Wojna o jedzenie – zgubne skutki zmuszania dzieci do jedzenia
Święta, święta, święta... zobacz PREZENTY dla dzieci
| Wojna o jedzenie – zgubne skutki zmuszania dzieci do jedzenia

Wojna o jedzenie – zgubne skutki zmuszania dzieci do jedzenia

Jedzenie to czynność fizjologiczna. Niemowlę karmione na żądanie zgłasza matce, kiedy potrzebuje mleka, a z czasem matka sama odbiera sygnały wysyłane przez dziecko i przewiduje nadejście pory karmienia. To całkowicie naturalne. Taka regulacja u dzieci zdrowych nie wymaga ingerencji osoby dorosłej, pilnowania i przypominania o konieczności zjedzenia posiłku.

Kompetencje i uważność rodziców

Zwyczaj porównywania dzieci do innych maluchów potrafi nieźle namieszać rodzicom w głowach. Bo przecież Zosia taka tłuściutka, okrąglutka, a Staś chudzinka – na pewno mama ma za mało mleka albo może za chude. Te i inne zdania wypowiadane przez niekompetentnych życzliwych nie pomagają uwierzyć w swoje możliwości.

Nie bez wpływu na naturalną harmonię karmiącej matki i dziecka pozostają też centyle, standardy i inne wymyślone przez człowieka zasady. A przecież, podobnie jak dorośli, dzieci bywają różne: jedne drobne i niewysokie, inne większe i pulchniejsze. Różnorodność jest naturalna. Jednak presja społeczna, a czasem też środowiska medycznego, może zaburzyć rodzicielskie poczucie kompetencji.

Nie od dziś wiemy, że przekarmianie dziecka nie jest dobre. Regulacja związana z uczuciem głodu i sytości to naturalny mechanizm, który niestety można zaburzyć, karmiąc dzieci według narzuconego schematu, nie reagując na jego osobiste potrzeby. Takie działania opiekunów wpływają negatywnie na umiejętności poznawcze dzieci*. Bagatelizowanie uczucia sytości to prosta droga do zaburzeń odżywiania, przekarmiania, a co za tym idzie w dalszej perspektywie – utrwalania złych nawyków żywieniowych, nadwagi czy wręcz niechęci do jedzenia.

Metody i motywacje poprzednich pokoleń

Pokolenie dziadków obecnych rodziców, wychowywane w czasie drugiej wojny, ma bardzo mocno zakorzenione poczucie, które można zawrzeć w stwierdzeniu „jedzenia nie można marnować”. Nigdy nie wiadomo było, kiedy będzie następny syty posiłek, a to, co pojawiało się na stole, często zdobywano z wielkim trudem. A zatem talerz ma zostać pusty – wszystko, co na nim jest, powinno znaleźć się w dziecięcym brzuchu.

Pokolenie powojenne również wie, co to niedostatek, odmawianie sobie, by to, co najlepsze, trafiło dla dziecka. Jednak przekonanie o „niemarnowaniu jedzenia” może prowadzić do zaburzenia samoregulacji wynikającej z umiejętności rozpoznawania symptomów najedzenia i do przejadania się.

U niemowląt jedzących samodzielnie (metoda BLW) łatwo zaobserwować moment nasycenia. Dziecko po prostu przestaje jeść. W przypadku kiedy karmimy dziecko łyżeczką, warto być czujnym i obserwować sygnały wysyłane przez malca. Nie dajmy się także zwieść temu, co proponują producenci żywności dla dzieci – „bo skoro jest napisane, że to dla dzieci od 6 miesiąca, to znaczy, że trzeba zjeść wszystko”. Nic bardziej mylnego. Obecne zalecenia żywieniowe dla niemowląt i małych dzieci mówią jasno, że rodzic decyduje, co podaje dziecku, a ono – czy i ile zjada! A zatem gdy maluch zaciska twardo szczęki, czas zakończyć posiłek. Bardzo ważne: pamiętajmy, że pojemność żołądka dziecka (i nie tylko dziecka) jest wielkości jego pięści!

Kiedy „nie” znaczy „nie”

Patrząc na dorosłych, można zauważyć, że mają oni swoje preferencje smakowe czy też związane z konsystencją pokarmów. Jedni uwielbiają ostre jedzenie, a inni nie tolerują zup kremów. Nie dziwimy się temu i przyjmujemy jako coś normalnego. Jesteśmy też wyrozumiali wobec zmienności apetytu dorosłych: jednego dnia dwudaniowy obiad, innego lekka sałatka. Nikt za nikim nie biega w stołówce pracowniczej, krzycząc: „za mało dziś zjadłeś, weź jeszcze jedną łyżkę!”. Niestety dzieci nie mają już tak łatwo. Choć prawdą jest, że maluchy potrzebują kilkunastu prób, aby stwierdzić, czy lubią dany produkt, to naszym obowiązkiem jest uszanować ich decyzję za każdym razem. Asertywność oznacza posiadanie i wyrażanie własnego zdania.

A zatem jeśli chcemy, a przecież chcemy, aby nasze dziecko potrafiło odmawiać, nie ulegało łatwo wpływom innych i nie postępowało wbrew sobie w wyniku nacisków z zewnątrz, może warto zweryfikować swoje podejście do tak prozaicznej czynności, jaką jest karmienie? Odwracanie uwagi (karmienie „wyłączonego dziecka” w trakcie puszczania bajek), szantaż emocjonalny (“dzieci w Afryce głodują, a ty grymasisz!”) lub kara (“jak nie zjesz, nie dostaniesz deseru!”) to jasny sygnał braku szacunku dla autentycznych potrzeb i reakcji dziecka. Niezgoda rodzica na odmowę dalszego jedzenia może powodować poczucie wstydu, winy, strach, a czasem ból. Idąc dalej, takie zachowania mogą też wywoływać fizyczne reakcje dziecka, takie jak mdłości czy wymioty. A przecież już niemowlęta potrafią przekazać rodzicom, że są najedzone i nie chcą kontynuować posiłku, podobnie starsze zdecydowanie nie mają problemu z wyrażaniem swojego zdania w tym temacie.

Koniec wojen o jedzenie!

Jesper Juul w swojej książce „Uśmiechnij się! Siadamy do stołu” wiele razy podkreśla, jak bardzo rodzice są odpowiedzialni za atmosferę, która buduje się wokół rodzinnego stołu. Zwraca też uwagę, że to oni decydują, co się na nim znajduje. Jednak gdy troska o zdrowe jedzenie jest zbyt duża, pojawia się presja, która negatywnie wpływa na wszystkich zbierających się przy wspólnym posiłku.

„Dzieci intensywnie rozwijają swój repertuar smaków w ciągu pierwszych sześciu–siedmiu lat życia. Osobiste doświadczenia, jakie gromadzą w tym czasie, określą sposób, w jaki będą odżywiały się przez resztę życia. W wieku szkolnym pojawiają się długie okresy, kiedy dziecko je głównie to, co jego rówieśnicy, ale gdy wejdzie w dorosłość, zacznie na nowo postępować bardziej indywidualnie i sięgnie do doświadczeń z dzieciństwa. Dlatego w każdej sytuacji warto zachować spokój i nadal gotować pyszne obiady ze świeżych składników, które smakują pozostałym członkom rodziny”, pisze Juul.

Spokój to kluczowe słowo w rodzicielstwie. Pozwala przetrwać największe wyzwania, także te związane z żywieniem dzieci. Wszelka manipulacja i presja działają wręcz odwrotnie do zamierzonego celu, powodując naturalny bunt i opór. Zamiast jeść więcej warzyw dzieci jedzą ich coraz mniej. Podobnie z nagrodami i karami za zjedzenie bądź niezjedzenie posiłku.

Reklama sponsora artykułu

O takim traktowaniu dzieci pisze Carlos Gonzalez w książce „Moje dziecko nie chce jeść”. Powołuje się on na eksperyment, w którym dzieci nagradzane za jedzenie nowego produktu zjadały go mniej niż te, które nagrody nie otrzymały. Autor sugeruje iż schemat myślenia może być następujący: „Skoro chcą mi dać nagrodę, to nie może być za dobre”.

Gonzales podkreśla negatywny wpływ nagród i kar również w dziedzinie żywienia:
„Nie należy też samego posiłku traktować jako kary albo nagrody (…). Moim zdaniem w ten sposób łączymy błąd dietetyczny z pedagogicznym. Przede wszystkim nawet gdyby nagroda była zabawką, a karą rezygnacja z wyjścia do cyrku, myślę, że to nie najlepszy sposób wychowywania dziecka. Dziecko ma postępować dobrze ze względu na satysfakcję, którą mu to daje, i nie potrzebuje innej nagrody niż aprobata rodziców (a wkrótce nawet i tego nie, bo samo będzie czuło aprobatę wobec swojego postępowania, a to najważniejsze). Będzie też unikać czynienia zła, kiedy zrozumie, że szkodzi to innym. Ludzie dobrzy, o wysokiej świadomości moralnej (a małe dzieci ją mają, nie ma co do tego wątpliwości), nie potrzebują kar ani nagród”.

Podsumowując – warto zaufać intuicji i własnemu dziecku. Nie zmuszać, nie namawiać do jedzenia i nie zwracać ciągle uwagi na to, co je i ile. Nie każdy będzie koszykarzem, a jeśli dziecko jest zdrowe i rozwija się w swoim tempie, nie ma potrzeby ciągłego ingerowania w jego jadłospis. Zwracając uwagę na to, co pojawia się na stole, pozostawiając wybór i dając dobry przykład (trudno, by dzieci lubiły warzywa, jeśli nie znajdują się one nigdy na talerzach ich rodziców), inwestujemy w przyszłe nawyki żywieniowe naszych dzieci. A jeśli wydaje się nam, że maluch nie je wystarczająco dużo, gdyż nie chce jeść obiadu czy też zjada go bardzo mało, warto przyjrzeć się, czym karmimy go między posiłkami. Być może nie dajemy mu szansy zgłodnieć.

* ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/22420982
Foto: flikr.com/clappstar

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Kinga Pukowska

Prezeska Fundacji Polekont – Istota Przywiązania. Od 2004 roku wspiera młodych rodziców na początku ich drogi w zakresie Rodzicielstwa Bliskości oraz Slow Parenting. Trenerka rozwoju osobistego i kompetencji miękkich, coach i mediatorka. Działa również jako doula Stowarzyszenia Doula w Polsce, doradczyni chustowa oraz specjalistka w zakresie żywienia dzieci i dorosłych. Prywatnie żona i mama trójki dzieci w Edukacji Domowej. Swoje doświadczenia opisuje na blogu Pozytywy Edukacji.

Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.fundacjapolekont.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Jak rodzicielstwo przez zabawę pomaga rozwiązywać codzienne problemy?

Lęk w rodzicielstwie. Dlaczego warto go zrozumieć

Ciąża i poród w Finlandii

Przejdz do: