Chcę zmienić dietę przedszkolną swojego dziecka
Trzy mamy opowiadają o tym, jak żywione są ich dzieci w przedszkolu i dlaczego chciałyby to zmienić.
Magdalena, mama Wiktora (3,5 l.) i Gustawa (7 m.)
Żywienie syna w przedszkolu jest dla mnie bolączką od chwili, gdy zaczął tam chodzić.
Do trzeciego roku życia starałam się zapewniać mu najzdrowsze jedzenie. Ponad 6 miesięcy był na samej piersi, później karmiony jeszcze 1,5 roku. Jedzenie uzupełniające, które zaczął jeść „na dobre” około 12 miesiąca było w pełni naturalne. W diecie przeważały kasze: najpierw drobne, potem coraz więcej grubych. Do dziś na pęczak mówimy „duża kasza”. Ponadto Wiktor jadł dużo owoców, warzyw – prawie wszystkie (łącznie ze szpinakiem i brokułami), pieczywo ciemne, mięso pieczone. Słodycze głównie robione w domu, pyszne ciastka maślane lub mrożone owoce z serem białym.
No i zaczęło się przedszkole… Nie twierdzę, że tamtejsza dieta jest mało wartościowa: są zupy, surówki. Ale jak widzę w jadłospisie co następuje: bułka z masłem i dżemem (ciekawe ile masła w maśle), cynamonka, herbatniki, budyń, kisiel, makaron z sosem truskakowym, słodka bułka, parówki z ketchupem, wędlina, kompot, herbata (słodzona), to trochę wątpię w zdrowe żywienie. Wszystko słodzone i dosładzane, brak wody do picia, albo chociaż herbat owocowych bez cukru.
Z okazji zabawy choinkowej dzieci dostały reklamówkę słodyczy. Okazyjnie dostają też lizaki, które w diecie Wiktora pojawiły się po raz pierwszy – pytał mnie, co się z ”tym” robi? Cieszę się jednak, że udało nam się wpoić mu dobre nawyki żywieniowe – jak jest w domu, je „zdrowo”. Co stoi na przeszkodzie, aby tak samo jadł w przedszkolu?
Anna, mama Lilki (3 l.)
Przedszkole – taki drugi dom, z misją, pasją – teoretycznie. Zapisując dziecko do przedszkola, liczymy na kompetentną opiekę specjalistów i pasjonatów, zabawę, naukę, optymalną dietę. No właśnie – optymalną dietę – i tu pojawia się problem.
Dlaczego niby przedszkole miałoby oferować zdrowe jedzenie? Przedszkole nie widzi powodu i dlatego przedszkolny jadłospis wygląda tak:
Poniedziałkowe śniadanie: parówka i…
Głośna akcja: pięć porcji warzyw dziennie – wiadomo – warzywa i owoce powinny być w każdym posiłku. A jakie warzywo dodawane jest do parówki na śniadanie w przedszkolu mojej córki? Ketchup oczywiście (skład: koncentrat pomidorowy, woda, cukier, ocet, skrobia modyfikowana, sól, regulator kwasowości: kwas cytrynowy; substancja konserwująca: benzoesan sodu; przyprawy: pieprz czarny, kolendra, tymianek, cząber, oregano, szałwia; aromat). Składu parówek nie muszę przytaczać. Do tego białe pieczywo z masłem.
Wtorek też jest ciekawy – chałka z masłem i dżemem (takim z marketu). Owoce są? Są! Oczywiście truskawki w dżemie. Do tego w dowolnych ilościach herbatka z granulatu (skład: cukier, glukoza, regulator kwasowości – kwas cytrynowy, ekstrakt herbaty czarnej (0,1 %), proszek cytrynowy (0,1 %), barwnik – E150d, aromat, witamina C).
Nie zrażam się, czekam cudu. Środa – chleb biały z pasztetem (…) z ogórkiem (ha! myślę sobie – wreszcie zaczęli dbać o warzywa w diecie)… konserwowym (ocet dla dzieci nie wymaga komentarza). Czwartek i piątek nie były lepsze.
Obiady są całkiem niezłe – gdyby pominąć to, że kasze się prawie nie pojawiają, za to ziemniaki, biały ryż, biała mąka, makaron – to norma. I kotlety – często smażone… Zupy – jak to zupy, drugie danie: mięso, ziemniaki, surówka. Klasyka.
Pozostaje podwieczorek – zdrowy, lekki i miły akcent dnia. Teoretycznie:
Poniedziałek – babeczka (sklepowa).
Wtorek – kisiel owocowy (owocowy oczywiście z torebki – cukier, skrobia, regulator kwasowości: kwas cytrynowy, aromaty, sól, barwniki: antocyjan, czerwień koszenilowa, substancja wzbogacająca: witamina C).
Środa galaretka – znów owocowa (skład: cukier, żelatyna wieprzowa, kwas cytrynowy, aromat, E104 żółcień chinolinowa).
Czwartek – pół banana – wow!
I wreszcie piątek – serek homogenizowany (skład: twaróg odtłuszczony, wsad owocowy (truskawki 9,7%: przecier truskawkowy, sok truskawkowy na bazie soku skoncentrowanego, syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, aromat, barwnik: koszenila), śmietanka, cukier, skrobia modyfikowana, żelatyna wieprzowa) – pyszności.
Czy to wymaga komentarza?
Nie jestem maniaczką zdrowego żywienia, czasem mamy dzień szaleństwa i na obiad zjadamy domowe frytki, czasem kupujemy pierniczki w czekoladzie albo galaretki albo looody!
Oczywiście – ale to moje prawo – jako rodzica, mój przywilej – nie przedszkola – i moja decyzja. Przedszkole ma zupełnie inne zadania, a przede wszystkim ma obowiązek mieć wiedzę na temat zarówno właściwego wychowywania i edukowania, jak i żywienia dzieci.
A dlaczego przedszkola nie dbają o dietę? Zapytałam. Oto odpowiedzi dyrektorów i właścicieli przedszkoli:
„Rodzicom widocznie nie przeszkadza, że dzieci dwa razy w tygodniu jedzą parówki”.
„Czemu mam dawać inne napoje, skoro takie właśnie – słodzone – dostają w domu?”.
„Ale co z tego, że ja im dam sałatkę owocową na podwieczorek, jak wolą ciastko?”.
„Dzieci dostają batonik na deser, żeby się zgadzała liczba kalorii”.
Dobre argumenty?
Aneta, mama Daniela (4 l.)
Gorąco popieram petycję w sprawie zmiany sposobu żywienia dzieci w przedszkolu. Zauważyłam, że w przedszkolu do którego uczęszcza mój czteroletni syn drugie śniadanie zawiera sporo cukru. Podawane są dzieciom knopersy, gniazdka, ciasta i ciasteczka, nutella i szereg innych słodyczy. Słodycze wydawane są na zewnątrz oraz istnieje tradycja częstowania nimi na urodziny i imieniny dzieci. Występują też w jadłospisie potrawy takie jak naleśniki z cukrem, placki z cukrem, pierogi leniwe z cukrem. Cukrem słodzi się też herbatę. Słodycze funkcjonują na wszystkie święta, jako prezenty od Św. Mikołaja, Gwiazdora, Zająca…
Ponadto dzieciom podaje się pszenne pieczywo i zbyt wiele wieprzowiny. W menu – w pewnym tygodniu – poza chemicznym mleczkiem smakowym i innymi nieciekawymi dodatkami, dzieci miały codziennie wieprzowinę: bitki wieprzowe, pulpety wieprzowe, wieprzowe parówki, wędlina wieprzowa. Zauważyłam, że podczas układania jadłospisu nie myśli się o zdrowszych zamiennikach, o np. różnych kaszach, smacznych potrawach z samych warzyw itp. Wygodnie jest się posługiwać od lat tym samym menu.
Zaczęłam sprawdzać jadłospisy innych publicznych przedszkoli w Poznaniu. Okazało się, że wszędzie jest tak samo, a czasem nawet gorzej. Miałam nadzieję, że nad menu w polskich przedszkolach czuwa Sanepid. Jednak ten, jak się okazuje, ma związane ręce. Dzwoniłam tam i przedstawiłam problem. Podobno zostałam zrozumiana, ale tylko na polu prywatnym, nie zaś oficjalnym, bo Sanepid nie ma mocy prawnej, by zabronić podawania dzieciom w przedszkolach i szkołach czegokolwiek, co zostało dopuszczone do sprzedaży na terenie Polski. Może tylko czuwać na tym, aby określonych składników odżywczych nie było dzieciom za mało. Zatem wszystko zależy od woli i stanu wiedzy dyrektorów i intendentów w przedszkolach.
Wzięłam sprawy w swoje ręce i sama próbowałam poprawić dietę dzieci w przedszkolu, do którego chodzi mój syn. Zaczęłam od walki z nadmiarem cukru. Rozmawiałam na ten temat z dyrekcją, napisałam list to Rady Rodziców oraz zainicjowałam kilka artykułów na ten temat w Gazecie Wyborczej. W wystosowanym do naszej Rady Rodziców liście wnioskowałam za tym, aby wszystkie podawane w przedszkolu słodycze były zastąpione owocami, warzywami lub innymi bezcukrowymi propozycjami personelu, a potrawy takie jak naleśniki z cukrem były zastąpione naleśnikami z serem oraz sugerowałam, aby naszym dzieciom była podawana herbata owocowa bez cukru. Twierdziłam, że przyzwyczajone do słodkiej herbaty dzieci można od tego nawyku łatwo odzwyczaić, np. przez 2 tygodnie podając im o połowę cukru mniej, przez następne dwa o połowę mniej niż poprzednio i w efekcie całkowicie cukier wyeliminować. Wydawałoby się, że są to oczywiste zmiany na lepsze.
Jednak moje propozycje zostały odebrane jako atak na kompetencje pani dyrektor i moje widzimisie. Od pani dyrektor na moje propozycje usłyszałam słowa: „Jak coś się nie podoba, to można poszukać sobie innego przedszkola” oraz zostały mi przekazane sugestie innych rodziców, aby wydalić moje dziecko z przedszkola! Podczas rozmów z innymi rodzicami okazało się, że wśród większości z nich panuje zupełna nieświadomość w sprawach zdrowego odżywiania, a eliminację słodyczy rozumieją jako zabieranie ich dzieciom dzieciństwa. Dodatkowo dyrektorka twierdziła, że słodycze to tradycja. Pytanie: jaka? Moim zdaniem zaczerpnięta z czasów, gdy słodycze były tylko w okresie Świąt i uchodziły za luksus, bo były towarem deficytowym. Dziś jednak nim nie są, a w wielu domach są codziennością, opłakaną w skutkach. Usłyszałam też tłumaczenie, że po co oferować dzieciom więcej owoców czy warzyw, skoro dzieci wolą słodkie… bo jedzą je w domach. Można sobie wyobrazić, że pewnie tak jest, ale przecież przy okazji edukacji i, co za tym idzie wdrażania godnych naśladowania wzorców u dzieci, można uświadamiać i edukować też rodziców. A przecież dzieci w różny sposób można zachęcać do jedzenia warzyw i owoców, np. zaczynając posiłek od samych pokrojonych surowych warzyw i owoców, a gdy składniki te znikną z talerzy, dopiero podawać kanapki. Rozwiązania takie stosuje się w niemieckich przedszkolach.
Po mojej interwencji atmosfera przedszkolna wokół mnie była nie do zniesienia. Byłam atakowana przez rodziców na forum do artykułów z Gazety Wyborczej, a i personel przedszkola dawał się we znaki. Na przykład pewnego dnia po prostu zapytałam pracującej tam pani, czy mogę skorzystać z toalety (byłam w zaawansowanej ciąży), a ona mi na to, że przecież powinnam wiedzieć, że przepisy Sanepidu na to nie pozwalają. I z taką atmosferą miałam do czynienia każdego dnia.
Na zebraniu Rady Rodziców, na którym dyskutowane były moje wnioski, pani dyrektor robiła wszystko, aby udowodnić, że to ona ma rację i powinno zostać po staremu. Zamiast myśleć o tym, co naprawdę jest dobre dla dzieci, propozycję wycofania słodyczy potraktowała wyłącznie jako atak na swoje kompetencje i dotychczasową jakość pracy. Udowodniła reszcie rodziców, że ilość cukru w przedszkolu jest zgodna z dopuszczalnymi normami i wszystko jest w porządku. Rodzice zaakceptowali jej wywód. Aby wyjść na przeciw moim oczekiwaniom wymyślono, że dzieciom będzie podawana herbata słodka i gorzka – do wyboru! Najpierw przyzwyczajają ich do słodkiej herbaty, a potem myślą, że dzieci wybiorą coś innego. Na dodatek pani dyrektor po zebraniu powiedziała mi, że co do naleśników z cukrem, to dzieci zawsze mają do wyboru: z dżemem, cukrem, serem i prawie zawsze wybierają cukier, a pełno sera muszą w przedszkolu potem wyrzucać, więc nie da się wyeliminować naleśników z cukrem…
Po moich staraniach udało się jedynie, aby dzieci miały do wyboru słodką lub gorzką herbatę. W przypadku jedynie mojego syna zastosowana została dieta bezcukrowa, czyli otrzymuje on np. niesłodzoną marchewkę, podczas gdy reszta dzieci ma dosładzaną. Udało mi się zadbać o trochę lepsze żywienie dla mojego dziecka, jednak niestety nie pomogłam innym dzieciom.
Zobacz projekt Zdrowy Przedszkolak. Kampania na rzecz naturalnej diety w przedszkolu.
Autor artykułu
Wywiady - więcej artykułów
Najnowsze artykuły
12 odpowiedzi do “Chcę zmienić dietę przedszkolną swojego dziecka”
Twój komentarz
Eko-wiadomości
Zabawa w muzykę dla najmłodszychInteraktywne zajęcia muzyczne mogą korzystnie wpłynąć na rozwój mózgu maluchów, zanim jeszcze zaczną one mówić i chodzić
Wywiady
Rozmowa z Jesperem Juul'em
Rozmowa z Adamem Winiarczykiem
Rozmowa Agaty Kuli i Agnieszki Nuckowskiej
Dołącz do nas na Facebooku!
Nasze patronaty
Ogólnopolski program, którego celem jest zidentyfikowanie i promocja miejsc przyjaznych mamom karmiącym
„Dziecko z bliska” – pierwsza polska książka o rodzicielstwie bliskości
Księgarnia www.matras.pl oraz www.bajkopisarze.pl zapraszają do konkursu „Świat dzieciństwa”







ewa
Dziwie się matkom, które takie bzdury wypisują. Dziecko powinno jeść wszystko, łącznie z cukrem i kaszanką oraz słodyczami.
9 stycznia 2012, 23:47mama trzylatki
Witam wszystkie mamy
6 stycznia 2012, 23:32Od września zeszłego roku moja trzylatka uczęszcza do prywatnego przedszkola, może trochę późno, ale przyjrzałam się diecie jaką serwują mojej małej: herbata słodzona, bułki z lukrem, ogórki konserwowe, w całomiesięcznym menu pojawiła się tylko raz kasza jęczmienna, a tak tylko ziemniaki i ryż! Na podwieczorek najpierw podają bułę a później owoce i dziwią się, że dzieci nie zjadają owoców( pewnie nie lubią).Na śniadania jest zawsze potrawa mleczna( ciekawa czy nie słodzona, żeby dzieci lepiej jadły?) i kanapki. Zastanawiam się czy kisiel i budyń jest z torebki. Pani dyrektor mnie zapewniła, że dieta ustalana jest przez dietetyka z wieloletnim doświadczeniem w żywieniu dzieci i są to posiłki odpowiednio zbilansowane, ale może zbyt mało urozmaicone??? Na wydarzenia przedszkolne serwowane są ogromne torty!!! Urodziny dzieci również są z tortami jako posiłek na podwieczorek! Catering do przedszkola jest dowożony i niebawem ma odbyć się spotkanie w sprawie diet naszych dzieci. Mam zamiar dobrze się przygotować i odpierać twardo na wszystkie argumenty, że dzieci muszą jeść cukier bo inaczej są senne:/ Jak się zapyta mojego dziecka co woli pić czy herbatę z cukrem czy wodę odpowie, że wodę, bo tak była uczona od małego. Jestem ciekawa tego spotkania i czy uda mi się cokolwiek zmienić, jak nie to my zmieniamy…
ewa
Witam.
5 grudnia 2011, 14:39Tez mam dziecko w wieku przedszkolnym. Nie wiem czy u nas w Stargardzie Szczecińskim są placówki waldorfskie. W naszym przedszkolu wprowadzono program vitamenu. Na początku obawialismy się czy dzieci będą jadły, wiadomo zdrowe nie zawsze smakuje dziciakom. Podobno wszystkie dania z tym certfikatem są prawidłowo zbilansowane.Na razie córka wraca najedzona.Nie dają żadnych słodyczy, a my mamy wgląd co jedza włącznie z tabelkami wartości odzywczych przy kazdym daniu.No i nie wzrosły stawki co dla mnie jest bardzo ważne a przedszkole jest publiczne.Pozdrawiam serdecznie Ewka
mama
Dziękuję za akcję-myślałam, że ze mną jest coś nie tak…po tym jak w menu przedszkolnym córki pojawiła się kaszanka. Zgrzana do granic możliwości dzwonię do sanepidu, ten mnie odsyła do wojewódzkiego sanepidu, gdzie po kilku „spychologicznych” przełączeniach rozmawiam ze „specjalista ds. żywienia”. I tu na pytanie jakim prawem dzieci na obiad w przedszkolu dostają kaszankę pan mi odpowiada, że nie widzi nic złego w kaszance. Ryba psuje się od głowy-jeśli lenistwo kucharek i indendentek ma przyzwolenie to będzie się rozwijać, niestety ze szkodą dla dzieci.
13 listopada 2011, 3:09Emilka Kosecka
Córka ma refluks i jest alergikiem, kiedy proszę lekarza o zaświadczenie do przedszkola, lekarz pyta po co, jak mowie co dzieci dostają w przedszkolu do jedzenia łapie się za głowę i wypisuje, lekarze dziwią się temu co dzieci w przedszkolu dostają. Myślę, ze lekarze gastroeneterolodzy i alergolodzy powinni zacząć wpływać, popieranie akcji to za mało, trzeba zmienić przepisy, które by dokładnie regulowały produkty dopuszczone i zalecane oraz zakazane w żywieniu dzieci i młodzieży oraz nałożyć na SANEPID obowiązek kontroli.
Zakazać używania cukru białego, słodyczy, i produktów przetworzonych słodzonych, do zalecanych produktów włączyć kasze, ciemne pieczywo.
to jest tygodniowe menu naszego przedszkola, stawka żywieniowa 4,5:
poniedziałek
05.09.2011
Śniadanie: Kawa mleczna, chleb z masłem, polędwica sopocka, twarożek wiejski, ogórek kwaszony, pomidor, dżem, herbata z cytryną. Brzoskwinia.
Obiad: Zupa jarzynowa ziemniakami i śmietaną. Naleśniki z powidłami. Napój owocowy.
Podwieczorek: Chleb z ziarenkami z masłem, żółty ser, pasztet, sałata, ogórek zielony, herbata z cytryną.
wtorek
06.09.2011
Podwieczorek: Kasza manna na mleku, angielka z masłem, serek topiony, serek truskawkowy, szczypior, miód, herbata z cytryną. Jabłko.
Obiad: Zupa pieczarkowa z makaronem i śmietaną. Ziemniaki z koperkiem, filet z kurczaka panierowany, mizeria. Kompot.
Śniadanie: Kasza manna na mleku, angielka z masłem, serek topiony, serek truskawkowy, szczypior, miód, herbata z cytryną. Jabłko.
środa
07.09.2011
Śniadanie: Kakao na mleku, chleb z sezamem z masłem, wędlina szynkowa, serek ostrowia, sałata, papryka, dżem, herbata z cytryną. Mleko czekoladowe.
Obiad: Zupa pomidorowa z ryżem, śmietaną i natką pietruszki. Ziemniaki, pulpet w sosie, surówka z marchewki i jabłka. Kompot.
Podwieczorek: Angielka z masłem, żółty ser, serek wiśniowy, pomidor, rzodkiewka, herbata z cytryną
czwartek
08.09.2011
Śniadanie: Zacierka na mleku, angielka z masłem, jajko, serek almette, pomidor, krem czekoladowy, herbata z cytryną. Sok marchewkowy.
Obiad: Krupnik z kaszy z natką pietruszki. Ziemniaki, filet z ryby panierowany, surówka z kwaszonej kapusty z marchewką. Kompot.
Podwieczorek: Chleb z masłem, polędwica drobiowa, twarożek wiejski, ogórek kwaszony, papryka, herbata z cytryną.
piątek
09.09.2011
Śniadanie: Kakao na mleku, chleb razowy z masłem, polędwica sopocka, serek śmietankowy, sałata, pomidor, dżem, herbata z cytryną. Arbuz.
14 września 2011, 16:08Obiad: Barszcz czerwony z makaronem i śmietaną. Ziemniaki z koperkiem, schab w sosie, buraczki zasmażane. Kompot.
Podwieczorek: Chleb z masłem, sałatka z tuńczyka, żółty ser, rzodkiewka, papryka, herbata z cytryną.
Aleksandra
Wiem coś o problemie. Moje dzieci nauczyły się jeść słodycze w przedszkolu. Mam wrażenie że pierwsze trzy lata edukacji moich dzieci w kwestii zdrowego żywienia poszły się bujać. Na Mikołaj dzieci dostały czipsy (pierwszy raz w życiu) i lizaki. Dramat. Codziennie też mają w menu masę cukru. Jestem załamana, ale nie wiem jak walczyć z wiatrakami – zwłaszcza po przeczytaniu co przeszły autorki artukułów.
4 lipca 2011, 11:05Łucja Skowrońska
A wiecie czy są jakies przepisy regulujace to co dzieci powinny jeść w przedszkolu. Ja próbuję cos przetłumaczyć presonelowi, ale cieńko to widzę. argument jest taki, że „rodzice chcą, żeby dzieci tak były żywione” „nic innego nie zjedzą” i tym podobne bzdury. Czuję, że pokojowo to nie pójdzie;-/
28 czerwca 2011, 22:04Gośka
Przerażające. I norma, że dzieci chorują w przedszkolu, trudno nie chorować po takiej diecie.
Myślałam, że rodzice są jednak mądrzejsi.
Ostatnio moja koleżanka otworzyła szeroko oczy na nazwę „soczewica”. A co to jest soczewica? Od tej pory soczewica gości u nich na talerzu-na całe szczęście:) I surowe warzywa do każdego obiadu a nie tylko gotowane.
Ale żeby dojść do tego co jest złe a co dobre dla dziecka potrzeba czasu. Moja droga też była kręta;)
Niestety nadal nie wiem co zrobić w kwestii mleka modyfikowanego. Moje dziecko przestało chcieć cyca w 14 miesiącu życia (teraz ma 2 lata) i od tej pory daję mleko modyfikowane, krowie oczywiście odpada. Mam ogromne poczucie winy, że podtruwam dziecko modyfikowanym gównem ale skąd czerpać zamiennik matczynego mleka? Lepiej nie dawać w ogóle?
25 czerwca 2011, 10:01mama--przedszkolaka
Niestety niezdrowe karmienie w przedszkolach już nas dotknęło. Mowie o prywatnych przedszkolach, gdzie teoretycznie wlasciciel powininien sie starac, niestety jest TRADYCJA dawnia tego czy tamtego i nie ma wyjątków. ;(
24 czerwca 2011, 16:21a dawanie wyboru między gorzką herbata, a słodka to jest porazka
smutne jest to, że w domu się staram robić zdrowe obiady, a w przedszkolu dziecię zjada wszystko chętnie (okropnie posłodzone)
i te batoniki uzupelniające kalorie ;( o matko nie da się z tym czegoś zrobić
Lucyna Duraj
Co zrobic, jesli wiekszosc rodzicow to akceptuje, bo po prostu sami tak karmia dzieci w domu? To dla nich norma. Walka z wiatrakami.
24 czerwca 2011, 11:11Agnieszka Lipska
Nigdy nie mialam doczynienia z pańswowym przedszkolem, nie zdawalam sobie sprawy z tego co tam daja dzieciom do jedzenia. W moim przedszkolu podawane sa kasze i owoce codziennie, tylko bio, kazdego dnia tygodnia zgodnie z kalendarzem zbóż, jak rowniez w rytmie (kazdego dnia tygodnia to samo-zeby maluszki czuły sie bezpiecznie) to jest profesjonalna i kompetentna wiedza o potrzebach małego dziecka..
Strasznie wam wszystkim współczuje…
zapraszam do nas, to jedyna na razie alternatywa, przedszkole waldorfskie http://www.przedszkole-waldorfskie.waw.pl/podstawowe_informacje.html
24 czerwca 2011, 9:48aniabania
Wywody kadry przedszkolnej z ostatniego opisu skreślają ją dla mnie już nie tylko z powodu podejścia do żywienia ale przede wszystkim z uwagi na totalną ignorancję w kwestii wychowania. Co to za pedagog który daje dziecku naleśnika z serem i z cukrem po czym gdy dziecko wybiera z cukrem uznaje to za konieczność?! Czy ta pani stawia przed swoimi dziećmi w domu do wyboru marchew i papierosy i kiedy wybierają papierosy uznaje to za konieczność rodzinnego palenia? Ręce opadają, nie wyobrażam sobie żeby taka pani miała się zajmować moim dzieckiem.
24 czerwca 2011, 9:00To potwierdza też moją ponurą teorię, że ludziom kompletnie nie zależy na zdrowiu dzieciaków, najważniejszy jest w tym wszystkim święty, niezmącony spokój. Niech zje cokolwiek (kanapka z nutellą- top pewniak) i nie dziamga, niech się zajmie sobą. Przykre.