Kategorie
rodzina

Dziecięce pamiątki, czyli co nas wzruszy po latach

Pamiątki z dzieciństwa mogą być różne i każda z nich może być równie ważna. Pierwsze, niezgrabne rysunki dziecka, kolorowanki, zwierzątka ulepione z ciastoliny, pacynki zrobione domowymi sposobami do dziecięcego teatrzyku, to przecież najcenniejsze rzeczy, jakie po latach możemy wyjąć z szuflady

Jestem tatą i uwielbiam rozmawiać o mojej córce, opowiadać o jej ciętych ripostach, śmiesznych pytaniach i historyjkach, jakie od niej słyszę. Nie lubię rozmów o zupce, kupkach i kąpaniu. W gronie znajomych większe zainteresowanie wzbudzają zwykle relacje z cyklu “co tam u córki?” niż kawały o blondynkach czy inne mocno już ograne “wypełniacze”.

Oczywiście, jak każdemu zapatrzonemu w swoją małą księżniczkę tacie, wydaje mi się, że mam najpiękniejsze, najdowcipniejsze i najbardziej elokwentne dziecko na świecie. Nic niezwykłego. Nawet jeśli dalece mijam się z prawdą, to chciałbym mieć jak najwięcej wspomnień związanych z moją czteroletnią córką. Zdjęcia zalegające na dysku i albumy stojące kolumnami na półkach nigdy w pełni nie oddadzą jej uroku, ani też nie zobrazują postępów, jakie robi każdego dnia; poza tym oprócz babć i dziadków niewielu chciałoby w nieskończoność oglądać to samo.

Pamiątki z tego okresu mogą być wszak bardzo różne i każda z nich tak naprawdę jest równie ważna. Bagatelizowane często przez rodziców pierwsze, niezgrabne rysunki dziecka, kolorowanki, zwierzątka ulepione z ciastoliny, pacynki zrobione domowymi sposobami do dziecięcego teatrzyku, to przecież najcenniejsze rzeczy, jakie po latach możemy wyjąć z szuflady i nieźle się przy tym ubawić; zresztą nie tylko my, ale i nasze dziecko zapewne też. Rzecz jasna są takie sytuacje, po których fizycznie nic nie zostaje. Sami możecie się zastanowić, ile razy było tak, że dziecko rozbawiło was do łez, dało do myślenia albo wpędziło w niemałą rozterkę. Niestety, gdy próbujemy szybko to sobie przypomnieć i komuś opowiedzieć, nic już nie pamiętamy. A szkoda, prawda?

Seria Rodzicielska

Jak zrozumieć małe dziecko

#StopTrenowaniu – przeczytaj książkę, która wprowadzi i rozwinie Twoje świadome rodzicielstwo. Rodzicielstwo bez „instrukcji obsługi” i szkodliwych rad.

Dwa lata temu zacząłem nieśmiało zapisywać to, co wydawało mi się nie do uchwycenia w innej formie niż tekstowa: notowałem dialogi z córką na kartkach, biletach, kopertach. Te jednak, bagatelizując swoje znaczenie, przepadały gdzieś w zakamarkach mieszkania, samochodu, kieszeni. Początkowo pisałem dla siebie, dla chęci zapamiętania tych chwil, które były ważne, a czasem nawet przełomowe w rozwoju małej dziewczynki. Teraz piszę także dla niej, “do poczytania” jak będzie już starsza. Jako praktyczny facet, a także syn praktycznych rodziców zawsze wiedziałem, że pamiątki należy gromadzić mądrze, czyli tak, by nie zajmowały dużo miejsca w mieszkaniu i nie “zbierały” kurzu, aby nie trzeba było ich porządkować, czyścić ani przesadnie segregować. Pamiętnik internetowy, czyli po prostu blog, okazał się ostatecznie idealnym rozwiązaniem.

Spisywane przeze mnie historyjki i dialogi czasem śmieszą, czasem wprowadzają w zakłopotanie, nie tylko ze względu na “teksty” mojej córki, ale też z perspektywy moich zachowań, reakcji, przemyśleń – z perspektywy naszpikowanego wyuczonymi zasadami dorosłego i zarazem niepozbawionego wad ojca. Stąd też nazwa bloga “Zeszyt rozterek”.

Zakłopotani przecież będziemy napotkawszy pytania, przed którymi większość rodziców drży już na samą myśl o nich. Niektórzy z nas układają sobie w głowach pierwszą rozmowę, choćby na tematy damsko-męskie, ale nie oszukujmy się, dziecko i tak nas zaskoczy. Rozmowa zaczyna się zwykle niewinnie, by ze zdwojoną siłą wybuchnąć miażdżącym pytaniem.

– Tatusiu, czy Dawidek z przedszkola też ma taką długą pupkę jak Artur? (Artur – mały kolega z wakacji; ewidentna różnica w budowie rzuciła się córce w oczy podczas pobytu na plaży)
– Co masz na myśli, słoneczko?
– Czy Dawidek też ma takiego wąża? (pisownia oryginalna)

Jako tata przywiązuję ogromną wagę do tego, aby moje dziecko rozwijało się prawidłowo, robiło i myślało tak, abym miał pewność, że będzie przygotowane do życia we współczesnym świecie. Dlatego staram się z córką dużo rozmawiać i czytać jej każdego dnia. To oczywiście założenie, bo z drugiej strony rzeczywistość pokazuje, że cały czas trzeba weryfikować swoje metody i doskonalić postępowanie. Ostatecznie wszystkiego nie jesteśmy w stanie upilnować i nie mamy patentu na mądrość w każdym, najmniejszym aspekcie życia codziennego. Nie mamy także do końca wpływu na to, jak dziecko rozumie nas, dorosłych, albo też jak postrzega relacje, które tworzą się między ludźmi. Nie ma co ukrywać ani też rozwodzić się zbytnio nad tym, że małżeństwo to dość poważna sprawa, lecz prawdziwie zaskakujące wyobrażenie o nim pojawiło się niedawno u mojej córki.

– Mamo, gdzie jest tatuś?
– Pojechał w delegację do Poznania.
– A kiedy wróci?
– Za dwa dni dopiero.
– Ojejku, a jak on się tam z kimś ożeni…?

Zresztą po powrocie z delegacji córka postanowiła ściąć mnie powitalnym oświadczeniem równo z progiem.

– Tato, wiesz, jestem żoną.
– Jak to?! Czyją?
– Wyszłam za Dawidka.
– Ale jak-co-gdzie?!
– No na spacerze.
– Na spacerze?! I co teraz?
– A nic, tato, to było tak na chwilę.
– A po chwili co zrobiłaś?
– Wyszłam za Szymona.

Bycie tatą ma wiele barw i odcieni, czasem jednak, podobnie zresztą jak u mam, bardziej przypominających szarość pochmurnego dnia. Nie oznacza to jednak,że kolorowo jest tylko w wyjątkowych chwilach. Zwyczajnie, będąc w biegu każdego dnia, wiele z tych chwil nam umyka, a właściwie umykają nam wspomnienia o nich. Starajmy się więc zachować choćby wybrane historie, nie tylko na pamiątkę, ale dla zwykłej zabawy, zastanowienia, a czasem i nauki. Obok tradycyjnych dzieł sztuki pędzla naszego dziecka, które i tak chowamy po szufladach, stwórzmy sobie mały zeszycik i zapisujmy, podobnie jak dla logopedy spisuje się pierwsze słowa dziecka. Taki zeszyt lub blog pomoże nam także odpowiedzieć na pytanie “co u nas?” Bo niemal w każdej historii odnajdziemy nie tylko coś o dziecku, ale także bardzo wiele o nas samych.

Foto

Autor/ka: Łukasz Jarecki

Przede wszystkim tata, z wykształcenia ekonomista, niedoszły magister filozofii, na co dzień marketingowiec, w wolnych chwilach amator fotografii. Od przeszło roku autor bloga „Zeszyt rozterek”, poświęconego właśnie ojcowskim rozterkom:)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *