Co się dzieje w mózgu dziecka, kiedy naprawdę chce się czegoś nauczyć
| Co się dzieje w mózgu dziecka, kiedy naprawdę chce się czegoś nauczyć

Co się dzieje w mózgu dziecka, kiedy naprawdę chce się czegoś nauczyć

Kiedy dziecko chce i rzeczywiście potrzebuje nauczyć się czegoś nowego, jego wewnętrzny, "wbudowany" w mózgu system motywacji wyzwala w nim nieopisaną energię i moc, które naturalnie napędzają do działania.

Tymczasem nam, dorosłym, często wydaje się, że jedyną skuteczna metodą zmotywowania młodego człowieka do wykonania pewnych czynności, jest nagrodzenie jego zachowania. W zamian za bycie “grzecznym”, obiad zjedzony do czysta, “ładnie” posprzątany pokój, dobrze napisaną kartkówkę albo świadectwo z czerwonym paskiem, oferujemy więc coraz to większe bonusy i gratyfikacje.

Efekty naszych działań są z pozoru bardzo satysfakcjonujące – młodzi ludzie ze strachu przed krytyką albo karą (bo przecież nieotrzymanie obiecanej nagrody jest z nią tożsame) ekspresowo porządkują mieszkanie, godzinami ślęczą nad książkami i wkuwają na pamięć dziesiątki dat, terminów i definicji. Znana metoda kija i marchewki naprawdę działa – sądzą ukontentowani dorośli, a skoro przynosi ona tak pożądane efekty, ani myślą z niej rezygnować.

Zewnętrzna motywacja w praktyce

Takie podejście nie jest niczym nowym, praktykowane jest od setek lat i w istocie jest głęboko zakorzenione w systemie przekonań rodziców, nauczycieli, pracodawców, menedżerów i polityków. Nie dziwi więc fakt, że jest powszechnie stosowane. Nagradzali nasi pradziadkowie, dziadkowie i rodzice, dlaczego mielibyśmy więc nie nagradzać i my? Sami często w podobny sposób jesteśmy motywowani do aktywności i efektywnej pracy. Kiedy szef obieca nam podwyżkę albo inny satysfakcjonujący benefit, pracujemy szybko sprawnie i wydajnie. To wszystko funkcjonuje wprost niezawodnie, przy czym, niestety – krótkoterminowo. Żadna nagroda nie będzie w stanie sprawić, że będziemy odczuwali głęboką satysfakcję z tego, co robimy przez długi okres czasu. Żadna, nawet najbardziej wyszukana forma “marchewki” nie pozwoli nam rzeczywiście się uczyć, ani nie przyniesie trwałego poczucia spełnienia.

Dlaczego zewnętrzne motywatory nie działają?

Ponieważ pochodzą z zewnątrz i z biegiem czasu tracą na swojej atrakcyjności. Nie mają też nic wspólnego z autentyczną, wewnętrzną potrzebą podjęcia aktywności w określonym zakresie. Kiedy człowiek nie czuje się szczerze zmotywowany i oddany temu, co robi, rzadko zdarza się, aby czerpał z tego radość, trwale zapamiętywał nowe informacje i odczuwał poczucie sensu. Ale, co najważniejsze, nie będąc autentycznie zaciekawionym tym czym się zajmuje, niczego się nie nauczy, a jego zdolność do tworzenia pomysłowych rzeczy zwyczajnie zaniknie. Nie da się zdrowo i twórczo rozwijać, będąc, w efekcie, biernym odbiorcą rzeczywistości.

Ma to oczywiście swoje podłoże neurobiologiczne. Otóż naukowcy przed kilkunastoma laty odkryli, że jedyną niepowtarzalną szansą na naturalną, kreatywną i spontaniczną naukę jest aktywacja w mózgu dziecka układu nagrody.

Neurobiologia i układ nagrody

Aby mógł on zostać uruchomiony, w mózgu musi nastąpić uwolnienie dopaminy czyli neuroprzekaźnika i neuromodulatora, określanego przez badaczy mianem substancji ciekawości i zachowań eksploracyjnych, poszukiwania nowości (ang.: novelty seeking behavior) (1). Kiedy w płatach czołowych (w korze przedczołowej) następuje wyrzut dopaminy, doprowadza to do zwiększenia jasności myślenia oraz wzmocnienia koncentracji. W jądrze półleżącym natomiast włókna dopaminergiczne aktywują neurony wytwarzające endogenne opioidy, a włókna tych neuronów rozgałęziają się szeroko w obszarach kory czołowej. W momencie, w którym dochodzi do wyrzutu opioidów, pojawia się dobry nastrój i nieodparta chęć do działania – aktywacja endogennych opioidów stwarza subiektywny efekt nagrody, a sekwencja zachowań czy dane zdarzenie są dalej przetwarzane przez mózg i trwale w nim zapisane – zachodzi prawdziwy i niepowtarzalny proces uczenia się. Dopamina odgrywa kluczową rolę w motywacji, uczeniu się i naturalnym rozwoju.

Młody człowiek uczy się więc tylko wtedy, kiedy rzeczywiście tego chce, kiedy odczuwa taką potrzebę i radość na samą myśl o działaniu. W chwili, w której zmuszamy go do podjęcia określonej aktywności, automatycznie następuje blokada produkcji dopaminy i endogennych opioidów – innymi słowy – ustaje proces efektywnego uczenia się i zapamiętywania.

Mózg jest niezwykle sprytnym organem i bezustannie na wyrost oblicza, co i w jaki sposób się wydarzy. Jeśli rezultaty pewnych działań są lepsze niż oczekiwał, generowany jest w nim sygnał, który aktywuje dopaminę (2).

Dotychczasowe badania nad mózgiem wykazują, że uwolnienie dopaminy i endogennych opioidów w układzie nagrody możliwe jest tylko w określonych warunkach, między innymi wtedy, kiedy:

1. Dziecko bardzo chce się czegoś nauczyć (ma taką wewnętrzną potrzebę)

Ten fakt znamy chyba wszyscy: kiedy dziecku naprawdę na czymś zależy, wkłada duży wysiłek, aby osiągnąć zamierzony efekt. Koncentruje się wówczas na na obiekcie swoich działań, tłumi wszelkie inne potrzeby, opracowuje konkretny plan i krok po kroku realizuje to, co dla niego ważne. O ile mu się na to pozwoli –  działa swobodnie, lekko i bez większego wysiłku, a wszystko czego doświadcza, głęboko zapamiętuje. Co więcej – jak potwierdzają badacze – tylko wtedy jest w stanie praktycznie wykorzystać zebrana wiedzę w przyszłości, w podobnym kontekście sytuacyjnym. (3)

Co możemy zrobić?

Zaufać potrzebom dziecka i jego instynktom i pozwolić mu działać. Jeśli przez dłuższy czas maluch koncentruje na czymś swoją uwagę i skrupulatnie dąży do osiągnięcia celu, oznacza to, że znajduje się w okresie wrażliwym rozwoju jakiejś nowej umiejętności. Taki okres trwa tylko przez określony czas (zwykle do kilku miesięcy), nie warto go więc przegapić, ponieważ po jego zakończeniu dziecko nigdy nie otrzyma drugiej możliwości szybkiej i tak produktywnej nauki określonej sprawności (np. czytania, pisania, liczenia).

2. Dziecko doświadcza czegoś subiektywnie pozytywnego

Ten mechanizm jest kluczowy w procesie efektywnego uczenia się. Kiedy próbujemy zmotywować dziecko do określonej aktywności, nagradzając je, nawet jeśli gratyfikacja może wydać się zadowalająca i maluch w efekcie wykona zadanie, efekty będą krótkotrwałe, a wiedza płynąca z działania nie zostanie na długo utrwalona w pamięci młodego odkrywcy. Mózg jest inteligentnym organem i doskonale wie, czy działanie człowieka wynika z pozytywnych i wewnętrznych pobudek, czy jest jedynie odpowiedzią na zewnętrzne pokusy. W tym drugim przypadku nie aktywuje w układzie nagrody dopaminy i endogennych opioidów, mających decydujący wpływ na proces uczenia się, zapamiętywania i rozwoju w ogóle.

Co możemy zrobić?

Nie próbować mobilizować dziecka i przekupywać nagrodami, ale obserwować za czym i w jaki sposób podążą. Z zainteresowaniem towarzyszyć temu, czego chce doświadczać, nawet jeśli sami nie widzimy w tym większego sensu. Dziecko doskonale wie, jakich działań domaga się jego plastyczna inteligencja…

3. Dziecko nie odczuwa strachu

W przeciwnym razie zamiast wydzielać dobroczynne substancje wspierające procesy zapamiętywania, ciało dziecka ulega stresowi i uwalnia kortyzol, który wprawia w stan pobudzenia, pogarszając jego ogólne zdrowie i samopoczucie – przyspiesza rytm serca i podnosi ciśnienie krwi, zmniejsza odporność organizmu oraz spowalnia trawienie, blokuje również procesy myślowe.

Utrzymujący się przez dłuższy czas poziom kortyzolu wyrządza też nieodwracalne szkody w strukturach mózgowych: hamuje powstawanie nowych neuronów i połączeń nerwowych, w szczególności w ośrodku pamięci. Cierpią na tym zdolność do podejmowania decyzji, krytycznego myślenia, empatii oraz uczenia się.

“[…] impet ducha improwizacji potrzebny w celu rozpostarcia własnych skrzydeł zatraca się u członków w społeczności, w której panuje strach, wywierana jest presja, wszystko dokładnie uregulowano przepisami i skrupulatnie się to sprawdza i kontroluje, w której nie jest cenione myślenie i nie ma możliwości wzięcia na siebie odpowiedzialności. W takiej grupie na początku dochodzi do działań na jałowym biegu, które przeistaczają się stopniowo w postawy frustracji i rezygnacji.” – podkreśla wieloletni niemiecki badacz mózgu, Gerald Hüther.

Co możemy zrobić?

Zapewnić dziecku spokojną atmosferę nauki i rozwoju. Nie zmuszać, nie krytykować, nie pośpieszać, nie oceniać. Pozwalać mu na działanie i mylenie się. Z biologicznego punktu widzenia, nie ma możliwości uczyć się na podstawie czyichś doświadczeń. Dziecko musi uruchomić mechanizm uczenia się przez samodzielne tworzenie predykcji i popełnianie błędów, bo tylko dzięki temu w długiej perspektywie uszczegółowi swoją wiedzę.

4. Dziecko odczuwa prawdziwy entuzjazm

Kiedy dziecko jest emocjonalnie zaangażowane w jakąś czynność, nadzwyczaj sprawnie przyswaja nowe informacje, niezbędne mu do budowania szerokiej wiedzy o sobie i świecie oraz do osiągnięcia kolejnych zaawansowanych kompetencji w przyszłości. Tylko to, co jest subiektywnie ważne i odnosi się do aktualnych doświadczeń i uczuć dziecka, wzbudza w nim prawdziwy entuzjazm.  Jedynie wówczas, gdy go odczuwa, w jego mózgu dochodzi  do wyrzutu dopaminy i opioidów – a w efekcie do rozbudowy i ulepszenia wszystkich tych komórek nerwowych, których używa w stanie zachwytu.

Dziecko czuje się silniejsze i bardziej zdolne do działania.

Proces ten bardzo wymownie opisuje Gerald Hüther:

“Możemy być zadowoleni, że w naszym mózgu istnieje wbudowany mechanizm dbający o to, że tam na górze nie wszystko, czym codziennie jesteśmy zarzucani, jest wzmacniane i stabilizowane w formie specyficznych sieci komórek nerwowych, nie wszystko, co wmuszają nam jaskrawe obrazy i przemądrzałe ględzenie oraz nie wszystko, co sami produkujemy w postaci trywialnych treści lub co przerabiamy w czynnościach rutynowych. […] Wspaniale, że nasz mózg staje się aktywny, że mechanizm restrukturyzacji rusza w nim wyłącznie wówczas, kiedy coś rzeczywiście jest ważne, i to ważne dla konkretnej osoby, w której działa ten konkretny mózg, a nie dla kogoś lub czegoś innego na świecie.” (4)

Co możemy zrobić?

Przyjąć i zaakceptować fakt, że to co ważne dla nas, nie musi być i często nie jest tak samo istotne dla naszych dzieci i na odwrót – to, co wprawia w zachwyt nasze dzieci, nie zawsze działa na nas podobnie entuzjastycznie. Każdy z nas jest w istocie osobnym bytem, każdy potrzebuje własnej przestrzeni rozwoju, zrozumienia swoich potrzeb oraz indywidualności.

5. Dziecko uczy się w otoczeniu życzliwych dorosłych

Dla każdego człowieka pozytywne doświadczenia, dzięki którym uczy się nowych rzeczy, wiążą się z życzliwymi kontaktami społecznymi.

Bez poczucia więzi i przynależności każdy z nas czuje się osamotniony, niepewny, bezradny i bezsilny w obliczu różnych trudności, jednak w przypadku dzieci te odczucia mają jeszcze bardziej egzystencjalny charakter. Od dorosłych zależy bowiem ich poczucie bezpieczeństwa i przetrwanie.

Hüher pisze o tym w następujący sposób: “Na początku życia dzieci są nie tylko niesłychanie otwarte na wszystko, co można odkryć i stworzyć w ich otoczeniu, ale są również bardzo wyczulone na to, co porusza osoby, z którymi czują się blisko związane. Orientują się dokładnie, co jest dla nich ważne, czym się zachwycają, co je boli i sprawia im przykrość oraz co czyni je szczęśliwymi i zadowolonymi.

Jako że małe dzieci nie potrafią jeszcze mówić, zwracają ogromną uwagą na wszystko, co nie zostanie powiedziane, co pozostaje skryte za słowami.”

Co możemy zrobić?

Być zawsze autentycznym w kontaktach z dziećmi, umiejętnie komunikować swoje potrzeby, oraz szanować potrzeby młodych ludzi, a co najważniejsze – w swoich postawach i działaniach kierować się bezwarunkową akceptacją. Tylko wtedy możemy liczyć na bezgraniczne zaufanie małych istot.

“Dzieci nigdy nie naśladują wszystkich osób, lecz tylko te, które podziwiają, które są dla nich wyjątkowo ważne, z którymi czują się emocjonalnie związane. One właśnie stanowią ich wzorce. Wszyscy inni mogą się wysilać, ile chcą, aby nauczyć czegoś dziecko, nastolatka czy dorosłego. Strumień entuzjazmu rusza tylko wówczas, gdy w mózgu zostaną aktywowane centra emocjonalne. I wtedy właśnie to, co robi osoba stanowiąca wzór, będzie nie tylko imitowane, ale także zostanie mocno zakodowane w formie odpowiednio użyźnionego i dojrzałego wzorca połączeń.” (5)

Źródła:

  1. Spitzer M., Jak uczy się mózg, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa, 2007, s. 134-137.
  2. por. ebd. s. 137.
  3. por. Hüther G., Kim jesteśmy a kim moglibyśmy być, Grupa Wydawnicza Literatura Inspiruje Sp. z o.o, 2015, Słupsk, s. 137.
  4. ebd. s. 140.
  5. ebd. s. 154.
Więcej dobrych artykułów? Kliknij lajk

Magdalena Boćko-Mysiorska

Prywatnie - spełniająca się mama i żona. Zawodowo - pedagog, metodyk, tłumacz, wykładowca i lektor języka niemieckiego. Autorka i współautorka podręczników, testów, programów nauczania i artykułów. Entuzjastka neurobiologii i neurodydaktyki. Od niedawna „mikrobadacz”. Autorka projektu "Obudź się szkoło" oraz bliskościowego bloga.
Odwiedź stronę autorki/autora: http://www.magdalenabockomysiorska.pl




Książeczki Pucio – zabawy logopedyczne dla najmłodszych

Książki wspierające wszechstronny rozwój najmłodszych dzieci od wydawnictwa Tekturka

Naprawdę przeciwsłoneczne okulary dla dzieci (Real Kids Shades)

10 pomysłów na zabawy, przy których rodzic może… poleżeć!

Jak dziecko buduje więź z rodzicem w pierwszym roku życia

5 inspirujących przepisów na potrawy z kaszą jaglaną {na słodko i słono}

Przejdz do: