Kategorie
Rodzina

Eko-ściema, czyli jak zarobić na ekologii

Hasła związane ze zdrowym, ekologicznym stylem życia są często nadużywane, wykorzystywane jedynie w celach reklamowych, i nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości

Tematyka związana z ekologią  od dłuższego czasu coraz silniej przenika do mediów. Życie w zgodzie z naturą przestało być domeną osób żyjących z boku społeczeństwa, a wizja mieszkającego gdzieś na odludziu „eko-świra” zastępowana jest obrazem osoby światłej, wykształconej i przede wszystkim – świadomej siebie i otaczającej ją rzeczywistości. O coraz większym sukcesie tego nowego wizerunku świadczy między innymi wykorzystywanie kojarzących się z naturą i ekologią haseł w licznych kampaniach medialnych.

To zjawisko, na pierwszy rzut oka pozytywne, ma również swoją ciemną stronę. Hasła związane ze zdrowym, ekologicznym stylem życia są często bowiem nadużywane, wykorzystywane jedynie w celach reklamowych, i nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości. Tak stosowane ekologiczne przesłanie, żerując na dobrych intencjach konsumentów, może stanowić drogę do łatwego i szybkiego pomnożenia zarobków osób wcale nie zainteresowanych ochroną środowiska.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka

Zobacz w księgarni Natuli.pl

„Naturalne aromaty, bez dodatku substancji konserwujących od 1886” – ta wydawałoby się zachęcająca do zdrowego, eko-zakupu informacja znajduje się na każdym opakowaniu… Coca-Coli.

Eko mleko? Eko jajo?

Chyba każdy przynajmniej raz w życiu widział reklamę lub też opakowanie mleka lub jajek, które swoją szatą graficzną odnoszą się do sielankowej wizji polskiej wsi: pole, łąka, pasące się krowy, kury biegające po podwórku. Te i podobne im obrazki, sugerujące nieskażony, sielski charakter wsi, z której pochodzić mają kupowane przez nas produkty, stanowią najczęściej tylko artystyczną wizję grafika. Rzeczywistość nie mogłaby być dalsza od serwowanego przez media przekazu. Zwierzęta niejednokrotnie trzymane są w ciasnych pomieszczeniach, nie są nigdy wypuszczane na świeże powietrze, a ich karmienie koncentruje się na podawaniu im specjalnych mieszanek paszowych, często zawierających GMO. Tak traktowane zwierzęta przypominają raczej małe fabryki niż żywe, czujące istoty.

Aby nie przyczyniać się dodatkowo do cierpienia kur, warto zrezygnować z jajek oznaczonych na skorupce numerem „3” (chów klatkowy) oraz „2” (chów ściółkowy) i rozważyć zakup tych z numerem „0” (chów ekologiczny) lub „1” (chów wolnowybiegowy).

„Bio” dylematy

Na coraz szerszej gamie produktów pojawiają się określenia takie jak „naturalny”, „zielony” „eko”, „bio”, „bez konserwantów”. Wszystkie one sugerują, iż w naszych rękach znajduje się towar, który nie jest szkodliwy dla środowiska i naszego organizmu. Określenia te jednak często mogą być i są mylące.

Szczególną uwagę warto zwrócić na oznaczenie „bio” znajdujące się na proszkach do prania i innych środkach czyszczących. „Bio” może tu bowiem oznaczać, iż mamy do czynienia ze środkiem, którego składniki pochodzą z upraw ekologicznych, lub też, że w jego składzie znajdują się enzymy.

Aby upewnić się, o które „bio” chodzi w danym przypadku, warto przyjrzeć się opakowaniu środka, który chcemy kupić. Jeśli napisowi „bio” towarzyszą międzynarodowe, uznane eko-certyfikaty (np. EKOCERT) lub napis „bez enzymów” możemy śmiało zakładać, że produkt jest ekologiczny. W innym wypadku napis „bio” lub też „biological” informuje nas o tym, iż w proszku znajdują się wspominane już enzymy, które poza umożliwieniem prania w niższej temperaturze mogą powodować niepożądane reakcje skórne.

Również określenia takie jak „naturalny” czy „zielony” mogą wprowadzać w błąd. Podobnie jak i w przypadku proszków, warto bacznie przyglądać się wszystkim informacjom zawartym na opakowaniach żywności i kosmetyków oraz temu, co znajduje się w składzie oferowanego nam produktu. Jeśli kupowany przez nas kosmetyk zawiera olej mineralny, pochodne ropy naftowej (takie jak np. parafina, wazelina), silikony, barwniki syntetyczne, glikol propylenowy, parabeny czy też aromaty syntetyczne to nie powinien być zaliczony do gamy produktów ekologicznych.

Warto pamiętać o zacytowanym na początku przykładzie Coca-Coli, kiedy będą nas kusić nadużywane przez producentów eko-deklaracje.

Na zakończenie należy dodać, iż podobne działania marketingowe mają na swoim koncie również giganci przemysłu samochodowego (zarówno ci związani z rynkiem paliw jak i produkcją samochodów). Często odwołują się oni w kampaniach do eko-strony swojego przedsięwzięcia. „Make nature smile again” – jak mówi hasło producenta samochodów Renault.
Pozostanę jednak sceptyczna co do „uśmiechu natury” na widok kolejnego samochodu i dalej zamiast samochodem będę jeździć na rowerze.

Foto

Autor/ka: Ula Tabiszewska

Rowerowo zakręcona antropolożka i pedagożka. Posiadaczka kota Felusia
i wirtualnie adoptowanego psa Sokratesa. Od ponad dekady żyjąca bez
mięsa w diecie, za to pożerająca znaczne ilości książek. Od niedawna
właścicielka bloga rowerowa-codziennosc.blogspot.com i pracowniczka
hurtowni z produktami ekologicznymi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.