"Wiele produktów dla dzieci nie służy ich prawidłowemu rozwojowi". Rozmowa z fizjoterapeutką Anną Dziad
| „Wiele produktów dla dzieci nie służy ich prawidłowemu rozwojowi”. Rozmowa z fizjoterapeutką Anną Dziad

„Wiele produktów dla dzieci nie służy ich prawidłowemu rozwojowi”. Rozmowa z fizjoterapeutką Anną Dziad

Rozmowa z Anną Dziad – mgr fizjoterapii, terapeutką NDT-Bobath, która zajmuje się rehabilitacją i wczesnym wspomaganiem rozwoju niemowląt i małych dzieci.

Żyjemy w świecie, w którym wszystko musi być szybko i sprawnie. Szybkie uczenie się, szybkie rezultaty… Mam wrażenie, że przenosi się to także na nasze oczekiwania względem rozwoju dziecka. W rozmowach prześcigamy się w tym, kiedy nasze dziecko zaczęło podnosić główkę, siadać czy chodzić. Tymczasem kolejne etapy rozwoju dziecka mają na siebie duży wpływ i nie można ich przyspieszać. Dlaczego jest to takie ważne?

Wielu rodziców jest oczytanych i bardzo dobrze teoretycznie przygotowanych do macierzyństwa – i to zanim urodzi się dziecko. Wokół nas wciąż powtarzane są jednak pewne stereotypy głęboko zakorzenione jeszcze w czasach, gdy medycyna nie była tak rozwinięta i rozpowszechniona. Mówiono np., że dziecko, które w odpowiednim wieku nie siedzi lub nie chodzi, jest chore lub upośledzone. Większość rodziców zna już pojęcie kamieni milowych w rozwoju dziecka i obserwuje, czy dziecko osiąga poszczególne umiejętności w stosownym czasie. W rozwoju dziecka najważniejsze jest jednak to, co dzieje się pomiędzy poszczególnymi etapami.

Rozwój poszczególnych umiejętności dziecka i rozwój prawidłowej postawy jest jak budowa muru – każdy ruch rączką czy nóżką jest jak jedna cegiełka. Dopiero gdy ustawimy ich bardzo dużo, każdą bardzo starannie, powstanie solidna konstrukcja – i tak od pierwszego celowego uniesienia rączki do buzi dziecka aż do samodzielnego biegania. Wszystko musi odbywać się we właściwym czasie i nie wolno niczego pomijać ani na siłę przyspieszać. Może być wiele przyczyn, dla których np. dziecko w wieku 4 miesięcy się nie obraca lub w wieku 8 miesięcy jeszcze samodzielnie nie siedzi i nie trzeba go na siłę ustawiać w danej pozycji, tylko zbadać przyczynę takiego stanu. Nie możemy zapominać, że każde dziecko rozwija się w swoim indywidualnym tempie, a wszystkie skale i normy rozwojowe stanowią jedynie wskazówkę dla specjalistów i rodziców. Zbytnie ingerowanie w tempo rozwoju dziecka, ćwiczenie umiejętności, na które dziecko nie jest gotowe, zaburza naturalny i wewnętrznie zakodowany rytm rozwoju i sprzyja utrwalaniu nieprawidłowych wzorców ruchowych i wzorców postawy.

Jednocześnie dziś wiele więcej wiemy już o kształtowaniu prawidłowej postawy ciała dziecka od pierwszych miesięcy jego życia. Wcześniejsze pokolenia rodziców traktowały jako coś naturalnego np. to, że małe dziecko powinno spać na poduszce albo mieć poduszkę w wózku lub być obłożone poduszkami, kiedy jeszcze nie umie samodzielnie siedzieć. Jakie jeszcze zachowania są szkodliwe i jakie niebezpieczne skutki mogą za sobą nieść?

Najbardziej popularne jest prowadzanie dziecka za rączki. Maluch, który podciągając się do góry, sam stanie przy meblach, może być gotowy do samodzielnego chodzenia nawet dwa miesiące później. Nie znaczy to jednak, że przez ten czas niczego się nie uczy. Nie potrzebuje naszej pomocy w nauce chodzenia, bo zanim to nastąpi, musi odpowiednio ustawić miednicę, kolana, stopy i przede wszystkim nauczyć się, jak bezpiecznie upadać.

Jeśli chodzi o niemowlęta w pierwszych miesiącach życia, niewskazane jest noszenie ich na rękach przodem do siebie. Gdy kręgosłup dziecka znajduje się prostopadle do podłoża, przyjmuje obciążenia, na które nie jest jeszcze gotowy, a co więcej – dochodzi do nieprawidłowej dystrybucji napięcia mięśniowego. Można układać dziecko na swoich rękach w pozycjach leżących lub półleżących, by główka była wsparta, a kręgosłup zachowywał naturalne dla tego okresu wygięcie.

To samo tyczy się sadzania dziecka w poduszkach – w moim odczuciu jest to jeden z najbardziej szkodliwych zwyczajów. Może prowadzić w przyszłości do zaburzeń prawidłowej postawy ciała, nieprawidłowego ustawienia miednicy oraz osi kończyn dolnych i przede wszystkim do pominięcia bardzo ważnego etapu – raczkowania. Dlatego tłumaczę rodzicom, że od ok. 4 miesiąca życia dziecka do momentu, aż samo usiądzie, podstawową pozycją wyjściową do zabawy jest leżenie na brzuchu.

Rynek produktów dla dzieci to jeden z największych rynków w ogóle. Jesteśmy bombardowani propozycjami nowych sprzętów, które mają ułatwić nam opiekę nad dziećmi. Czego na pewno warto unikać i dlaczego?

Wiele produktów obecnych na rynku nie jest zalecanych dla dzieci, nie służy ich prawidłowemu rozwojowi (np. nosidełka twarde, siedziska podłogowe dla dzieci, które nie siedzą samodzielnie, chodziki czy skoczki). Dziecko w pierwszych miesiącach życia uczy się siebie i rozwija się poprzez ruch. Rodzice często nie mają świadomości, że noworodek po wyjściu z łona matki musi w ciągu jednego roku pokonać grawitację, nauczyć się wielu trudnych umiejętności, a także wykształcić prawidłowe reakcje równoważne, które pozwolą mu stanąć na tak małej podstawie, jaką są stopy. Dlatego tak ważne jest, by bodźce, które odbiera z otoczenia, harmonijnie współgrały z jego naturalnym torem rozwojowym.

Chociażby stosowanie klinów w łóżeczku „na wszelki wypadek” jest zupełnie nietrafionym pomysłem. Dziecko zamiast prawidłowo odczuwać podłoże i swobodnie podnosić i opuszczać nóżki, wbija stopy w materac i napina mięśnie grzbietu. Może to mieć wpływ na wzorce każdej następnej umiejętności ruchowej. Z tego samego powodu nie wolno proponować krzesełka, siedziska czy chociażby huśtawki dzieciom, które jeszcze nie siedzą oraz skoczków i chodzików dzieciom, które samodzielnie nie chodzą.

Naszym zadaniem nie jest ułatwianie dziecku rozwoju, tylko stwarzanie odpowiednich warunków, by mogło się samodzielnie rozwijać. Jeśli dziecko nie chce leżeć na brzuchu czy w odpowiednim czasie się przemieszczać, należy znaleźć tego przyczynę i sposób, by je do tego zachęcić.

Niektóre sprzęty, które mają określone przeznaczenie, używane są niestety w nieprawidłowy sposób, np.: foteliki samochodowe jako gondole. Jakie mogą być tego konsekwencje?

Wszystkie sprzęty powinny być stosowane zgodnie z przeznaczeniem. Wszelkie leżaczki czy foteliki (nawet samochodowe) stanowią formę unieruchomienia dziecka, więc można stosować je jedynie w niewielkim zakresie. Hamowanie naturalnej potrzeby ruchu dziecka ma negatywny wpływ na jego rozwój psychomotoryczny, zaburza rozwój prawidłowych wzorców równoważnych i wzorców postawy. Najważniejsze przy wyborze niezbędnych akcesoriów jest zachowanie zdrowego rozsądku.

Fotelik samochodowy służy do przewożenia dziecka w samochodzie – przynajmniej na razie jest to jedyny bezpieczny sposób podróżowania z maluchem. Dziecko znajduje się w pozycji wymuszonej, z bardzo ograniczoną możliwością ruchu, co w razie wypadku redukuje do minimum możliwość urazu głowy i ciała maluszka. Niekorzystny wpływ na rozwój niemowląt zarówno fotelik, jak i leżaczek ma wtedy, gdy dziecko zaczyna się w nim prężyć – próbuje się poruszyć, bo to jego naturalna potrzeba, a jedyne, co może zrobić, to napinać mięśnie grzbietu, pchać głową i wbijać stopy w fotel. Co więcej – jeśli dziecko ma cechy asymetrii ułożeniowej i obniżonego napięcia mięśniowego (czego rodzice często nie są w stanie ocenić), pozycja półleżąca na leżaczku może jeszcze utrwalać nieprawidłowy rozkład napięcia mięśniowego. Dlatego jeśli nie ma takiej konieczność, nie powinniśmy narażać dziecka na niekorzystny wpływ unieruchomienia.

Na szczęście wielu rodziców jest obecnie bardzo świadomych i stosuje sprzęty jedynie w koniecznym zakresie, pozwalając tym samym rozwinąć swoim dzieciom ich wewnętrzny potencjał.

Wśród rodziców panuje przekonanie, że jeżeli jakiś produkt jest w sprzedaży, na pewno jest dobrze przebadany i bezpieczny dla dziecka. Przykładem takiego nie najlepszego gadżetu są tzw. wisiadła. Jaki wpływ na kształtowanie prawidłowej postawy ciała dziecka może mieć noszenie go w nosidle twardym i jakich nosideł używać zamiast tego?

Odpowiednie noszenie dziecka w pierwszych miesiącach życia ma kluczowe znaczenie dla jego rozwoju, bo wzorce wypracowane w tym czasie stanowią punkt wyjścia do każdej następnej umiejętności. Większość nosidełek dostępnych na rynku to po prostu „wisiadła”, które nie są w stanie zapewnić dziecku odpowiedniej sylwetki. Są nie tylko niewygodne, ale przede wszystkim mają wpływ na kształtowanie nieprawidłowych wzorców postawy. Zdecydowanie lepszym rozwiązaniem są chusty, gdyż stabilizują prawidłową pozycję dziecka i poprzez rozkład naprężeń nie obciążają kręgosłupa. Tym niemniej stosowanie chust czy nosideł ergonomicznych zawsze powinno być skonsultowane z fizjoterapeutą.

Zmieniło się chyba także podejście do pierwszych butów dla dzieci. Kiedyś zalecano sztywne, które trzymają kostkę, teraz raczej miękkie i bez takiego wzmocnienia. Z czego wynika taka zmiana?

Dziecko rośnie bardzo dynamicznie i nieustannie się rozwija i zmienia. Każda zabawa wiąże się z wielokrotną zmianą pozycji i wykonaniem szeregu ruchów – nie tylko prostowania i zginania, ale także ruchów skrętnych. Prawidłowe wysklepienie stopy także rozwijają się przez takie ruchy, dlatego chcemy zapewnić dziecku maksimum swobody w rozwoju. Jak w innych przypadkach, tak i tutaj zdrowy rozsądek i intuicja rodzica mają duże znaczenie, gdyż każde dziecko jest inne.

Maluszek, który nie chodzi, nie potrzebuje butów, bo stopa powinna mieć jak największą swobodę ruchu. Ważne, żeby dziecko miało komfort i swobodę rozwoju. Dla dziecka, które raczkuje i zaczyna wstawać samodzielnie, najlepszym rozwiązaniem są bose stopy. Jeśli jednak musimy założyć buty, niech będą miękkie i elastyczne, zginające się w jednej trzeciej długości i umożliwiające ruchy skrętne. Jestem zdania, że w całym rozwoju dziecka, w tym także w rozwoju stóp, ważna jest różnorodność. Dla dziecka, które samodzielnie chodzi, zalecałabym wygodne i elastyczne buty, dobrze dopasowane do stopy dziecka, na przemian z chodzeniem boso. Są dzieci, które potrzebują bucika ze stabilną piętą, a inne lepiej ustawią stopę w miękkich, ale nie śliskich butach. Zachęcanie dziecka do chodzenia po trawie, piasku czy innych niestabilnych podłożach także bardzo dobrze przyczyni się do kształtowania wysklepienia stóp.

I na koniec ważne pytanie: Kiedy i czy w ogóle warto iść z dzieckiem do fizjoterapeuty? Czy regularne wizyty u pediatry mogą zastąpić wizytę u takiego specjalisty?

Na szczęście fizjoterapeuci cieszą się coraz większym zaufaniem pediatrów i ortopedów, którzy doradzają rodzicom wizytę w gabinecie fizjoterapeutycznym. Rodzic upewni się tam, że jego dziecko rozwija się prawidłowo, a dodatkowo nauczy wielu przydatnych umiejętności, by móc aktywnie wspierać rozwój swego maluszka. Fizjoterapeuta dziecięcy zajmuje się jednak nie tylko najcięższymi przypadkami dzieci z zaburzeniami neurologicznymi, wadami genetycznymi czy wcześniakami. Prowadząc terapię dzieci, musimy być specjalistami w prawidłowym rozwoju niemowląt. Trafiają do nas rodzice, którzy mają świadomość, że wiedza książkowa to nie to samo co doświadczenie. Większość młodych rodziców, wychodząc z gabinetu, żałuje, że nie dowiedziała się i nie nauczyła tego wcześniej, bo zdecydowanie ułatwiłoby im to pierwsze kroki na drodze szczęśliwego rodzicielstwa.

Anna Dziad (malisilacze.pl; rehabilitacjatwojegodziecka.pl

mgr fizjoterapii, terapeutka NDT-Bobath, która zajmuje się rehabilitacją i wczesnym wspomaganiem rozwoju niemowląt i małych dzieci.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: