Dobry żal po porodzie. Trudne początki macierzyństwa
SZKOŁA / PRZEDSZKOLE - co kupić?
| Dobry żal po porodzie. Trudne początki macierzyństwa

Dobry żal po porodzie. Trudne początki macierzyństwa

Zapraszamy wszystkie Mamy do przysyłania nam listów ze swoimi opowieściami poporodowymi. Napiszcie, czy macie poczucie żalu po porodzie, dlaczego, jak sobie z tym radziłyście czy radzicie. Czekamy na Wasze listy!

Artykuł jest częścią cyklu Dobry żal po porodzie.

Historia Mamy

Opowiem trochę o moim drugim porodzie. Ciąża była pełna moich nerwów, nic złego nie działo sie w trakcie, ale byłam po poronieniu. Szykowałam się na poród w domu. Okazało się, że mam przeciwwskazania i szpital będzie lepszym rozwiązaniem. Dzięki starszemu dziecku byłam już dość dobrze przygotowana merytorycznie – chusty, masaż Shantala, kangurowanie noworodka, karmienie piersią i spanie z dzieckiem właściwie były oczywistością.

Poród rozwinął się błyskawicznie. Odeszły mi wody, taksówka zawiozła mnie na miejsce, załatwiłam formalności na IP, wchodząc na porodówkę miałam już pełne rozwarcie i skurcze silne parte. Małego urodziłam szybko, jeszcze z pępowiną dostałam go na klatę, właściwie nie pamiętam tego za bardzo. Bardzo mocno pękłam we wszystkie strony (mimo masażu krocza sumiennie stosowanego od 30 tygodnia ciąży). Po szybkim zszyciu dostałam dziecko z powrotem i już cały czas było ze mną. Syn leżał na mnie, karmiłam go piersią… i tak, niby całkiem nieźle zaczął się połóg. Oczywiście miałam nadzieję że jakoś wszystko szybko minie – niestety tak nie było. Bardzo długo krwawiłam z ran, ledwo chodziłam z bólu. Z drugiej strony miałam takie poczucie, że muszę już coś robić, nie mogę tylko leżeć, potrzebuje mnie starsza córka.

W 11 dobie po porodzie trafiłam z noworodkiem do szpitala dziecięcego. Młody miał zakażenie układu moczowego. Miałam straszne wyrzuty sumienia ze względu na starszą córeczkę, ale musiałam tam spędzić 2 tygodnie. W tym czasie oczywiście krocze wcale mi się cudownie nie zagoiło, trudności połogowe, takie jak nawał laktacyjny też się nie skończyły.

Wróciliśmy do domu. Ja już po prostu nie mogłam ciągle leżeć, ruszałam się ciągle tylko dzięki ibuprofenowi. Mimo tego, że podczas ciąży nastawiłam się na poród siłami natury, żałowałam, że nie urodziłam przez cesarkę. Przynajmniej ranę miałabym w sensowniejszym miejscu.

Największym moim problemem był jednak… brak jakiejkolwiek więzi z noworodkiem. Wiedziałam co mam przy nim robić, jak sie zachowywać, ale nie czułam przy tym kompletnie nic… Nic nie czułam również kiedy płakał sam w łóżku. Nigdy długo go tak nie zastawałam, ale też daleko mi było do pędzenia na każde zawołanie. Nosiłam go w chuście odprowadzając córkę do przedszkola i marzyłam o wózku, pracy, opiekunce, w ogóle ucieczce. Ze zdziwieniem przyglądalam się, jak tatuś całuje swojego synka i mówi, że go kocha. W jednym i drugim szpitalu synek był dużo kangurowany, spał ze mną (w domu też), karmiłam piersią i… nic. Teraz jak to wspominam, widzę w tym czasie jakąś czarną dziurę, jakby moje dziecko było lalką a ja urządzeniem obsługującym. Jeszcze do tego popsutym.

Nawet chciałabym mieć do kogoś pretensje, ale do kogo? W końcu to niczyja wina, że tak bardzo pękłam i tak wszystko mnie bolało. Ciągle było mi przykro, kiedy patrzyłam na córkę. Ona naprawdę dobrze sobie radziła z sytuacją, ale czasem potrzebowała mnie bardziej, niż byłam w stanie jej wtedy dać.
Po ok. dwóch miesiącach połóg się mniej więcej skończył. Przestałam krwawić, mogłam się bez problemu ruszać. Dziecko też zaczęło być bardziej komunikatywne. W końcu pojawiły się te uczucia, które powinnam mieć od początku: miłość, czułość, duma i radość z tego że mam to dziecko. Nie mam pojęcia dlaczego miały takie opóźnienie… Nie wiem też, co się zmieniło, że zaczęłam po prostu kochać synka jak należy.

Minął już jakiś czas od tamtych zdarzeń. Mam dwójkę naprawdę wspaniałych dzieci. Ciągle się zastanawiam, co się takiego stało, dlaczego mój połóg wyglądał aż tak okropnie. Ciągle mi przykro kiedy czytam teksty o porodach, o tym ile dają siły i jaki cudowny mają wpływ na matkę i dziecko, głównie dlatego że ja nie doświadczyłam tej cudownej mocy porodu. Właściwie jestem tak przytłoczona wrażeniami z połogu, że poród gdzieś w tym wszystkim umyka.

Nasza odpowiedź

W mediach oraz opowieściach mam przewija się sporo macierzyńskich mitów. Z pozoru całkiem niewinne stwierdzenia mogą przyczynić się do cierpienia świeżo upieczonych matek, które zastanawiają się: „co jest ze mną nie tak, że ja tego nie czuję, że ja tak nie mam?”

Jednym z takich mitów jest stwierdzenie, że każda kobieta, kiedy tylko spojrzy w oczy swego nowo narodzonego dziecka, czuje ogrom wzruszenia i miłości, a cały ból oraz trud porodu odpływają w dal.

Prawda jest taka, że kobiety po porodzie mogą odczuwać całą gamę emocji i różnych stanów – od zwyczajnej ulgi, poprzez zmęczenie, ból, senność, ożywienie, podekscytowanie, chęć tulenia swojego dziecka jak i zupełny brak zainteresowania nim. Każdy z tych stanów jest normalny i żaden nie jest lepszy od innego. Właśnie tak nasze ciało i nasz umysł zareagował na poród, który się wydarzył. Jako  ludzie, istoty fizyczne, jesteśmy nierozerwalnie związane z ciałem. Każdy z nas zupełnie inaczej reaguje na hormony oraz ból fizyczny.

Zdarza się, że  miłość macierzyńska budzi się zaraz po porodzie i stąd opowieści o głębokim spojrzeniu w oczy noworodka i fali miłości. Bywa jednak, że potrzeba na to więcej czasu – kilka tygodni, może miesięcy. Kobiety, które powoli wchodzą w macierzyństwo, nie mówią o tym głośno. Dlatego słyszymy mniej takich opowieści lub wcale – nie czują, że to właściwe. Może szkoda. Może gdyby usłyszała to inna matka, która przeżywa podobne stany, przestałaby tkwić w poczuciu winy, że coś jest z nią nie tak.  Szukałaby kogoś, kto ją wysłucha i zrozumie. Wiedziałaby, że nie jest samotna.

Zrozumiałe jest i powinno być, że trudniej wejść w proces nawiązywania relacji z nowym człowiekiem, kiedy poród był ciężki, a dziecko bardzo płaczliwe i wymagające. Ale miłość to nie tylko emocje i hormony, miłość to decyzja, odpowiedzialność. Świadomość, że oto stałam się matką, często przychodzi powoli. Dla każdej kobiety będzie to inny moment na całej macierzyńskiej drodze. Oswajanie się z małym dzieckiem, z jego zapachem, z jego gestami też płynie swoim tempem –  nie musi nastapić od razu!
Kiedy poród przebiegł całkiem inaczej, niż się spodziewałaś, niż tego pragnęłaś, prawdopodobnie będziesz potrzebowała czasu na to, aby się otrząsnąć, „wrócić do siebie”, poukładać swoje intensywne przeżycia. Pogodzić się z tym co i jak się wydarzyło, zamknąć za sobą ten etap i otworzyć się na nowy.  Wtedy pojawi się miejsce na nowe uczucie – rozkwitającą miłość do dziecka. Nie warto na siłę przyspieszać tego procesu. Przyjmować każdy dzień na raz, cieszyć się tym, co ten dzień daje i radzić sobie z tym, co w tym dniu się dzieje. Nie warto porównywać siebie czy swojego dziecka do innych. To przynosi zwykle więcej szkody, niż pożytku.

Daj sobie czas. Urodzenie dziecka oraz pierwsze tygodnie opieki nad nim są najbardziej intensywnym czasem w życiu kobiety. Obfituje on w całą gamę różnych emocji – obaw, szczęścia, czułości, niepewności, wzruszenia, radości. Dlatego dobrze jest traktować siebie samą z sympatią, łagodnością oraz wyrozumiałością! Nie ma jedynego słusznego sposobu przeżywania swojego macierzyństwa, warto iść swoją drogą.

Foto

Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Joanna Mendecka i Gosia Borecka

Joanna Mendecka - psycholożka, doradczyni żywieniowa, doula poporodowa, autorka portalu www.mamowanie.pl. Jest mamą Zuzi i Zosi, od 5 lat zajmuje się propagowaniem podstaw zdrowego i świadomego trybu życia, a od 3 lat prowadzi autorskie warsztaty oraz konsultacje dla rodziców małych dzieci z zakresu zdrowego żywienia, łatwego gotowania oraz satysfakcjonującego wychowywania. Zwolenniczka holistycznego podejścia do zdrowia człowieka, wykorzystywania mądrości medycyny chińskiej oraz zasad ajurwedy.Gosia Borecka - z wykształcenia pedagog, z zamiłowania doula, z powołania mama czterech córek i dwóch synów. Od ponad 8 lat przygotowuje do porodów i towarzyszy przy nich, wspiera w macierzyństwie kobiety i ich rodziny. Propaguje ideę podejmowania świadomych wyborów i powrotu do instynktu i intuicji w macierzyństwie. Prywatnie przepada za słowem pisanym (www.doula.warszawa.pl)
Odwiedź stronę autorki/autora: http://doulawarszawa.wordpress.com/




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

Co robić, aby wspierać dziecko w dążeniu do samodzielności?

Jak wychować chłopców (dzieci) bez stereotypów?

8 przepisów na batony i ciasteczka mocy

Przejdz do: