Rodzicielska "maska tlenowa", czyli w sytuacji konfliktu najpierw warto zadbać o siebie
| Rodzicielska „maska tlenowa”, czyli w sytuacji konfliktu najpierw warto zadbać o siebie

Rodzicielska „maska tlenowa”, czyli w sytuacji konfliktu najpierw warto zadbać o siebie

Co rodziców wyprowadza z równowagi? Zapewne każdego coś innego. Jednych tempo życia, innych przeciążenie obowiązkami, hałas czy bałagan... A co z kłótniami własnych dzieci?

Z tym ich jazgotem, przekomarzaniami, przezywaniem się, szarpaniem, rozdmuchiwaniem drobnych problemów do rozmiaru tragedii, a czasem z rękoczynami?

Czasem miłość, czasem…

Nieraz rodzice mają w głowach obraz rodzeństwa kochającego się, wspierającego się, wspólnie się bawiącego. I nieraz ten obraz bywa nawet rzeczywisty.

Uwielbiam te chwile, kiedy moje dzieci ni stąd, ni zowąd znajdą coś u siebie w pokoju, jakąś grę, klocki, samochody, wózki, modelinę, papier, cokolwiek, i zaczną się razem bawić. I się bawią, bawią i bawią. A ja obserwuję je ukradkiem zachwycona i rozczulona, rozpływając się w myślach, jak cudownie, że siebie mają, że tak razem potrafią, że takie kreatywne, że tak niewiele im potrzeba, że tak się dogadują. Ach, chwilo, trwaj…

Jednak bywają sytuacje, gdy miłość rodzeństwa objawia się w trudny do przyjęcia sposób. Jak na przykład, gdy nagle od radosnej zabawy przechodzą do zajadłej kłótni. Nigdy nie wiadomo, czy to będzie małe spięcie, które szybko załatwią między sobą, czy rozpęta się burza, w którą wciągną resztę rodziny.

Kiedy rodzicowi jest trudno

Wiem, że to momenty, gdy uczą się funkcjonować w grupie, uczą się zachowań społecznych, a także budowania relacji, które są dla nich ważne. Nie zmienia to faktu, że rodzicowi jest z tym trudno. Szczególnie gdy po intensywnym dniu wracamy do domu i zamiast odpoczynku mamy dodatkową dawkę silnych emocji, bowiem dzieci, często nie widzące się cały dzień, budują właśnie swoje siostrzane i braterskie relacje.

Tak łatwo w codziennych sytuacjach tracimy równowagę wewnętrzną. Rodzicowi może krążyć wtedy po głowie szereg myśli: Jak oni się zachowują? Przecież ja ich tak nie wychowuję. Czemu tak do siebie mówią? Skąd ta agresja? Czemu robią sobie krzywdę? Przecież prawdziwie kochające się rodzeństwo tak się nie zachowuje! Dlaczego oni nie mogą się dogadać? Dlaczego to robią teraz, kiedy jestem taka zmęczona, zajęta, zapracowana…? Aaaa!!!!

Gdy rodzic nakręci się tymi oceniającymi myślami, a jego przemieszane ze sobą złość, żal i smutek sięgną zenitu, to najczęściej sam chce już tylko krzyczeć, kłócić się i rozstawiać dzieci po kątach. Gdy w takim stanie ruszy do rozwiązywania sytuacji między rodzeństwem, można założyć, że nic konstruktywnego z tego nie wyniknie. Bo albo autorytarnie coś zarządzi, albo opowie się za którymś z dzieci, albo ukarze oboje, albo… Cokolwiek zrobi, można raczej założyć, że na fali własnych trudnych emocji podejmie działania niesłużące budowaniu relacji pomiędzy rodzeństwem. A raczej doprowadzi do eskalacji złości, smutku, żalu, nawet jeśli konflikt zostanie pozornie zażegnany (gdy wszystko wróci do „porządku”). Poczucie krzywdy w jednym z dzieci (albo w obojgu) i uśpione trudne emocje nie będą służyły ich dalszej relacji.

A gdyby tak spróbować inaczej…

Szukać sposobów, które w tych trudnych emocjonalnie chwilach budują poczucie zaufania do siebie, współpracę, wzajemne zaufanie… Marzenie ściętej głowy? Niekoniecznie!

Co zatem może zrobić rodzic, żeby rozwiązywanie konfliktów między rodzeństwem wzmacniało więź między dziećmi, a nie nakręcało ich tylko do dalszych konfliktów? Obrazowo można powiedzieć, że rozwiązywanie takiego konfliktu jest jak pomaganie dziecku w czasie awarii samolotu. Najpierw należy nałożyć maskę sobie.

Tak samo jest przy rozwiązywaniu konfliktu. Zanim rodzic zacznie zajmować się sytuacją między dziećmi, warto, żeby najpierw zadbał o siebie. Żeby przede wszystkim uświadomił sobie, co się z nim w takich momentach dzieje. Na przykład, że zaczyna się denerwować, bo chciałby mieć trochę spokoju. Albo zaczyna się irytować czy oburzać, bo tak bardzo tęskni za szacunkiem w domu. Albo robi mu się przykro i smutno, że dzieci się kłócą zamiast się wspólnie bawić. A może boi się, czy one rzeczywiście się kochają…

Zacznij od siebie

Te trudne emocje, które w naturalny sposób pojawiają się w takich chwilach u rodzica, sygnalizują, jakie jego potrzeby są niezaspokojone, gdy pojawia się konflikt. Emocje nie są złe ani dobre. To informacja z wnętrza nas o tym, co dla nas ważne – o życiu w nas. Może to być potrzeba spokoju, odpoczynku, harmonii, szacunku, wspólnoty, więzi, współpracy i wiele innych.
Uświadomienie sobie i nazwanie tego, co się ze mną dzieje, oraz uświadomienie sobie, jakie moje potrzeby są niezaspokojone, gdy moje dzieci się kłócą, pomaga lepiej zrozumieć siebie, a przez to uspokoić swoje myśli i emocje. Gdy w takim stanie ruszę do rozwiązywania sytuacji między nimi, rosną szanse, że będę reagować z ciekawością i empatią. A to jest niezbędne, żeby doprowadzić do porozumienia, które uwzględni i uszanuje każdą ze stron.

Taki monolog wewnętrzny, uświadamiający własne emocje i potrzeby, jest trudny do przeprowadzenia w momencie, gdy wybucha kłótnia i wszystko przebiega bardzo szybko. Jednak wiedząc, że konflikty między rodzeństwem są i będą, bo to naturalny element rozwoju każdej relacji, mogę się do nich po prostu przygotować. Wystarczy przypomnieć sobie jakieś minione sytuacje konfliktowe między dziećmi i zastanowić się, co wtedy odczuwałem i z jakich moich niezaspokojonych potrzeb to wynikało. Przeanalizowanie w podobny sposób kilku takich momentów pomoże zidentyfikować nasze kluczowe niezaspokojone potrzeby. Podczas następnej kłótni, która nas znowu zaskoczy, możemy wziąć głębszy oddech i przypomnieć sobie te potrzeby. Wziąć kolejny oddech i dać sobie zrozumienie. Tak jakbyśmy przyjacielsko poklepali się po ramieniu. I z tego miejsca dopiero zacząć rozmawiać z dziećmi.

Oczywiście oddzielną kwestią jest, jak z nimi taką rozmowę prowadzić. Nam sprawdza się podejście NVC, które pomaga również dzieciom zrozumieć własne niezaspokojone potrzeby oraz usłyszeć i zrozumieć potrzeby rodzeństwa. A osobie mediującej zadbać o własny stan emocjonalny. Stąd już krok do rozwiązania, które wzmocni więź między dziećmi.

Tak więc, rodzicu, pamiętaj, najpierw „maska tlenowa” dla siebie. Dzięki temu będziesz mieć i siłę, i zasoby, by wspierać dzieci. A jako że one uczą się przez obserwację, z czasem same mogą przejąć twoje zachowania w emocjonalnie trudnych sytuacjach czy w konfliktach. Dlatego pamiętaj wtedy o sobie. O tym, by wrócić do świadomego oddechu i zauważyć, jak reaguje twoje ciało, gdzie jest napięcie, gdzie idzie energia. Może masz ochotę zacisnąć pięści, może masz sztywne nogi, a może głos utknął ci w gardle lub nawet odwrotnie – chcesz krzyczeć. Zauważ to. Nie oceniaj. To są twoje sygnały alarmowe. Emocje i odczucia informują o tym, że tu i teraz dzieje się coś bardzo ważnego dla ciebie. Poszukaj swoich niezaspokojonych potrzeb, a tym samym daj sobie czas, by wrócić do samego siebie. Czasem wystarczy jedna minuta, czasem potrzeba więcej. Jednak przy regularnej praktyce empatii dla siebie można naprawdę dojść do wprawy. Bo jak mówi Eckhart Tolle: “Jeśli dojdziesz do ładu z własnym wnętrzem, wówczas to, co zewnętrzne, samo się ułoży”.

Foto: flikr.com/flashflood

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Joanna Berendt i Monika Panas

Joanna Berendt - Certyfikowany przez CNVC trener Porozumienia bez przemocy, coach akredytowany przez ICF (PCC International Coach Federation), trener rozwoju osobistego. Specjalizuje się we wspieraniu osób indywidulanych oraz organizacji w odkrywaniu i pełniejszym wykorzystywaniu swojego wewnętrznego potencjału.Monika Panas - Certyfikowany coach ACC ICF, dyplomowana trenerka i mediatorka. Jest specjalistą od budowania współpracy i porozumienia w sytuacjach trudnych lub konfliktowych.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.mediateyourlife.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak uczy się mózg i dlaczego szkoła nie wspiera naturalnych procesów uczenia się?

Juul na poniedziałek, cz. 67 – Diagnozy – mogą być pomocne, ale mogą także stygmatyzować

Bliskość wspiera mowę. Rozmowa z Wiolą Wołoszyn

Przejdz do: