| Juul na poniedziałek, cz. 84 – Nie możemy mówić o związku partnerskim, kiedy jedna strona jest zadowolona, a druga nie

Juul na poniedziałek, cz. 84 – Nie możemy mówić o związku partnerskim, kiedy jedna strona jest zadowolona, a druga nie

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Pytanie rodzica:

Jestem macochą dla dwójki dzieci. Mój partner zaczął wszystkie zadania związane z dziećmi pozostawiać mnie, kompletnie nie rozumiejąc, jak trudno jest żyć spełniając oczekiwania jego, dzieci i innych dookoła. Dzieci – które są w wieku pięciu i siedmiu lat – przeżyły już rozpad związku swoich rodziców, więc robię wszystko, co mogę, by ta sytuacja się nie powtórzyła. Dziewczynki mnie kochają, a ja kocham je, niestety czuję, że ich ojciec jest dla nas nieobecny. Trudno mi rozwiązać tę sytuację, ponieważ on odmawia spotkania z terapeutą. Piszę do pana z nadzieją, że zmieni zdanie kiedy przeczyta, co pan o tym sądzi. Obawiam się, że jeśli mój partner nie zrozumie, że to nie ja jestem matką tych dzieci i że nie na mnie spoczywa odpowiedzialność za nie – załamię się i odejdę, a dzieci znów przeżyją szok. Mam wrażenie, że on w ogóle nie rozumie, że nagły przeskok z bycia singlem do bycia matką dla dwójki dzieci, to dla mnie ogromna zmiana.  

Odpowiedź Jespera Juula:

Mogę z łatwością wyobrazić sobie, jak bardzo frustrująca musi być dla pani ta sytuacja − zamiast partnera i rodziny dostała pani właściwie nieodpłatną pracę. Zgadzam się, że potrzebujecie profesjonalnej pomocy − i to natychmiast!

Zasadniczo nie możemy mówić o związku partnerskim w sytuacji, w której jedna strona jest zadowolona, a druga nie. Kiedy jedna strona jest nieszczęśliwa, czy choćby przygnębiona stanem rzeczy, oznacza to, że związek nie działa jak należy – bez względu na to, czy partner to zauważa czy nie. W związku partnerskim relacja oparta na wzajemności jest pierwszym „dzieckiem” pary. To “dziecko” potrzebuje tyle samo troski i czasu co dwójka pozostałych. Relacja jest nieudana nie dlatego, że coś jest nie tak z jedną lub drugą stroną, ale dlatego, że związkowi brakuje pewnych ważnych cech. Jeśli jedna strona mówi, że potrzebuje pomocy, to znaczy, że cały związek tej pomocy potrzebuje. Nie chodzi tu o winę, ale o wzięcie współodpowiedzialności za to, co tworzymy razem.

Problem waszego związku wygląda następująco: Wasza para składa się z solisty oraz muzyka zespołowego. Pani partner definiuje swoje granice bardzo wyraźnie, podczas gdy pani granice są szeroko otwarte. On unika odpowiedzialności za panią i dzieci, a pani − za siebie.

Jestem przekonany, że jest pani w stanie poradzić sobie z odpowiedzialnością za dwójkę jego dzieci, ale odpowiedzialności za wasze wspólne „dziecko” nie może pani nieść sama, bo ono i tak umrze z braku troski.

Zanim napiszę wprost do pani partnera, chcę się z panią czymś podzielić: czytając ten list, mam poczucie, że jest pani bardzo wyczerpana i smutna. Polecam zatem następujące ćwiczenie: żyj z twoim ukochanym − dokładnie takim, jaki jest − bez oczekiwań, że może lub że zechce zmienić swoją postawę. Po pewnym czasie sprawdź, jak się z tym czujesz. Jeżeli będzie to trudne do wytrzymania, proponuję, żeby wysłała pani do niego list, ubierając w słowa swoje potrzeby i to w sposób tak konkretny i jasny, jak to tylko możliwe. Potem proszę poprosić partnera, by pomyślał o tym przez jakiś czas (np. dwa miesiące), zanim odpowie.

Ten okres mógłby nauczyć panią dużo o tym, czego potrzebuje pani jako „samotna matka” oraz jak może pani żyć ze swoją częściową samotnością. Jeśli oczywiście zechce pani tak żyć.

Wiele wskazuje na to, że jest pani człowiekiem, który naprawdę potrzebuje zacząć dobitniej określać samego siebie i swoje granice oraz komunikować je w jasny i dokładny sposób. Sama miłość tu nie wystarcza. Bardzo łatwo może pani stać się ofiarą swojej własnej empatii i miłości do dzieci oraz partnera. Najpewniej z biegiem czasu straci pani szacunek dla samej siebie, zacznie wątpić w swoją zdolność kochania i funkcjonowania w dojrzałym związku.

Odpowiedź dla partnera:

Nie znam pana, ale pozwolę sobie powiedzieć bez ogródek: list twojej partnerki w zasadzie powinnien być napisany przez ciebie i brzmieć mniej więcej tak:

„W moich najśmielszych snach nie sądziłem, że będę pisał do terapeuty, a jednak teraz to robię! Moja partnerka, którą bardzo kocham i która jest fantastyczną przybraną matką dla dwójki moich dzieci, nie czuje się dobrze w naszej rodzinie. Narzeka, że biorę za mało odpowiedzialności za dzieci oraz że sama czuje się samotna i przeciążona. Jestem przyzwyczajony do tego, że ze wszystkim radzę sobie sam, i właściwie nienawidzę myśli, że ktoś obcy − jakiś terapeuta – miesza się w nasze prywatne życie. Ale nie chcę jej stracić. To byłaby także katastrofa dla moich dzieci, które są z nią mocno związane. Na początku naszego związku mieliśmy fantastyczne życie seksualne, ale teraz ona rzadko ma ochotę na seks. Coraz mniej rozumiem z tego wszystkiego!”.

Pańska bierność jest autodestrukcyjna i w stylu macho. Wierzę, że jest pan odpowiedzialnym człowiekiem i cierpi z powodu sytuacji swojej ukochanej. Dlatego teraz jest odpowiedni czas na szukanie pomocy, której najwyraźniej nie otrzymał pan w swoim pierwszym małżeństwie.

Dobrze jest ze wszystkim radzić sobie samodzielnie, ale nie jest to konieczne. Potrzebuje pan kogoś z zewnątrz, kto pomoże panu wyrazić myśli i uczucia. Wtedy pańska partnerka będzie miała szansę zobaczyć swojego prawdziwego partnera, a nie tylko niepełny obraz pańskiej osoby i zdecydować, czy chce z panem żyć, czy chce odejść.

Pańska samodzielność i zdolność radzenia sobie w pojedynkę są wartościami, które z powodzeniem mogłyby ją zainspirować, ale w tej chwili są one odbierane raczej jako przeszkoda w waszym związku. Musi pan w końcu wkroczyć na boisko i zagrać razem z resztą drużyny, mimo że na początku będzie się pan czuł niezdarnie i niepewnie. Być może będzie to najbardziej radykalny krok w pańskim życiu; przeżyje pan strach i niepewność, a niekiedy nawet piekło. Ale proszę popatrzeć na swoją ukochaną oraz dzieci i odpowiedzieć sobie, czy są tego warte. Jeśli odpowiedź brzmi TAK, proszę znaleźć terapeutę, do którego ma pan 100% zaufania. Być może będzie pan musiał sprawdzić kilku, zanim się wam poszczęści, ale to nie jest takie groźne. Nie ma czegoś takiego jak zbyt trudni klienci – są tylko nie wystarczająco kompetentni terapeuci.

Tekst opublikowany w austriackim piśmie ,,Der Standard’’, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.


Dzieci są ważne

Redakcja serwisu dziecisawazne.pl.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

3 niecodzienne sposoby na owoce w diecie dziecka

Juul na poniedziałek, cz. 85 – Przychodzi taki czas, kiedy rodzic powinien odpuścić

Ile kosztuje wegetarianizm i weganizm?

Przejdz do: