mamy też pewien obszar, który się w nich zawiera. Granica ma chronić to, co jest w środku, pokazywać, że obowiązują tam pewne zasady i normy, które być może różnią się od tego, co jest poza nią. Granice są bezpośrednio powiązane z tym, na co się zgadzamy w relacjach z innymi, a czemu mówimy stanowcze “nie”, czyli wynikają z naszych wartości, tj. tego, do czego przywiązujemy w życiu wagę.

Jeśli ważna jest dla mnie wolność, być może będę sprzeciwiać się wszystkiemu, co w moim odczuciu może tę wolność ograniczać. Być może jasno i wyraźnie zakomunikuję dziecku, że czas po 21 jest czasem dla mnie i tylko przed tą godziną mogę mu poczytać i opatulić kołdrą. Jeśli ważny jest dla mnie porządek, będą sprzątać, odkładać rzeczy na miejsce i tego samego będę starać się nauczyć dziecko.

Każdy ma inne granice w zależności od osoby, sytuacji, doświadczeń, a nawet nastroju

Być może to niektórych zaskoczy, ale granice się zmieniają! Jednych przestrzegamy bardziej rygorystycznie, innych mniej, również w relacjach z dziećmi. Oglądanie filmów może mieć swój ustalony czas, ale przecież niekiedy zdarza się nam łamać tę zasadę, bo potrzebujemy zrobić coś ważnego lub po prostu chwilę odpocząć, a pozwolenie na bajkę często jest najszybszym i najbardziej skutecznym sposobem wygospodarowania chwili dla siebie. Kiedy jesteśmy chorzy, zmęczeni, śpiący, stajemy się bardziej ulegli i zmienia się nieco nasza hierarchia wartości. Z jednej strony chcielibyśmy być przykładem konsekwencji i dawać najlepszy możliwy przykład dzieciom, a z drugiej jest to zupełnie nierealne. I jeśli uważamy, że jedzenie przetworzonej żywności jest niezdrowe, być może nigdy nie pozwolimy dziecku na zjedzenie kupnego batona, choćbyśmy byli nie wiem jak zmęczeni…

Przeczytaj: O pożytkach płynących z niekonsekwencji

Moje czy nie moje granice?

Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego jedne granice wydają się stabilne, a inne negocjowalne? Ponieważ często nie zastanawiamy się, czy zasady, które stosujemy lub ustalamy, są zgodne z tym, w co naprawdę wierzymy. Być może takie granice przenieśliśmy z rodzinnego domu, być może postępuje tak najlepsza przyjaciółka albo przeczytaliśmy w książce jakieś specjalisty, że tak należy rozwiązywać takie a takie problemy.

Zdarza się nam przyjmować pewne wartości lub przekonania za własne, choć wcale tak w głębi ducha się z nimi nie zgadzamy. Czasem tworzymy idealny obraz rodzica, jakim chcemy być, i usiłujemy się do niego dopasować. Idealna mama przecież nie pozwala dziecku rzucać się na podłogę w domu (albo co gorsza w sklepie – co ludzie powiedzą?!) i wrzeszczeć, uczy spać w osobnym łóżku i każe koniecznie zawsze dzielić się wszystkimi zabawkami. A co, jeśli wrzaski córki i rzut na matę nie robią na nas wrażenia, bo uważamy, że lepiej przeczekać, po prostu być i mówić spokojnym tonem, aż dziecko ochłonie? Albo chcemy spać ze swoim synem w łóżku, bo bliskość i tulenie go sprawiają nam ogromną przyjemność? I wcale nie uważamy, że należy dzielić się zawsze i wszystkim? Co jest prawdziwie nasze? Co robimy z potrzeby serca, a gdzie się dopasowujemy i wcale nam się to nie podoba? Odpowiedzi na te pytania nie są łatwe. Wymagają poznania siebie, cierpliwości w zmianie nawyków, a czasem pójścia pod prąd i działania wbrew oczekiwaniom innych – nawet najbliższych: matki, ojca, partnera.

Dobrym przykładem może być tu zjeżdżalnia na placu zabaw. Zjeżdżalnie służą do zjeżdżania, ale też do wchodzenia. Czasem regulamin placu zabaw wyraźnie zabrania wchodzenia, jednakże dla niektórych rodziców jest to dopuszczalne pod warunkiem zachowania ostrożności i uważności na inne dzieci.
Jeśli słowa rodzica zaprzeczają jego uczuciom i czynom, wysyłają dziecku niespójny komunikat. W ten sposób po pierwsze uczą go takiej samej niespójności, a po drugie dają mu do ręki wytrych. Dzieci nieustannie testują stawiane przez rodziców granice. Testując, natykają się na ich słabe (właśnie te związane z niespójnościami) punkty i najpierw nieświadomie, a potem już coraz bardziej z rozmysłem je naciskają, bo czują, że mogą. Wtedy rodzice się łamią i… być może mają poczucie porażki, że znów nie zastosowali się do swoich własnych zasad. No cóż, jeśli nie są one w 100 procentach ich, po prostu brak im motywacji, by się ich trzymać. Wtedy taka granica po prostu nie działa.

Granice wskazują, że wolność sięga tam, gdzie kończy się prawo do samostanowienia innego człowieka

Jasne reguły dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa, zarówno fizycznego, jak i psychicznego. Fizycznego – bo dziecko wie, że to, na co pozwalają rodzice, nie powinno mu wyrządzić krzywdy. Psychicznego – bo tworzą obszar przewidywalności, a także uczą dokonywania wyborów i ponoszenia ich konsekwencji: dziecko może samo zdecydować, czy zastosuje się do pewnej zasady, czy nie, i łamiąc ją, będzie wiedziało, co może je w wyniku takiego kroku spotkać.

Granice pomagają też dziecku odkrywać i lepiej rozumieć świat oraz relacje między ludźmi. Pokazują mu, co jest w porządku, co nie, czego się od niego oczekuje i czego ono w związku z tym może również oczekiwać od innych.

Stawianie granic w relacji z dzieckiem jest wyrazem troski o samego siebie i dbaniem o swoje dobre samopoczucie. Brak wyraźnego mówienia o swoich potrzebach i stanowczego mówienia “nie” powodują, że w którymś momencie można wybuchnąć i zareagować złością lub agresją. Pojawiają się wtedy nieświadome pretensje o to, że dziecko nie zadbało ani o rodzica, ani o to, co jest dla niego ważne, że nie stosuje się do reguł, których… być może nie zna lub które nie zostały jasno i precyzyjnie ustalone.

Wyobraźmy sobie, że mamy ogródek. Sadzimy w nim kwiaty, krzew, drzewa, pielimy go i podlewamy. Dbamy o niego, ponieważ jest to kawałek ważnej dla nas przestrzeni. Nie ogradzamy go, bo chcemy, żeby inni też mogli się nim cieszyć. Jedni przychodzą i wąchają kwiaty, spędzają w nim czas, leżąc na trawie. Są też tacy, którzy depczą to, co z miłością zasadziliśmy, śmiecą i dewastują. Być może nie wiedzą, że lubimy to miejsce, być może nie wiedzą, czego nie można tam robić, a być może wcale ich to nie interesuje. Początkowo znosimy to ze spokojem, ale im więcej jest takich niemiłych incydentów, tym częściej zdarza nam się wybuchać i reagować agresją. Podobnie jest z granicami.

Co zrobić, by granice działały

Po pierwsze – muszą być nasze, a nie cudze. Po drugie – elastyczne i realne. Po trzecie – zgodne z tym, co jest dla nas ważne, i tym, czego chcemy dziecko nauczyć. Po czwarte – nazwane i zakomunikowane wyraźnie i konkretnie.

Warto pamiętać jeszcze o tym, że dzieci też stawiają nam, rodzicom, granice. Granice to miecz obosieczny – stawiając dziecku wymagania, dajemy mu prawo wymagać od nas tego samego. Jeśli oczekujemy szacunku dla siebie, dziecko oczekiwać będzie tego samego od nas. Granice to wyraz dbania o siebie i stania po swojej stronie. Jeśli nie lubimy, kiedy przerywa się nam czytanie książki i żąda podjęcia natychmiastowego działania („Mamo, mamo, chodź się ze mną pobaw”), nie dziwmy się, że dzieci nie lubią, kiedy żądamy od nich natychmiastowego zakończenia zabawy, wyjścia z placu zabaw lub wyłączenia filmu w środku fascynującej sceny, bo właśnie minął określony czas. Podstawą dobrych granic jest wcześniejsza umowa, szacunek, empatia.

Foto: flikr.com/donnieray

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Anna Czechowska

Certyfikowana edukatorka Pozytywnej Dyscypliny, coach i nauczyciel. Od ponad 5 lat propaguje w Polsce Pozytywną Dyscyplinę, prowadząc szkolenia i indywidualne spotkania dla rodziców i nauczycieli. Z wykształcenia filolog i nauczyciel. Pracuje z tymi, którzy chcąc zmieniać świat, zaczynając od siebie. Mama 11-letniego Maksa i 2,5-letniego Janka.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://pozytywnadyscyplina.pl/




Jak naturalnie wykorzystać potencjał mózgu dziecka? Rozmowa z Marzeną Żylińską, cz.2

Plaża, słońce i… rekiny, czyli o ubraniach na ciepłą porę roku od Jako-o

Krótkowzroczność – jakie mamy możliwości radzenia sobie z tym problemem?

Pasożyty w twoim ciele – jak je wykryć i jak z nimi walczyć?

Właściwości oleju z oregano

7 procesów, które zachodzą w mózgu kobiety w trakcie karmienia piersią

Przejdz do: