"Złe szczepionki". Historie rodziców nieszczepiących dzieci, cz.1
SZKOŁA / PRZEDSZKOLE - co kupić?
| „Złe szczepionki”. Historie rodziców nieszczepiących dzieci, cz.1

„Złe szczepionki”. Historie rodziców nieszczepiących dzieci, cz.1

Coraz częściej mówi się i pisze o tym, że szczepionki nie są tak bezpieczne, jak dotąd mogliśmy przypuszczać. Zabierają głos rodzice, u których dzieci wystąpił niepożądany odczyn poszczepienny, którzy podejrzewają związek szczepienia z chorobą dzieci, a także tacy, którzy nie znajdują pomocy ani wsparcia w ich późniejszym leczeniu.

Trzy kobiety opowiadają o tym, dlaczego ich dzieci nie są szczepione, jak przebiega ich opieka pediatryczna oraz czy są pewne decyzji o nieszczepieniu.

Ewa, mama Zosi (11 lat) i Jasia (4 lata)

Córka miała bardzo poważny niepożądany odczyn poszczepienny (NOP) po drugiej dawce szczepionki przeciw błonicy, tężcowi i krztuścowi (DTP). Wszystko zaczęło natychmiast po zaszczepieniu, na oczach lekarza i pielęgniarek. Miała najpierw „krzyk mózgowy” (cienki długi pisk trwający o wiele dłużej niż naturalny krzyk i o bardzo wysokim, świdrującym tonie, dźwięk zupełnie nieludzki; nie da się tego do niczego porównać, ale jeśli ktoś raz to usłyszy, będzie pamiętał do końca życia). Potem straciła przytomność, miała problemy z oddychaniem, była szara, ciśnienie bardzo spadło, a puls był ledwie wyczuwalny. Lekarz nie wezwał karetki, nie zgłosił NOP.

Niepożądane odczyny poszczepienne (NOP) – każde zaburzenie stanu zdrowia, jakie występują po szczepieniu. Mogą one być wynikiem indywidualnej reakcji organizmu człowieka szczepionego na podanie szczepionki, błędu podania szczepionki, złej jej jakości bądź zjawisk od szczepienia niezależnych, a tylko przypadkowo pojawiających się po szczepieniu. Źródło: Wikipedia

Kiedy małej wrócił oddech i kolory, zasnęła i spała bardzo długo. Następnego dnia obudziła się… i jakby mi ktoś dziecko podmienił. Poszłam na szczepienie ze zdrowym, wesołym, kontaktowym bobaskiem. Po nim rok czekałam na jej świadomy uśmiech, a leczenie i rehabilitacja trwały ponad sześć lat. Wszystko prywatnie i wyłącznie za nasze pieniądze. Żadnej refundowanej pomocy. Kilka problemów zostało do dziś i pewnie pozostaną jej do końca życia. Więcej żadnej szczepionki nie dostała.

Młodszy synek nie był szczepiony wcale. Jest zbyt duże ryzyko, że u niego może wystąpić podobna reakcja. Boję się, że mogłoby być nawet gorzej i mógłby umrzeć. Córka cudem przeżyła. Ryzyko jest zbyt duże. Nasza pediatra jest osobą otwartą, rozumie nasze rozterki, nie zmusza do szczepień. Raczej mam do niej zaufanie. Bardzo dokładnie bada dzieci, jest uważna i dociekliwa.

Mimo tego, co przeszła nasza córka, sanepid nas ścigał i zmuszał do szczepienia. Jako wyjście z sytuacji zaproponowano nam szczepienie w warunkach szpitalnych, aby od razu ratować życie dziecka. Aby uratować dzieci… wyemigrowaliśmy.

Mam obawy o zdrowie dziecka, jednak jestem zupełnie pewna swojej decyzji. Już się przekonaliśmy, że niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia w wypadku niepożądanych odczynów poszczepiennych jest realne i o wiele wyższe niż w przypadku nieszczepienia.

Agnieszka, mama Tomka (17 lat) i Bartka (15 miesięcy)

Mam dwójkę dzieci. Starszy, nastoletni syn ma mózgowe porażenie dziecięce (MPDz)– jest niepełnosprawny. Początkowo był szczepiony, jednak już 10 lat temu zdobyłam wiedzę o możliwych powikłaniach i przestałam go szczepić. Kiedy zaczęłam oczyszczać jego organizm, stosować naturalne metody leczenia, jego rozwój zaczął się poprawiać. Gdy pojawił się na świecie drugi syn, byłam pewna, że nie chcę go szczepić. Nie chciałam ryzykować w żaden sposób. Jeszcze przed porodem rozmawiałam z lekarzem i przedstawiłam mu swoje stanowisko. Nie miałam z tego powodu problemów w szpitalu.

U Tomka kilka godzin po porodzie (naturalnym jedynie z nazwy, bo byłam potraktowana bardzo przedmiotowo) nastąpił wylew śródczaszkowy. Do dzisiaj nie wiem – a minęło już 17 lat – kiedy został zaszczepiony. Pewne jest, że otrzymał witaminę K, co mimo wszystko nie zatrzymało krwawienia. W książeczce zdrowia ma adnotację o szczepieniach, ale wówczas nie miałam ani wiedzy, ani siły przebicia, aby o te rzeczy pytać. Poza krztuścem (zwolniony o dziwo przez neurologa) przeszedł wszystkie szczepienia do szóstego roku życia. Mam podejrzenie, że pierwszy atak padaczki w wieku czterech lat mógł mieć związek ze szczepieniami, ale u dziecka z MPDz nikt takiej informacji jako niepożądanego odczynu poszczepiennego nie potraktuje. Również, jak wspomniałam, wówczas ja sama tych faktów nie wiązałam ze sobą.

Pediatra mojego starszego syna zna moją decyzję i szanuje ją. Rozumie, dlaczego ją podjęliśmy, i nie nalega na zmianę stanowiska. Zmiana żywienia syna, wprowadzenie naturalnego leczenia przyczyniły się do poprawy jego stanu zdrowia i od wielu lat ataków padaczki już nie ma.

Podejmując decyzję o nieszczepieniu młodszego synka, miałam już doświadczenia z sanepidem i nieszczepieniem starszego. Była w naszej sprawie wszczęta procedura administracyjna w celu wyegzekwowania szczepień. Jednak w przypadku syna niepełnosprawnego łatwiej było mi uzyskać odroczenie od lekarza specjalisty – choć nie odbyło się to bez trudu. Dlatego podjęliśmy z mężem decyzję o niezapisywaniu młodszego do przychodni zdrowia. Udało się nam uzyskać kartę zdrowia i szczepień w szpitalu, ponieważ poinformowałam, że sama zapiszę dziecko do przychodni. Myślę, że tylko dlatego sanepid nas jeszcze nie ściga. Na razie nie zamierzam zmieniać sytuacji. Mieszkamy w małym powiatowym mieście – zapisanie syna do przychodni byłoby równoznaczne z rozpoczęciem problemów z odraczaniem, uchylaniem się i całą administracyjną procedurą. Jesteśmy doświadczonymi przez los rodzicami i za wszelką cenę chcemy uniknąć kłopotów, które nie wniosą nic pozytywnego do życia naszych dzieci.

Myślę, że decyzja o nieszczepieniu była słuszna i mam świadomość jej konsekwencji. Dużą rolę zatem przykładamy do zdrowia i naturalnie wzmacnianej odporności. Synek nadal karmiony jest piersią, od ukończenia czwartego miesiąca uczymy go zdrowego odżywiania. Otrzymuje dużo warzyw, owoców, nie je pieczywa z białej mąki, mleka krowiego, nie spożywa cukru i przetworzonej żywności. Od urodzenia wspierany jest homeopatycznie w razie drobnych infekcji, które przeszedł dwukrotnie, ale łagodnie. Tak żyje nasz dom – wszyscy starają się zdrowo odżywiać, nie musiałam zatem długo gotować dla dziecka osobno. Dużą uwagę przywiązujemy do rozwoju ruchowego i do naturalnego hartowania organizmu. Wiemy, że to od nas – rodziców – zależy zdrowie dziecka, ale nie boimy się tej odpowiedzialności.

Joanna, mama Mateusza (7 lat) i Maksymiliana (9 miesięcy)

Pierwszy syn – szczepiony zgodnie z kalendarzem – ma ADHD. Czy to efekt szczepionki, nikt nie powie. Terapia działała i dziecko było wyciszone, a po szczepionce w szóstym roku życia mamy od nowa karuzelę.
Maluch został zaszczepiony w szpitalu nawet nie wiem kiedy – nikt nie pytał. Wychodziliśmy do domu z lekkim niedowładem jednej rączki (oczywiście w karcie nie ma o tym słowa) zbagatelizowanym przez personel medyczny, bo rodził się z wyciągniętą rączką (od położnej będącej przy porodzie wiem, że to była druga ręka). W domu nie zagościliśmy zbyt długo, bo po ok. 14 godzinach wylądowaliśmy w szpitalu z biegunką (obrzydliwą zieloną wodą lejącą się co 30-40 minut). W karcie ma wpisany nieżyt żołądkowo-jelitowy, bo lekarz nie wiedział, co ma wpisać. Później dziecku wylazło paskudztwo na rączce, wielki bąbel ropny o średnicy ok. 3,5 cm. Zadzwoniłam do ośrodka: pielęgniarka, nie oglądając syna, powiedziała, że jest w porządku i tak być powinno. Za takie „powinno” ja serdecznie dziękuję.

Miał także dziwną wysypkę na buzi w wieku 3,5 tygodnia. Chciałam skonsultować się z lekarzem, widać było, że dziecko cierpi. W ośrodku nas zbywano, bo lekarz raz w tygodniu przyjmuje dzieci zdrowe, wiec udaliśmy się prywatnie. Trafiliśmy na pediatrę z powołania. Przebadała synka dokładnie, a potem dużo rozmawiała o tym, co i jak. Gdy przyszło do tematu szczepień, radziła się zastanowić, czy alergika nie lepiej by było szczepić „oszczędniej”, a na poparcie argumentów pokazała fragment artykułu „Toksyczne szczepionki” (Dziennik Polski 16.10.2009). W domu odnalazłam artykuł i jeszcze trochę więcej. Zdecydowałam: nie szczepię! Przecież jeśli staję na linii strzału, zawsze mogę oberwać, po co więc mam wystawiać na niebezpieczeństwo dzieci? Mąż był sceptycznie nastawiony, bo przecież myślenie, że szczepionki szkodzą, to kompletna rewolucja. Dzisiaj mnie popiera, a poprosiłam tylko, żeby mi udowodnił, iż są bezpieczne, bym zmieniła zdanie.

Opieka pediatryczna z NFZ – zgroza, to nie opieka, tylko przemiał. W razie problemów mamy pediatrę z powołania prywatnie. I tam jest tak, jak powinno być: idę i rozmawiam, a jeśli potrzebuję, to wizyta może trwać nawet 1,5 godziny. Mam dzieci przebadane, a nie odhaczone w karcie, że były. Widujemy lekarza sporadycznie. Na szczęście w razie jakiejś draki wystarczy herbata z lipy lub z sokiem malinowym, cieplutka kołderka i trochę więcej bajek i bliskości. Z młodszym jest inaczej, bo nie potrzebuje takich zabiegów. Mierzę go i ważę sama. Gdy poszłam do ośrodka, od razu miałam pogadankę z pielęgniarką o szczepieniach, a na moje pytanie, dlaczego mam zaszczepić, usłyszałam odpowiedź: „Bo tak trzeba i lekarz tak uważa”.

Znam konsekwencje nieszczepienia dzieci. Dostałam wezwanie na szczepienie z przychodni z adnotacją czerwonym pisakiem: „WAŻNE!!! GROZI KARA Z SANEPIDU”. Tylko na mnie takie straszenie już nie działa. Jestem postrzegana jako rewolucjonistka, ale po chwili rozmowy już niekoniecznie (nie dotyczy personelu ośrodka). Konsekwencją nieszczepienia, jaką zaobserwowałam między dwójką dzieci, jest to, że ten nieszczepiony nie choruje. Starszy szczepiony w wieku dziewięciu miesięcy miał za sobą dwukrotne zapalenie oskrzeli (raz się skończyło na zastrzykach).

Jestem pewna swojej decyzji. Mam porównanie – dziecko szczepione i nieszczepione. Jak każdy rodzic, codziennie drżę o zdrowie moich dzieci. Ale czy świadomie narażając je na niebezpieczeństwo, byłabym rozsądna? Czy mam prawo grać w rosyjską ruletkę zdrowiem i życiem moich dzieci? Dzisiaj mam świadomość, że to rosyjska ruletka to szczepienia.

Foto 1,2

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Dzieci są ważne

Dobry Duch serwisu Dziecisawazne.pl:)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Procedury okołoporodowe w polskich szpitalach – czy na pewno wszystkie są konieczne?

Szkoła nie uczy tego, czego powinna!

Dlaczego konsekwencja w wychowaniu jest przereklamowana?

Przejdz do: