Prośba, czyli dlaczego warto przyjąć perspektywę dziecka
| Prośba, czyli dlaczego warto przyjąć perspektywę dziecka

Prośba, czyli dlaczego warto przyjąć perspektywę dziecka

Znam niezliczone formy zachęcania dzieci do współpracy, od czytelnych komunikatów o nienapastliwym tonie, przez włączanie się w daną czynność, aż do najróżniejszych form zabawy. Znam też pułapki czyhające na tej drodze - oczekiwania, rozkazy, niedostrzeganie perspektywy dziecka. Mam na tym polu różne “sukcesy”, jeśli można tak określić próby owocne, i “porażki” - czyli zdecydowanie bezowocne wysiłki zachęcenia dzieci do włączenia się w moje plany.

Odkrywanie, jak ważne jest przyjęcie dziecięcej perspektywy, było dla mnie bardzo ważne – przecież sytuacja, w której oczekuję od pochłoniętej lekturą książki córki, że natychmiast wstanie i posprząta rozrzucone zabawki, jest niemal czystą prowokacją! Jeszcze ważniejsze było dla mnie odkrycie, że dziecięca perspektywa wcale nie jest bardziej zasadna niż moja. Żadna z nich nie jest “bardziej” – ot, obie są, niezależne od siebie. I jest pewien sposób, który pomaga im się spotkać.

Prośba

Najczęściej rozumiana jako dodanie do rozkazu łagodzącego słówka “proszę”. To nie jest prośba. Wypowiedzenie polecenia miłym tonem również prośbą nie jest – ponieważ polecenia i rozkazy nie znoszą sprzeciwu. A definicją prośby jest możliwość odmowy. I to dlatego chyba niechętnie po prośbę sięgamy. No bo co zrobić, jeśli spotka się z odmową? Spuścić głowę i podkulić ogon?

Niekoniecznie. O tym, jak wspaniale pomaga prawdziwa, autentyczna prośba, przekonuję się za każdym razem, gdy zaryzykuję i poproszę.

Na przykład tak:
– Czas sprzątać, jest już wieczór, a w waszym pokoju jest nieporządek.
– Yhm.
– To odłóż książkę i idź sprzątnąć.
(cisza)
(prawie zalewa mnie krew, jednak robię krok w  tył i widzę dwie postacie w tym dramacie – matkę, która marzy o jak najszybszym uporaniu się z wieczornymi rytuałami oraz dziecko, pochłonięte bez reszty czytaniem).
– Ty teraz czytasz i w ogóle nie interesuje cię to, co ja mówię o sprzątaniu, prawda? (nienapastliwie). Jest już późno i bardzo chciałabym, abyście posprzątali po całym dniu zabawy. Proszę, czy możesz przerwać i poukładać rozrzucone autka?
– Nie! Ja teraz czytam.
– Widzę. I widzę, że cię nieźle wciągnęło.
– Yhm.
– Powiedz mi, kiedy będziesz mogła się zająć porządkiem?
– Jak skończę czytać całą książkę.
– Całą? Aż tak cię wciągnęła, że nie chcesz przerywać, dopóki się nie skończy?
– Tak.
– Zostało jeszcze wiele stron. Musiałabyś siedzieć tu i czytać chyba do jutrzejszego wieczora, a to za długo. Możemy się umówić, że dokończysz ten rozdział i przerwiesz, a potem poczytasz sobie jeszcze w łóżku?
– Och, no dobra….

Problemem wielu rodzicielsko-dziecięcych interakcji jest fakt, że my, dorośli, staramy się za wszelką cenę nakłonić dzieci do włączenia się w nasz plan. Nie widzimy swoich potrzeb, jedynie plan na ich zaspokojenie.

  • Chcę, aby była cisza, więc dzieci muszą wyjść z pokoju. Najchętniej od razu.
  • Chcę, aby był porządek, zatem dzieci muszą posprzątać. Najlepiej teraz.
  • Chcę porozmawiać z koleżanką, więc dziecko musi zająć się sobą. Od tej chwili i raczej długo.

O co tak naprawdę chodzi?

Nasze wysiłki sprowadzają się często do nakłonienia dzieci, aby podporządkowały się naszym pomysłom. Jeśli jednak chcemy faktycznie uzyskać ich zgodę, ich pomoc, warto cofnąć się o krok, nabrać powietrza i zobaczyć trochę więcej niż tylko czubek własnych butów.

  • O co mi tak naprawdę chodzi? Czego potrzebuję?
  • Czym teraz jest pochłonięte moje dziecko? Czego ono potrzebuje?
  • Gdzie możemy się spotkać?

Boimy się często, że nie spotkamy się nigdzie. Że skoro tylko dziecko wyczuje naszą “słabość” – gotowość do dialogu i uznania jego perspektywy, pokaże nam figę i odwróci się plecami. W tej chwili nie przypominam sobie, żeby dzieci odrzuciły moją gotowość do dialogu. Odrzucały moje rozkazy i polecenia, ale dialogu – chyba nigdy.
Nie znaczy to, że zawsze przystawały na to, o co prosiłam. Bywało, że musieliśmy spędzić więcej czasu na szukaniu rozwiązania. Bywało, że mój plan okazywał się nieudany, a propozycja dziecka pomagała rozwiązać daną trudność. Bywało, że na pytanie “kiedy?” odpowiadały “nigdy”. Jeśli tylko nie podchodziłam zbyt ambicjonalnie do tematu w danej chwili, “nigdy” mijało dość szybko.
Spodnie, które nie mogły być podniesione teraz, bo groziło to niemal zbrojnym konfliktem, bez najmniejszego problemu podnoszone były pół godziny później.
Cofnąć o krok i poszukać wspólnego rozwiązania. Prosząc, przyjmując odmowę i zapraszając dziecko do dalszych poszukiwań.

Czy nie można po prostu kazać? Pewnie, że można. Czasem pewnie dziecko wstanie i zrobi. Gorzej tylko, kiedy ono mówi NIE. Wtedy i tak czeka nas pewien wysiłek włożony w szukanie wyjścia z sytuacji. Lepiej, gdy ten wysiłek przysłuży się obu stronom – budowaniu relacji, a nie tylko egzekwowaniu posłuszeństwa.

Foto: flikr.com/theloushe

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Małgorzata Musiał

Na co dzień pracuje w toruńskim stowarzyszeniu Rodzina Inspiruje!, prowadząc warsztaty dot. wychowywania, realizując program „Szkoła dla rodziców” i organizując eventy dla rodzin z małymi dziećmi. Jest doradczynią noszenia w chustach oraz jednym z niewielu w Polsce mentorem grup SAFE, profesjonalnie wspierającym świeżo upieczonych rodziców. Skończyła studia pedagogiczne, jednak największym polem doświadczalnym jest dla niej – rzecz jasna – matkowanie trójce potomków. Tym doświadczeniem dzieli się na blogu www.dobrarelacja.pl
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dobrarelacja.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Dlaczego nuda jest potrzebna?

Naturalne czy stylizowane? Jakie zdjęcia warto zrobić noworodkowi

Kiedy dziecko ciągle mówi “nie”. Rozmowa Moniki Szczepanik i Eweliny Adamczyk

Przejdz do: