Kategorie
High need baby Niemowlę

High Need Babies – wyjątkowe dzieci o wyjątkowych potrzebach

Wobec ich przejmującego płaczu nie da się pozostać obojętnym. Trudno ułożyć je do snu, wybudza je byle szelest. Ukojenie znajdują jedynie przy piersi lub kołysane w ramionach opiekuna. Wywracają do góry nogami życie rodzinne, domagając się 100% uwagi. Zapewnienie im spokoju i komfortu jest dla rodziców ogromnym wyzwaniem. Sielankowa wizja rodzicielstwa bardzo szybko traci rację bytu.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

Ci, których najtrudniej kochać, najbardziej potrzebują naszej miłości – Dan Milman

O kim mowa? High Need Babies – dzieci, które potrzebują więcej. Wyjątkowe dzieci, które poprzez swoje zachowania mówią nam o swoich wyjątkowych potrzebach. Dzieci, które przed swoimi rodzicami stawiają wysokie wymagania co do jakości sprawowanej opieki.

Kim są High Need Babies?

Termin High Need Babies został wprowadzony przez Williama i Marthę Searsów, twórców paradygmatu rodzicielstwa bliskości. Zauważyli oni, że są takie dzieci, których wyróżniające się cechy i zachowania (opisane w dalszej części tego artykułu) są wynikiem specyficznego temperamentu, czyli budowy oraz sposobu funkcjonowania układu nerwowego. Zrozumienie tego biologicznego uwarunkowana jest niezbędne, by odciążyć obie strony relacji: rodziców z poczucia winy wynikającej z przekonania o niewystarczających kompetencjach, a dzieci z etykiet o manipulowaniu czy wymuszaniu. Pozwala również spojrzeć na HNB z wyłączeniem ocen, skupić się jedynie na opisie ich zachowań.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

seria rodzicielska

Jak zrozumieć małe dziecko

35 PLN

Książka, dzięki której poznasz zagadnienia związane z jedzeniem, snem, zabawą, odpieluchowaniem, bezpieczną relacją oraz adaptacją w przedszkolu małego dziecka.

Kompleksowy poradnik, który musisz przeczytać!

Specyficzne zachowania HNB – co widzimy z zewnątrz?

High Need Babies bardzo dużo płaczą, są zaprzeczeniem powiedzenia, że małe dzieci tylko jedzą i śpią. Łatwo przekraczają próg dyskomfortu – przeszkadza im byle dźwięk, światło, fakt, że leżą w wózku, a nie w ramionach rodzica. W skrajnych przypadkach potrafią płakać, zanim otworzą oczy po przebudzeniu i do ostatnich sekund przed zaśnięciem. Jednocześnie ich reakcja na doświadczenie dyskomfortu jest bardzo intensywna – HNB często nie dają rodzicom sygnałów ostrzegawczych w postaci kwęknięć czy pojękiwania – od razu zanoszą się histerycznym płaczem lub wrzaskiem. Dlatego zapewnienie im komfortowych warunków, a tym samym spokoju staje się często nie lada wyzwaniem dla rodziców.

Warto jeszcze przeczytać:


Dzieci, które potrzebują więcej, bardzo słabo śpią. Ich usypianie to gimnastyka na najwyższych obrotach – bujanie, przytulanie, najlepiej jednocześnie z karmieniem piersią. Nigdy nie zasypiają same, a ich rodzice na stwierdzenie „dzieci przecież lubią usypiać w wózku, może spróbuj?” mają łzy w oczach. Bo HNB często nie tolerują wózków, w najlepszym wypadku można je tam odłożyć po kilkudziesięciu minutach usypiania na rękach. Najczęściej i tak przy tym odkładaniu się wybudzają i zdecydowanie lepiej się czują w chustach i nosidłach (choć to też nie jest regułą). Śpiące HNB potrafi wybudzić byle szelest, strzelająca kość w kolanie przy wstawaniu z łóżka, w którym cudem dziecko zasnęło przy piersi. Szczekający pies na spacerze, głośniejsza rozmowa w oddali również oznaczają koniec drzemki. Jednym z trudniejszych pytań, które można zadać rodzicowi HNB, to „czy już przesypia noc?”. HNB budzą się w nocy niezliczoną ilość razy, szukając bliskości. Jeśli nie jest to moment skoku rozwojowego, nie mają problemów z brzuszkiem ani nie ząbkują, to zasypiają z powrotem przy piersi, dając rodzicom trochę odpocząć. Jeśli jednak są w którymś z powyższych rozwojowych momentów, popłakują długie godziny, także w nocy, nie mogąc znów zasnąć.

O rytmach dnia można zapomnieć – godziny ich spania i karmienia są zupełnie nieprzewidywalne. Wieczorami jednego dnia padają o 19 (po wszystkich rytuałach i wyciszaniu), innym razem buszują do 22. Raz przysną na kwadrans, następnego dnia przesypiają 2,5 godziny (rodzic HNB zwykle sprawdza wtedy, czy pociecha oddycha, ponieważ tak długi sen nosi znamiona fenomenu).

O dzieciach HNB mówi się, że są nieodkładalne. Dążenie do bliskości z opiekunem jest normą dla każdego maluszka – w ramionach dorosłych czują się najbezpieczniej. Jednak HNB w tym dążeniu nie znoszą sprzeciwu – próby odłożenia kończą się wrzaskiem i histerycznym płaczem (które często prowadzą do bezdechu). Ciągłe noszenie jest wpisane w opiekę nad HNB – nie tolerują wózków, własnych łóżeczek i samotnych drzemek w ciągu dnia. Jeśli zaakceptują chustę, życie codzienne jest uratowane – daje to możliwość ugotowania obiadu czy przemieszczenia się z pokoju do łazienki. Jeśli jednak chusta także znajdzie się na czarnej liście, pierwsze miesiące oznaczają dla mamy długie godziny leżenia lub siedzenia w fotelu z małym obywatelem przy piersi.

W momentach aktywności – zarówno jako leżące w miejscu maluchy, jak i raczkujące czy chodzące starszaki – wymagają od opiekunów 100% uwagi. Żadna zabawka czy bujaczek nie są w stanie zastąpić mu interakcji z rodzicem, więc ten nie może się oddalić. Nie potrafią zająć się sobą, potrafią być jednak zafascynowane twarzą i minami opiekuna, szukają kontaktu wzrokowego, doświadczają widocznej ulgi, kiedy rodzic jest w zasięgu. Dla rodzica oznacza to bycie non stop i w 100% dla dziecka bez możliwości zajęcia się swoimi sprawami.

Czytasz artykuł … i bardzo dobrze

Piszemy i wydajemy książki, tworzymy magazyn dla rodziców, prowadzimy super księgarnię. Jeśli nas nie znasz… kliknij i

Świat z perspektywy HNB

Wyobraź sobie, że spędziłeś tydzień w SPA – przy dźwiękach wyciszonej, odprężającej muzyki relaksowałeś swoje ciało i umysł, oddając się zabiegom pielęgnacyjnym. Obsługa idealnie o ciebie dbała, zapewniając miękkie szlafroki, idealną temperaturę, wspaniałe posiłki. I nagle budzisz się w nowym miejscu zdezorientowany, gdzie świat funduje ci nieprzyjazne światła, dźwięki i różnice temperatury. Twój układ nerwowy, nieprzyzwyczajony do takich wyzwań, wariuje – natychmiast boli cię głowa, mrużysz oczy i masz ochotę uciec – schować się jak najgłębiej – byle dalej od tej przeraźliwej wielości dźwięków.

Tak wygląda świat HNB przez pierwsze miesiące życia. Ich układ nerwowy funkcjonuje tak, jakby został pozbawiony bariery ochronnej. Neutralne dla nas czy innych dzieci bodźce są przez nie doświadczane jak bombardowanie, z którym nie potrafią sobie poradzić. Przemęczone nie potrafią w tych warunkach zasnąć. Jedyny ratunek to pełne troski i zrozumienia ramiona opiekuna. Ramiona, które potrafią ochronić przed nadmiarem dźwięków i obrazów. Ramiona, które poprzez rytmiczne kołysanie, jednostajny dźwięk, np. suszarki, uspokoją i wyciszą układ nerwowy na tyle, żeby mógł się odprężyć i zapaść w spokojny sen.

W świecie HNB wszystko dzieje się intensywniej: szybciej i mocniej. Dlatego również ich reakcje mają taki charakter: są szybkie, nerwowe i mocne. Zachowania HNB odzwierciedlają to, co zachodzi w ich wewnętrznym świecie. Histeryczny płacz to wołanie o pomoc, natychmiastową interwencję ze strony rodzica. Bo choć z naszej perspektywy coś wydaje się małe i nieznaczące, świat HNB może wywracać do góry nogami.

Dlaczego trudno być rodzicem HNB?

Rodzice HNB często bywają zmęczeni ze względu na długotrwały deficyt snu. Są sfrustrowani, bo muszą odłożyć swoje potrzeby na bok, i często bezradni, bo mimo wkładania całego serca i pokładów własnej kreatywności (o które może siebie nawet wcześniej nie podejrzewali) w opiekę ich dziecko nadal pozostaje niezadowolone. Rodzice HNB czują się często przyparci do muru – potrzeby HNB nie znoszą sprzeciwu. Daje to poczucie braku wyboru, co może prowadzić do frustracji. Ze względu na nieprzewidywalność reakcji dziecka, poczucie braku wpływu oraz ciągłe próby dwojenia i trojenia się w celu uniknięcia płaczu malucha codzienne życie przepełnia stres. Rodzi także napięcia w osobie, która zajmuje się dzieckiem, co potem przekłada się na trudności w relacji partnerskiej. Doświadczenie chronicznego napięcia sprawia, że bardzo łatwo o kłótnie, nawet w błahych kwestiach. W najgorszym wypadku w domu panuje atmosfera przerzucania się winą („ciebie ciągle nie ma”, „źle zajmujesz się dzieckiem”). Tym bardziej ma to znaczenie, że w opiece nad HNB zwyczajnie brakuje czasu dla siebie – na własne potrzeby, pielęgnację związku i bliskość.

Trudno też znaleźć odpowiednie wsparcie. Samo zachowanie dziecka nie jest kłopotem, problem się pojawia, gdy zagubiona matka czy ojciec sięgają po poradniki, które okazują się bezużyteczne, bo wskazówki nie znajdują zastosowań przy HNB. Bezskuteczne wprowadzanie rytmów, jak podpowiadają niektórzy autorzy, dodatkowo pogłębia frustrację, a czytanie o tym, że trzymiesięczne dziecko może spokojnie przespać całą noc, nadwątla jedynie zaufanie rodzica do swoich kompetencji. „Dobre rady” podrzucane przez rodziców dobrze śpiących dzieci wywołują irytację i pogłębiają poczucie osamotnienia. Do akcji często wkraczają też dziadkowie, szczególnie jeśli model wychowawczy rodziców nie jest zgodny z ich pomysłem na wychowanie. Wtedy rodzice, w miejsce tak wytęsknionego wsparcia, słyszą oceny: „rozpieszczasz”, „przyzwyczajasz” czy „dajesz sobą manipulować”.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Noszenie dzieci
34 PLN
Ćwiczenia z tulenia
43,42 PLN
Karmienie piersią
34 PLN

Utrudnienia (czasem zupełnie nie do przekroczenia) pojawiają się również w życiu codziennym. Można zapomnieć o jeździe tramwajem czy spacerze do warzywniaka. A jeśli się to uda – bez towarzyszących wrzasków dziecka, a tym samym cennych rad przechodniów „może jej/jemu zimno?!” – wycieczka nosi znamiona cudu i daje nadzieję. Tym samym ładuje akumulatory rodzica na kolejnych kilka dni. Pozostaje to jednak ciągle wyjątkiem od reguły. Przy HNB trudno cokolwiek zaplanować, umówić się na spacer czy spotkanie na konkretną godzinę, trzeba się uzbroić w spore pokłady elastyczności i oczekiwać sporej dawki wyrozumiałości od innych.

Czego potrzebują rodzice HNB?

W pełnym wyzwań rodzicielstwie HNB bardzo trudno jest się odnaleźć, dlatego każdy sposób, który może wpłynąć na poprawę jakości życia, jest na wagę złota.

Najlepszym wsparciem dla rodziców HNB są inni rodzice HNB. W takiej relacji specyficzne zachowania dzieci stają się normą, dzięki czemu łatwo jest złapać nić porozumienia, zaczerpnąć inspiracji i nowych pomysłów, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. I przede wszystkim odetchnąć z ulgą ze słowami „uff, nie tylko ja mam tak pod górkę!”. Świadomość, że obok rodziców mniej wrażliwych i dobrze śpiących dzieci na świecie występują także rodzice HNB, przynosi ukojenie. Najlepiej znaleźć takich rodziców tuż obok, by móc spotkać się w parku czy na kawie. Są również fora internetowe, grupy, które skupiają rodziców HNB – służą informacją, radą i słowem pocieszenia w kryzysowych sytuacjach.

Warto poszukać osoby lub osób, które są w stanie odciążyć rodziców w codziennych obowiązkach, takich jak pranie, sprzątanie domu czy gotowanie obiadu. Ten element bywa sporym wyzwaniem, gdyż wymaga przełamania się w dwóch obszarach: proszenia o pomoc (dla wielu osób nie jest to łatwe) oraz odpuszczenia przekonania, że ze wszystkim trzeba wyrabiać się samodzielnie w 100%. W końcu lubimy być niezależni i skuteczni we wszystkich dziedzinach życia. Okazuje się jednak, że przy HNB musimy rozstać się z wizją idealnej matki czy pani domu i pozwolić sobie na to, żeby w naszym domu od czasu do czasu panował bałagan, a obiad był jedynie cieniem tego, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Pomoc w codziennych czynnościach pozwoli nam skupić się na opiece nad dzieckiem, bo w tym jako rodziców (szczególnie przez pierwsze miesiące) nikt nie jest w stanie nas zastąpić.

Po całym dniu, tygodniu, miesiącu spędzonym w domu z dzieckiem warto na godzinę wyrwać się z domu, by zrobić coś dla siebie. Chodzi o taką czynność, która wcześniej sprawiała nam frajdę – zajęcia tańca, kino czy kawa ze znajomymi. Koniecznie musi to być coś, co pochłonie nas na tyle, że zapomnimy o byciu rodzicem, zajmie naszą głowę bez reszty, by móc zresetować umysł i naładować akumulatory. Może nie zmieni to sytuacji w domu, ale pozwoli wrócić do niego ze świeżością, tak bardzo potrzebną w codzienności z HNB.

Bezpieczny kontener dla emocji, czyli spotkanie z kimś, kto zechce nas wysłuchać, komu rodzic może się wypłakać. Zbierając emocje dziecka każdego dnia, próbując je gdzieś pomieścić, rodzice sami doświadczają natłoku własnych emocji: złości, frustracji, bezsilności. Bolące plecy, 40 minut wyciszania i kombinowania, żeby dziecko zamknęło oczy, sprawia, że czasem rodzic ma ochotę wyć z bólu i rozpaczy. Wtedy przyjaciel staje się instytucją niezastąpioną dla zachowania zdrowia psychicznego i stanu względnej równowagi. Spotkanie w zaufaniu, bezpiecznej relacji pozbawionej ocen, a więc i takiej, w której z łatwością można zrzucić maskę idealnego rodzica, pozwala skanalizować trudne emocje. To swoiste katharsis daje miejsce na kolejne doświadczenia. W tym celu wskazane może być również spotkanie z psychologiem czy psychoterapeutą, by w zaciszu gabinetu zająć się sobą – swoimi emocjami i potrzebami, by odzyskać upragniony spokój.

HNB – kolejna etykieta?

Zastanawiałam się, czy przypadkiem HNB nie jest sposobem na przylepianie łatki, podobnie jak bywa z ADHD, które jako etykieta zaczęło żyć własnym życiem. Znajduję jednak kilka różnic, które mnie uspokajają i upewniają, że posługiwanie się terminem High Need Baby nie przynosi szkody dziecku. Po pierwsze, dlatego, że samo myślenie o dziecku, jak o istocie, która potrzebuje więcej, uruchamia we mnie większą uważność oraz pokłady kreatywności. Tym samym jestem gotowa dawać jej wsparcie i bliskość najmądrzej, jak tylko potrafię, z uszanowaniem jej specyfiki – zarówno obszarów mocnych stron, jak i deficytów. Po drugie, nie zwalniam siebie od odpowiedzialności za pomocą stwierdzenia „dziecko tak ma i tyle”, tylko uwalniam z poczucia winy czy przekonania, że nie jestem wystarczająco dobrym rodzicem. A to uwolnienie służy obu stronom, bo energię inwestuję zwrotnie w szukanie zrozumienia oraz nowych sposobów, jak zaspokoić potrzeby dziecka. Po trzecie, mówiąc o dziecku HNB, nie oceniam go – nie staję się sędzią, który przybija stempel na jakimś arkuszu z diagnozą. Pozostaję uczestnikiem relacji, w której coraz lepiej rozumiem drugą stronę i dzięki temu uważniej, z otwartym sercem reaguję i po prostu jestem.

Specyfika HNB staje się bardzo wyraźna na tle innych dzieci – tych, które lepiej śpią czy mniej płaczą. W tym sensie w tle ukryta jest pułapka porównywania, której trzeba być świadomym. Dlatego sposobem na to, żeby jej uniknąć, jest myślenie w kategoriach „inne”. Dzieci HNB nie są lepsze ani gorsze, po prostu różnią się od pozostałych konstrukcją psychofizyczną.

Zamiast podsumowania

Opieka nad dzieckiem, które potrzebuje więcej, to ogrom wyzwań, które stawia przed rodzicem codzienność. Myślę, że nie będzie nadużyciem stwierdzenie, podobnie jak przy okazji opieki nad dzieckiem niepełnosprawnym, że akceptacja nowej sytuacji wymaga czasu i cierpliwości. Rodzice muszą mieć czas, by opłakać swoje wyobrażenia i oczekiwania związane z dzieckiem oraz rodzicielstwem. Ten specyficzny proces żałoby dotyczy czasem także własnych potrzeb, z którymi rodzice muszą się rozstać. Droga do pogodzenia z nową sytuacją bywa kręta i zawiła, ale świadomość celu i samo bycie na niej pozwala stopniowo uwalniać dobrą energię, by powitać nowe. Nie lepsze, nie gorsze, ale po prostu inne. I cieszyć się bliską relacją ze swoim wyjątkowym dzieckiem.

Foto: flikr.com/63258847@N02

Ania Siudut-Stajura

Autor/ka: Ania Siudut-Stajura

Psycholog, trener, terapeuta Gestalt. Mama trójki, która zgłębia tajemnice High Need Babies. Pisze bloga pracowniasrodka.pl o rodzicielstwie, psychoterapii i podróżach na Wschód.


Bestsellery księgarni NATULI

Tematy, którymi się zajmujemy:

60 odpowiedzi na “High Need Babies – wyjątkowe dzieci o wyjątkowych potrzebach”

To mój synuś wypisz wymaluj…Ręce odpadają od bujania, noszenia, lulania, a jak tylko znikam mu z oczu na pół sekundy rusza w pościg…Każda część już ciała boli od dźwigania, a on tak bardzo mnie potrzebuje…Ciągle szukam potwierdzenia u lekarzy, że wszystko jest w porządku i zapewniają mnie, że tak…Zasypia maksymalnie na 40 min. w cyklu dnia i nocy, wstaję do niego do 15 razy. Właśnie skończył rok…Nie wiem czy z tego wyrośnie…Ten artykuł jest wybawieniem…

Ten artykuł jest wybawieniem…Nie jestem sama…

Czyli co? Pomógł w jaki sensie? Po przeczytaniu dowiedziałaś się, że sama nie dasz rady i potrzebujesz pomocy?

Wiecie jaki był problem z ADHD? Diagnoza była nadużywana. A wiecie co będzie teraz? Każde, płaczące dziecko będzie HNB, a potem jak będzie starsze, do 10 roku życia z wami w łóżku będzie spać albo je na rękach będziecie nosić, bo jest HNB, a potem będzie dorosłe i będzie z wami mieszkać i nigdy nie opuści domu, bo jest HNB. Kto określi czy dziecko jest HNB, czy tylko rodzice panikują? Przecież to subiektywna ocena! Nie ma kryteriów, nie ma badań – tylko subiektywna ocena. Drogie Panie, jestem młodym ojcem, chłopaki mają dopiero 3,5 roku, ale są cwane i inteligentne, i jak każde dziecko wykorzysta sytuację na swoją korzyść. Wy natomiast nie zauważycie kiedy dziecko przestanie być HNB, a zacznie na tyle “kumać”, że zauważy, że płacz działa cuda i mama leci na złamanie karku. A zauważy i wykorzysta, bo taki ma instynkt. Ciekawe co robili rodzice dzieci którzy nie wiedzieli, że istnieje HNB?

Odpowiem Ci Bartłomieju, prawie się rozwiedli! Jeżeli nie miałeś takiego problemu, to nie jest artykuł dla Ciebie. Nie powinieneś go czytać a tym bardziej komentować. Mam troje dzieci, najstarsza córka ma 11 lat i to ona dała nam takiego “czadu”. Tej bezsilności i tego zmęczenia nie jest w stanie zrozumieć nikt, kto tego nie przeżył. Artykuł jest świetny, opisuje dokładnie wszystkie aspekty wychowywania takiego dziecka i gdybym przeczytał go ponad 10 lat temu, poczułbym się z żoną o wiele lepiej.
Bartku, ciesz się swoimi dziećmi, czytaj artykuły o najlepszych środkach na odparzenia pupy i nie wymądrzaj się na tematy, o których nie masz pojęcia.
Pozdrawiam.
Rafał
PS Wszystkim rodzicom przeżywającym teraz to, co my kiedyś, dużo sił, wiary, że to przeminie (u nas trwało 2,5 roku) i wsparcia bliskich.

Dziękuję za te słowa! Ja tez mam dwoje dzieci – drugi synek pokazał nam czym jest HNB – teraz już wiem, że istnieje coś takiego i widzę w tym moje dziecko. Funkcjonuję na rzęsach, przebywam z nim 24 na dobę, więc jestem skrajnie wyczerpana…Niestety, bez zrozumienia rodziny – “on taki jest żywy”, jasne tylko proszę – niech go ktoś nakarmi, uśpi, weźmie go w wózek czy w samochód…polecam! Poza tym jest super mądry i kochany :):):)

Bardzo łatwo jest się wymądrzać i stawiać diagnozy, jak nie zna się problemu. Po pierwsze mój synek nie śpi ze mną w łóżku. Zapewne nie wie Pan co to znaczy biegać z płaczącym dzieckiem po domu, które usypia na 15-20 minut, budzi się i dalej płaczę. I nie , nie jest chore, nie jest to kolka. Ono po prostu takie jest. Taki artykuł daje nadzieje rodzicom, że będzie lepiej, że z ich dzieckiem wszystko ok i po prostu takie dzieci bywają. Takie, które nie lubią spacerów, wciąż domagają się uwagi, nie cieszą ich zabawki, bo one cały czas chcą towarzystwa mamy. Można mieć piątkę dzieci i nie zmęczyć się tak jak przy tym jednym. I wiem co mówię, gdyż przez lata opiekowałam się dziećmi i wiem jak różne one są. A to, że akurat Pana synkowie, są tacy a nie inni, nie świadczy o tym, że jest Pan takim super opiekunem i dzięki Pana metodom taki problem się nie pojawił.

Panie Bartłomieju, główna zasada o której pisze Dr Sears to aby nie rozmawiac o HNB z rodzicami którzy takich dzieci nie maja, poniewaz oni nie sa i nigdy nie będa w stanie tego zrozumieć.

Dr Sears tak jak Pan tez tego nie rozumiał majac trójke swoich dzieci, dopiero gdy urodziło mu sie czwarte dziecko a swiat wywrócił sie do gory nogami, zrozumiał z czym mial do czynienia w swojej praktyce pediatrycznej gdy zgłaszali sie do niego rodzice proszący o pomoc.

Powiem Panu jeszcze coś bardzo ciekawego, a mianowicie ze z dzieciaków HNB nie wyrastaja cwaniaki ani manipulanci tylko pełne empatii, wrazliwości, otwarci na świat i potrzeby innych, ludzie.

Bo gdyby nie było HNB, to by wyrosło na kogoś bez empatii, wrażliwości i otwarcia na świat? Czy to przypadkiem nie zasługa wychowania, choć odrobinę, czy to tylko geny i HNB. W sumie nie byłem dzieckiem HNB, a moja młodsza o 9 lat siostra już by się łapała w definicję (spytałem mamę jakimi byliśmy niemowlętami), więc ja nie mam prawa być kimś z empatią i wrażliwością. Chyba zrobię porządny komentarz na moim blogu na ten temat…

Panie Bartłomieju, oczywiscie ze relacje jakie panują w domu mają niezaprzeczalne znaczenie w kształtowaniu sie osobowości, nie mniej jednak dzieciaki high need maja wrażliwość ponad przeciętną. Jednym z przykładów które Dr Sears podał w swojej ksiązce dotyczy małych dzieci w grupie przedszkolnej, w momencie gdy staje sie krzywda któremuś dziecku z grupy to dziecko high need jako pierwsze jest w stanie to wychwycic i zauwazyć.

Wiecie co, prawie dałbym się wam przekonać. Gdyby nie jeden fakt. Zajrzałem do źródła… polecam lekturę na: askdrsears , niestety po angielsku.
Może mi ktoś zarzuci, że nie czytam ze zrozumieniem w dodatku w obcym języku, ale dla mnie wciąż nie ma HNB! Malutki cytat, tak dla odświeżenia, tego o czym mówimy:

In some ways all babies are high need babies, and most babies have high needs in at least one area of their life. Some have more high need areas than others. The neediness of the baby is often in the mind of the parent. Some experienced parents of children have widened their expectations of what babies are “normally” like, and they adapt more easily to a baby with high needs; new parents often are not so realistic.

To by było na tyle.

Tak, ja zarzucę ze czyta Pan z nie zrozumieniem. Cytat to mały wycinek całości, w którym mowa o kilkunastu cechach chcrakteryzujących high need baby. Przytoczony przez Pana fragment mówi, ze większosć dzieci może posiadac jedną taka cechę, badz nawet kilka ale o HNB mówimy wtedy, gdy jest ich cały wachlarz, który to został opisany.
To, co można znalezc na stronie, to tylko garstka informacji. Odsyłam do ksiazki między innymi, Fussy baby (niestety nie ma w języku polskim).
Pierwsze pół roku życia z naszym dzieckiem było koszmarem, dopiero informacje jakie znależliśmy w ksiażce pomogły nam, jako rodzicom zrozumieć z czym mamy do czynienia i jak “ogarnąć” nasze dziecko, naszą rodzinę aby wszystkim było łatwiej. Dziś z perspektywy ponad 3 lat, mogę powiedziec ze wiedza o HNB uratowała nam w dużej mierze życie.

Panie Bartlomieju, nie musi sie pan dawac przekonac.
Ma pan inne dzieci niz te opisane wyzej i nigdy pan nie bedzie w stanie zrozumiec … chyba, ze trafi sie panu jeszcze taki egzemlarz.
Wtedy choc mi pan nie wierzy, ale zapewniam, ze szybciutko w trymiga pan zrozumie o czym mowa.
Jak narazie nie wiem pan o czym mowi, a mimo to mowi. Zupelnie niepotrzebnie. Pana doswiadczenai wychowawcze sa psu na bude dla rodzicow high need. Nie maja zadnej wartosci.
Trzeba sie cieszyc, ze nie ma pan takiego problemu i prosic zeby go pan nigdy z wlasnego doswiadczenia nie poznal, bo wtedy przestanie pan hojrakowac. Zapewniam pana.

Mój synek też należał do takich maluchów (przez całe swoje niemowlęctwo “zaliczył” 1 – słownie: jeden – spacer w wózku, z wiadomych powodów bardzo krótki). Na szczęście podczas wyjść na zewnątrz sprawdziło się nosidełko, o chustach nikt wtedy jeszcze w Polsce nie słyszał. Wielką pomocą dla nas i ukojeniem dla synka okazało się podanie leku homeopatycznego; do homeopaty trafiliśmy, kiedy mały miał 6 miesięcy; po podaniu leku o wiele mniej płakał i lepiej/dłużej spał.

Panie Bartłomieju! Czy może się Pan cofnąć myślami do czasów, kiedy miał Pan kilka lat? Naprawdę pamięta Pan siebie jako cwaniaka wykorzystującego sytuację na własną korzyść? Jakoś trudno mi w to uwierzyć; większość dorosłych wspominając różne trudne chwile z dzieciństwa mówi o bezradności i ogromnej potrzebie wsparcia… Moje dziecko spało ze mną mniej więcej do 2. roku życia (było karmione piersią) i było non-stop noszone do chwili, kiedy nie nauczyło się chodzić. Biegałam na każdego jego zawołanie wbrew dobrym radom otoczenia. Nie zauważyłam prób manipulowania odstających od tego, co wyczyniali jego rówieśnicy – dzieci przecież nieustannie testują granice i sprawdzają, jak daleko mogą się posunąć. Mój syn jest teraz wrażliwym, bystrym nastolatkiem. Obserwujące nas osoby z zewnątrz są zaskoczone, że można mieć tak dobry kontakt z dzieckiem w “trudnym” wieku, ja sądzę, że to procentują te wszystkie chwile, kiedy zamiast go “wychowywać”, tuliłam go, bo tego potrzebował.
Teraz, po latach, sama jestem homeopatką i zapewniam: to się sprawdza, mamy naprawdę sporo leków dla takich nadwrażliwych maleństw. Pozdrawiam wszystkich rodziców dzieci, które potrzebują więcej :)

Nie będę się wypowiadał na temat leków “homeopatycznych”, ale proszę dokładnie sobie przeanalizować ich skład, lub jego brak. Podejrzewam tylko, że dziecko dostało delikatny ziołowy środek uspokajający, zresztą na ADHD też znalazło się “cudowne lekarstwo”
Wychowanie bliskości – jest taki termin, który czasem się sprawdza (przy jednym dziecku miodzio, polecam spróbować z bliźniakami) i to o czym Pani pisze, to wychowanie bliskości, czy to oznacza, że Pani dziecko jest HNB? Nie chciałem, ale dobrze. Zrobię dłuższy wpis u siebie na blogu. Kto chce, wie gdzie kliknąć po więcej.

Nie muszę analizować składu leków homeopatycznych – wiem, że działają, stosuję je z powodzeniem od lat, a młody nigdy w życiu nie musiał brać antybiotyku, chociaż nie prowadzimy jakiegoś wyjątkowo higienicznego trybu życia.
Nie wrzucam też mego dziecka do szufladki z jakąkolwiek etykietą, po prostu syn zachowywał się tak, jak to opisano w artykule, i koiła go wyłącznie bliskość. Proszę spojrzeć na inne ssaki, zwłaszcza na Naczelne – tam nie ma “odkładania” dziecka.
Nie zamierzam Pana przekonywać, po prostu swoje wiem, a Pan wie swoje i pewnie przy tym zostaniemy ;) Pozdrawiam!

A widział Pan dziecko,które ani jednej drzemki nie przespało w łóżeczku,bo usypiane na rękach i odkładane budziło się za każdym razem,milion razy z rzędu, albo matkę idącą na spacer z dzieckiem na jednej ręce, pchającą wózek drugą,bo każda próba odłożenia kończy się histerią, a 7 miesięczne dziecko zanosszące się i sine od płaczu bo matka pierwszy raz śmiała wyjść sama na zakupy(na pół godziny).ja to przeżyłam.w czasie drzemek siedziałam w fotelu z synkiem na piersiach,chusty mialam 3 na różne okazje,w nocy ograniczenie pobudek do 10 bylo sukcesem.

witam w klubie hehe… pierwsze miesiące, zrobienie sobie kanapki czy prysznic.. nierealne.. godzina usypiania po 5 min w łóżeczku ryk… dla swietego spokoju człowiek kładł dziecko na klate i tak siedział w fotelu haha.. za to teraz odpłącają z nawiązką..dużo czułości, zero problemów,że się zgubi bo pilnuje mamy, grzecznie za rączke, zero scen.. większych buntów..

druga czesc Twojej wypowiedzi mnie uspokoiła :) hnb to raczej nie jest mój synek bo sa dni ze panuje nad nim ale noce i dnie przesiedziane w fotelu..to moje rzeczywistość, oby potem tez był takim kochanym przytulaskiem :)
czasami pomaga nam chusta ale spac ani umyc sie z nia nie pojde..

Nie, to nie jest najnormalniejsze na świecie zachowanie każdego niemowlęcia. Owszem każde dziecko potrzebuje bliskości z matką i uwagi i każdy noworodek płacze, ale chyba tylko ten kto ma takie dziecko widzi wszystkie różnice. Moje pierwsze dziecko synek był spokojnym dzieckiem, spał sam w łóżeczku, potrafił przez jakiś czas zabawić się sam, choć wiadomo, że tez potrzebował uwagi, Córka kompletnie inna, w dzień spała tylko tyle co przy piersi, w nocy co chwilę się budziło i intensywność płaczu zupełnie inna, więc absolutnie nie zgodzę się z tym, że opisane zachowanie dotyczy każdego dziecka, bo tak nie jest.

Widocznie mamy inne definicje normy:-) To, ze Twoja corka byla inna od syna, nie oznacza ze nie miescila sie w ‘normie’. Moze to on byl ponadprzecietnie spokojny, a nie ona zbyt wymagajaca?
Tez jestem mama dwojki zinnych biegunow.

Prostujac Twoja interptacje: napisalam, ze to zachowanie normalne dls ludzego potomstwa, nie, ze ‘dotyczy kazdego dziecka’ :-)

no nie że jest to zupełnie najnormalniejsze to nie powiem, ale w sensie takim, że takie dzieci są i nie jest to żadne wypaczenie to się zgodzę, już się rodzą takie dzieci z trudnym charakterkiem i wyjątkowo wrażliwe i trzeba to zaakceptować

Blad. Autor ADHD wcale nie przyznal, ze wymyslij te chorobe. On jedynie przyznal, ze diagnoza tej choroby jest naduzywana i zbyt duze znaczenie przypisuje sie czynnikom genetycznym ja wywolujacym. Jednym slowem, ze choroba jest czesto fikcyjna w wielu przypadkach, co nie znaczy wcale, ze nie istnieje. Prosze doczytac wywiaz z dr Leonem Eisenbergiem. Niestety wiele osob powiela powierzchowne i bledne rozumienie jego wypowiedzi..

No wlasnie to jest to, o czym mowil Eisenberg! ADHD to idealny przyklad choroby fikcyjnej, choroby przykrywki, choroby wymowki, choroby przediagnozownej i naduzywanej. Co nie znaczy, ze ona nie istnieje.

Trzeba miec takie dziecko, zeby zrozumiec – po dwojce przecietnych dzieci, trafilo am sie HNB – nie znalam takiego okreslenia, ale sama mowilam, ze on ma specjalne wymagania, bo to po prostu widac i slychac i czuc ;)

A to przepraszam, ADHD jest chorobą wpisaną do rejestru ICD-10 pod numerem F90. Dodatkowo, żeby uzupełnić wiedzę:

Wypowiedź prof. Leona Eisenberga, znanego amerykańskiego psychiatry dziecięcego, padła w 2009 roku – kilka miesięcy przed jego śmiercią. W rozmowie, którą przeprowadził z nim wówczas dziennikarz niemieckiego pisma “Der Spiegel”, miał on powiedzieć, że “ADHD jest cudownym przykładem sfabrykowanej dolegliwości”. Motorem stworzenia takiej jednostki jest – jego zdaniem – rynek farmaceutyczny, który błyskawicznie wynalazł na nią cudowną pigułkę.”

moje dwie córki… idealny opis, male wrażliwce:) ciekawe czy trzecia taka będzie.. juz sie nastawiam,że tak hahha 4 mce wyrwane z życiorysu hahha..

Niesamowite.. kropka w kropkę mój synek. . Ma teraz 6 mcy i szkoda że nie zdawałam sobie sprawy że takich dzieci jest więcej. Na osiedlu same aniołki :( nikt mi nie wierzył a ja już się poddawałam i uznałam siebie za złą matkę skoro moje dziecko jest ciągle nieszczęśliwe. To prawda że nie ma co o tym gadać z ludźmi którzy nie mają takich dzieci.Nie zrozumieją.

Dziękuję za ten artykuł !
Moja córeczka skończy w grudniu 2 latka, w czerwcu pojawi się na świecie nowy członek naszej rodziny i jestem tym trochę przerażona. Mała w tej chwili jest odkładana do swojego łóżeczka (które stoi obok naszego) ale w nocy zawsze do nas przechodzi. Budzi się po kilka razy, chociaż czasami zdarza się, że przesypia całą noc. Łka wtedy, albo wpada w histeryczny płacz. Zastanawiam się, czy kiedyś to minie czy tak już zostanie. Chciałabym, żeby spała w swoim łóżeczku, bo nie wyobrażam sobie jej i niemowlaka pomiędzy nami, ale zupełnie nie wiem jak to zrobić. Czy może powinnam się z tym pogodzić i niemowlaka odkładać do swojego łóżeczka a córeczce pozwolić spać z nami? Co jeśli kolejne dziecko także będzie HNB? Może ktoś miał podobne doświadczenie i coś podpowie ?

Ja przy córce skapitulowałam i pozwoliłam jej spać w naszym łóżku, bo już po prostu byłam nieprzytomna ze zmęczenia. W wieku ponad 2 lat nadal do nas przychodziła w nocy, to był jedyny sposób, żeby szybko zasnęła i jeszcze trochę pospała. Potem jakoś sama wyrosła, w wieku 2 i pól lat zaczęła w końcu przesypiać noce, teraz ma prawie 4 lata i śpi bez problemów, czasami, ale rzadko zdarza się, że budzi się ok. 3-4, ale zasypia ponownie w swoim łóżeczku. Najgorsze w przypadku takich dzieci jest to, że te wszystkie “uniwersalne” mądrości i zasady w tym przypadku się nie sprawdzają. Dziecko powinno spać w swoim łóżeczku, zwłaszcza w wieku kilku lat, ale to rodzic najlepiej zna swoje dziecko i jego reakcje, czasem trzeba te złote rady i zasady odrzucić i zdać się na własną intuicję, ja tak zrobiłam pozwalając mimo obaw spać córeczce z nami, oczywiście starałam jej się tłumaczyć, że najwygodniej będzie jej u siebie, a rano zawsze może przyjść do mamy się potulić, ale nic na siłę, sama swoim tempem do tego dorosła:)

Moja corka miala 2,3 kiedy urodzil sie syn. Maz przeniosl sie na 2 miesiace na materac i ja spalam z dziecmi, bo corka wczesniej spala z nami – o spaniu w lozeczku nie bylo mowy – dzieki temu moglismy sie spokojnie wysypiac. Przed narodzinami kupilismy jej normalne lozko i postawilismy obok naszego. Tam zasypiala, ale przychodzila do nas przy pierwszym przebudzeniu. Po nardzoinach brata, przeniosla sie na stale na 2 miesiace, zeby nie czula sie odrzucona a pozniej stopniowo coraz dluzej przesypila w swoim lozku. W wieku 4 latach spala juz na stale na gorze napietrowym lozku a jej brat na dole. Rok pozniej przenieslismy ich do odzielnego pokoju i nie bylo najmniejszego problemu ze spaniem. Wszystko odbylo sie bezstresowo – uwagi babc i innych zyczliwych osob puszczalismy mimo uszu. Z kolejnym dzieckiem historia jest troche inna, bo to typowe dziecko HNB – opisalam powyzej.

może malutki będzie wolał spać w łóżeczku, nie wiadomo, mój starszy ma 6 lat i nadal czasami przychodzi do nas do łózka, młodszy ma 3 lata i spał z nami tylko do 3- miesiąca, od tamtej pory woli swoje łózko.

Artykuł bardzo ciekawy, odnosi się jednak jedynie do całkiem malutkich dzieci. Ciekawi mnie jak postępować z takim dzieckiem w późniejszych latach, córka ma prawie 4 latka i o ile problem ze spaniem już do szczęście minął (do 2,5 roku nie przespałam ani jednej nocy), zanoszenie się również, o tyle skłonności do histerycznego płaczu z byle powodu, a czasem bez powodu jej zostały, jest bardzo emocjonalna i temperamentna, ale niestety próba stosowania zasad, które przy starszym synku się sprawdziły przy niej nie bardzo zdają egzamin, chciałabym przeczytać coś na temat możliwości postępowania w takich przypadkach, żeby wytyczyć dziecku granice, ale jednocześnie, żeby nie czuło się przez to odrzucone czy karane.

Ja tak miałam do 3 rż. Teraz mała ma 5 lat i szczerze mówiąc dopiero teraz trafiłam na wyjaśnienie jej zachowań-wszędzie słyszałam(od lekarzy też),że rozpieszczona,rozpuszczona i diabli wiedzą co jeszcze. Noce przesypia(od ok.2 lat dopiero),choć zdarza jej się co jakiś czas pobudka,ale o ile nie jest w zerówce(a tam też ma kłopoty z aklimatyzacją-nie ma mamy) -chodzi za mną jak cień,musi czuć bliskość. I nie da jej się wytłumaczyć,że jak mama znika np. w łazience sama ,to wcale nie znaczy,że jej nie kocha. Taki wrażliwiec straszliwy.
A tak w ogóle,to rzeczywiście czuję ulgę,że nie tylko ja tak mam .I że niekoniecznie ja coś żle zrobiłam.
Starsza(14l.) też to przechodziła,ale u niej minęło w wieku ok dwóch lat .

Moj syn opisany co do kropki. Tylko, ze to moje 3cie dziecko i wiedzialam, ze to nie jest moja wina, ze on sie tak zachowuje – instynkt od poczatku podpowiadal co robi – starsze dzieci mialy podobne objawy, ale o duzo mniejszym natezeniu. Przez pierwsze 2 miesiace spal na moim brzuchu w nocy – inaczej sie nie dalo. Non stop noszony – dobrze, ze chusta byla wystarczajaca – przy pierwszym dziecku nauczylam sie robic wszystko jedna reka, bo chust jeszcze nie bylo. Lozeczko to niepotrzebny wydatek – wytrzymywal w nim 5 min. Zadne karuzele, bujaczki nie dawaly rady go zajac na dluzej niz 5-10 min. Jeden raz udalo sie go odlozyc na pol godziny – jaka to byla radosc, ze moze nareszcie cos sie zmieni – niestety to byl jednorazowy epizod. Spacery w wozku – wkladalam ululanego, za pol godziny wracalismy na syrenie – on na rekach a starsze dzieci pchaly wozek. Najdluzsza drzemka w dzien zawsze trwala maks 30 min – przy czym wszyscy musieli uwazac, bo nawet glosniejsza rozmowa od razu go wybudzala. I to nie bylo przyzwyczajenie do spania w ciszy jak wszyscy dookola twierdzili – musielismy sie dostosowac – razem z rodzenstwem. Bylismy wykonczeni – nie mamy nikogo do pomocy w zajmowaniu sie dziecmi. Teraz syn ma 4,5 roku – Od roku spi lepiej – chociaz lozko ma obok naszego, bo w nocy czesto jeczy i szuka kontaktu i przychodzi do naszego lozka. Ale nie wola mnie noc w noc jak wczesniej. Stopniowo zostaje coraz dluzej sam w pomieszczeniu – ale ktos musi byc w zasiegu glosu. Jedyne pocieszenie dla rodzicow takich maluszkow – moje kolezanki z takimi starszymi dziecmi pocieszaly mnie, ze wyrosnie na inteligentniejszego. I teraz moge przyznac im racje – take dzieci maja wrazliwsze mozgi, odbieraja wiecej bodzcow i sa inteligentniejsze. Moj 4 latek ma wiedze na poziomie 8 latka i wiekszosci rzeczy nauczyl sie sam nie wiadomo kiedy – tym bardziej, ze buzia mu sie nie zamyka i jest bardzo ruchliwy – tu zaznacze, ze zaczal chodzic w ieku 18 miesiecy, ale w niczym mu to nie przeszkodzilo byc w pelni sprawnym fizycznie pozniej.

Marzena, cos w tym jest bo moj wymagajacy pierworodny jest mega inteligentny i nauka przychodzi mu z ogromna latwoscia. Ma niespotykane zainteresowania jak na osmiolatka. Wybija sie znacznie ma tle rowiesnikow. Hmmm…

Moja córka ma teraz 11 lat :) Wyrosła z tego! Jest bardzo wrażliwym dzieckiem, ma szerokie zainteresowania, jest lubiana przez rówieśników, ma kilka dobrych koleżanek, kocha zwierzęta, pyskuje mamie i tacie, potrafi przepraszać (nie na zawołanie ale z własnej potrzeby ), nie lubi być sama, czasami powracają lęki, gada przez sen (nawet odpowiada na pytania :), uwielbia listę przebojów trójki, pięknie maluje i jest normalnym, spokojnym dzieckiem. Dla rodziców oczywiście jest wyjątkowa. Powodzenia, dacie radę!

czemu nie przeczytałam tego wcześniej? ten typ tak ma…na szczęście mój synek powoli jakby wyrasta z tych zachowań, jednak część pozostała i pozostanie pewnie na zawsze. W ciągu dnia jest dokładnie taki jak w opisie, za to wieczorem po kąpieli usypia sam:) Najlepsze,że waży 9 kg, a ja go muszę nosić i nosić…Też tak macie, że jak wynajdziecie metodę usypiania, to po jakimś czasie ona przestaje działać?;( o odkładaniu nie ma mowy, histeria, ostatnio dostał histerii u lekarza, aż mi się jakoś wstyd zrobiło, nie mogłam go ubrać bo dostał szału…nie znosi zmiany miejsc, rozbierania i jak go obcy dotykają, a to wszystko dzieje się u lekarza… Moim zdaniem, po prostu takie dzieci są, nie wiem czy można to sklasyfikować jako jakieś HNB, na początku to mi się wydaje wynika to z niedojrzałości układu nerwowego, dodatkowo dziecko rodzi się już jako taki wrażliwiec… teraz myślę, że mały ma to po mnie. Myślałam, że urodzi mi się aniołek, ja spokojna, mąż spokojny, spokojnie ciążę przechodziłam bez komplikacji, urodziłam w terminie, wszystko fajnie a tu takie coś…Krzyki wrzaski, w wózku źle, w łóżeczku źle a czasem to i na rękach źle. Nie zostawiłabym małego z żadną opiekunką, jedynie z mężem albo mamą, bo tylko oni wiedzą jak z nim postępować, niania zwyczajnie nie dałaby rady, albo po prostu więcej by nie przyszła :P Cóż taki już jest mój syn, bywa ciężko, ale jest całym naszym życiem i największym szczęściem!:)

U nas to samo – tylko mąż go opanuje. A w większości przypadków i tak Mały czeka ze wszystkim na mnie. Praktycznie chciałby być non stop przy mnie. Ma już rok – noszę go do zaśnięcia ok.30-40 min, waży 9,5 kg – czasem chce mi się wyć z bezsilności…Z wózka najchętniej by wyszedł i przemierzył świat na czworakach – wyrywa się dosłownie wszędzie – mi też wstyd w sklepie, na spacerze…Co ciekawe – już drugi raz usłyszałam z ust dwóch niezależnych lekarzy, że inteligencję ma na poziomie dwulatka…Coś za coś…

Pocieszę Cię, że mój ma dopiero 5 miesięcy a waży już 9 kg…jak był na piersi to rzucał się przy niej i szarpał, teraz jest na butelce i też potrafi być przy niej niespokojny. Metody usypiania są różne, czasem noszę czasem siedzę z nim na kolanach i się kołyszę, czasem nic mu nie pasuje. Teraz i tak jest lepiej, wcześniejsze histerie ze zmęczenia to dopiero był wycisk i dla niego i dla nas.

Nasz butelki nie ruszy, nie ma szans, wypycha, wypluwa i koniec. Przy piersi się szarpie od kiedy skończył 3 m-ce, ale nadal domaga się karmienia – w nocy istny cyrk – przystawiam go co najmniej 5 razy! Usypianie jest koszmarem, a najgorsze, że nie śpi dłużej niż 1,5 godz. bez przerwy. rzuca się, przewraca, wstaje, siada, trzeba go wyjąc, ponosić albo przystawić do piersi i półtorej godziny spokoju… Padam na twarz dosłownie po 13 miesiącach walki…

Współczuje…U nas noce są w miarę ok. W ogóle ostatnio jest duuużo lepiej. Neurolog( byliśmy u niej z powodu drżeń rączek u małego) po obejrzeniu wyników USG przezciemiączkowego i rozmowie z nami, stwierdziła, że te problemy wynikają z niedojrzałości układu nerwowego i jest duża szansa, że to minie. I faktycznie z czasem mija. Fakt nasz synek jest bardzo wrażliwy, lubi bliskość bardziej niż inne dzieci i jest dosyć płaczliwy, ale w miarę jak dorasta jest lepiej. Może kup nosidło? my wypożyczyliśmy i się przydaje:) Czasem mały nawet w nim się wygina:P ale i tak lepiej go nosić w nosidle, jest o niebo lżej i można wyjść na spacer. Ciekawe jak będzie w spacerówce, bo gondola to u nas odpada.

Dziękuję Ci za ten wpis. Czytałam ze łzami w oczach. Nie słyszałam nigdy o HNB, a wydaje się że to również o moim dziecku, sama nie mogłabym tego lepiej opisać. Tak właśnie się czułam. Mój pierwszy synek tak samo się zachowywał, reagował, spał tylko wtulony godzinami we mnie, budził się często z krzykiem, bez wyraźnego powodu. Pamiętam jak nawet moja Mama podziwiała mnie – “ile ty masz do niego cierpliwości…” choć sama jest wspaniałą matką. Myślę, że to nie cierpliwość, to miłość, cierpliwości brakowało, łzy często same leciały, ale tuliłam dalej, mówiłam spokojnie, głaskałam, nosiłam w chuście i całowałam… Spacery – wszystko pięknie, aż do momentu gdy budził się w wózku z przeraźliwym krzykiem. Nie była to kolka, nie było mu za zimno, za ciepło, nie był głodny. A krzyczał tak, że się zanosił. Spacery tylko w pobliżu domu, bo często musiałam biec do domu z dzieckiem w ramionach, wózek pchając biodrem. Miałam dość komentarzy przechodniów. Zaczynałam mieć alergię na ludzi. Nienawidziłam “dobrych rad”. Nasza lekarka pediatra, do której trafiłam prosto ze spaceru z krzyczącym dzieckiem, po 40 minutach badania go, noszenia, tulenia, poddała się mówiąc, że pojęcia nie ma co mu dolega. Pamiętam do tej pory nasze podróże samochodem, moje przerażenie i próby natychmiastowego zjechania na bok, kiedy dziecko zaczynało krzyczeć, wyjęcia małego z fotelika żeby przytulić i przystawić do piersi, wtedy się uspokajał. Smoczki-zapomnij. Ile razy karmiłam dziecko w przedziwnym miejscu – siedząc na krawężniku, przy sklepowej półce – bo nie było w pobliżu na czym usiąść. Poradniki-miałam ochotę je wszystkie podrzeć i wyrzucić, z Tracy Hogg na czele. Zaczynałam nienawidzić spotkań z innymi mamami, które opowiadały o swojej sielance. Teraz moje dziecko ma 5 lat. Jest dużo lepiej, choć nadal jest bardzo wrażliwym dzieckiem. Lekarze zdiagnozowali u niego całościowe zaburzenia rozwoju ze spektrum autyzmu ze wskazaniem na Zespół Aspergera… Ale ja mam mnóstwo wątpliwości. Masa objawów się nie zgadza, ale prowadzimy terapię, ale przede wszystkim tulimy i poświęcamy dużo czasu. Choć było i nadal bywa ciężko, relacje w domu były wystawione na ciężką próbę – przetrwaliśmy. Kocham to moje dziecko najbardziej na świecie i nie zamieniłabym na żadne inne. Teraz jest ich dwóch – dwóch wspaniałych choć zupełnie innych chłopców, o innych potrzebach i temperamencie, ale obu kocham równie mocno choć każdego chyba zupełnie inaczej. Dziękuje raz jeszcze.

Jestem matką czworga. Każde moje dziecko jest inne, każde wymagało odmiennego traktowania. Do każdego dziecka wtłaczałam te same reguły, tj. stały plan dnia. Krok po kroku dzień dzieciom upływał tak samo, od urodzenia. Tylko aktywność była dostosowywana do umiejętności i chęci dziecka. Czy miałam jakieś problemy, jak te przedstawione w artykule? Nie.
ALE. Miałam równocześnie możliwość obserwowania dzieci mojego rodzeństwa. Moja siostra np. od urodzenia leciała do dziecka niemalże z piersiami na zewnątrz. Przy każdym zakwileniu dziecka, na złamanie karku leciała na pomoc. Zatykała mu usta sutkiem. Nie pozwoliła mu wyrazić swojej potrzeby, bo JEJ się wydawało, że dziecko jest głodne. Mówiłam, prosiłam, tłumaczyłam, że tak wcale nie jest. Że dziecko ma potrzebę ssania, ale nie znaczy że jest głodne itp. W tej chwili jej córka ma 1,5 roku i oczywiście sama zdiagnozowała u niej HNB. To samo szwagierka. Nie pozwalała dziecku bawić się samemu. Nie pozwalała na samodzielność. Zawsze była krok w krok z nim od urodzenia. Razem w łóżku, razem wszędzie. Nawet załatwiała się z małym na rękach. Bo jak tylko było samo, to zakwiliło…
Z moich obserwacji wynika, że dzieci niemal od urodzenia wyczuwają słabość rodziców. Kojarzą: płaczę – dostaję pierś – jestem spokojny. Uwielbiają wręcz to wykorzystywać. Matki są na tyle nieporadne, że ganiają za dzieckiem, a potem masz ci los, to typowe dziecko HNB. Czytając ten artykuł, zaczynam rozumieć czemu tak wiele dzieci (pomimo, że rodzice są w miarę zamożni) jest jedynakami. Namnożyło się wiele teorii diagnozujących zachowania dzieci, ludzie dowiadują się, czytają i naginają w stronę swojego dziecka. A tak naprawdę to przykrywka dla swojej słabości. Ktoś powie, ale ja mam 2 dzieci, z jednym nie było problemu, ale to drugie… A to drugie rzeczywiście jest być może odmienne, potrzebuje więcej uwagi, ale szybka ocena sytuacji pozwala dostosować traktowanie dziecka do jego osobowości, co ułatwia życie i jemu i rodzicom.
Moja jedyna córa ma 2,5 roku. Rzeczywiście wymagała większej uwagi, ale próbowałam różnych metod aby żyło jej się lepiej. Grafik dnia był niezmienny, rytuały też. OK. Przez pierwsze 2-3 miesiące to był koszmar, ale zanim ukończyła pół roku, doszliśmy do metod, które dają obopólne korzyści. Aktualnie jest wesołą dziewczynką, która dzielnie odkrywa świat zarówno na placu zabaw jak i w żłobku.
Aktualnie rodzice z jednej strony mają świetne narzędzie – psychologię i pedagogikę, którą mogą stosować w wychowaniu swoich pociech, ale z drugiej strony rozleniwiają się na tyle, że pozwalają dziecku na wszystko. Np. nie mogę sobie wyobrazić spania w łóżku z dzieckiem, bo matce nie chce się wstawać na karmienie. Moje były wszystkie karmione piersią i wszystkie max. do 4 miesiąca były karmione 2 razy w nocy, a potem przesypiały całą noc. Dlaczego? Bo pomogłam im rozróżnić dzień od nocy. Bo nauczyłam zasypiać ponownie. Czy wiecie, że sen człowieka składa się z ok 30-45min cyklów? Potem następuje przebudzenie, które dorosły człowiek na ogól nie wyłapuje, tylko np. przekręca się na drugi bok. Jeżeli nie nauczy się niemowlaka zasypiać z powrotem, to potem lecą skargi: moje dziecko nie śpi dłużej jak 30 min. A jak ma dłużej spać jak nikt nie nauczył ich, jak zasypiać z powrotem? Wszyscy tylko mają oczekiwania, ale żeby robić, to nie ma komu.
Koniec leniuchowania, dzieci czekają.

Też się tak wymądrzałam dopóki nie urodził mi się synek, który ma wiele cech opisanych powyżej. Na niego nie działają żadne super psychologiczne metody i mogłabym się poczuć urażona, tym że zarzuca mi Pani lenistwo. Nie poczułam się jednak. Dlaczego? bo Pani tego po prostu nie rozumie. Ja wiem, że czasy się zmieniły i wiele rodziców daje się terroryzować, ze tak brzydko powiem, własnym dzieciom. Jednak trzeba nie mieć elementarnej wiedzy o niemowlętach żeby powiedzieć, iż 2-3 miesięczne niemowlę jest w stanie coś wymuszać- to wręcz śmieszne. Pozdrawiam życząc dalszych sukcesów wychowawczych.

nie mam dzieci HNB (raczej spokojne, ale trochę z temperamentem) ale nie mogę się powstrzymać od komentarza, bo w przeciwieństwie do Pani wypowiedzi mimo, że nie jestem mamą takiego dziecka to potrafię zrozumieć że takie dzieci są. No bo jak miesięczne dziecko może wymuszać płaczem żeby go przytulić czy dać possać pierś? Zresztą już ktoś wcześniej już o tym pisał. Też mnie zawsze takie stwierdzenia będą śmieszyć. i tak, ja jestem takim leniem co się mu nie chce wstawać w nocy na karmienie i pół nocy synek śpi ze mną i obydwoje się z tym dobrze czujemy. A co do tych rytuałów, to pani dzieci musiały mieć strasznie monotonne życie, a pani chyba chodziła sfrustrowana jak nie daj Boże coś sie w tym cudownym planie dnia poprzestawiało. A jak pani nauczyła ponownie zasypiać dziecko po przebudzeniu jak już nie jadły w nocy? Pewnie wtykając smoczek? Mój też by pewnie sam usypiał ze smoczkiem, ale wolę się trochę pomęczyć i jednak wtykać mu cyca ;) Pozdrawiam.

Jezuuu!Nie wierzę, że to na prawdę się dzieje! Nie mogę uwierzyć, że na prawdę czytam te wszystkie wpisy i, że napisali je ludzie, którzy przeżyli to samo co ja. Każdy z kim rozmawiałam na temat młodszej (rocznej) córki, twierdził, że taki po prostu ma temperament. Jest żywą iskierką. Niegasnącą! Mania jest drugą córką (z pierwszą “poszło książkowo”). Wydawało mi się po pierwszej córce, że już nic mnie nie zaskoczy. Że nawet z największymi problemami wychowawczymi razem z mężem sobie poradzimy. A tu ku ku. Wszystko co piszecie to moje życie. Jednak strzałem w dziesiątkę było zapisanie córki do prywatnego żłobka w wieku 7 msc. Podkreślam PRYWATNEGO ponieważ w całym żłobku jest 10 dzieci i 4 panie do opieki. Jak ogólnie wiadomo w żłobkach publicznych jedna grupa to ok.30 dzieci i trzy panie pracujące na zmiany. Co ma ogromne znaczenie w przypadku dziecka HNB ponieważ jest mu poświęcane dużo więcej uwagi. Ma bezpieczną przestrzeń do “wyszalenia się”. A ponieważ swobodna zabawa w domu skupia się jedynie na bieganiu od szafki do szafki, wyciąganiu butów, jedzeniu psiej karmy i wywalaniu wszystkich słoików z pudła pod stołem, uważam, że pomimo najrozpaczliwszego płaczu przy opuszczaniu mamusi rano w drzwiach żłobka – wiem, że “wychodzi to jej i mi na dobre”. Po moim zniknięciu sama się bawi, wytacza sobie tory przeszkód, których żaden inny maluch nie jest w stanie pokonać, wszystko ładnie zjada, śpi po 2godz. Zawsze ma swoje danie i nigdy nie waha się powiedzieć “NIE NIE NIE”. Oczywiście po powrocie do domu wszystko zaczyna się od nowa. Ale “przebywanie ze sobą” w krótszym czasie niż 24/dobę powoduje, iż mam siłę do uniesienia tych wszystkich emocji, które biorą się nie wiadomo skąd – co wcześniej było dużym problemem, ponieważ skupiałam się przede wszystkim na szukaniu rozwiązania – “o co Ci chodzi?”. Teraz wiem, że muszę swoje zdanie odłożyć na bok i po prostu bawić się tak jak ona chce, wtedy kiedy ona chce i nie da się zrobić NIC NA SIŁĘ. Ponieważ skutek jest zawsze odwrotny.
Korzystając z okazji, że pisze ten komentarz (a nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się skomentować nic na żadnym forum itp.) chciałabym bardzo gorąco podziękować mojemu mężowi, który znalazł ten artykuł i który ma milion razy lepsze niż ja podejście do naszej córki i na co dzień pokazuje mi, że ją po prostu trzeba kochać INACZEJ. Nie mniej. Nie gorzej. Po prostu wyjątkowo!
Życzę wszystkim rodzicom dużo siły i wytrwałości w szukaniu “sposobu na”…każdą niewygodę i niepogodę.

Pozdrawiam

dla mnie ten artykuł to odkrycie. mam czteroletnią córkę i mogę teraz, z
perspektywy czasu ocenić ją jako dziecko wielkich potrzeb. wcześniej
wydawało mi się, że to jest całkiem normalne i wszyscy mają podobnie,
takie po prostu jest małe dziecko, wymagające i trzeba objąć je
najlepszą opieką. normalne. tak ogólnie to jest niesamowita – rezolutna
jak diabli ale wrażliwa. mogłabym tu o niej pisać i pisać, ale powiem
tylko krótko (chyba, że ktoś jest ciekaw, mogę się wypowiedzieć b.
szczegółowo), że ciekawi mnie co dalej, jeśli chodzi o rozwój z HNB. jak
wygląda rozwój dzieci starszych i młodych dorosłych klasyfikowanych
jako HNB?

Drodzy rodzice, jestem mama HNB – bede wdzieczna za Wasze cenne wskazowki – art natchnal mnie do stworzenia grupy na FB: High Need Babies: Rodzicielska Grupa Wsparca i Wymiany Doświadczeń.
Bede wdzieczna za wasze wskazowki, bo sami wiecie, jak kazda madra rada moze odmienic dzien, ktory wyglada codziennie tak samo… :) dziekuje!

Tak, moja córka- piec lat. Nie zasypia sama, a śpi ok 8h/ dobę, trzeba ja karmić łyżeczką gdyż nie je sama- i nie chodzi o to ze nie umie, nie można uczesać ani obciąć włosów, nie mówiąc już o paznokciach. Z ubieraniem tez jest kłopot. Ale jest już znacznie lepiej gdyż można przemówić jej do rozsądku. zdarzają sie jeszcze napady histerii. Szkoda ze wcześniej nie wiedziałam o HNB – myślałam poprostu ze to ja nie daję rady. Koleżanki i babcie tez tak myslaly(myślą).

Czytam ten artykuł i chce mi się płakać. Moja córka. Opisana w każdym aspekcie. Dziecko, które budziło się rano zaczynało płakać. I płakało cały czas. Tylko przy piersi się uspokajała. Zasypianie – tylko przy suszarce, wyłaczałam, pstryk i dziecko się budziło. Dziecko nieodkładalne. Zostawione na 10 sekund samo w łóżeczku, w foteliku, na macie – wpadało w histerię nie do opanowania. Spacery. Dwie godziny płaczu. Ryku. Śmiechy i komentarze ludzi – czemu ono tak się drze, tak wyje? Pchanie wózka jedną ręką, na drugiej dziecko. Codzienna trauma – co robię źle, że ona ciągle płacze? Dziecko, które do 2 roku życia nie przespało żadnej nocy, teraz ma prawie 4 lata a i tak budzi się kilka razy, popłakuje, znów zasypia. Dziecko piekielnie inteligentne, nad wiek rozwinięte i nadal – nadwrażliwe. Gdybym wiedziała wcześniej, byłoby mi łatwiej – bronić się przed zarzutami, że ją rozpieszczam, że to moja wina, bo jest rozpuszczona, źle wychowana. a ona po prostu taka jest…

Tak, dokładnie tak wyglądało moje macierzyństwo. Moim szczęściem okazało się jednak to, co z początku wydawało się nieszczęściem. W związku z nieustającym płaczem naszej córeczki, zarwanymi nocami, ciągłym umęczeniem i stresem w naszym małżeństwie dochodziło do tak wielkich napięć, że stanęliśmy w obliczu decyzji o rozwodzie. I to był moment, w którym poczuliśmy jak nasze życie legło w gruzach. Nie bez przyczyny mówi się, że trzeba dotknąć dna aby się móc od niego odbić. Być może właśnie dlatego, że w naszym odczuciu byliśmy na dnie jako rodzina, pozwoliło to nam otworzyć oczy trochę szerzej i przyznać się sami przed sobą, że potrzebujemy pomocy. Znajomi z pracy męża doradzili nam mediacje rodzinne. Tak trafiliśmy do miejsca, w którym obok mediatorów pracują także, a może przede wszystkim psycholodzy. Na spotkaniu z mediatorami zasugerowano nam, że może poszlibyśmy również na konsultację z panią psycholog, która zajmuje się rodzicami niemowląt. Spodziewaliśmy się raczej terapii małżeńskiej, ale już na pierwszym spotkaniu pani psycholog uświadomiła nam, że siedzimy jak na szpilkach, bo przecież w domu pod opieką mojej koleżanki płacze nasze dziecko i dopóki to się nie zmieni to my i tak nie będziemy do końca obecni. Wyjaśniliśmy, że nasza pięciomiesięczna Ala jest TAKIM właśnie dzieckiem od urodzenia, dzieckiem szczególnych potrzeb. Pani psycholog zapytała nas najzwyczajniej w świecie czy nie chcielibyśmy, żeby pokazała nam inną Alę. To pytanie wydało nam się tak dziwne, że aż irytujące w całej tej sytuacji. Zaczęła nam jednak opowiadać o swojej pracy, jak to przebiega i że nie jesteśmy pierwsi, którym się wydaje, że wykorzystali już wszystkie sposoby. Potem umówiliśmy się na wizytę u nas w domu. Miałam być tylko ja z Alą, na początek bez mojego męża. Pani psycholog nas trochę poobserwowała, zadała kilka pytań, zaproponowała kilka kwestii do rozważenia. Później zapytała czy może chwilę zająć się moją córeczką. Miałam duże opory, bo Ale miała gorszy ze swoich i tak trudnych momentów. Nie wiem już jak to się stało, że o dziwo! Ala nie miała oporów, żeby pani psycholog wzięła ją na ręce. Była zaciekawiona, spokojna aż wreszcie nawet uśmiechnięta. I tak przez prawie godzinę. Coś takiego nie było wcześniej możliwe, nigdy! Potem Ala zrobiła się trochę senna i pani psycholog zapytała mnie czy może położyć ją spać w łóżeczku. To było kolejne zwykłe pytanie, które wzbudziło mój niezwykły lęk, że Ala przecież nie zasypia w łóżeczku i co ma znaczyć “położyć”? Że sama? Przecież to będzie dla niej straszne! Uspokoiła mnie, że jak tylko zacznie płakać to ją zabierzemy. Zgodziłam się. Patrzyłam jak zahipnotyzowana jak całkiem obca kobieta z łagodnym uśmiechem na twarzy układa moje dziecko w łóżeczku a ono pociera oczka i zasypia. Postałyśmy tak obie jeszcze chwilę i wyszłyśmy do kuchni. To było dla mnie tak szokujące, że zalałam panią psycholog listą pytań, które właściwie i tak miały dać mi odpowiedź na jedno: jak pani to zrobiła? Odpowiedziała ze spokojem: chciałam, żeby zasnęła. A potem dodała: tylko tyle i… aż tyle. I nad tym chciałabym z panią popracować. Pracujemy tak od czterech tygodni po kilka godzin tygodniowo i moja córeczka wreszcie jest szczęśliwym dzieckiem. Prawie nie wiem co to płacz, Ala zasypia w ciągu dnia na dwie długie drzemki (ok. 2 lub 3h każda) i przesypia całe noce. Budzi się w doskonałym nastroju i potrafi bawić się sama uśmiechając do mnie od czasu do czasu. Za to ja częściej płaczę w ciągu ostatnich tygodni… łzami wzruszenia;) Pani psycholog uświadomiła mi kilka kwestii, nad którym muszę zachować czujność a być może kiedyś nawet pójść na terapię. Oboje z mężem jeszcze czasem boimy się, że to dobre się skończy i wróci tamten ciągły alarm, ale z każdym dniem cieszymy się coraz bardziej z tego co jest i chcemy zapomnieć koszmar tych pierwszych miesięcy. Drogie MAMY HNB! Jeśli to jest możliwe u nas, to może u Was też! Szukajcie pomocy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *