Wakacje z dziećmi, wakacje bez dzieci, wakacje bez rodziców? > zobacz
| Dzień Babci i Dziadka inaczej. (Wiesz, kiedy poznałem twoją Babcię…)

Dzień Babci i Dziadka inaczej. (Wiesz, kiedy poznałem twoją Babcię…)

Ja, lat 7: zaczytana po uszy w “Dzieciach z Bullerbyn”, świeżo po przeprowadzce z miasta na wieś. W wolnych chwilach robię pluszakom maseczki z rozgniecionych owoców czarnego bzu. Nigdy już nie będą takie same.

Ja, lat 9: zakochana po uszy w przyszywanym kuzynie. W garażu mamy bazę: on jest Rambo, ja – jego ukochaną. Wyimaginowani wrogowie padają na sam dźwięk jego kroków.

Ja, lat 18: zrezygnowana romantyczka, bezkompromisowa idealistka po przejściach. Snuję się po domu, oglądam “Pręgi” Magdy Piekorz, rozmyślam o marności tego świata. Tamtego lata byłam w trakcie ciężkiej rekonwalescencji po pierwszej wielkiej miłości: złamane serce, ciężkie westchnienia, gorzka refleksja nad podłym życiem, w którym brak miejsca na prawdziwie wzniosłe uczucia. Z trudem znoszę gadki dorosłych; co oni w ogóle wiedzą o życiu.

W każdą niedzielę wpadają Babcia z Dziadkiem

Ona – pruderyjna, dumna mieszczanka, z uporem podkreślająca swoje inteligenckie pochodzenie (“mój tatuś był kierownikiem szkoły; ja jestem MAGISTREM farmacji!”); on – były oficer Wojska Polskiego, na emeryturze – outsider z wyboru. Amator placków ziemniaczanych i pasjansów, układanych nałogowo (prawdziwe karty, nie jakiś tam Windows).

Scenka rodzajowa 1. Wizyta dziadków u nas. Obiad, przed plackami – rosół. Dziadek z apetytem zabiera się do jedzenia, babcia zatrzymuje jego łyżkę w drodze do ust. “A ZIELENINKA? Nie posypałeś zieleninką!” Dziadek protestuje: nie lubi przecież zieleninki, mówił sto razy, poza tym – jest dorosły, Iśka, daj spokój. Nic z tego, zieleninka musi być, protesty nie zdadzą się na nic. Gigantyczna sterta pietruszki ląduje na łyżce Dziadka. Wieczny żartowniś zatyka nos drugą ręką, uroczyście wypowiada coniedzielne zaklęcie: “Raz kozie śmierć!” i spożywa Jej Wysokość Zieleninkę za jednym zamachem. Następnie z błogim uśmiechem zjada talerz “czystej” zupy.

Scenka rodzajowa 2. Ławka przed domem, leniwe niedzielne popołudnie. Nie mając nic lepszego do roboty, postanawiam nieco sobie popłakać; słoneczne popołudnia są doprawdy nie do zniesienia, kiedy na świecie jest tyle złamanych serc. Poczucie rodzinnego obowiązku każe mi jednak odłożyć płakanie do wieczora i usiąść z Babcią i Dziadkiem w pełnym słońcu. Siedzimy, nic się nie dzieje. Jakiś ptak odzywa się z drzewa, ale kto by słuchał ptaka… Babci chyba jednak się podoba; uśmiecha się z zadowoleniem, sieć zmarszczek na jej twarzy układa się w ten szczególny sposób. Założyła nogę na nogę i lekko kiwa stopą w skórzanym sandałku nr 36. Spod granatowej spódniczki wysuwa się Babcine kolano (słońce uśpiło jej czujność; mimo tego, że jest starszą panią, wciąż jest skromna i ostrożna; pamiętaj, Kasiu, nogi trzeba pokazywać, jednak nie dalej, niż do kolan!).

Po chwili na kolanie ląduje dłoń dziadka. Zerkam kątem oka – Babcia ani drgnie. Dziadek posuwa się dalej: kolano zostało podszczypnięte! Zanim zdążę się zdziwić, Dziadek zwraca się do mnie:

Wiesz, Kasieńko – kiedy poznałem Twoją Babcię, byłem głupim szczylem. Uganiałem się za Utą, najładniejszą dziewczyną w okolicy. Wszyscy za nią latali, ale szanse miałem tylko ja! Tamtego dnia wszedłem na salę wykładową w Szkole Chemicznej i zobaczyłem Twoją Babcię. Pomyślałem od razu: to będzie moja żona. Po prostu wiedziałem, patrząc na jej uśmiech, że to kobieta, z którą przeżyję szczęśliwie długie lata… – tu Dziadek przerwał i spojrzał Babci w oczy. Wyglądała na niewzruszoną, ale głos jej lekko zadrżał, kiedy z uśmiechem skwitowała: Ech, głupotki, głupotki. Oj, Stary…

Dziadek zmarł parę miesięcy później. Przeżyli w małżeństwie 53 lata; skrajnie różni, a przedziwnie dopasowani. Babcia, dziś już w bardzo podeszłym wieku, ma poważny problem z pamięcią. Przy każdym spotkaniu tłumaczę jej, że nie, nie jestem księgową, tylko redaktorką; nie mieszkam już w Warszawie, tylko w Krakowie. Przedstawiam po raz setny swoich przyjaciół, oni zaś cierpliwie wysłuchują tej samej od lat anegdotki:
Wiecie, kiedy poznałam swojego męża, uganiał się za taką Utą…

PS. Ja, lat trochę więcej: uśmiecham się na myśl o tej głupiej, co nie wierzyła w miłość. Może kiedyś napiszę o niej książkę. I spróbuję zgadnąć, jaką historię ona opowie swojej wnuczce za kilkadziesiąt lat…


Marlena Jakubik

Tekst pochodzi od redakcji dziecisawazne.pl lub od partnera
Odwiedź stronę autorki/autora:




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

7 “metod wychowawczych”, których warto unikać w relacji z dzieckiem

15 wartości, które podnoszą jakość rodzinnego życia

Skąd się biorą trudności w karmieniu piersią? Fragment książki “Karmienie piersią”

Przejdz do: