Kategorie
Dieta naturalna

Jak ja nie lubię gotować!

Patrząc na siebie (mamę) i moje koleżanki (także mamy) stwierdzam, że kobiety można podzielić według trzech kategorii kuchennych, czyli kategorii określających stosunek kobiety do gotowania

Patrząc na siebie (mamę) i moje koleżanki (także mamy) stwierdzam, że kobiety można podzielić według trzech kategorii kuchennych, czyli kategorii określających stosunek kobiety do gotowania. Grupa pierwsza, to kobiety, które kochają gotować i ów proceder nie nastręcza im żadnych trudności. Grupa druga to te, dla których aktywności w kuchni stanowią jedną z wielu zwyczajnych czynności i/lub obowiązków. Grupa trzecia to te panie, które gotować nie lubią. Dla miłośniczek gotowania przepis pt.: „Garść tego, szczypta tego” jest naturalnym hołdem wobec ich talentu. Według praktycznych pań z kategorii drugiej gotować trzeba szybko i tak, aby nie wymagało to wiele pracy, więc szast-prast i niewyszukany obiad gotowy. Dla pań z kategorii trzeciej gotowanie to droga przez mękę. Wyobraźni kulinarnej zero, wyczucia smaku zero. Talent ujemny.

jak-ja-nie-lubie-gotowac

Trzecia kategoria

Ja sama, chociaż w głębi duszy zaliczam się do grupy trzeciej, z powodów ambicjonalnych zmuszam się, poprzez upór i praktykę, do przynależności do pierwszej. Opanowałam już garść przepisów podstawowych typu zupy i drugie dania z mięsem  (tzn. mięso, ziemniaki i jarzynka). Raz nawet otrzymałam pochwałę od mojej córeczki: „Mamusiu zrobiłaś prawie tak pyszną zupkę jak w przedszkolu”. Niestety, jako że zagłębiam się w literaturę dotyczącą zdrowego odżywiania, przepisy podstawowe mi nie wystarczają. I tak swego czasu postawiłam sobie za punkt honoru gotować według diety pięciu przemian. Dla niezorientowanych spieszę z wyjaśnieniem, iż dieta ta zakłada, że każdy posiłek powinien zawierać w sobie wszystkie smaki. Dzięki temu potrawy rozgrzewają organizm. Składniki należy podzielić według smaków i dodawać w odpowiedniej kolejności…

Seria Rodzicielska

Jak zrozumieć się w rodzinie

Mniej kłótni i stresów, lepsza komunikacja z dzieckiem i partnerem, większe zrozumienie i wyrozumiałość oraz poszanowanie wzajemnych potrzeb. To możliwe! Dzięki tej książce dowiesz się jak.


Tak zaczął się w mym domu kuchenny szał. Z garnków kipiało, ja zaciekle dodawałam kolejne produkty ocierając jednocześnie pot z czoła, a następnie wyczerpana podawałam potrawy rodzinie. Mąż, mając na względzie me wysiłki, pokornie zjadał wszystko z talerza. Dzieci nie były już tak wyrozumiałe i w sposób jednoznaczny pokazywały, że im nie smakuje. Ja sama musiałam przyznać, że chociaż trzymałam się przepisów, to nie sprostałam pojęciom „doprawić szczyptą”, „dodać odrobinę” i jedzenie było po prostu niedobre. Po tygodniu męki zadałam sobie ze łzami w oczach pytanie: „Czy będę złą matką, jeśli odpuszczę?”…

Odpuściłam, ale nie do końca…

Z bólem serca odpuściłam.  Jednak  moje wysiłki nie poszły do końca na marne. W głowie zostało sporo wiedzy na temat „natury” produktów żywnościowych. Wiem już, że aby zupa pomidorowa była zdrowsza, lepiej zrobić ją na ostrym indyku, słodkiej wołowinie lub po prostu słodkim maśle, niż kwaśnym kurczaku (pomidory są kwaśne). Można dodać imbir, aby zupa była choć trochę rozgrzewająca. Dla uzupełnienia smaków można dodać gorzki tymianek, a słodkość uzyska się marchewką i pietruszką. I tak idea pięciu przemian, chociaż nie w wydaniu idealnym, gości w mojej kuchni z lepszym lub gorszym skutkiem.

Jest natomiast dziedzina kuchenna, w której osoby nieutalentowane mogą zrealizować się w sposób znakomity. To produkcja eko-słodkości. Zrobienie sezamek z amarantusa, słonecznika, sezamu i miodu jest BARDZO PROSTE i daje ogromną satysfakcję. Odmierzamy dokładnie podane ilości poszczególnych ziaren, prażymy je na patelni i mieszamy z dokładnie podaną ilością miodu. Nie ma miejsca na pomyłkę. Nie trzeba zastanawiać się nad pojęciem „szczypty”, „odrobiny” i „garści”. Rodzina wcina, aż się jej uszy trzęsą, a my się cieszymy, że chociaż jemy na słodko, to bardzo zdrowo.

>W weekend zapewne nie zrobię wymyślnego obiadu. Zjemy jakąś klasykę, a może ugotuję coś przy pomocy męża… Zrobię za to ciasto kardamonowe z jagodami goji. Mam bardzo szczegółowy przepis, którego mogę się trzymać. Uff…

Ciasto kardamonowe z owocami goji

  • 400g mąki orkiszowej
  • 1/3 szklanki cukru nierafinowanego
  • 1/3 szklanki dobrego oleju/oliwy
  • 3-4 starte marchewki
  • 2 łyżki suszonych owoców goji
  • 3 jaja
  • 5 łyżeczek kardamonu
  • 1 łyżeczka bioproszku i sody
  • migdały do ozdobienia

Cukier, olej i jaja miksujemy na jednolitą masę. Dodajemy mąkę wymieszaną z proszkiem, sodą i kardamonem. Mieszamy. Na końcu dodajemy owoce goji oraz marchewkę. Piec ok. 50 min w 180 stopniach. (Przepis z: kuchnianaturalna.blogspot.com)

Foto

Nowe alaantkowe BLW
Jak zrozumieć małe dziecko
Uśmiechnij się! Siadamy do stołu

Autor/ka: Małgorzata Żółtaszek

Autorka książek dla dzieci. Zadebiutowała w październiku 2012 roku tytułem „Jak Anitce uciekły zabawki, Jacuś zgubił się w sklepie i inne historyjki”. Jej książki polecane są przez Polskie Towarzystwo Biblioterapeutyczne, jako edukacyjne i wspierające rozwój dziecka. Prowadzi pełne niespodzianek, twórcze i radosne spotkania autorskie, stawiając dzieci w centrum uwagi i w każdym momencie wspierając ich kreatywność i poczucie własnej wartości. Pasjonatka komunikacji pozytywnej. Stosuje ją w praktyce, przemyca w swych książkach, a prowadząc warsztaty dla rodziców przekonuje, że każdy może się jej nauczyć. Prywatnie mama Ali i Maciusia – dwójki wesołych i kochanych psotników, które inspirują ją do twórczych działań.

1 odpowiedź na “Jak ja nie lubię gotować!”

Kuchnia 5 przemian i dodawanie 5 smaków do potraw nie służy tylko rozgrzewaniu organizmu – bo jak to się ma do pory letniej/gorącej? Chodzi o to, żeby każdy z 5 smaków zawartych w potrawie trafił do każdego narządu, któremu jest przypisany i w ten sposób zasilił i zaspokoił całe ciało/organizm by funkcjonował w zdrowiu i harmonii.
Gotuję już tak 8 lat i powiem, że trochę się na tej diecie przejechałam – w każdym poradniku jest napisane, żeby używać rozgrzewających przypraw, zwłaszcza w przypadku wegetarian – czyli całej mojej rodziny. Po 5 latach zaczęłam chorować i po odwiedzinach u kilku mądrych lekarzy, którzy leczą ziołami tybetańskimi oraz sprawdzają stan organów pod względem równowagi Yin/Jang okazało się, że ten typ konstytucji jaki mam ja i moje dzieci nie można jeść ostrych dań typu – rozgrzewające. Ostre/gorące przyprawy typu – imbir, cynamon, kardamon, czosnek, pieprz kajeński, curry, kmin rzymski – absolutnie są nam nie wskazane!
Osobom, którym jest zawsze ciepło, lubią alkohol, bywają krzykliwe, mają wahania nastroju, mają zaburzenia wątroby i pęcherzyka żółciowego, palą papierosy, lubią adrenalinę, późno kładą się spać, objadają się, mają zaburzenia snu – to są osoby typu Yang – dla nich właśnie najlepsze jest surowe pożywienie i dania gotowane ze składników neutralnych termicznie. Dodawanie do ich potraw ostrych przypraw nasili to, co powinno być przez dietę wygaszane i regulowane.
Przez te lata gotowania wypaliliśmy sobie trochę tymi przyprawami naszego Yin, odbudowa potrwa parę lat – jestem o ten fakt mądrzejsza, ale reszta ludzi podąża tym śladem bez żadnej wiedzy o swoim ciele i stanie swoich narządów. Kuchnia 5 przemian to nie zabawa, to jest kuchnia lecznicza – jednego uleczy innego wpędzi w chorobę, trzeba dużej wiedzy, której nie uzyska się z poradników z przepisami.
Ps. ciasto w którym jest połączenie jajek i cukru (nawet brązowego, który wcale nie zdrowszy) jest połączeniem trującym z perspektywy ajurwedy. A dodanie 5 łyżeczek kardamonu woła o pomstę do nieba, bo ilość nie przechodzi w jakość i świetnie wypala żołądek i kiszki. To osoba studiująca kuchnię 5 przemian wiedzieć powinna, że każdy produkt ma swoje działanie.I że nie ma produktów jednoznacznie zdrowych, np. czosnek, imbir, czy kurczak. Dużo zdrowia! krawcowa74@gmail.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *