Walka o ludzkie oblicze porodu
SZKOŁA / PRZEDSZKOLE - co kupić?
| Walka o ludzkie oblicze porodu

Walka o ludzkie oblicze porodu

Czy jedynym prawem kobiety rodzącej jest prawo do zdania „całe szczęście, że urodziłam zdrowe dziecko”? Czy współczesny poród za każdym razem musi kończyć się medyczną interwencją, podaniem oksytocyny i nacinaniem krocza bez pytania o zgodę rodzącej? Czy kobieta ma prawo decydować o przebiegu swojej ciąży, o pozycji rodzenia i o czasie, w jakim urodzi swoje dziecko?

Burzliwa historia opieki okołoporodowej pokazuje, że przestrzeganie praw kobiet podczas porodu staje się coraz ważniejszym tematem, choć jednocześnie droga do tego, by było to normą, jest jeszcze długa i wyboista.

Burzliwa historia porodów

Do końca XIX wieku standardem były porody domowe przy asyście akuszerek, czyli kobiet, które same doświadczyły porodu (a więc były matkami), przyjmowały porody innych kobiet i miały podstawową wiedzę z zakresu medycyny ludowej, przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Akuszerką mogła zostać wyłącznie kobieta. Mężczyźni trzymali się od porodów z daleka.

Dopiero w latach 50. XX wieku powstały pierwsze izby położnicze. Odbierano w nich niemal wszystkie porody, a w przypadku komplikacji lub ciąży wysokiego ryzyka ciężarną przenoszono na oddział położniczy szpitala.

Wprowadzenie takiego rozwiązania jak izby położnicze miało sens o tyle, że dzięki nim udało się znacznie zmniejszyć śmiertelność okołoporodową. Jednocześnie jednak każdy poród zaczął być traktowany jak przypadek medyczny, który podlegał coraz liczniejszym interwencjom i restrykcjom.

Poród pod kontrolą

Jeszcze 20–30 lat temu, gdy nasze matki wydawały nas na świat, na szpitalnych porodówkach panował absolutny zakaz odwiedzin – w związku z czym ojcowie swoje dzieci mogli zobaczyć jedynie przez okno bądź wcale. Do wielu szpitali nie można było też nic zanosić, gdyż obawiano się zakażeń.

Kobiety na sali porodowej nie miały żadnych praw i oddawały się bezwzględnie w ręce personelu. To on decydował o tym, jak będzie przebiegał poród (w jakiej pozycji) i kiedy nadejdzie najlepszy czas na przyjście dziecka na świat. W latach 70. dozwolony czas porodu wynosił 12 godzin (dla porównania w latach 50. były to 3 doby, a w latach 60. – 1 doba), co doprowadziło do znacznego zwiększenia liczby cesarskich cięć, powszechne stało się też stosowanie kleszczy i vacuum. W niektórych państwach (np. Wielka Brytania) całkowicie zakazano wówczas porodów domowych (te dziś – m.in. dzięki organizacjom działającym na rzecz praw kobiet rodzących – znów wracają do łask).

Z powodu wręcz taśmowego systemu przyjmowania porodów cierpiały także same dzieci – zabierane od matki tuż po porodzie nie miały szans na spędzenie pierwszych chwil w jej objęciach. Kontakt “skóra do skóry” był równie wielką abstrakcją, jak pojęcie budowania więzi. Dzieci zaraz po urodzeniu jedynie pokazywano matkom, następnie je zabierano, a pierwszy kontakt miał miejsce dopiero po około sześciu godzinach. Również po tym czasie odbywało się zazwyczaj pierwsze karmienie piersią (jeśli kobieta życzyła sobie karmić naturalnie).

Maluchy nie leżały też na tej samej sali, co matki. Dziecko dostarczano kobiecie mniej więcej co trzy godziny na karmienie, aż do północy. Potem, w nocy, zajmowały się tym położne (w grę wchodziło mleko modyfikowane). Pobyt na oddziale trwał w sumie 5 dni.

Stopniowo, wraz z coraz szerszą medykalizacją porodu i idącym za tym lękiem kobiet przed porodem, który zaczął kojarzyć się z czymś, z czym samodzielnie trudno dać sobie radę, zaczęły pojawiać się pierwsze szkoły rodzenia (w Polsce mniej więcej w połowie lat 50. ubiegłego wieku). Początkowo uczono na nich jedynie technik oddechowych, sądząc, że to wystarczający sposób na przygotowanie kobiet do porodu. Koncepcja, by pokazywać, jak on faktycznie wygląda (np. jak dziecko przedostaje się przez kanał rodny), pojawiła się nieco później, wraz z ideą, by poród bardziej ucywilizować i oddać kobietom prawo do decydowania o jego przebiegu. Obecnie w szkołach rodzenia przyszłe matki zdobywają wiedzę i wsparcie psychologiczne, poznają swoje prawa, dowiadują się również o tym, jak – wbrew wciąż powszechnym praktykom – rodzić aktywnie, by sam poród przebiegał sprawniej niż w tradycyjnej, półleżącej pozycji.

Poród dziś

Obecność takich organizacji jak Fundacja Rodzić po Ludzku (która znacząco przyczyniła się do zmiany oblicza porodu w naszym kraju, nagłaśniając traumatyczne historie porodowe i pokazując, że można cały system zmienić tak, by działał na rzecz kobiet, a nie przeciwko nim) pokazuje, że do idealnych porodów wciąż nam daleko. Badania z 2014 roku mówią o tym, że 64 proc. kobiet wciąż dostaje syntetyczną oksytocynę (która ma przyspieszyć poród), 54 proc. ma nacinane krocze, w tym 30 proc. bez pytania o zgodę, a jedynie 24 proc. noworodków ma gwarantowany pełny kontakt skóra do skóry. O tym, jak radykalnej zmiany w dalszym ciągu wymagają systemy opieki okołoporodowej na całym świecie, mówiła jakiś czas temu amerykańska prawniczka Hermine Hayes-Klein:
„Sposób, w jaki w wielu krajach na całym świecie podchodzi się do porodu, jest wielce problematyczny. Miliony ciężarnych wpycha się do szpitali, kładzie na plecach i rozcina. Ich porody są poddawane niepotrzebnym farmaceutycznym i chirurgicznym interwencjom, które, jak same przyznają osoby sprawujące opiekę nad kobietami, są wykonywane z powodów finansowych lub dla wygody personelu. Kobiety na całym świecie zaczynają być świadome tego, że poród nie musi tak wyglądać, a nawet nie powinien. Brak szacunku i nadużycia są niepotrzebną ceną płaconą za poczucie bezpieczeństwa”.

O tym, jak wyglądała jednostkowa walka o bardziej ludzkie oblicze porodu, przeczytać można w ukończonej przez autorkę tuż przed śmiercią książce Sheili Kitzinger „Pasja narodzin. Moje życie: antropologia, rodzina i feminizm”.

Reklama sponsora artykułu
Kup książkę Kitzinger „Pasja Narodzin”

Wyd. Mamania
CENA: 39.90 PLN

Autorka zabiera nas w niezwykłe podróże odbywane ze swoją nieprzeciętną rodziną (pięć córek!), podczas których w najodleglejszych zakątkach świata prowadziła badania nad historycznymi, społecznymi i kulturowymi aspektami porodu. Odkrywa przed nami świat mistycznych przeżyć zarówno kobiet w egzotycznych plemionach, jak i tych rodzących w najlepszych szpitalach na całym świecie.

Zobacz więcej

Poród w Polsce – sukcesy organizacji pozarządowych:

  • umożliwienie matkom stałego kontaktu z dziećmi podczas pobytu na oddziale położniczym,
  • wprowadzenie porodów rodzinnych,
  • zniesienie zakazu odwiedzin bliskich,
  • przyczynienie się do zwiększenia liczby szkół rodzenia (również poza granicami największych miast),
  • przekazywanie kobietom na porodówkach informacji o przebiegu porodu, podawanych lekach i stanie dziecka,
  • większe poszanowanie kobiecej intymności podczas porodu,
  • powołanie w 1999 roku, dzięki działaniom Stowarzyszenia Pacjentów Primum Non Nocere, Rzecznika Praw Pacjenta,
  • przyjęcie przez sejm w 2008 roku Ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta,
  • przyjęcie przez Ministra Zdrowia w 2012 roku rozporządzenia Standardy postępowania medycznego przy udzielaniu świadczeń zdrowotnych z zakresu opieki okołoporodowej. Dotyczy ono m.in. ciąży i porodu fizjologicznego.

Foto: flikr.com/bethanypetrik

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Procedury okołoporodowe w polskich szpitalach – czy na pewno wszystkie są konieczne?

Szkoła nie uczy tego, czego powinna!

Dlaczego konsekwencja w wychowaniu jest przereklamowana?

Przejdz do: