Szkoła oparta na dialogu, szacunku i poszukiwaniu potrzeb. Jak to działa w praktyce?
| Szkoła oparta na dialogu, szacunku i poszukiwaniu potrzeb. Jak to działa w praktyce?

Szkoła oparta na dialogu, szacunku i poszukiwaniu potrzeb. Jak to działa w praktyce?

Co tak naprawdę znaczy Nonviolence Communication w szkole? Czy szkoły, których fundamentami jest Porozumienie bez przemocy, to szkoły, gdzie nie ma kłótni? A może nie ma tam przemocy słownej czy fizycznej?

Oczywiście chcemy wierzyć, że gdy budujemy społeczność szkolną w oparciu o dialog i wzajemne słyszenie się, nie ma konieczności sięgania po przemoc lub zdarza się to po prostu rzadziej. Ale takie sytuacje zawsze mogą się zdarzać. Gdy dziećmi targają silne emocje, gdy tracą zaufanie, że to, co chcą powiedzieć, będzie usłyszane i uwzględnione, mogą doświadczać bezsilności, frustracji, bo bardzo im zależy, by było też miejsce na to, co jest w danym momencie dla nich ważne. Doświadczają bezsilności, w wyniku której sięgają po mało konstruktywne rozwiązania.

I oczywiście w każdej szkole – czy opierającej się na NVC, czy nie – ani rodzice, ani nauczyciele (ani zapewne też dzieci) nie chcą takich niekonstruktywnych rozwiązań. Co jednak, jeśli się już zdarzą? Co, gdy jedna osoba zrobi coś w szkole, na co wiemy, że jako społeczność dorosłych i dzieci nie dajemy zgody, lub nawet, idąc dalej, zrobi coś, co zagraża zdrowiu czy bezpieczeństwu innych?

Pierwszy krok to tu i teraz zadbać o bezpieczeństwo. Lecz co dalej? Jak sobie poradzić w duchu dialogu i współpracy?

W Porozumieniu bez przemocy mówimy, że wszystko, co robią lub mówią inni, wynika z próby zaspokojenia potrzeb. I co więcej, wszyscy – mali i duzi, rodzicie i nauczyciele, pierwsza i piąta klasa, naprawdę wszyscy, mamy te same potrzeby. Bowiem potrzeby są uniwersalne dla nas, ludzi, bez względu na wiek, miejsce zamieszkania, poglądy czy inne czynniki. Potrzeby to sposób, w jaki manifestuje się w każdym z nas życie. Czyż nie wszyscy  cenimy na przykład bezpieczeństwo? Czyż nie każdy potrzebuje być uwzględniony i wysłuchany? Czyż nie dla wszystkich z nas ważne jest poczucie sensu czy sprawczości?

Gdy patrzymy na sytuację konfliktu przez pryzmat potrzeb, wchodzimy w zupełnie inny świat. Za etykietami, które przyklejamy innym osobom, widzimy życie – widzimy to, co dla nich jest ważne: ich potrzeby i uczucia. Co więcej, za swoimi obawami, ocenami czy zachowaniami, których nie lubimy, dostrzegamy też piękne i ważne potrzeby oraz uczucia, które właśnie o tych potrzebach nas informują.

Gdy ktoś w szkole uderzy moje dziecko i ja w rozmowie z wychowawcą proszę, żeby nie powiedzieć żądam wyciągnięcia konsekwencji, to robię to tylko dlatego, że w danej chwili pewne ważne dla mnie potrzeby są niezaspokojone. Ale też sądzę, że wyciągniecie konsekwencji wobec dziecka, które uderzyło moje dziecko, pomoże, by w przyszłości taka sytuacja już się nie powtórzyła (choć my w to wątpimy).

Co więc czuję i czego potrzebuję jako rodzic?

  • Być może doświadczam lęku, bo ważne jest dla mnie bezpieczeństwo.
  • Może też jestem sfrustrowana, bo zależy mi, by w szkole były przestrzegane zasady.
  • Może jestem zaniepokojona, bo chciałabym wierzyć, że w pewnym wieku dzieci są w stanie sięgać już po inne rozwiązania niż siła, by rozstrzygać spory.
  • A może czuję złość, bo chciałabym zmiany i współpracy w takich sytuacjach.

Patrzenie na sytuację z perspektywy potrzeb i uczuć pozwala widzieć więcej. To jak zaglądanie pod powierzchnię wzburzonego oceanu, by dostrzec piękno i różnorodność podwodnego życia, faunę i florę żyjącą w głębinach, której na powierzchni nie widać.

Popatrzmy oczami potrzeb i uczuć na etykiety, które czasem w szkole dostają dzieci:

  • Niegrzeczne dziecko – to takie, które np. wierci się na lekcji, bo może jest zirytowane brakiem ruchu i kontaktu z innymi.
  • Klasowy łobuz – to dziecko, które być może chce być akceptowane w grupie i nie zna innych sposobów, by o tym powiedzieć czy o to poprosić, niż zaczepki czy przezywanie.
  • Klasowy gaduła – to może być dziecko, które bardzo chce być wysłuchane i usłyszane.

I oczywiście nie chodzi tu o spełnianie życzeń wszystkich osób, tylko popatrzenie na drugiego człowieka bez ocen i etykiet; tak, by zobaczyć, co ważnego teraz pokazuje (nawet jeśli nie lubimy czy nie godzimy się na sposób, w jaki to jest pokazywane).

Jak może to wyglądać w praktyce, pokażemy na przykładzie sporu między dwiema klasami

Pewnego zupełnie zwykłego szkolnego dnia odwiedziłam klasę piątą, aby zapytać o relację z nauczycielami, szczególnie z jednym, bo od jakiego czasu czułam już spore napięcie. Usłyszałam jednak bardzo dużą potrzebę, aby porozmawiać o klasie czwartej, która sąsiaduje w naszej szkole z klasą piątą. Byłam tym zaskoczona, wypracowałam w sobie bowiem jakieś etykiety na temat obu tych klas, a prośba o rozmowę wybiła mnie z mojej strefy komfortu. Bo oceny i etykiety są mi w pewnych momentach znacznie bliższe, bo łatwiejsze niż otwartość. W końcu uczyłam się ich już od 36 lat. Znacznie szybciej jest mi po nie sięgnąć, niestety nie dają mi prawdy, której od jakiegoś czasu poszukuję w swojej pracy zawodowej.

Ale OK, głęboki wdech, nowa świeża karta, słucham… I słyszę, że uczniowie klasy piątej są zdenerwowani, bo kiedy przychodzą na poranne konsultacje do swojej klasy, to ktoś puka do ich drzwi, wcale nie chcąc wejść, i przerywa im pracę. Kiedy ich kolega z klasy chciał wejść do klasy czwartej, usłyszał, że nie może i że jest niższy od swoich niektórych kolegów. Na ich tablicy pojawiają się napisy, które wcale im nie odpowiadają. Nie odpowiada im również sposób, w jaki odzywa się do nich koleżanka z młodszej klasy.

Słucham uważnie, ale nie tworzę w sobie żadnego obrazu na temat uczniów z klasy czwartej. Ich jeszcze nie posłuchałam, poza tym w słowach, które padają, jest sporo gotowych już ocen. Zatem szukam faktów, obiektywnej obserwacji, potrzebuję wydłużyć szyję, aby zobaczyć szerszą perspektywę opisywanych wydarzeń.

Mam przekonanie, że otwarta rozmowa z uczniami, w której szukamy uczuć, niezaspokojonych potrzeb oraz wyrażamy swoje prośby, daje nam o wiele większą szansę na kontakt z nimi i na prawdę. W szkole niezwykle łatwo o etykiety, za którymi skrzętnie chowa się to, co w nas żywe. Wtedy osiągamy cel poprzez wymuszanie, a nie trwały kontakt. Może i rozwiążemy problem, ale tylko tu i teraz, budując nie prawdziwą relację, ale teatr wpływu, uniku i nacisku, kształcąc postawy blokujące dostęp do naszych żywych i prawdziwych zasobów.

Zapytałam uczniów klasy piątej, czy są gotowi na spotkanie i dialog z klasą czwartą. Byli bardzo chętni. Do spotkania doszło jeszcze tego samego dnia, były obie klasy oraz wychowawcy.

Rozpoczęliśmy zaproszeniem do otwartej rozmowy, zapewniliśmy wszystkich o tym, że nie będziemy się oceniać, że nie chodzi w tym spotkaniu o kary czy nagrody, ale o budujące relacje w naszej szkole.

Obie klasy mogły powiedzieć, jak się czują w danych sytuacjach, dlaczego chcą, aby było inaczej. Formułowali niezaspokojone potrzeby takie jak bezpieczeństwo, harmonia. W pewnym momencie jedna z uczennic, mocno poruszona, powiedziała, że to jest rozmowa o czymś absolutnie podstawowym, o prawach człowieka, o naszej naturalnej potrzebie szacunku.

Poczułam w sobie wielką lekkość i wzruszenie. Te 45 minut dało mi nadzieję, że w szkole możemy się wzajemnie usłyszeć, że nasze potrzeby są ważne i jest przestrzeń na to, aby o tym opowiedzieć. Tę przestrzeń tworzymy my, nauczyciele. Ale zanim damy ją dzieciom, trzeba znaleźć ją w sobie i dla siebie. Dać sobie empatię i zapytać, co jest dla mnie w tym momencie ważne. A dla mnie ważnym było zapewnienie uczniom bezpieczeństwa, radości z kontaktu z innymi, skuteczności w sprawowanej nad nimi opiece.

Szkoła ma wielką moc, a kiedy jest w niej dialog i otwartość na to, co w nas jest inne, daje możliwość rozwoju, możliwość stania się świadomymi siebie i szczęśliwymi ludzi.

Foto: flikr.com/projector

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Joanna Berendt i Paulina Orbitowska-Fernandez

Joanna Berendt – Certyfikowany przez CNVC trener Porozumienia bez Przemocy, coach akredytowany przez ICF (PCC International Coach Federation), trener rozwoju osobistego. Specjalizuje się we wspieraniu osób indywidualnych oraz organizacji w sytuacjach konfliktowych oraz odkrywaniu i pełniejszym wykorzystywaniu potencjału. Paulina Orbitowska-Fernadez – politolożka i nauczycielka. Z licznych podróży, nauk społecznych oraz edukacji czerpie wiedzę i inspirację do tego, by być liderem zmiany w oświacie. Obecnie pracuje w polsko-angielskiej szkole podstawowej, aktualnie na stanowisku dyrektora.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.nvccoaching.pl/




11 niesamowitych właściwości mleka kobiecego

Gorączka to sprzymierzeniec w walce z chorobą. Rozmowa z dr Monika Gołębiewską

Jesper Juul – „Dzieci nie potrzebują wychowania, ale przyjaznego przewodnictwa”

Przejdz do: