Zwierzę to nie jest prezent, czyli gdyby zwierzęta umiały mówić...
| Zwierzę to nie jest prezent, czyli gdyby zwierzęta umiały mówić…

Zwierzę to nie jest prezent, czyli gdyby zwierzęta umiały mówić…

Moje dziecko nie zje karpia, właściwie nie zje żadnej ryby. Przygotujemy wegewigilię – bo szanujemy zwierzęta i nie mamy zamiaru męczyć - zgodnie z okrutną tradycją - karpia w wannie.

Mamy w domu cztery koty. Przygarniamy pod swój dach biedne zwierzęta, które dom straciły albo nigdy go nie miały, a chciałyby mieć. Staramy się przez to uczyć dziecko – tak jak potrafimy – empatii. Słuchamy głosów zwierząt i przekazujemy to, co z pewnością by nam powiedziały w ten wigilijny wieczór, gdyby mówić umiały. Właściwie to zaręczam, że potrafią – na swój sposób. Pisząc ten tekst, opieram się wyłącznie na swoich doświadczeniach.

Mam swoje miejsce w domu – uszanuj to

O zbawiennych właściwościach dogo- i felinoterapii rozpisywać się nie trzeba. Znam wiele przypadków, kiedy pies czy kot stanowią kotwicę bezpieczeństwa dla dziecka z porażeniem mózgowym albo dziecka autystycznego. Mój syn poraczkował po raz pierwszy do kotka, pierwsze 12 kroków, niepewnych, zrobił do kota. Pierwsze westchnienia zachwytu też były do kota. Moje doświadczenie – i moich znajomych – pokazuje wyraźnie, że dziecko bardzo często jest stymulowane do ruchu właśnie przez zwierzę. Koty były jednak u nas pierwsze i założyłam, że należy im się też poszanowanie ich miejsca w domu. Przez pierwsze miesiące, kiedy dziecko spało z nami, koty spały w innym pokoju. Bałam się trochę 5 kg udeptujących małe bezbronne ciało. Warto na to uważać. To tylko zwierzę, które szuka bliskości, a może zrobić krzywdę. Dziś często zastaję kota w łóżeczku mojego syna – Matylda przeciąga się niewinnie, jakby chciała powiedzieć: ależ znalazłam się tu zupełnie przypadkiem. Nie przeszkadzają sobie, a nawet chyba… dobrze im się razem śpi. Pozwalam na to. Zawsze dbam jednak o to, żeby koty były zdrowe, regularnie odrobaczane (raz na pół roku, mimo że z domu nie wychodzą).  Zwierzaki odnalazły się z pewnością w trudnej też dla nich sytuacji – zostawiłam sprawy swojemu biegowi. Ktoś powie, że mam cudowne zwierzęta, bo są koty, które robią się zazdrosne. Spróbujmy sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego tak się dzieje?

Znaczenie moczem, prychanie na nas i na dziecko dość często bywa reakcją na to, że już nie mamy dla nich czasu, że zostały zepchnięte na boczny tor. Znajdźmy czas na to, żeby ukoić skołatane nerwy głaskaniem miłego grzbietu – to naprawdę działa. Zadbajmy również o kocią i psią psychikę – zwierzaki na pewno się nam odwdzięczą. One też czują zmianę i nie zawsze jest im z tym komfortowo.

Nie kupuj mnie dla dziecka

Wciąż zastanawia mnie, skąd pojawia się pomysł, że kiedy rodzi się dziecko, najlepiej sprawić sobie szczeniaka. To tak jakby mieć w domu drugiego malucha, który jednak zamiast w pieluszki, załatwia swoje potrzeby na podłogę. Jeśli już naprawdę bardzo chcemy przygarnąć pod swój dach psa, kiedy pojawi się dziecku, przemyślmy wzięcie psa dorosłego, którego charakter jest już znany. Dajmy mu też czas na to, żeby oswoił się i z nowym miejscem, i z nowymi domownikami. Warto skorzystać z pomocy domów tymczasowych. Prowadzą je ludzie, którzy przygarniają pod swój dach psy „na trochę”. Socjalizują je, uczą chodzić na smyczy, przyzwyczajają do kontaktu z innymi ludźmi, uczą zostawać w domu samemu (tak, tak, jest to często problem) etc.  Z pewnością uzyskamy od nich informacje co do psich obyczajów.

Nie polecam kilkumiesięcznego kotka. Nawet jeśli ktoś myśli, że nie przywiązuje się do rzeczy w swoim mieszkaniu, stłuczona kryształowa skrzynka, poszarpane firanki i podrapane obicie fotela – to może być za dużo. Koty to zwierzęta stadne – uczą się od siebie wzajemnie. Jeśli już koniecznie chcemy patrzeć na radosne dorastanie małego kota, sprawmy mu towarzysza w jego wieku. W ten sposób unikniemy porannego podgryzania palców u stóp. Bo… kocięta zajmą się sobą. Zdecydowanie lepszym pomysłem jest jednak znowu zabranie kota – dorosłego – z domu tymczasowego. Najlepiej takiego, w którym jest dziecko. Mamy wtedy gwarancję, że tupot małych nóżek, pisk i krzyk nie przerazi zwierzęcia, bo będą one już dla niego znajome. I najważniejsze – nie kupujmy zwierząt dla dzieci. Przygarnijmy je najpierw dla siebie. To my będziemy wychodzić na spacer, sprzątać kuwety, biegać do weterynarza. To nie dziecko poniesie koszty wizyt w przypadku choroby pupila. Weźmy to pod uwagę, zanim przygarniemy zwierzaka pod swój dach. Weźmy za niego odpowiedzialność.

Nie jestem prezentem – chcę być przyjacielem

Ile to już lat słyszymy: „zwierzę nie jest rzeczą”? Mimo to dziwnym zbiegiem okoliczności mały labrador w czerwonej kokardce na szyi wydaje nam się najpiękniejszym prezentem – również dla dziecka. W stajniach masa koni, kupionych na prezent – jak z serialu. Każda dziewczynka chce mieć kucyka, więc dlaczego nie na urodziny? A potem okazuje się, że utrzymanie kota/psa/kota/chomika to bardzo duży/duży/spory/jakiś wydatek. Że wymaga to bardzo dużo/dużo/sporo/jakiegoś czasu. I tak prezent z czerwoną wstążką staje się nagle śmieciem w schronisku. Kupujmy odpowiedzialnie, przemyślmy nasze decyzje. Zwierzę nie jest rzeczą, jest czującym stworzeniem wymagającym naszej uwagi do końca swoich chwil. To tak ważne – szczególnie teraz, gdy za chwilę podejmiemy decyzje co do prezentów pod choinką. Lepiej odłożyć tę o paczce z bijącym – przerażonym – sercem na po świętach. Bez emocji.

Wysterylizuj mnie

Zawsze powtarzam, że jeśli ktoś miał w domu niewykastrowanego kota, nigdy więcej nie będzie chciał powtarzać tego doświadczenia. Woń moczu takiego kota jest tak ostra, że po prostu najzwyczajniej nie da się tego znieść. A rujkująca kotka? Istne szaleństwo. Męczy się i ona, i my, i sąsiedzi. W przypadku psa – cóż, dość częste są przypadki nieupilnowania stworzenia podążającego za swoim instynktem. Wyobraźmy sobie nagle, że musimy podjąć albo decyzję – trudną – o sterylce aborcyjnej, albo mamy perspektywę posiadania w domu suczki w połogu z np. sześcioma szczeniętami, którym: trzeba znaleźć dom, zaszczepić je, odrobaczyć etc. To nie jest miła perspektywa, szczególnie kiedy mamy obowiązki rodzicielskie. Przy okazji – wszystko to jest bardzo drogie. Może warto więc pomyśleć o prewencji.

Powiedz, że odchodzę

Któż z nas takiej sytuacji? Umiera… chomik. Co dalej? Biegiem do sklepu zoologicznego. Trzeba kupić identycznego na podmianę. Żeby mały człowiek nie dowiedział się o tej przykrej sprawie. Zwierzęta odchodzą, czasem nagle – i to naturalna kolej rzeczy. Przygotujmy na to dziecko wcześniej. Stwórzmy mu przestrzeń, w której będzie mogło wyrazić smutek i tęsknotę. I przede wszystkim bądźmy blisko – rozmawiajmy, nie o tym, że „nic sie nie stało”. Bo stało się coś ważnego. Na rynku są już na szczęście książki, które pomogą zagubionym rodzicom przed podjęciem trudnego – przede wszystkim dla dorosłych – tematu śmierci.

Uczmy dzieci empatii od początku. Pokazujmy, że można pomóc słabszym, że można być odpowiedzialnym. Kontakt z naszymi małymi braćmi jest do tego świetną okazją. Nie tylko w ten dzień, kiedy mają głos.

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Gośka Ruszkowska

Ma już ponad 30 lat, mieszka na warszawskiej Pradze, którą to dzielnicą jest nieustająco zafascynowana. Z przyjemnością codziennie przekracza miejskie mosty. Pracuje jako warszawski przewodnik. Kocha zwierzęta i stara się im pomagać. Razem z mężem stworzyła koci dom tymczasowy, przez który przewinęło się również kilka psów. Jest wolontariuszką warszawskiego ośrodka Koteria. Razem z Agnieszką Mocarską, również portalową autorką, prowadzi bloga nad-wyraz.blogspot.com, a sama przemierza warszawską Pragę i nie tylko na blogu zPraszki.blogspot.com. Od dziecka tańczy, co poleca każdemu małemu i dużemu człowiekowi.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.koteria.org.pl/,




Rodzicielstwo bliskości a starsze dzieci

„Jaś zapnie kurteczkę”, czyli o zwracaniu się do dziecka w trzeciej osobie

Baby blues, depresja poporodowa, zespół stresu pourazowego – co warto o nich wiedzieć?

Przejdz do: