Kategorie
Edukacja alternatywna

Dlaczego w szkole liczą się punkty, a nie osobowość i realne umiejętności? Jak jest w szkole demokratycznej?

Ostatnimi czasy coraz więcej osób decyduje się na zabieranie dzieci z tradycyjnych szkół. Wzrasta świadomość społeczna, widać coraz większe zainteresowanie tematem edukacji bez przymusu, do którego jesteśmy wszyscy od tak dawna przyzwyczajeni. Powstaje coraz więcej szkół w nurcie demokratycznym – miejsc, w których dziecko znajduje przestrzeń na swobodną eksplorację otoczenia w swoim tempie, na nudę (prowadzi do kreatywności), na rozwój własnych zainteresowań, doskonalenie kompetencji społecznych, zabawę.

Maleje przyzwolenie rodziców na to, aby dzieci spędzały całe wieczory odrabiając zadania domowe, aby chodziły do szkół w poczuciu, że jest to rzecz, którą trzeba “odfajkować” i jakoś przeżyć, bo wszyscy przed nami przecież też jakoś to przeżyli.

W szkołach demokratycznych uciekamy przed totalną unifikacją

Bo dlaczego niby dzieci, niezależnie od zainteresowań, aspiracji, zdolności i chęci, mają uczyć się tego samego, zaliczać takie same testy, pisać je siedząc rządkiem w ławkach jednakowymi długopisami, udzielać odpowiedzi według klucza, który dopuszcza jedynie słuszną metodę osiągnięcia celu? Dlaczego mają być tak samo ubrane, egzaminy zdawać w tym samym dniu, dlaczego wreszcie liczą się tylko punkty, a nie osobowość, kreatywność, realne umiejętności i zastosowanie wiedzy w praktyce?

Życie seksualne rodziców

Zacznij świadomie budować swoją relację z partnerem

Jak zrozumieć się w rodzinie

Jak dostrzec potrzeby innych i być wysłuchanym

Tylko dobre książki dla dzieci i rodziców | Księgarnia Natuli

szkola-demokratyczna

Szkoła Summerhill

Szkoły nurtu demokratycznego, zapoczątkowanego przez Aleksandra Sutherlanda Neilla (który założył w roku 1921 szkołę Summerhill w Leiston w Anglii) są fascynującym przykładem eksperymentu pedagogicznego. Summerhill działa nieprzerwanie od niemal stu lat i w tej chwili doczekała się już zasłużonej opinii wzorca, choć w swojej historii przeżyła niejedną próbę zamknięcia przez brytyjski system oświatowy, była nękana przez nadzwyczaj częste kontrole, próbowano na niej wymusić zmianę filozofii, wprowadzenie obowiązkowych lekcji i uległość wobec systemu. Szkoła odpowiedziała słynnym procesem sądowym zakończonym w marcu 2000 roku, podczas którego na sali sądowej, za zgodą składu sędziowskiego, odbyło się posiedzenie Zebrania Szkolnego. Proces ten był kamieniem milowym w historii szkoły, nie pod względem jakichkolwiek zmian w wartościach czy zasadach, na których szkoła się opiera, ale pod względem uwarunkowań prawnych. Ze szkoły będącej na tajnej liście obserwowanych i do zamknięcia, Summerhill stała się szkołą z pełnym poparciem brytyjskiego systemu oświatowego.

Dlaczego tak się stało? Wydaje się, że Brytyjczycy zauważyli, że „zgodnie z opinią rodziców, szkolnego konsultanta, p. Geoffrey’a Robinsona i wreszcie również Sekretarza Stanu w Departamencie, Summerhill zdołała wypracować system eliminujący wszystko to, co uważa się za plagę współczesnego szkolnictwa, a więc przemoc wobec słabszych i szkolną „falę”, rasizm, nadużycia seksualne, narkotyki”. (fragment zapisu posiedzenia komisji brytyjskiej Izby Gmin, poświęconego poprawkom brytyjskiego prawa oświatowego, cyt. za Pawłem Kasprzakiem) I to wszystko w szkole działającej bez jakiegokolwiek przymusu, gdzie dzieci nie muszą chodzić na zajęcia latami, jeśli tego nie chcą. Czy ten eksperyment pedagogiczny można uznać za nieudany?

Wolne szkoły na świecie mają już bogatą historię

Doczekały się własnych badaczy i literatury. Nie każda jest taka sama. Niektóre maja zorganizowane zajęcia, ale uczęszczanie na nie – lub nie – jest wolnym wyborem dziecka (jak np. w Summerhill), niektóre w ogóle nie ingerują w to, czym dzieci się zajmują (Sudbury Valley w USA), u niektórych wolność jest priorytetem, ale jest to wolność w specjalnie przygotowanym środowisku, wzorem pedagogiki montessoriańskiej (szkoła Pesta w Ekwadorze). W niektórych dzieci spędzają całe miesiące (Summerhill jest szkołą z internatem), gdzie indziej szkoła otwarta jest tylko do godzin południowych (Pesta). Są szkoły płatne (większość) oraz bezpłatne (np. Sumavanam w Indiach). W szkołach wzorowanych na Sudbury Valley, nazywanych SVS, cała inicjatywa wychodzi od uczniów, podczas gdy np. w szkole Tamariki w Nowej Zelandii nie ma na to reguły – czasami tygodniami to dzieci wymyślają sobie zajęcia, innym razem przez długi czas inicjatywa wychodzi od dorosłych.

Szkoły te są różne – mimo wielu wspólnych cech, nie znajdziemy dwóch takich samych. Wszystkie łączy jednak szacunek dla dziecka i jego prawo do wolności i do decydowania o sobie. Wszystkie wypuszczają w świat szczęśliwych, pewnych siebie młodych ludzi, którzy znają swoją wartość, wiedzą, o co im chodzi w życiu – i potrafią do tego dążyć, nie zrażając się porażkami. Co ciekawe, wśród absolwentów wolnych szkół nie ma ludzi wchodzących w konflikt z prawem – wszyscy potrafią pokojowo rozwiązywać konflikty (trenowali przecież, w atmosferze wolności, całe dzieciństwo). Zdecydowana większość wybiera zawody wymagające kreatywności, oryginalności bądź związane z pomocą innym: zostają nauczycielami, lekarzami, aktorami, artystami, prawnikami, muzykami, inżynierami, architektami itd.

Co ciekawe (dla wielu wątpiących i potrzebujących „namacalnych osiągnięć”), mimo braku przymusu nauki (a właściwie dzięki temu), absolwenci szkół demokratycznych uzyskują dobre, nie odbiegające od rówieśników z innych szkół, a często znacznie lepsze, wyniki w testach kwalifikacyjnych na studia. Wynika to z faktu, że taki młody człowiek jest przyzwyczajony do podejmowania suwerennych decyzji, w tym kiedy (i czy!) jest na coś gotowy. A jeżeli uzna, że jest – zrobi wszystko, aby osiągnąć swój cel. Nawet, jeśli to oznacza rok ślęczenia nad książkami.

Jak to wygląda prawnie i finansowo?

Władzom oświatowym i pedagogom – pasjonatom wolnej edukacji dość trudno porozumieć się w sprawie istnienia szkół w nurcie demokratycznym. Choć prawo dopuszcza taką możliwość (artykuł 86 Ustawy o systemie oświaty), w Polsce jeszcze ani jedna taka szkoła nie otrzymała statusu szkoły eksperymentalnej.

Wydaje się, że ministerstwo wciąż nie jest skłonne zezwolić na tak dużą dawkę wolności wewnątrz obowiązującego systemu oświatowego. Panuje wciąż głęboka wiara w przymus jako jedyne narzędzie kontroli młodych umysłów, założenie, że dziecko w szkole wolnościowej jest pogrążone w chaosie równoznacznym z anarchią, a najlepiej działa metoda kija i marchewki. Założyciele szkół demokratycznych z kolei obawiają się zbyt dużej kontroli ze strony ministerstwa i nacisków – tak, jak to miało miejsce w przypadku Summerhill – na zmianę filozofii lezącej u podstaw działania takich szkół. Obecnie zatem placówki te działają jako świetlice, projekty prowadzone przez fundacje oświatowe bądź zwykłe prywatne domy – miejsca „zbiórki” dzieci realizujących obowiązek szkolny w formie edukacji domowej (na podstawie art. 16 ust. 8 do 12 ustawy z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty). Takie rozwiązanie pozwala rodzicom na decyzyjność w sprawie sposobu kształcenia własnego dziecka. Z jednej strony w Polsce wciąż istnieje systemowe ograniczenie w postaci corocznych egzaminów w tradycyjnej szkole (tej, do której formalnie jest zapisane dziecko), mających kontrolować, czy została zrealizowana podstawa programowa odpowiednia do etapu kształcenia, na jakim dziecko aktualnie jest, z drugiej strony jednak sposób, w jaki dziecko się uczy i jak spędza czas, bardzo się różni od modelu lekcja-przerwa-lekcja-przerwa-lekcja-przerwa-lekcja-zadanie domowe.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik pomagający w codziennej opiece Twojego dziecka

Zobacz w księgarni Natuli.pl

Uwaga! Reklama do czytania

Wild child, czyli naturalny rozwój dziecka

Książka o rozwoju dziecka 2-5 lat. Praktyczne rozwiązania na najczęstsze rodzicielskie wyzwania.

CHCESZ? KLIKNIJ!

Niestety, na przykładzie kilku działających w Polsce (od niedawna) szkół demokratycznych widać wyraźnie, że w przytłaczającej większości przypadków posłanie dziecka do takiej szkoły jest wciąż kwestią zasobności portfela. Szkoły te muszą się samofinansować – bez subwencji oświatowych, jakie otrzymują szkoły publiczne, nie są w stanie przyjmować dzieci bezpłatnie, w związku z czym czesne często jest dość wysokie. Zazwyczaj szkoły te zakładane są przez fundacje, które mają większe możliwości starania się o wszelkiego rodzaju granty czy dotacje niż zwykły śmiertelnik. To jednak nie wystarcza.

Te szkoły demokratyczne, które nie obawiają się nadmiernej kontroli ze strony państwa w momencie wpisu do ewidencji placówek o uprawnieniach szkół publicznych, będą walczyć o te uprawnienia – jak na przykład wrocławska szkoła Stacja Brochów, uruchamiana od września 2015 przez Fundację Swoją Drogą. Tylko wtedy zaistnieje szansa umożliwienia dostępu do innego rodzaju edukacji, wolnej i zindywidualizowanej, dla większej liczby dzieci, większości bowiem z nas trudnym, a najczęściej wręcz niemożliwym byłoby wyłożenie 800 – 1200 zł miesięcznie na zindywidualizowaną edukację dziecka. Paradoksalnie, niemalże sto lat temu walczono o powszechną unifikację.

Jesteśmy dziś świadkami początku znaczącej zmiany społecznej w skali globalnej – środek ciężkości wydaje się przesuwać ze znakomitych wyników testów i bycia prymusem w stronę zadowolenia z tego, czym się zajmujemy. W Polsce też już widać zmiany. Przez ostatnie dwa lata powstało kilkanaście szkół demokratycznych i wolnościowych, wciąż powstają nowe. Eksperyment pedagogiczny, choć nieoficjalny, trwa i ma się coraz lepiej, pozostaje zatem mieć nadzieję, że wkrótce zmiana paradygmatu nastąpi również w sferze ministerialnej. Przy takim obrocie spraw nie byłoby przegranych – wszyscy jesteśmy przecież po tej samej stronie.

Wydaje się, że w chwili obecnej atmosfera sprzyja rozmowom na ten temat – i wdrażaniu zmian. Do głosu coraz częściej dochodzą rodzice, sfrustrowani szkolnym, sztampowym podejściem do dziecka, mający dość unifikacji, przykładania tej samej miary do każdego, nieosiągalnych dyrektorów i wiecznie zaganianych nauczycieli. Pojawiają się również głosy samych nauczycieli, zainteresowanych nawiązywaniem relacji ze swoimi uczniami, równie sfrustrowanych nakładanymi na nich kolejnymi obowiązkami i niemożnością wdrożenia własnych pomysłów, wciąż wierzących, że można inaczej. Powstają inicjatywy oddolne, działające zupełnie poza systemem, prowadzące rozmowy z ministerialnymi zespołami eksperckimi. Dokąd nas to zaprowadzi – czas pokaże.

Bibliografia

  • Cytat za: osswiata.pl
  • Gribble, D., Edukacja w wolności, Impuls 2005, Kraków
  • Koterwas, A. (2014). Niezatarty ślad alternatywnej edukacji: Autorska Szkoła Podstawowa „Żak” w pamięci absolwentów. W: K. Gawlicz, P. Rudnicki, M. Starnawski, T. Tokarz (red.), Demokracja i edukacja: dylematy, diagnozy, doświadczenia (s. 279–293). Wrocław: Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej
  • Rudnicki, P. (2014). ASSA – „szkoła, która nie chciała być szkołą” – dwadzieścia
    lat później. W: K. Gawlicz, P. Rudnicki, M. Starnawski, T. Tokarz (red.), Demokracja i edukacja: dylematy, diagnozy, doświadczenia (s. 244–278). Wrocław: Wydawnictwo Naukowe Dolnośląskiej Szkoły Wyższej
  • sliwerski-pedagog.blogspot.com
  • summerhillschool.co.uk
  • Ustawa z dnia 7 września 1991 o systemie oświaty, Dz. U. 1991 nr 95 poz. 425
  • fundacjaswojadroga.pl
  • stacjabrochow.pl

Foto: flikr.com/vesparado

Autor/ka: Katarzyna Walczak

Współzałożycielka i prezeska Fundacji Swoją Drogą prowadzącej wolną szkołę Stacja Brochów we Wrocławiu.
Mama dwóch urwisów, miłośniczka zwierząt, wyzwań, podróży i książek. Z wykształcenia – filolożka angielska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.