Kategorie
Wychowanie

Dziecko w zoo

Wycieczka z dzieckiem do zoo to spacer do zwierzęcego piekła czy do raju? Czy jest to miejsce, w które zabiera się dziecko w słusznej sprawie? Czego jest się tam w stanie nauczyć?

Wycieczka z dzieckiem do zoo to spacer do zwierzęcego piekła czy do raju? Czy jest to miejsce, w które zabiera się dziecko w słusznej sprawie? Czego jest się tam w stanie nauczyć?
Dziecko z pewnością odczuwa ogromną radość i fascynację z obcowania ze zwierzętami, których na co dzień nie spotyka – z egzotyką, innością. W internecie można natrafić na opisy wycieczek do zoo z dziećmi, z których wynika że odczuwają tam one niezwykle silne emocje. W niektórych zoo są zorganizowane specjalne zakątki dla dzieci, w których mogą dotknąć egzotycznej kurki, kozy czy świnki wietnamskiej.

Uwaga! Reklama do czytania

Jak zrozumieć małe dziecko

Poradnik pomagający w codziennej opiece nad Twoim dzieckiem

Zobacz w księgarni Natuli.pl

Zoo spełnia kilka celów edukacyjnych:

  • umożliwia obcowanie ze zwierzętami, które z pewnością wyzwala w dziecku wiele emocji, przybliża do dalszego, mniej dostępnego świata
  • przywraca zagrożone gatunki (restytucja gatunków) – jest to cel niemal każdego zoo. W Polsce możemy pochwalić się przywróceniem naturze żubra. Na świecie godny wspomnienia jest przypadek pandy wielkiej, o którą z wielkim poświęceniem walczy się chociażby w zoo pekińskim.
Jak traktowane są zwierzęta?
Czy zoo tak naprawdę uczy o naturze dzikich zwierząt? Jak pawiany, goryle, słonie, hipopotamy, żyrafy i pantery egzystują w warunkach zamknięcia, w zupełnie obcym dla siebie klimacie? W jakich warunkach są trzymane?
Powinniśmy być świadomi tego, że przed oczami zwiedzających ukrywa się wiele. Przykładem może być bulwersująca historia niedźwiadka Mago z wrocławskiego zoo. Zwierzęcia, które urodziło się w naturze. Zabrakło dla niego miejsca na wybiegu, dlatego przez 10 lat (!) żył w betonowym bunkrze za kratami. Widok wypuszczonego zwierzęcia podobno odcisnął na obserwujących tę scenę niezatarte piętno. Niechlubnym przykładem może być też niedźwiedzi wybieg w zoo warszawskim – zaraz obok jednej z najbardzoej ruchliwych ulic, oddzielony od chodnika jedynie fosą, co nie uniemożliwia chociażby rzucania misiom – które w dodatku w naturze są samotnikami – jedzenia przez przechodzących.
Drapieżne ptaki, których naturalnym środowiskiem są podniebne przestrzenie, siedzą za siatkami, ryby obijają się o ściany akwariów.
Stukanie palcami w szyby, krzyki rozemocjonowanych – to codzienność zwierząt-eksponatów, zwierzęcego monstruarium.
Niemal każdy z nas z pewnością ma wspomnienia związane z wizytami w zoo. Jakie są wasze? Czy przeważają te pozytywne, czy raczej smutne emocje? Jak takie wizyty odbierają dzieci?
Zanim zabierzemy w takie miejsce nasze dziecko, zastanówmy się, czy to na pewno dobry pomysł. Nawet kupując bilet, wspieramy istnienie zoo i pokazujemy dziecku, że cierpienie zwierząt jest warte jego ceny.

A wspomniane już cele edukacyjne? Przemieszczenie się z jednego krańca świata na drugi to dziś kwestia godzin, więc jeśli naszym największym pragnieniem będzie pokazanie dziecku żyrafy, to marzenie jest do zrealizowania w autentycznych warunkach. Istnieją poza tym albumy, filmy przyrodnicze, które mogą w pasjonujący sposób rozwinąć w dziecku zainteresowanie światem zwierząt.

Restytucja gatunków? Tak, to sprawa niezwykle istotna. Jednak obok tych kilkunastu gatunków zagrożonych, które próbuje się przywrócić środowisku, trzymanych jest nawet kilkadziesiąt, których życiu w warunkach naturalnych nic nie zagraża.
Tygodnik „Polityka” w 2000 roku wydrukował cykl artykułów pod hasłem „Uwolnić słonia”. W jednym z nich (Polityka, nr 44 [2269] z 2000-10-28; s. 3-9, Joanna Podgórska) czytamy: Jeśli chodzi o ginące gatunki, to ogrody zoologiczne rzeczywiście mają spory dług do spłacenia. Badania organizacji zajmujących się ochroną przyrody wykazały bowiem, że spadek liczebności niektórych gatunków związany jest z ich odławianiem do ogrodów zoologicznych. Tak było m.in. z orangutanami, gorylami, nosorożcami, okapi, waranami z Komodo.
Inną kwestią jest to, na co dorośli pozwalają dzieciom w zoo. Z wyżej wspomnianego raportu tygodnika „Polityka” wynika, że po weekendach większość ptaków ma wyraźnie podwyższony poziom cukru, ponieważ są dokarmione słodyczami. (Polityka, nr 29 [2714] z 2009-07-18; s. 100-105, „Na własne oczy”, Edyta Gietka): W sprawie twardych dowodów najwięcej kłopotu jest w poniedziałek, po niedzielnym zwiedzaniu, kiedy fauna czuje się fatalnie, a w odchodach obsługa znajduje pieniążki, zabawki itp. Niedawno papuga Kea, z Kopenhagi, rodowodowa, umarła po połknięciu piłki. Wystarczy kilka weekendów, a małpy mają podwyższony cukier od gofrów.
W jednym z artykułów tego cyklu mowa jest również o chłopcu, który pragnął posiadać pawie pióro. Jego babcia wpadła na iście szatański pomysł – chłopiec miał nadepnąć ptakowi na ogon, a ona w tym czasie wystraszyć nieszczęsne zwierzę torebką. Skończyło się na kilku szwach na głowie chłopca.

Rozwiązaniem kontrowersyjnej kwestii zoo i pozbawiania zwierząt i ich prawa do wolności mogą być wzorowe gospodarstwa istniejące w miastach lub na ich obrzeżach. Dzieci mogłyby tam zobaczyć krowę, świnię, kozę – wyłącznie zwierzęta na co dzień egzystujące w wiejskich gospodarstwach, przyzwyczajone do człowieka. Wszytsko po to, żeby  mogły się dowiedzieć, że mleko nie jest produkowane w fabryce, a mięso nie rośnie na drzewach zapakowane w folię i styropian.

Idąc z dzieckiem do zoo, pokazujemy mu, że przyzwalamy na przedmiotowe traktowanie zwierząt, na zamykanie ich w klatkach dla radości ludzi. Zastanówmy się, czy maluch po wizycie w zoo nie ma głębszych refleksji niż my sami. Czy widząc zamkniętego w klatce osowiałego szympansa, dla którego rozrywką powinno być nie huśtanie się na oponie, ale na lianie, nie odczuwa częściej smutku niż radości. Zamiast isć z dzieckiem do zoo, wybierzmy się z nim – w celach poznawczych, rozwijania dziecięcej wrażliwości oraz empatii – na wycieczkę do rezerwatu przyrody, miejskiego parku albo po prostu wystawmy miskę z wodą bezdomnemu kotu.

Foto

Autor/ka: Gośka Ruszkowska

Ma już ponad 30 lat, mieszka na warszawskiej Pradze, którą to dzielnicą jest nieustająco zafascynowana. Z przyjemnością codziennie przekracza miejskie mosty. Pracuje jako warszawski przewodnik. Kocha zwierzęta i stara się im pomagać. Razem z mężem stworzyła koci dom tymczasowy, przez który przewinęło się również kilka psów. Jest wolontariuszką warszawskiego ośrodka Koteria. Razem z Agnieszką Mocarską, również portalową autorką, prowadzi bloga nad-wyraz.blogspot.com, a sama przemierza warszawską Pragę i nie tylko na blogu zPraszki.blogspot.com. Od dziecka tańczy, co poleca każdemu małemu i dużemu człowiekowi.

2 odpowiedzi na “Dziecko w zoo”

Zoo to jedna sprawa. Są zoo, gdzie zwierzęta mają się całkiem nieźle (jak na życie w zamknięciu). Znacznie gorszy jest cyrk. I najpierw nim się powinno zająć.

W jaki sposób jedno wyklucza drugie? Coś jest złe, ale coś drugiego jest gorsze – to żaden argument za tym, aby pójść do zoo.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.