| Juul na poniedziałek, cz. 76 – Rodzice mają prawo okazać bezradność

Juul na poniedziałek, cz. 76 – Rodzice mają prawo okazać bezradność

Jesper Juul jest duńskim pedagogiem i terapeutą rodzinnym o światowej renomie. Propaguje idee szacunku i współdziałania we wzajemnych relacjach z dzieckiem oraz dojrzałe przywództwo dorosłych.

Wraz z Wydawnictwem MiND przygotowaliśmy 85 unikatowych tekstów Juula. Czytajcie je w każdy poniedziałek na dziecisawazne.pl.

Pytanie matki:

Mamy dwie córki: pięciolatkę i trzylatkę. Obie są wspaniałe, ale starsza zaczyna mi przysparzać trosk, ponieważ codziennie mamy problem z jej wybuchami emocji. Często nawet nie jesteśmy w stanie domyślić się przyczyny. Bardzo szybko zaczynają się krzyki, płacz, tupanie nogami, skakanie i wściekanie się. Zupełnie nie potrafię jej wtedy uspokoić. Młodszą wystarczy objąć i spokojnie z nią porozmawiać, żeby wszystko wróciło do normy, ale starsza jest inna. Po bezowocnych próbach uspokajania córki zaczęliśmy grozić jej konsekwencjami i stosować metodę odosobnienia (time-out).

Zarówno mój mąż, jak i ja po dziesięciu czy dwudziestu minutach jej krzyku mamy dosyć. Nie jesteśmy w stanie wytrzymać tych wybuchów wściekłości. Córka coraz bardziej się rozkręca, skacze dookoła, krzyczy, wyzywa swoją siostrę i nas. To samo dzieje się w przedszkolu, które także nie znajduje rozwiązania. Kiedyś pielęgniarka przedszkolna powiedziała, że te napady wściekłości przypominają jej załamanie nerwowe, które widziała u osób dorosłych.

Jeśli dam córce się wykrzyczeć, wypłakać i wyszaleć, to może minąć nawet godzina, zanim pozwoli się przytulić i uspokoić. Ale rzadko jestem w stanie tak długo wytrzymać, ponieważ zazwyczaj atakuje także i mnie, a do tego zadaje ból sobie. Zwyczajnie tracę wtedy cierpliwość, sama zaczynam się złościć i czuję się zupełnie bezradna. Bardzo chciałabym zdjąć z niej ten ciężar, ale nie wiem jak. Nie chcę się z nią kłócić ani odsyłać jej do pokoju, ponieważ widzę, że ona po prostu nie radzi sobie z własnymi uczuciami. Nie chcę także odbierać jej swojej uwagi i czułości, bo to jest bardzo zły przekaz. Brakuje mi już po prostu pomysłów.

Odpowiedź Jespera Juula:

Gdy u dzieci rozwijają się takie wzorce zachowania jak u Pani córki, wtedy życie całej rodziny zamienia się w więzienie, z którego nie można uciec. Często mówię w takich wypadkach: „Jeśli spróbowaliście już wszystkiego i nic nie pomogło, to spróbujcie jeszcze prawdy o samych sobie”. Ale najpierw kilka uwag.

Nikt nie wie, dlaczego Pani starsza córka rozwinęła takie zachowanie. Jak widać, jest to dla niej jedyny możliwy sposób radzenia sobie z frustracją. Taki sposób reakcji wywołuje wrażenie, jakby każdy wokół niej ponosił winę za jej sytuację i dlatego powinien też mieć gotowe rozwiązanie. Ale tak nie jest.

Jeśli chodzi o kary – czy to w formie odosobnienia, odsyłania do pokoju, czy jakiekolwiek innej – to mogą one na krótki czas zastopować zachowanie córki, ale nie pomogą jej nauczyć się radzenia sobie z takimi sytuacjami. One potem wrócą w relacjach z innymi ludźmi: nauczycielami, przyjaciółmi, a później partnerem czy dziećmi. I każdy będzie wobec tego bezradny.

Jeśli dobrze rozumiem, Pani dramat polega na tym, że nie wie Pani, co zrobić, żeby córka była mniej nieszczęśliwa. Pani także czuje się nieszczęśliwa, smutna i bezradna. Przypisuje sobie Pani winę za ten stan i wyrzuca sobie, że jest złą matką. Jeśli tak jest, jak mi się wydaje, to następnym razem proszę zrobić tak: Proszę najpierw wypróbować kilku swoich zwykłych strategii uspokojenia córki, a jeśli one nie pomogą, to proszę po prostu usiąść i zacząć płakać. W pewnym momencie córka przestanie się wściekać i albo się uspokoi, albo zapyta Panią, co się stało. Może jej wtedy Pani powiedzieć: „Czuję się tak beznadziejną matką i jestem tak bezradna, bo nie wiem, co mam zrobić, żeby ulżyć ci w bólu. To sprawia, że jest mi bardzo smutno. Daj mi kilka minut, może wpadnę na jakiś genialny pomysł”.

Wielu rodziców uważa, że w obecności dzieci nie wolno okazywać własnej bezradności ani słabości. Prawda jest jednak taka, że nie szkodzi to ani dzieciom, ani wzajemnej relacji. Wręcz przeciwnie: daje dzieciom realistyczny wgląd w to, kim jest ich matka lub ojciec, a coś takiego zawsze służy relacji.

Ponieważ nie znam Pani córki, nie umiem przewidzieć, jak na to zareaguje. Ale któregoś dnia mogłaby Pani zaprosić ją do wspólnej rozmowy i burzy mózgów, mówiąc: „Obie czujemy się strasznie, kiedy to się dzieje. Jako twoja matka powinnam wiedzieć, jak rozwiązać ten problem, ale do tej pory nie udało mi się znaleźć dobrego wyjścia. Może ty mogłabyś mi pomóc?”. Takie zaproszenie sprawi, że córka przestanie czuć się okropnym dzieckiem, które stanowi tylko ciężar dla rodziców. Jestem pewien, że jej reakcje zmienią się wtedy w ciągu kilku miesięcy. Owszem, może pozostać w niej tendencja do utraty gruntu pod nogami w różnych sytuacjach, ale im wcześniej ją Pani nauczy, jak zwracać na to uwagę, tym lepiej.

Tekst opublikowany w austriackim piśmie „Der Standard”, udostępniony dzięki wydawnictwu MiND i FamilyLab.


Dzieci są ważne

Redakcja serwisu dziecisawazne.pl.
Odwiedź stronę autorki/autora: https://dziecisawazne.pl/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

3 niecodzienne sposoby na owoce w diecie dziecka

Juul na poniedziałek, cz. 85 – Przychodzi taki czas, kiedy rodzic powinien odpuścić

Ile kosztuje wegetarianizm i weganizm?

Przejdz do: