Kategorie
Archiwum

Masowe szczepienia nie są potrzebne. Rozmowa z prof. Marią Dorotą Majewską

Rozmowa z prof. Marią Dorotą Majewską – neurobiolożką, która zajmuje się badaniem wpływu szczepień na Centralny Układ Nerwowy.

Świetne książki dla rodziców i dzieci... zobacz naszą KSIĘGARNIĘ NATULI

W jaki sposób zainteresowała się Pani naukowo tematyką szczepień?

Autyzm jest dziś najpowszechniejszą chorobą neurorozwojową, która w USA dotyka już ok 1 na 50 dzieci (1 na 30 chłopców); mówi się wręcz o jego epidemii. Tematyką powikłań poszczepiennych, a szczególnie związkiem autyzmu ze szczepieniami, zainteresowałam się po przeczytaniu kilku artykułów, które pojawiły się po pionierskiej publikacji wybitnego brytyjskiego gastroenterologa pediatrycznego, dra Andrew Wakefielda. W 1989 r. opublikował on wspólnie z kolegami w Lancet pracę opisującą zapalenia i owrzodzenia jelit u dzieci, które – według doniesień rodziców – zachorowały na autyzm regresywny wkrótce po szczepieniach MMR (przeciw odrze, śwince, różyczce). Badacze znaleźli odszczepienne szczepy wirusów odry w jelitach chorych dzieci.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

seria rodzicielska

Jak zrozumieć się w rodzinie

34 PLN

Książka o tym, jak zazwyczaj mówimy do siebie, dlaczego często jesteśmy nieskuteczni w komunikacji i co zrobić, by dogadać się w rodzinie.

Publikacja ta wzbudziła ogromne poruszenie w społeczeństwie, gdyż od połowy lat 80-tych dramatycznie wzrastała liczba dzieci autystycznych i nikt wcześniej nie proponował żadnego wyjaśnienia tego zjawiska, nie pojawiły się nawet hipotezy. Wreszcie rodzice zaczęli kojarzyć wystąpienie autyzmu ze szczepieniami i wielu zrezygnowało z dalszych szczepień. To zmniejszyło dochody producentów szczepionek i zapoczątkowało brutalną nagonkę koncernów farmaceutycznych, korporacyjnych mediów i establiszmentu medycznego na doktora Wakefielda. W rezultacie stracił on pracę oraz licencję lekarską w Wielkiej Brytanii i został praktycznie wygnany z kraju. Obecnie mieszka w Teksasie, USA, pracuje naukowo, publikuje, zajmuje się edukacją społeczną. Za karę (bez merytorycznego uzasadnienia) po latach wydawca wycofał z druku jego publikację, choć nadal pozostaje ona w publicznych rekordach. Współautor tej pracy, prof. J.A. Walker-Smith, który też był atakowany i pozbawiony licencji, pozwał do sądu brytyjski General Medical Council i wygrał proces o zniesławienie. Udowodnił, że oskarżenia przeciw niemu były sfabrykowane, by zdyskredytować przełomowe odkrycie związku autyzmu ze szczepieniami. Badania niezależnych naukowców i doświadczenia tysięcy rodziców potwierdziły występowanie zapalenia jelit u znacznego odetka dzieci autystycznych.

Dodatkowym bodźcem do zajęcia się tematyką szczepień była dla mnie publikacja Roberta Kennedy’ego Juniora, ujawniająca spisek establiszmentu medycznego i producentów szczepionek z 2000 r., którego celem było zafałszowanie i ukrycie przed społeczeństwem wyników badań wykazujących, że szczepionki zawierające rtęć powodują autyzm i inne choroby neurorozwojowe. Informacje o powikłaniach poszczepiennych pozwoliły mi też rozumieć własne oraz mojej rodziny negatywne doświadczenia ze szczepieniami.

pr-majewska

Prowadziła Pani w ramach grantu od Komisji Europejskiej własny program badawczy dotyczący wpływu szczepień na schorzenia neurologiczne, w tym autyzm. Proszę opowiedzieć nam o tych pracach i ich wynikach.

W 2006 r. wygrałam europejski konkurs na projekt badawczo-edukacyjny i otrzymałam grant Katedry Marii Curie (z Unii Europejskiej) na przeprowadzenie badań nad biologią autyzmu. Prowadziłam je wspólnie z kolegami z Zakładu Farmakologii oraz z Kliniki Psychiatrii Dzieci i Młodzieży w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Podjęliśmy badania nad udziałem rtęciowego związku tiomersalu (thimerosalu), dodawanego do szczepionek w charakterze konserwantu, w etiologii autyzmu i innych zaburzeń rozwoju mózgu. Prowadziliśmy zarówno badania kliniczne na dzieciach jak i przedkliniczne na zwierzętach. Podanie oseskom szczurów iniekcji różnych dawek tiomersalu (z których jedna odpowiadała dawkom stosowanym u dzieci w szczepieniach) powodowało wiele anomalii neuro-rozwojowych: niewydolność ruchową, upośledzenie reakcji bólowych, nasilenie reakcji lękowych, zaburzenia interakcji społecznych, jak również istotne zmiany biochemiczne i neuropatologiczne w mózgu. Uszkodzenia mózgu u szczurów przypominały zmiany obserwowane u dzieci autystycznych; niektóre były wywoływane przez dawki stosowane w szczepionkach. Ponieważ szczury są mniej wrażliwe od ludzi na działanie większości toksyn, to znaczy, że tiomersal powoduje większe spustoszenia w mózgach dzieci niż u szczurów.

Czytasz artykuł … i bardzo dobrze

Piszemy i wydajemy książki, tworzymy magazyn dla rodziców, prowadzimy super księgarnię. Jeśli nas nie znasz… kliknij i

Badania przeprowadzone na dzieciach autystycznych wykazały pośrednio, że mają one niewydolne mechanizmy eliminowania rtęci z tkanek, dzięki czemu ten toksyczny metal dłużej utrzymuje się w ich organizmach i silniej je zatruwa niż dzieci zdrowe; podobne były obserwacje innych badaczy. Nasze badania wykazały także, że dzieci autystyczne mają silnie naruszoną gospodarkę hormonalną i produkują nadmierne ilości sterydowych hormonów androgenów, co może być skutkiem ich zatrucia szczepionkową rtęcią. Wysoki poziom androgenów przyczynia się do wielu zaburzeń zachowania u dzieci autystycznych.

Powołując się na różnorakie badania, wskazuje Pani w swych wystąpieniach na wpływ szczepień na rozwój autyzmu u dzieci. Jakie są Pani argumenty?

Większość wiarygodnych badań (kilkadziesiąt) przeprowadzonych przez naukowców niezależnych od firm farmaceutycznych w różnych krajach wykazało wpływ szczepień lub pewnych ich składników na rozwój autyzmu. Jedynie kilka publikacji sponsorowanych przez producentów szczepionek i obarczonych konfliktem interesu zaprzeczyło tym związkom. Z czasem ujawniono fałszerstwa naukowe tychże publikacji i dziś wiemy, że zostały napisane na zamówienie przemysłu farmaceutycznego i establiszmentu medycznego w celu zabezpieczenia wielomiliardowych zysków z handlu szczepionkami, jak i osłony urzędników, którzy tworzyli i egzekwowali programy szczepień.

Ważnym źródłem informacji o wpływie szczepień na rozwój autyzmu są też dane zebrane w amerykańskiej bazie danych VAERS (zarządzanej przez rządową agencję CDC – Centrum Kontroli Chorób), do której lekarze i rodzice dobrowolnie zgłaszają niepożądane powikłania poszczepienne (NOPy). Z szacunków FDA (amerykańskiej Agencji Leków i Żywności) wiadomo, że zgłaszanych jest nie więcej niż 5% wszystkich powikłań, co znaczy, że liczby zgłoszonych przypadków należy pomnożyć przez ok. 20, aby otrzymać szacunkowe liczby wszystkich prawdopodobnych NOPów. Od 1990 r. do VAERS zgłoszono 2432 przypadków autyzmu (x20 = ok. 40 000) oraz 1857 (x20 = ponad 30 000) przypadków zapalenia mózgu i encefalopatii. Autyzm to forma chronicznej encefalopatii.

Również analiza częstości zachorowań dzieci na autyzm wskazuje na korelację z liczbami stosowanych szczepień. Od roku 1975 do 2012 wprowadzono do kalendarza szczepień dla niemowląt w USA co najmniej 10 nowych szczepionek i w tym czasie zachorowalność na autyzm wzrosła 100-krotnie. W 1975 r. chorowało 1 dziecko na 5000, a w 2012 już 1 na 50.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Dodaj mi skrzydeł
35 PLN
Jak zrozumieć małe dziecko
35 PLN
Rozwój seksualny dzieci
27 PLN 20% taniej

Najważniejsze informacje pochodzą jednak od rodziców. Tysiące rodziców z całego świata donoszą poprzez Internet o tym, że ich normalnie rozwijające się dzieci cofnęły się w rozwoju i zachorowały na autyzm/encefalopatię wkrótce po jakichś szczepieniach. Najczęściej obserwowali te zmiany po szczepieniach DTP i MMR. Wiemy z badań, że inne szczepienia (zwłaszcza WZW-B) również mogą wywoływać autyzm. Z obserwacji rodziców i lekarzy wiemy też, że autyzm nie występuje wśród dzieci nieszczepionych (jedną z takich nieszczepionych populacji w USA jest społeczność Amiszów). Na związek autyzmu oraz wielu innych chronicznych chorób pediatrycznych ze szczepieniami wskazuje też niemieckie badanie sondażowe przeprowadzone na kilkunastu tysiącach dzieci.

Nie ma dowodów, by jakiekolwiek inne czynniki tak silnie jak szczepienia korelowały z epidemią autyzmu. Zaprzeczanie tym faktom przez establiszment farmaceutyczno-medyczny wskazuje albo na jego ignorancję i arogancję, albo na świadome okaleczanie dzieci dla zysków oraz w celu chronienia swych posad. Jedno i drugie jest niewybaczalne w obliczu milionów trwale okaleczonych lub zabitych przez szczepienia dzieci. Proszczepieniowy establiszment bezpodstawnie zaprzecza związkom autyzmu ze szczepieniami, lecz odmawia przeprowadzenia niezależnych, wiarygodnych badań porównujących zdrowie dzieci szczepionych i nieszczepionych, a nawet blokuje takie badania. To świadczy, że boi się ich wyników, bo doskonale zdaje sobie sprawę, iż one ostatecznie wykażą, że toksyczne, nadmierne szczepienia są odpowiedzialne za epidemię autyzmu, i to stanie się ich oskarżeniem.

Autyzm może wywołać zarówno indywidualna szczepionka, jak i kombinacje. Im liczniejsze i wcześniejsze szczepienia, tym większe ryzyko. Jak pokazują dane VAERS, nie ma szczepionek całkowicie bezpiecznych, każda może powodować NOPy i zgony, choć niektóre wyróżniają się szczególną toksycznością. Dlatego amerykański Sąd Najwyższy zawyrokował, że „szczepienia są nieuchronnie niebezpieczne”.

Oponenci zarzucają Pani nierzetelność, mylenie hipotez z dowodami, etc. Jak Pani ocenia te zarzuty? Ktoś podjął z Panią rzetelną dyskusję, czy skończyło się na epitetach?

Zacznijmy od pytania – kim są ci oponenci? Są nimi wakcynolodzy, producenci szczepionek oraz lobbyści, którzy żyją z reklam i handlu szczepionkami. Na całym świecie tacy ludzie są sowicie wynagradzani przez koncerny farmaceutyczne za szczepieniową propagandę. Żaden z nich nie jest w stanie przedstawić dowodu czy racjonalnego argumentu obalającego dane o NOPach (które przytaczam), bo są one dobrze udokumentowane, pochodzą z rządowych baz i statystyk, wiarygodnych publikacji naukowych oraz zeznań tysięcy rodziców. Dlatego ci oponenci posługują się wyłącznie epitetami. Podobnie jak ja atakowani są wszyscy naukowcy czy lekarze na świecie, którzy kwestionują bezpieczeństwo szczepień.

Jeśli chodzi o doświadczenie i rzetelność naukową, to jestem pewna, że żaden z tych oponentów nie dorównuje mi dorobkiem naukowym w postaci przełomowych odkryć i publikacji w naukach biomedycznych, które doczekały się wielu tysięcy cytowań w światowej literaturze naukowej i były podstawą do dwukrotnej nominacji przez zachodnich uczonych mojej kandydatury do Nagrody Nobla. Zarzucanie mi, że nie odróżniam hipotez od dowodów jest po prostu śmieszne i świadczy, że moi krytycy nie mają pojęcia, czym jest nauka i jak sprawdza się hipotezy. O hipotezie związku szczepień z autyzmem można było mówić 20 lat temu, kiedy pojawiły się na ten temat pierwsze publikacje (począwszy od pracy Wakefielda). Dziś ta hipoteza została potwierdzona na wiele sposobów: licznymi niezależnymi badaniami, testami i publikacjami naukowymi, ponad 2 dekadami doświadczeń, zeznaniami tysięcy rodziców i lekarzy, ogromną bazą danych o NOPach, obserwacjami i badaniami populacji dzieci nieszczepionych, wśród których autyzm nie występuje, a także decyzjami sądów. W samych USA przyznały one prawie 3 miliardy dolarów odszkodowań za NOPy włączające encefalopatię poszczepienną, czyli autyzm. Relegowanie przez lobby szczepionkowe licznych dowodów na związek autyzmu ze szczepieniami do kategorii permanentnych hipotez wskazuje na świadome fałszerstwo. Nauka stale ewoluuje i w miarę pojawiania się nowych odkryć zmieniają się nasze poglądy, lecz na dziś nie ma bardziej przekonujących i liczniejszych dowodów wyjaśniających przyczyny autyzmu niż poszczepienne uszkodzenie mózgu u dzieci.

Dlaczego lobby szczepionkowe jak ognia boi się prawdy o NOPach i ukrywa te dane przed społeczeństwem? Dlaczego stygmatyzuje i atakuje lekarzy, naukowców, dziennikarzy i rodziców, którzy szerzą tę wiedzę? Sądzę, że każdy bez trudu odpowie sobie na te pytania w myśl maksymy: podążaj tropem pieniądza.

Kierowała Pani także listy do różnych polskich instytucji i organów władzy. Czy ktoś na nie odpowiedział?

Kiedy pani premier Kopacz była Ministrem Zdrowia, zaproszono mnie do MZ na wygłoszenie wykładu o NOPach. Odniosłam wrażenie, że potem coś się pozytywnie zmieniło i obiecano wycofanie z Polski szczepionek z rtęcią. Obawiam się jednak, że są one nadal w użyciu, ponieważ Światowa Organizacja Zdrowia poparła ich stosowanie w krajach ubogich, zaś Narodowy Instytut Zdrowia (PZH) usankcjonował używanie rtęciowych szczepionek w Polsce. MZ konsultowało się ze mną też w sprawie toksycznych szczepionek przeciw wymyślonej „pandemii” świńskiej grypy w 2009 r. Być może moje opinie pomogły premier Kopacz podjąć wówczas słuszną decyzję odmowy ich nabycia, co uratowało Polaków przed ciężkimi powikłaniami i zgonami poszczepiennymi. Swą przezornością i odwagą przeciwstawienia się presji karteli farmaceutycznych premier Kopacz zyskała sobie potem światowe uznanie.

Śledzi Pani i opisuje debatę wokół szczepień toczącą się w krajach anglosaskich i w USA. Jakie są jej najważniejsze elementy, osie sporu pomiędzy zwolennikami zmasowanych szczepień a ich przeciwnikami?

W USA dyskusje społeczne o masowych szczepieniach toczą się wokół kilku głównych kwestii. Pierwsza dotyczy nielegalnego przymusu szczepień. W USA szczepienia są dobrowolne, lecz koncerny korumpują pediatrów, urzędników federalnych oraz stanowych i przymuszają rodziców do szczepienia swoich dzieci, strasząc, że nie będą przyjęte do szkół publicznych, jeśli nie będą zaszczepione. Świadomi, wykształceni rodzice, którzy chcą uchronić swe dzieci przed NOPami, nie szczepią, choć nierzadko muszą toczyć walki ze skorumpowanymi urzędami. Rodzice żądają pełni praw rodzicielskich i obywatelskich w podejmowaniu decyzji dotyczących szczepień.

Druga oś dyskusji to domaganie się od urzędów medycznych, lekarzy, przemysłu farmaceutycznego i mediów wiarygodnych informacji o NOPach. Te informacje są w USA (podobnie jak w Polsce) ukrywane przed społeczeństwem i fałszowane, by stwarzać pozory, że szczepienia są bezpieczne. Rodzice sami muszą je zdobywać i się nimi dzielą, lecz spotykają się z zastraszaniem i pogróżkami ze strony establiszmentu medycznego i dilerów szczepionek.

Rodzice, naukowcy i lekarze przedstawiający dowody poszczepiennych okaleczeń dzieci żądają, by decydenci, którzy ustalają programy szczepień i zatwierdzają szczepionki, przyznali się do swych błędów. To ułatwi rodzicom ubieganie się o odszkodowania niezbędne dla opieki na chorymi dziećmi. Domagają się również obalenia korupcyjnej ustawy, która zapewnia producentom szczepionek immunitet wobec skarg o wyrządzone krzywdy.

Dyskutuje się też kwestię racjonalności masowych szczepień. Ich zwolennicy posługują się błędną teorią z początków XX w. tzw. odporności stadnej, która zakłada, że gdy 95% osobników populacji będzie zaszczepionych, to choroby zakaźne nie będą występować. Tą teorią fałszywie tłumaczono spadek zachorowań i śmiertelności z powodu chorób zakaźnych w drugiej połowie XX w. Dane demograficzne wielu krajów wykazały, że zachorowania i zgony z powodu tych chorób zmniejszały się systematycznie od początku XX w., i że wprowadzenie masowych szczepień nie miało na nie praktycznie żadnego wpływu. Decydującą rolę odegrały: polepszenie higieny i warunków życia ludności, upowszechnienie kanalizacji i dostępu do czystej wody, poprawa odżywienia i edukacji społeczeństwa oraz produkcja antybiotyków.

Proponenci masowych szczepień straszą, że dzieci będą nagminnie umierać, jeśli nie będą szczepione. Dalekie jest to od prawdy. Statystyki historyczne ujawniły, że w miastach Anglii, gdzie stosowano przymus szczepień przeciw ospie, więcej ludzi umierało podczas jej epidemii, niż w Leicester, gdzie zniesiono ten przymus. W USA i w Polsce w latach 1950-1960 po wprowadzeniu masowych szczepień przeciw polio szczepionkami zawierającymi żywe wirusy tysiące dzieci zostało sparaliżowanych. Współczesne statystyki z Niemiec, Holandii i innych krajów Europy Zachodniej, gdzie stosuje się 2-3 razy mniej szczepień niż w USA czy w Polsce i gdzie są one dobrowolne (a znaczny odsetek rodziców wcale nie szczepi) pokazują, że wskaźniki umieralności niemowląt są tam co najmniej 2 razy niższe niż w krajach intensywnie szczepiących. Ponadto badania pokazują, że dzieci nieszczepione znacznie rzadziej chorują na różne choroby chroniczne, neurologiczne i neurorozwojowe niż te szczepione. Zarówno nieszczepione jak i szczepione dzieci czasem zapadają na choroby zakaźne, przeciw którym się szczepi. Podobnie jest w Polsce – mimo ponad 98% wyszczepialności tysiące dzieci rocznie nadal chorują na te choroby, lecz nikt od nich dziś nie umiera. W naszych czasach są to choroby łagodne i łatwo uleczalne.

Podsumowując, zarówno dane historyczne, jak i współczesne badania i obserwacje wykazują, że w XXI w. przy dostępnej dobrej opiece medycznej masowe szczepienia nie są potrzebne, gdyż przynoszą więcej szkód niż korzyści. Także w ubogich krajach Afryki pewne szczepienia nie tylko nie chronią przed chorobami, ale zwiększają umieralność dzieci.

Opisuje Pani przeróżne machlojki, kłamstwa, które stały się udziałem koncernów farmaceutycznych walczących o rynek szczepień. Proszę opisać naszym Czytelnikom kilka przykładów.

Informacje o systemowej korupcji koncernów farmaceutycznych coraz częściej pojawiają się w światowych mediach. Szacuje się, że około 20% przestępstw korporacyjnych jest popełnianych przez te firmy. Mamy tu do czynienia z fałszowaniem wyników badań, publikowaniem sfabrykowanych, kłamliwych publikacji – często z badań, które nie zostały wykonane, z oszukiwaniem urzędów zatwierdzających leki, lekarzy i pacjentów co do bezpieczeństwa i skuteczności leków, ukrywaniem dowodów ich szkodliwości, wręczaniem łapówek lekarzom i urzędnikom medycznym, by przepisywali i zalecali konkretne leki, z oszukiwaniem ubezpieczycieli, przekupywaniem i niszczeniem producentów tańszych leków, terroryzowaniem lekarzy, naukowców, dziennikarzy, którzy ośmielają się krytykować te praktyki, itd.

Wikipedia zamieszcza listę najważniejszych procesów i odszkodowań, które koncerny farmaceutyczne musiały zapłacić w latach 2004-2012. Łączna ich suma przekroczyła 17 miliardów dolarów, co stanowi tylko ułamek kosztów wyrządzonych szkód. Jednym z najgłośniejszych przykładów korupcji był skandal związany z lekiem przeciw chorobom reumatycznym, Vioxxem. Jego producent (Merck) miał dowody z własnych badań, że lek ten jest kardiotoksyczny i wywołuje zawały serca oraz udary mózgu, lecz ukrył te dane przed agencją zatwierdzającą leki. Vioxx wypuszczono na rynek w 1999 r. i wycofano w 2004 po tym, kiedy zabił ponad 60 000 osób. Firma zapłaciła blisko 6 miliardów dolarów odszkodowań i kosztów prawnych za spowodowane okaleczenia i zgony, lecz zarobiła na sprzedaży leku netto ponad miliard dolarów. Żaden z dyrektorów firmy nie poszedł do więzienia za tę zbrodnię, która firmie się nawet opłaciła.

Dr Diane Harper, która prowadziła badania kliniczne ze szczepionką HPV (przeciw wirusowi brodawczaka), ujawniła korupcyjny skandal związany z wypuszczeniem jej na rynek i agresywnym promowaniem stosowania jej u dziewcząt. Od 2007 r. do 10.2014 do VAERS zgłoszono 171 zgonów, 1188 przypadków trwałych okaleczeń, 11 885 wizyt w pogotowiu i ok 100 przypadków raka szyjki macicy u dziewcząt i młodych kobiet po szczepieniach HPV (te liczby powinny być pomnożone przez ok. 20, aby otrzymać przybliżone liczby wszystkich prawdopodobnych NOPów). Dr Harper podkreśla szkodliwość i absurd podawania tych szczepień dziewczętom, gdyż nie ma żadnych dowodów, że chronią one przed rakiem i istnieją skuteczne, bezpieczne metody zabezpieczenia się przed nim. Ostatnio firma GSK została skazana w Chinach na zapłacenie 297 milionów funtów kary za przekupywanie urzędników medycznych. Podobne procesy przeciw koncernom farmaceutycznym toczą się w innych krajach.

Warto tu zacytować słowa papieża Franciszka nt. systemowej korupcji, typowej dla współczesnego kapitalizmu. „Korupcja jest większym złem niż grzech. Nie da jej się zwalczyć przebaczeniem, to zło musi być wyleczone…. Korupcja stała się naturalnym sposobem docierania do urzędów państwowych, osobistym i społecznym zwyczajem powszechnie praktykowanym w transakcjach handlowych i finansowych, przy zamówieniach publicznych, w jakichkolwiek negocjacjach z urzędami państwowymi. (…) Wiele międzynarodowych konwencji i traktatów jest poświęconych w tej sprawie (…) lecz nie są one nastawione na ochronę obywateli, którzy są ostatecznymi ofiarami korupcji – w szczególności tych najbardziej poszkodowanych – tylko na to, by chronić interesy operatorów rynków gospodarczych i spółek finansowych”. Nie ulega wątpliwości, że korupcja w medycynie i w przemyśle rolniczym jest najbardziej szkodliwa, gdyż stanowi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia całych narodów, a nawet dla przetrwania naszego gatunku.

W całej propagandzie szczepieniowej chodzi przede wszystkim o zyski koncernów?

„Idź tropem pieniądza” – mówi prawnicza maksyma. Jak w każdej reklamie czy propagandzie, chodzi tu przede wszystkim o zyski. Bez wysokich korporacyjnych „honorariów” dla lobbystów nikt by tak agresywnie i kłamliwie nie reklamował szczepień w mediach, ani Sanepidy nie terroryzowałyby rodziców rezygnujących ze szczepień. Oskarżenia wysuwane przeciw osobom nieszczepionym, jakoby zagrażały one zdrowiu szczepionych roznosząc choroby zakaźne, są nielogiczne i fałszywe. Jeśli szczepienia są cokolwiek warte i chronią przed chorobami (na co nie ma dowodów), to szczepieni nie powinni się obawiać, że się zarażą. Skoro się boją, to okazują, że sami nie wierzą w skuteczność szczepień. Po co się w takim razie szczepią? Statystyki i badania wykazują, że szczepieni równie często, niekiedy częściej, zapadają na choroby zakaźne niż nieszczepieni, i że przeciwciała wyprodukowane pod wpływem szczepień utrzymują się w organizmie najwyżej kilka lat. Szczepienia nie dają długotrwałej odporności, więc wiara w ich ochronną moc jest złudna.

Podobno USA są jednym z nielicznych państw posiadających w miarę rzetelną bazę NOP. Jak kształtowały się te dane w ostatnich latach?

Na żądanie Kongresu stworzono w USA bazę danych VAERS, w której rejestruje się NOPy od 1990 r. Udokumentowane medycznie przypadki mogą być tam zgłaszane zarówno przez pacjentów jak i lekarzy. Baza jest publicznie dostępna przez Internet i służy pacjentom, lekarzom, naukowcom, agencjom medycznym i prawnikom do oceny szkodliwości różnych szczepionek. Jak wcześniej wspomniałam, zgłaszanych jest nie więcej niż 5% przypadków powikłań, więc liczby zarejestrowanych NOPów należy pomnożyć przez ok. 20, by otrzymać przybliżone liczby wszystkich prawdopodobnych przypadków.

Ogólne wejrzenie w dane VAERS ukazuje prawdziwe pobojowisko poszczepienne. Od 1990 r. zgłoszono 471 242 NOPów, co znaczy, że było ich (x 20) prawdopodobnie ponad 9 milionów; 5723 zgonów (x20 = ok. 100 000); 10 800 trwałych uszkodzeń/okaleczeń (x 20 = ponad 200 000); 50 029 hospitalizacji (x 20 = rzędu miliona); 162 182 wizyty w pogotowiu (x 20 = przeszło 3 miliony). Najwięcej zgonów poszczepiennych zanotowano wśród niemowląt do 6 miesiącu życia i osób po 65 r. Te liczby przerażają, zwłaszcza w zestawieniu ze znikomą liczą zgonów lub ich brakiem (mimo zachorowań) z powodu chorób zakaźnych, przeciw którym się szczepi. Jeśli dodamy do tego choroby chroniczne, w tym nowotworowe, będące skutkiem szczepień, obraz staje się jeszcze bardziej tragiczny. Dziś w USA ok. 60% dzieci cierpi na jakąś chorobę chroniczną, a ok. 20% miało lub ma zdiagnozowaną chorobę mózgu. Liczby chorych, ułomnych dzieci stale rosną, a inteligencja tych dzieci stale się obniża. Nietrudno sobie wyobrazić przyszłość kraju, w którym większość ludzi będzie upośledzona, a wszystko ku temu zmierza. Choć nie można całej winy za to masowe upośledzenie społeczeństwa zrzucać tylko na szczepienia, to niewątpliwie odgrywają tu one dominującą rolę, gdyż są pierwszymi toksynami wstrzykiwanymi niemowlętom.

Jak wygląda w USA kwestia odszkodowań dla osób poszkodowanych w wyniku szczepień?

Systemowa korupcja w legislaturze polega m.in. na tym, że bogate koncerny piszą sobie ustawy służące ich interesom, które Kongres posłusznie przegłosowuje. Jedna z nich dotyczy immunitetu dla producentów szczepionek. Niezależnie od tego, ile milionów ludzi firmy zabiją lub okaleczą szczepionkami, nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. By uspokoić nastroje społeczne, w 1986 r. stworzono Narodowy Sąd Szczepień, który zajmuje się rozważaniem pozwów i przyznawaniem odszkodowań za NOPy. Sąd ten jest bardzo restrykcyjny i tylko niewielki procent pozwów jest rozpatrywanych pozytywnie, niemniej przyznał już ok. 3 miliardów dolarów odszkodowań. Pieniądze są wypłacane z publicznej kasy, a producenci szkodliwych szczepionek pozostają bezkarni, dlatego nie mają żadnej motywacji, by wytwarzać bezpieczne produkty. Rodzice okaleczonych przez szczepienia dzieci domagają się umożliwienie im bezpośredniego skarżenia koncernów.

Zaproponowała Pani zmiany w polskim programie szczepień obowiązkowych, tak by uczynić go bardziej rozsądnym. Jakie są główne wady obecnego programu szczepień? Na co chciałaby Pani uwrażliwić polskich rodziców?

Polska jest członkiem Unii Europejskiej i w wielu aspektach przyjęła unijne prawa. Dlaczego więc w kwestii szczepień nadal stosuje się u nas totalitarny obowiązek lub przymus szczepień? W Europie Zachodniej, a także na Litwie i w Estonii, szczepienia są tylko dobrowolne i to powinno być wzorcem dla Polski. Obowiązek szczepień stosuje się wyłącznie w paru najbiedniejszych krajach postsocjalistycznych. Nie wątpię, że wiąże się to z rozbuchaną korupcją. Jak wykazują doświadczenia krajów zachodnich, oddanie rodzicom decyzji odnośnie szczepień dzieci nie skutkuje bynajmniej masowymi zgonami i chorobami, wprost przeciwnie. Wskaźniki umieralności niemowląt są tam 2-3-krotnie niższe niż w Polsce i tamtejsze dzieci są ogólnie zdrowsze. Również badania dowodzą, że w krajach, gdzie stosuje się mniej szczepień, umieralność dzieci jest mniejsza. Na Zachodzie jedni rodzice (zwłaszcza ci najlepiej wykształceni) całkiem rezygnują ze szczepień, inni szczepią selektywnie jedną lub kilkoma szczepionkami w wybranym okresie życia dziecka. Jeśli ono zachoruje, to się je zwyczajnie leczy. I w żadnym kraju zachodnim nie szczepi się noworodków, z wyjątkiem dzieci matek będących nosicielkami wirusa żółtaczki B. Większość rodziców preferuje kilkudniową pielęgnację dziecka, które zapadło na chorobę zakaźną, od ciężaru opiekowania się okaleczonym przez szczepienia potomkiem przez cale życie.

Groźnym elementem polskiego programu szczepień jest też stosowanie archaicznych niebezpiecznych szczepionek, takich jak pełnokomórkowa szczepionka przeciw krztuścowi i doustna przeciw polio (OPV) zawierająca żywe wirusy. Nie stosuje się ich już nigdzie w UE. Pełnokomórkowa szczepionka przeciw krztuścowi (w DTP) nierzadko zawiera aktywne bakterie i powoduje krztusiec u zaszczepionych dzieci i ich rodzin. Jest ona prawdopodobnie odpowiedzialna za tysiące zachorowań na tę chorobę w Polsce, jak i za wiele przypadków śmierci łóżeczkowej. Szczepionka OPV spowodowała setki tysięcy przypadków paraliżu na świecie. Ile ich było w Polsce? Nie wiadomo, bo te dane są ukrywane. Jest ona niebezpieczna nie tylko dla szczepionych dzieci, ale i dla ich otoczenia, bo zaszczepieni przez wiele dni rozsiewają wirusy polio. Obie szczepionki powinny być całkowicie wyeliminowane z użycia w Polsce. Przypuszczam, że ich stosowanie jest podyktowane głównie komercyjnymi interesami ich producentów.

Uważam, że ryzyko poważnych powikłań lub zgonu po szczepieniach jest obecnie dużo większe niż ryzyko zachorowania na którąś z łagodnych i łatwo uleczalnych chorób zakaźnych. Dlatego sama dziś niczym bym nie szczepiła własnego dziecka, najwyżej szczepionką WZW-B przed pójściem do szkoły. Nie udzielam rodzicom porad – szczepić czy nie. Te decyzje muszą należeć wyłącznie do nich i powinny być dobrze przemyślane, oparte na samodzielnie zdobytej wiedzy zarówno nt. NOPów, jak i chorób zakaźnych. Jedni zdecydują się na szczepienia, inni z nich zrezygnują, i te wybory powinno się akceptować, bo to rodzice ponoszą odpowiedzialność za swoje dzieci. Tym, którzy chcą szczepić, radzę tylko rozważyć opóźnienie szczepień i stosowanie stosunkowo bezpieczniejszych szczepionek (bez rtęci i możliwie bez adiuwantów).

Nikt nie powinien godzić się na szczepienie, zanim nie przeczyta pełnej firmowej ulotki o składzie danej szczepionki i o NOPach, jakie może ona powodować. Żaden urząd nie ma prawa zmuszać rodziców do zabiegów medycznych, które mogą trwale okaleczyć lub zabić ich dzieci. Przed tym broni polskich obywateli Konstytucja. W Polsce rodzi się zbyt mało dzieci, więc każde jest na wagę złota nie tylko dla rodziców, ale i dla całego społeczeństwa. Gdyby dzięki zredukowaniu NOPów (przez ograniczenie szczepień) udało się zmniejszyć wskaźnik umieralności niemowląt do 3 lub poniżej na 1000 zdrowych urodzeń, to ocaliłoby się od 1000 do 1500 polskich dzieci rocznie.

Foto: flikr.com/8499561@N02

NATULI dzieci są ważne

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne

44 odpowiedzi na “Masowe szczepienia nie są potrzebne. Rozmowa z prof. Marią Dorotą Majewską”

Karolina, bardzo dobrze, że go wtedy nie czytałaś, ponieważ jest to
nierzetelny artykuł. Bardzo dobrze, że zaszczepiłaś dzieci. Poniżej
przytaczam mój list, który wysłałam do rekakcji DSW, na razie bez
odzewu.

Gdzie znajdę Twój wspomniany list? “Poniżej” nie wyświetla mi się nic :) Dlaczego nazywasz ten artykuł nierzetelnym?
Ciekawa jestem odmiennych poglądów i argumentów, więc czekam na odp.

Prawdpodobnie istnieje jakiś limit np. liczby znaków w komentarzu. Wkleiłam w całości mój pierwszy list do Pani, ala nadal nie jest widoczny.

Posłużę się przykładem z nieco innej dziedziny. Obecnie wiadomo, że
niektóre mydła zawierają szkodliwe dla zdrowia substancje. Ale czy to
oznacza, że należy zaprzestać mycia się? Czy też rozsądniej jest
wybrać mydło o neutralnym składzie, odpowiednie dla danej osoby? Idąc
dalej z analogią do mycia się: przecież każdy z nas jest inny. Dane
mydło może być odpowiednie dla bardzo licznej grupy osób, ale zawsze
może znaleźć się ktoś, u kogo akurat dane mydło wywołuje reakcję
alergiczną. Czy to znaczy, że mydło jest trucizną? Dla pojedynczej
uczulonej na dane mydło osoby może tak być. Ale ten fakt na pewno nie
uzasadnia siania paniki wśród wszystkich użytkowników mydeł. Nie ma
powodu, aby odstraszać od mycia się wszytkich jak leci, tylko dlatego,
że okazało się, iż jeden rodzaj mydła nie służy konkretnej, niezbyt
licznej grupie osób.* A już twierdzenie, że mydła jako takie są
szkodliwe i że w imię zdrowia należy zaprzestać mycia się, jest po
prostu nieodpowiedzialne. Czy nam się to podoba, czy nie, jak dotąd nie
znaleziono skuteczniejszej metody utrzymywania higieny rąk niż mycie ich
z użyciem mydła. I przynajmniej w chwili obecnej niemycie rąk
zdecydowanie bardziej zagraża zdrowiu niż mycie ich, nawet nie
całkowicie optymalnym mydłem. Można oczywiście nie myć rąk i
argumentować, że zachorowania na żółtaczkę zakaźną czy na
rotawirusy zdarzają się rzadko i że się od nich nie umiera. Pytanie
tylko: czy na pewno?

Ogromnie się dziwię, że osoba ze stopniem profesora rozpowszechnia tego
typu pogłoski, w dodatku do grona osób, które z uwagi na brak wiedzy nie
są w stanie odnieść się krytycznie do takich “rewelacji”.

Niestety, jak widać, pojedyncze nadużycie w świecie naukowym odbija się
echem długo i w szerokich kręgach, przynosząc ogromne szkody. O jakich
szkodach mówię? O zagrożeniu życia dzieci, zwłaszcza tych z obniżoną
odpornością. Istnieje pewna niezbyt liczna grupa dzieci, która nie jest
i absolutnie nie powinna być szczepiona. Są to dzieci z obniżoną
odpornością: zarażone wirusem HIV, stosujący tzw. immunosupresanty
(środki osłabiające działanie układu odpornościowego), np. dzieci z
nowotworami, chorobami autoimmunologicznymi itp. Ich układ odpornościowy
mógłby zwyczajnie nie poradzić sobie ze szczepionką, dlatego nie są
szczepione wcale. Dzieci te mogą żyć i funkcjonować w społeczeństwie
w sposób w miarę bezpieczny dzięki tzw. odporności kohortowej. To
znaczy, dzięki temu, że osoby w otoczeniu takich dzieci są zaszczepione.
Wśród zaszczepionych osób pewne choroby nie przenoszą się, bo nie
mają nosicieli. Jednak warunkiem koniecznym jest, aby zaszczepieni byli
wszyscy lub prawie wszyscy. Im więcej niezaszczepionych osób w otoczeniu,
tym większe zagrożenie dla osób z obniżoną odpornością. Bo o ile
generalnie zdrowe dziecko ma spore szanse przeżyć koklusz (choć też
wcale nie musi), o tyle dla dziecka z niedoborem odporności choroba ta z
dużym prawdopodobieństwem będzie śmiertelna.

Dlatego serdecznie apeluję: nie siejcie paniki na temat szczepionek!

Nie rozpowszechniajcie plotek. To jest nieetyczne. Słowem trzeba się
posługiwać w sposób odpowiedzialny. Pisząc artykuł na jakiś temat nie
można zdać się wyłącznie na własne uprzedznia spowodowane
ignorancją, ani nawet na rzekomo specjalistyczną opinię, ale tylko z
jednego źródła. Nie można też żerować na ludzkiej nieświadomości i
podatności na mody. Ostatnio nieszczepienie dzieci staje się modne w
pewnych kręgach. Jest to bardzo groźna moda, ponieważ realnie zagraża
życiu wcale niemałej liczby osób. W dodatku osób niewinnych,
nieświadomych i niemających wpływu na swoją sytuację: dzieci.

Człowiek dorosły jest w tej dobrej sytuacji, że może wybrać, czy
zaszczepi się, czy nie. Swoją drogą: ciekawe, że wielcy przeciwnicy
szczepionek w większości sami zostali objęci programem szczepień
obowiązkowych i nie mieli okazji doświadczyć na własnej skórze
zachorowania na tężec, błonicę czy polio. A kolei ci, którzy przebyli
którąś z tych chorób, jakoś nie sprzeciwiają się szczepieniom.
Popytajcie ludzi z poprzednich pokoleń, jak to było chorować w
dzieciństwie. Zapytajcie np. Janinę Ochojską, czy cieszy się, że
uniknęła szczepionki na polio.

Chyba udało się wkleić. Fragmenty są w kolejności odwrotnej do chronologicznej, więc musisz czytać od ostatniego do pierwszego. Ale na razie mojej wypowiedzi nie skasowano.

Witam Karolino,
Po pierwsze, ja byłam szczepiona i sama szczepię dzieci. Moja rodzina ma długą tradycję “bycia pod prąd” różnym trendom a nawet ogólnopaństwowej ideologii, połączoną z tradycją edukacji i poznawania wszystkiego, co nowe. Więc szanuję postawę, jak wyraziłaś, “ciekawości odmiennych poglądów i argumentów”.
Jednak większość ludzi, z definicji, nie ma dostępu do wiedzy specjalistycznej. Dlatego jeśli ktoś przedstawia argumenty na podważenie ogólnie przyjętej teorii w czasopiśmie niespecjalistycznym, musi zachować pewne zasady, które nie narażą czytelnika na skutki zaufania opinii, która nie jest do końca pewna.
a. Przeprowadzający wywiad sam jest specjalistą albo przynajmniej powinien być nim ktoś z redakcji. Redakcja powinna zamieścić “wstępniak” lub komentarz przedstawiając aktualny stan badań na dany temat, jako kontekst wywiadu.
b. Przedstawić rozmowę dwóch specjalistów
c. Przedstawić porządną bazę danych.

Są w Polsce strony dla specjalistów-lekarzy, ale żeby czytać artykuły i brać udział w polemice, trzeba się zarejestrować potwierdzając, że jest się aktywnym lekarzem.
Jeśli jesteś ciekawa artykułów o medycynie, lepiej sięgać do prasy specjalistycznej dostępnej w ogólnym obiegu.

Często w internecie widzę wypowiedzi pod artykułami zupełnie bzdurnymi (z “mojej działki”): “należy poznać różne opinie!”. Otóż dopóki jest to romantyczny naukowiec próbujący udowodnić swoją tezę, że np. ludzie z osady w Biskupinie byli Słowianami, wzruszam ramionami. Widzę, jakie elementy jego wypowiedzi nie spełniają warunku wypowiedzi naukowca (więcej nadziei i założeń, niż badań, lekceważenie wszystkich poprzednich badań bez przedstawienia dowodu ich fałszywości, tylko wg zasady “może coś ważnego nam umknęło”). Wtedy mogę to czytać dla rozrywki, w nadziei, że może jest ziarnko prawdy w tych ideologiami inspirowanych marzeniach. Natomiast jeśli czytam wywiad z lekarzem, to w natłoku obowiązków nie mam czasu sprawdzić, czy nie traktuje ona badań wybiórczo. Stąd tak ważna jest odpowiedzialność redakcji, która ręczy za to, co publikuje, a nie pozostawia “do zastanowienia czytelnika”. Tak można pisać o kolorze zasłon do sypialni, nie o sprawie życia i śmierci, jakim jest szczepienie. Co więcej, jeśli ktoś nie zaszczepi swojego dziecka, naraża życie nie tylko jego, ale i dorosłych starszych osób, których system immunologiczny zaczyna słabnąć.

Droga Redakcjo!
Z całym szacunkiem i sympatią dla Waszej dobrej woli, proszę o zamieszczenie komentarza do powyższego artykułu jakiegoś uznanego pediatry, lub kogoś aktualnie pracującego nad tym tematem.
Życzę wielu czytelników!

W tym artykule wyrażona jest apologia Andrew Wakiefielda, osoby skazanej za ogłoszenie nieprawdziwych badań. Czy prof. Majewska albo autorka wywiadu mogą podać jakiekolwiek materiały (np. linki do artykułów), które mogłyby potwierdzić, że jego skazanie było niesłuszne? Skoro było niesłuszne, czemu nie udały się żadne odwołania?
Zgadam się, że skala korupcji jest przerażająca. I wiem, że wielkie pieniądze mają wpływ na prace naukowców. Tym bardziej, jeśli mówimy o tym głośno, to mówmy też rzetelnie.
Inaczej, jeśli kierujemy się tylko intuicją, strachem i ideologią, choćby nie wiem jak wzniosłą, cofamy się do mównic lat 30-tych, kiedy wpływ wizjonera na emocje tłumów był ważniejszy od rozsądku.
Każdy z nas chce chronić dzieci i każdy jest przeciw korupcji wśród lekarzy. Ale tylko wiedza nas ochroni, rzetelne informacje.

A ja chce podziekowac prof Majewskiej. To ok 3 lat temu podjelam decyzje pod wplywem publikacji tej uczonej ze szczepionki dotkna inne dzieci niz moje …
Ale do rzeczy:
Mam 2 letniego chlopczyka na cycusiu jeszcze , oczywiscie bez zadnych szczepionek.
Zdrowiutki , bez zadnych chorob ( 2 moze 3 razy trzydniowka z temp ok 39 stopni ).
Z przykroscia , ale tez z pewna wyzszoscia ( sorka za nieskromnosc ) patrze na kolezanki z dzieciaczkami w podobnym wieku , z problemami chorobowymi , z kuracjami odpornosciowymi po antybiotykach , z roznymi paskudnymi chorobami wirusowymi do konca nie zdiagnozowanymi przez pediatrow , et cetera

Dziwie sie wiekszosci ze bezwiedni wierzy w moc szczepien , doszukujac sie braku profesjonalizmu pani prof Majewskiej!
Pisze to tylko przez pryzmat doswiadczen mojego syna , ale moze to wystarczy?
Co o tym sadzicie zacietrzewione dziewczeta? :)

mnie niestety ściga już sanepid chcą odebrać mi prawa rodzicielskie, mój synek ma 1,5 roku i też jest jeszcze na piersi. Ma świetną odporność! zbyt wiele przypadków Nopów było w kręgu najbliższych z Polio włącznie, żebym mogła sobie pozwolić na szczepienie… ale teraz nie wiem gdzie szukać pomocy? pozdrawiam

Pomocy w sprawach dotyczących zdrowia najlepiej szukać u lekarza rodzinnego. Lekarz zbada czy dziecko jest zdrowe, jeśli tak to poda mu zaległe szczepienia i cały kłopot z Sanepidem i odbieraniem praw rodzicielskich stanie się nieaktualny. Szczepienia są po to, żeby chronić dzieci przed śmiertelnymi chorobami. Masowe szczepienia są po to, żeby nie wybuchały epidemie. Dlatego w trosce o zdrowie nie tylko naszych dzieci, ale także wszystkich innych, trzeba szczepić. To boli tylko przez chwilę, a odporność zostaje na wiele lat. A zbiorowa odporność chroni nas wszsytkich i szczególnie potrzebna jest najsłabszym: osobom po przeszczepach, z nowotworami, z chorobami układu odpornościowego. Takie osoby faktycznie nie mogą się szczepić, bo są na to za słabe, dlatego tak ważne jest abyśmy my, ich zdrowe otoczenie, nie zarazili ich jakimś paskudztwem. I dlatego właśnie my, zdrowi, powinniśmy się wszyscy szczepić. Jedną z instytucji, która czuwa nad tym aspektem naszego bezpieczeństwa jest Sanepid. Na początek radzę z nimi po prostu porozmawiać i poprosić o informacje, jeśli ma Pani jakieś wątpliwości.
Pozdrawiam.

Mam wrażenie, że Pani Ela minęła się z powołaniem! Powinna pracować w firmie farmaceutycznej produkującej szczepionki! A może tak jest? wypowiedzi Pani Eli są tak ”poprawne” że z całą pewnością nie można tego wykluczyć!

Pani Ela ma doktorat z biologii i pracuje na uniwersytecie, dlatego ma pojęcie o czym mówi.

Pani Elżbieto, ośmielę się prosić Panią o pomoc, ponieważ nie mam już gdzie się za bardzo zgłosić, a widzę, że ma Pani wiedzę na ten temat i reprezentuje Pani nurt raczej zdroworozsądkowy :) Nie mogę liczyć na pediatrę mojego dziecka, bo szczepiłaby “wszystko, co się rusza i na drzewo nie ucieka” pomimo, że neurolog wydał opinię o odroczeniu. Nie mogę znaleźć e-maila do Pani, jeżeli byłaby Pani chętna mi pomóc, to uprzejmie proszę o kontakt na e-mail asten@gmail.com. Jeśli trzeba będzie zapłacić za konsultację, to oczywiście jestem skłonna to zrobić. Pozdrawiam serdecznie.

Pani Ilono, ogromnie dziękuję za okazane zaufanie. Chciałabym jedynie zaznaczyć,
że jestem biologiem, a nie lekarzem, dlatego nie udzielam konsultacji
lekarskich. Natomiast bardzo chętnie służę radą, a przede wszystkim
przekazuję dalej to, czego się nauczyłam przez te wszystkie lata. To, co
wiem nie jest moją własnością. Edukację otrzymałam bezpłatnie,
dlatego też bezpłatnie dzielę się swoją wiedzą ze wszystkimi
zainteresowanymi (z niezainteresowanymi też ;-)). Bardzo możliwe, że pojawią się pytania, na które nie będę w stanie odpowiedzieć od razu. Mam dostęp do literatury fachowej,
w której w razie potrzeby mogę coś sprawdzić lub doczytać, a
następnie starać się to Pani wyjaśnić, w możliwie przystępny
sposób. Może się kiedyś okazać, że nawet w fachowej literaturze
znajdę wszystkich potrzebnych Pani odpowiedzi, dlatego w pewnym momencie
mogę móc odpowiedzieć jedynie: nie wiem. Mam jednak nadzieję, że ten
moment jest daleko i że choć trochę uda mi się Pani pomóc. :-)
Ciąg dalszy listu znajdzie Pani w prywatnej szkrzynce. Jeśli by tam nie dotarł – prosze dać znać. :-)

Dziękuję za odpowiedź. Nie dostałam maila na prywatną skrzynkę, ale właśnie zobaczyłam, że to z mojej winy. Podałam niepełny adres, nie wiem jak to się stało… prawidłowy e-mail to asten85@gmail.com.

Tak, posiadam. (Poprzednia odpowiedź jak zwykle zniknęła, być może przez linki, więc odpisuję raz jeszcze). Na najbliższą aktualizację wybieram się za parę tygodni – błonica, tężec, krztusiec, polio. Chętnie wtedy o tym napiszę, bo wielu dorosłych nie wie, że powinno co 10 lat przyjmować dawki przypominające. Poprzednio szczepiłam się w 2005. MMR przyjmowałam jako dziecko.

Widać, że Pani Majewska idzie w otwarte kłamstwa (dotąd myślałem, że to niewiedza). Wiele punktów z tego co twierdzi zostało już rozebranych na czynniki pierwsze, ale żeby kłamać o nominacji do nagrody Nobla?

Ta Pani odlatuje i i publikacje jej wywiadów są szkodliwe.

Uważałam Waszą stronę za bardzo dobrą i pełną rzetelnych informacji… a tu nagle prof. Majewska… Hmm…Są neurobiolodzy, którym w ogóle nie wierzę!

Miala Pani podwazyc prawdziwosc tego artykulu, a tego Pani nie zrobila. Nie widze zadnych konstruktywnych argumentow w Pani liscie. Jedynie wychwalanie szczepionek. Dlaczego jednak sa one tak wspaniale, juz Pani nie napisala, bo dowodow na to, ze one sa tak skuteczne, juz brak. To, ze wyeliminowaly jakiekolwiek choroby nie ma nic wspolnego z faktami, bo widomo, ze szczepienia wprowadzano, gdy choroby byly juz u schylku swego istnienia. Prosze to sobie sprawdzic. Prosze sie nie czepiac redakcji, bo swietnie, ze podaje artykuly, ktore nie sa spaczone odwiecznym pogladem, nie popartym zadnym dowodem, bo prosze pamietac, ze skutecznosc szczepionek jeszcze nigdy nie zostala udowodniona. Swietny artykul, pozdrawiam redakcje.

Jak będzie miał dobrą odporność, to nic mu nie grozi: ani jak
zmarznie, ani jak ktoś kichnie, ani jak wiatr
zawieje…..itd..itd. Żadne cholerstwo mu nie zaszkodzi. A żadna
szczepionka go nie zbawi, gdy tej odporności będzie mało. Tak
więc co należy robić? Zadbać o odporność dziecka. Proste. Poza
tym, pani Elżbieto, te przykłady np. z myciem, mydłem..są
zabawne. Nie wiem, czy Pani wie, ale nawet z myciem trzeba
nie przesadzać. Myjemy się, gdzie trzeba, żeby nie śmierdzieć, a
z resztą nie przesadzamy.

Celowo posłużyłam się przystępnym przykładem i cieszę się, że udało mi się Panią rozweselić. Dokładnie tak jak Pani pisze, używanie mydła od czasu do czasu jest potrzebne, natomiast nadużywanie jest niewskazane. Podobnie jest z wieloma innymi rzeczami, także ze szczepionkami. Używać ich trzeba, ale w ściśle określonych dawkach. Po to mamy kalendarz szczepień: aby chronić dzieci przed śmiertelnymi chorobami, nie obciążając przy tym nadmiernie ich młodych ciałek. Czy teraz już Pani rozumie? :-)

Dlaczego więc kalendarze szczepień obowiązkowych i zalecanych są różne w różnych krajach? Czy “młode ciałka” dzieci różnych narodowości mają różne “obciążenie maksymalne”? :/

Wyjaśnienia część 3:
Po czwarte: wiedza na temat chorób i sposobów zapobiegania to nie jest temat zamknięty – cały czas dowiadujemy się czegoś nowego. W jednych krajach kalendarz szczepień jest aktualizowany szybciej, w innych wolniej. To zależy od wielu czynników, np. oceny ryzyka związanego z konkretnymi chorobami, w danym kraju i tak w ogóle (patrz punkt 3), a także – niestety – od:

Wyjaśnienia część 4:
Po piąte: warunki finansowe. Niestety, nie każdy kraj stać na to, aby
szczepić dzieci w sposób optymalny. Stąd wzięło się w Polsce dość
dziwaczne pojęcie szczepionek nieobowiązkowych. Jest to sytuacja
niedobra, bo zmusza rodziców do decydowania o sprawie na której się nie
znają – bo i skąd mieliby się znać na szczepieniu dzieci? Wiele krajów,
także Polska, opracowuje materiały informacyjne dotyczące chorób i
sposobów zapobiegania im, ale jakość tych materiałów, a przede wszystkim
ich dostępność, bywa różna. Najlepiej byłoby, aby każdy kraj mógł
zapewnić swoim obywatelom pełen dostęp do profilaktyki (zapobiegania
chorobom) oraz do informacji na ten temat. W tym zakresie jest w Polsce
sporo miejsca na poprawę.
Pani Iwono i Pani Sybillo – czy teraz już Panie rozumieją skąd wzięły się te różnice?

Dlaczego kalendarze szczepień obowiązkowych i zalecanych są różne w różnych krajach? – odpowiedzi część 1:
Pani Iwono, różnice w kalendarzach szczepień nie zależą od narodowości, tylko od miejsca zamieszkania. To znaczy, że polski kalendarz szczepień obowiązuje osoby zamieszkałe w Polsce, a nie osoby posiadające polski paszport. Jeśli w Polsce mieszka osoba np. z Francji, jest szczepiona wg polskiego kalendarza. Jeśli osoba z polskim paszportem mieszka w Norwegii lub w Wielkiej Brytanii, jest szczepiona – odpowiednio – według norweskiego lub brytyjskiego kalendarza.
Przyczyn różnic między kalendarzami szczepień w rozmaitych krajach jest kilka.
Po pierwsze: przyczyny epidemiologiczne. Czyli mówiąc potocznie: jakie choroby występują w danym kraju? Np. dur brzuszny (zwany dawniej tyfusem) obecnie najczęściej występuje w Afryce oraz w Azji Południowej. Jeśli więc jedziemy na wakacje do Indii, to zdecydowanie powinniśmy zaszczepić się na dur brzuszny. Nie ma jednak powodu, aby mieszkając w Polsce szczepić się na dur brzuszny “na wszelki wypadek”, ponieważ w tej chwili nie ma takiej konieczności: szansa zarażenia się tyfusem w Polsce jest znikoma. Natomiast niezależnie od tego, gdzie mieszkamy, zdecydowanie warto się zaszczepić na tężec, ponieważ tężec występuje na całym świecie, a jest to choroba ciężka, potencjalnie śmiertelna i do tego niesamowicie przykra dla pacjenta. Dodam jeszcze, że nawet między niezbyt odległymi krajami mogą istnieć różnice w częstości występowania określonych chorób.

Dlaczego kalendarze szczepień obowiązkowych i zalecanych są różne w różnych krajach? – odpowiedzi część 2:
Po drugie: częstość występowania określonych chorób na rozmaitych terenach cały czas się zmienia. Przypuśćmy: jeśli osoba z Polski pojedzie do Indii nie zaszczepiwszy się na dur brzuszny, może się nim zarazić. Nie jest pewne, że taka osoba po powrocie do Polski zarazi inne osoby, ale nie można tego wykluczyć. Jeśli zarażonych osób zaczęłoby szybko przybywać – to się nazywa epidemia – konieczne stałoby się zapobieganie zarażaniu kolejnych osób, poprzez wprowadzenie szczepień.
Po trzecie: każdy kraj indywidualnie ocenia zakres ryzyka związanego z konkretnymi chorobami. W pierwszej kolejności szczepi się na choroby, które łatwo mogą prowadzić do śmierci. Obecnie są to: tężec (śmiertelność w przypadku zachorowania wynosi 30%, to znaczy, że co trzecia osoba zarażona tężcem umiera), błonica (zwana dawniej dyfterytem, śmiertelność 5-20% w zależności od wieku pacjenta), krztusiec (zwany też kokluszem, “tylko” 1,5%, ale…), polio (śmiertelność waha się w zależności od wieku pacjenta oraz rodzaju dotkniętych chorobą narządów: 2-5% u dzieci, 15-30 u dorosłych, 75% jeśli zaatakowany jest układ oddechowy). Są też choroby niekoniecznie śmiertelne dla osoby zakażonej, ale grożące powąznymi powikłaniami. Są to np. odra, świnka, różyczka, ale też potencjalnie ospa wietrzna.

Pani @alicjaszwintadyrda:disqus: napisałam coś niestosownego w części 3 wyjaśnienia, że po raz piąty nie jestem w stanie go wkleić? ;-)

Pani Elżbieto komentarz z mydlem jest tak trafiony i pelen argumentow! Mam podobny. Dieta i sport to zdrowie. Jem warzywa z ogrodu a zima morsuje. Właśnie przebiegłem 10km w 48 minut. Od 5 lat nie choruje i tryskam energia.
Co Pani na to aby służba zdrowia obowiązkowo zmuszała obywateli do biegania? Poprawi to zdrowie kazdego Polaka. A w ile minut Pani robi 10km czy 20km? Czy Pani regularne szczepienia pomagają w bieganiu?
Pozdrawiam Serdecznie

Jak czytam wypociny biolożki Elzbiety Petelenz-Kurdziel na temat dobroczynności szczepień to mi się nóż w kieszeni otwiera.
Porównanie mydła do rtęci wstrzykiwanej w dawce dla dorosłego niemowlakowi z pominięciem wszelkich naturalnych barier jest zawodowe i obnaża pani wiedzę i intelekt.
Ciekaw jestem co by pani powiedziała rodzicom , którzy z powodu szczepień tracą dziecko lub muszą opiekować się roślinką całe życie , a co z dziewczynkami z afryki , które po szczepieniach już nie będą mogły mieć własnych dzieci ?
To są fakty historyczne i nie propagują wyrobów żadnej korporacji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *