Porodowy krąg kobiet - wspólnota, siostrzeństwo i dzielenie się swoimi przeżyciami
| Porodowy krąg kobiet – wspólnota, siostrzeństwo i dzielenie się swoimi przeżyciami

Porodowy krąg kobiet – wspólnota, siostrzeństwo i dzielenie się swoimi przeżyciami

Jestem doulą, pracuję z kobietami przed porodem, w czasie porodu i po porodzie. Mając takie mocne i pozytywne doświadczenie, odważyłam się zaproponować kobietom w ciąży formułę kręgu.

Widziałam ją najpierw jako alternatywę wobec szkoły rodzenia, coś zamiast klasycznego podawania wiedzy o fizjologii, opieki nad noworodkiem. Dziś wiem, że krąg nie jest niczym w zamian. Jest uzupełnieniem, tym, czego ze względów organizacyjnych nie da się osiągnąć w klasycznej szkole rodzenia. Dzięki kobietom ciągle się uczę, każde spotkanie to kolejna lekcja i dlatego wiem, że jestem na dobrej drodze. Niecierpliwie oczekuję tego momentu, kiedy usiądziemy razem, zaśpiewamy i zatańczymy, aż “wylądujemy” tu i teraz i będziemy mogły wystartować do pracy.

Raz na dwa tygodnie siadamy z kobietami – na materacach, pod kocykami, rozparte na poduszkach – szukając wygody. Zaczynamy rozmawiać i choć proponuję temat, nie jestem do niego mocno przywiązana. Czasem jest coś ważniejszego niż mój pomysł.

Trzy godziny mijają niezauważalnie. Najbardziej mnie cieszy, że kobiety czekają na te spotkania. A to, że czekają, pokazuje mi, jaką moc ma wspólnota kobiet, siostrzeństwo i dzielenie się swoimi przeżyciami w zaufanym, nieoceniającym gronie. Aby taki poziom zaufania osiągnąć, zdecydowałam się na zamknięta grupę; pracujemy w niezmiennym składzie od pierwszego do ostatniego spotkania.

Zaczynamy zwykle od przodkiń, sprawdzamy, ile wiemy o rodzeniu w rodzinie, a nade wszystko odkodowujemy historię własnych narodzin. Czasem poprzez śmiech opadają nieprawdziwe przekonania, czasem po wielu latach pojawia się czas na rozmowę z mamą i urealnienie własnej historii, która była obciążająca i powodowała ciarki. Jedna z nich to taka: Okazuje się, że nie rodziłam się dwanaście godzin, tylko urodziłam się o 12.00, szybko i łatwo.

Jak słowo “pracujemy” ma się do wygodnego leżenia na materacu?

W dzisiejszych zabieganych czasach powrót do bycia w ciele, do bycia obecną w danej chwili jest trudny przez gonitwę myśli, listę zadań. Ten stan nie mija samoistnie, gdy pojawiają się dwie kreski na teście ciążowym. Zobaczyłam wyraźnie, że kobiety od samego początku potrzebują nieco wsparcia. Pielęgnowanie bycia w ciąży kojarzy się na początku negatywnie. Dużo czasu poświęcamy na przetransformowanie hasła “ciąża to nie choroba”, które nie pozwala odpoczywać, dbać o siebie z należytą uwagą, które nieustająco stawia kobietę w gotowości udowodnienia, że owszem ma w sobie człowieka, ale poza tym nic się nie zmieniło. Próbujemy więc badać te zmiany, spokojnie i delikatnie rozmawiamy w kręgu, czym jest bycie w ciąży. Jestem zdumiona, jaka to jest terra incognita. Że łatwo jest opisywać objawy ciała, ale uchwycić swoją jakość jako twórczynię życia nie przychodzi tak łatwo. Ale jak już przychodzi… Widzę wtedy, jak kobiety się zmieniają, jak się prostują w sobie, jak czują swoją moc i wartość poza swoimi myślami, jak się rozświetlają. Dopiero wtedy zaczynamy rozmawiać o porodzie. O porodzie jako wydarzeniu duchowym, takim, które jest graniczne, gdzie życie jest tak bliskie śmierci, gdzie obok wielkiej mocy jest bezsilność rozumiana jako brak kontroli. Gdzie warto poszukać wsparcia w siłach większych niż ludzka istota. Szukamy więc naszej duchowej przynależności. Sprawdzamy, czy poddajemy się sile Matki Ziemi, Bogini czy Bogu. Szukamy źródła mocy, z którego możemy czerpać, pod które chcemy się podłączyć. Zaufanie w kręgu pozwala ujawnić to, co bliskie każdej kobiecie, bez względu na wyznawaną religię. Jesteśmy w miejscu, w którym można stanąć za sobą i za swoja duchową ścieżką. I znowu, jak w przypadku historii rodziny i przodkiń, odkodowujemy przekazy i to wszystko, co świat nakładł nam do głowy. Pracujemy jak poszukiwacze skarbów – odsiewamy przez gęste sita tony dobrych rad, wskazówek, zaleceń, strasznych, traumatycznych opowieści innych kobiet i szukamy w tym wszystkim skarbu, takiego przekonania, takiej afirmacji, która jest pod tym wszystkim. Tę afirmację zapisujemy, to nasze realne wsparcie w porodzie. Szukamy tych prawdziwych wewnętrznych słów mocy, tych, które rezonują i sprawiają, że energia wzrasta. Takie afirmacje – często te najprostsze, ale w pełni zintegrowane – stają się najmocniejszymi z możliwych. To takie, które mówią, że ciało ma mądrość, ciało potrafi, ciało jest święte. Z takim przekonaniem kobieta jest mniej obarczona lękiem, wie, że podoła wysiłkowi naturalnego porodu. Wie też, że może sobie ufać i gdy poczuje w porodzie, że potrzebuje wsparcia, dostanie je i będzie świadoma, że interwencja była za jej zgodą, a nie przeciw niej. Po takiej pracy można przyjąć każdy scenariusz, który się wydarzy. Tu jest już mniej miejsca na rozczarowanie, a więcej na zgodę na wydarzenia takimi, jakie są.

Tańczymy, by poczuć ciało, w końcu to świętowanie ciała, procesu, który nie dzieje się w myślach, tylko w ciele. Śpiewamy, by usłyszeć swój głos. Przywrócić go na miejsce, żeby nie szokował w czasie porodu, żeby miał już utorowaną drogę. W kręgu jest miejsce na wszystkie działania, które podnoszą świadomość kobiety, budują wiarę w siłę i zmniejszają lęk.

Krąg to także forum wymiany kontaktów

Możemy się podzielić wrażeniami ze szkół rodzenia, spotkań z położnymi środowiskowymi czy tymi, które wybieramy do porodu. To niezwykle ważne, żeby rodzić z położną, z którą kobieta ma więź, z którą czuje się bezpiecznie. Ważne miejsce w kręgu zajmują książki. Radko która przyszła mama nie chce zatopić się w lekturze, więc polecam te prawdziwie wspierające, ze świadectwami innych kobiet, które doświadczyły mocy rodzenia. Z wielką wdzięcznością sięgamy po książki Iny May Gaskin, Ireny Chołuj, Sheili Kitzinger, Michela Odenta. Trudno jest mi sobie wyobrazić przygotowanie do porodu i rodzicielstwa bez literatury. Wybieram pozycje, które karmią kobiety, a nie oceniają i dają recepty. Wiem po latach pracy, jak każdy człowiek jest inny i jak bolesne jest usiłowanie dopasowania się do ramy. Dlatego powtarzam kobietom: wasze ciało, wasz poród, wasze rodzicielstwo, szukajcie swoich rozwiązań, a nie rozwiązań, w które jakoś się wpasujecie.

Niepowtarzalność każdej z nas ujawnia się też bardzo widocznie, kiedy na kręgu sięgamy po działania twórcze, kiedy rysujemy, malujemy kamienie czy robimy lampiony. Każda praca jest inna, każda ważna, piękna i „swoja”. Na każdą jest przestrzeń w kręgu, tak jak na każde uczucie, każdą wątpliwość, radość.

Ja mam swój krąg. Większy niż ten warsztatowy. Nad własną transformacją pracuję już drugi rok pod skrzydłami Aniji Miłuńskiej. Marzę, aby wszystkie kobiety miały swoje miejsce w kręgu.

Foto: flikr.com/jodiwomack

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Karolina Anweiler

Pedagog, animatorka kultury, mama pięcioletniej dziewczynki. Wielbicielka Rodziecielstwa Bliskości, Porozumienia bez Przemocy i alternatywnych metod edukacji, doula całym sercem, członkini stowarzyszenia Doula w Polsce.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://doula-karolina-anweiler.blogspot.pt/




Rodzicielstwo bliskości a starsze dzieci

„Jaś zapnie kurteczkę”, czyli o zwracaniu się do dziecka w trzeciej osobie

Baby blues, depresja poporodowa, zespół stresu pourazowego – co warto o nich wiedzieć?

Przejdz do: