Kategorie
Edukacja Kryzys szkoły

List czytelniczki – Czy istnieje szansa, by nie było prac domowych?

Mój syn od miesiąca jest uczniem pierwszej klasy. Choć minęły zaledwie cztery tygodnie, czuję się tak, jakby za nami był co najmniej rok pracy. Średnio cztery razy w tygodniu syn wraca do domu z kompletem zadań domowych. Oto przykładowe z nich:

  • 20 minut czytania
  • od 5 do 8 zadań matematycznych, zarówno w tzw. kartach pracy, jak i w zeszycie
  • jedna, ale rozbudowana aktywność związana z pisownią
  • praca plastyczna do dokończenia lub wykonania od podstaw.
listy-do-redakcji

Czy istnieje szansa, by prac domowych nie było?

Na odrobienie zadań poświęcamy od 45 minut do nawet 3 godzin. Czy to aby nie za wiele? Taka ilość czasu poświęcona na prace domowe wymaga dobrej organizacji zarówno czasu dziecka, jak i mojego czy męża. Bo niewiele razy zdarzyło się, by syn wykonał zadania całkowicie samodzielnie. Czy istnieje szansa, by prac domowych nie było? W podstawówce mojego syna na razie się na to nie zanosi.

Na początku roku szkolnego w mediach jak zwykle toczą się dyskusje na temat słuszności zadawania dzieciom prac domowych. Wypowiadają się nauczyciele, dyrektorzy szkół, są goście z ministerstwa i oczywiście rodzice, rzadziej dzieci. Powstało kilka publikacji popartych badaniami, głównie brytyjskich i amerykańskich, potwierdzających, że prace domowe nie wpływają na jakość, szybkość ani efektywność uczenia się. Przynajmniej w pierwszych latach nauki. I coraz częściej mam wrażenie, że odrabianie lekcji odbywa się kosztem równie innych ważnych doświadczeń, zarówno edukacyjnych, jak i życiowych.

Zdania rodziców są podzielone

Rozmawiałam o pracach domowych z kilkorgiem rodziców. I wiem, że nie w każdej szkole wygląda to tak samo. Wiele zależy od nauczyciela, ponieważ zdarzają się tacy, którzy realizują ideę nauki przez zabawę. Prace domowe mają zwolenników i przeciwników. Grupka rodziców, z którymi rozmawiałam, nie widzi nic złego w kilkudziesięciu minutach, które można po szkole poświęcić na prace domowe. Inni – wręcz przeciwnie, uważają, że arkusze są niczym więcej niż pracą bez wymiernych efektów edukacyjnych.

Jakość edukacji

Przy tak wielu opiniach trudno ocenić, co jest najlepsze dla dzieci. I jeszcze te badania naukowe… Mimo różnych metod pracy i programów realizowanych w szkołach zwykle za kilkanaście lat potwierdza się, że nie są one skuteczne – następuje to w czasie studiów. Wówczas wychodzą braki i niewiedza, potwierdzone słabymi wynikami w nauce. Sama tego doświadczyłam, i to z dwóch stron – wiele lat temu jako uczennica i studentka oraz kilka lat temu podczas praktyk zawodowych, kiedy na jakiś czas stawałam się nauczycielem. Wielokrotnie z ust profesorów i rodziców słyszałam opinię, że błąd popełniono na najwcześniejszym etapie edukacji, czyli w pierwszych klasach szkoły podstawowej. Największe kłopoty pojawiają się podczas nauki przedmiotów wymagających logicznego myślenia: matematyki, statystyki, logiki, fizyki, a nawet przedmiotów przyrodniczych. Może to wyjaśnia, dlaczego na politechnikach jest wiele wolnych miejsc, podczas gdy na kierunkach humanistycznych ich brakuje.

Wzorem może być fiński system szkolnictwa, który jest uważany za jeden z najlepszych na świecie. W Finlandii jest najwięcej absolwentów i studentów wyższych uczelni. Czy możliwe, że tamtejszy system jest skuteczny, ponieważ nie ma w nim prac domowych? Choć to nie jest do końca prawda, ponieważ gdy zgłębiłam temat, okazało się, że prace domowe w Finlandii czasem są zadawane, tylko ich odrobienie zajmuje uczniowi maksymalnie 30 minut dziennie. Co ciekawe, Polska zajmuje wysoką pozycję na świecie pod względem jakości systemu edukacji.

Wracając do mojego syna, jestem pewna, że moje niezadowolenie, które czasem wyrażam publicznie, nie zachęca go do pracy. Irytuje i złości mnie fakt, że poświęcamy masę czasu na zadania domowe, podczas gdy moglibyśmy go spędzić w według mnie bardziej pożyteczny sposób. Chociażby udając się na spacer czy basen lub wspólnie przygotowując kolację. Nie wspomniałam o zajęciach dodatkowych. Nie jestem zwolenniczką organizacji pozaszkolnego czasu dziecka, ale w cotygodniowym uczestnictwie syna w zajęciach z piłki nożnej nie widzę nic złego. To także nauka, tylko że ma o wiele bardziej wymierne korzyści i jest zdecydowanie przyjemniejsza dla dziecka, i dla mnie.

Przeczytaj: Zlikwidujmy pracę domową.

Autor/ka: NATULI dzieci są ważne

Redakcja NATULI Dzieci są ważne

2 odpowiedzi na “List czytelniczki – Czy istnieje szansa, by nie było prac domowych?”

Moja corcia rowniez od miesiaca uczeszcza do pierwszej klasy i nie wiem juz czy jej szkola jest jakas zacofana, czy moze raczej postepowa, alejak widze np u ciebie jakie zadania domowe ma twoj swnek, albo slysze od kolezanek co maja dzieci w innych szkolach to zacynam sie nad tym zastanawiac, bo corcia do tej pory tylko pare razy przyniosla zadanie domowe i to tylko cos dokonczyc kolorowac ,czy raz szlaczki…a tak mowi ze wszystko robia w szkole…i sama juz nie wiem.,czy to dobrze czy zle…

Moim zdaniem (a jestem pedagogiem) bardzo dobrze! To znaczy, że na lekcji dzieci wykorzystują czas na tyle efektywnie, że nauczycielka nie musi przerzucać części swoich obowiązków na Panią! Szlaczki i kolorowanie w domu mają zapewne usprawniać motorykę małą i koordynację oko-ręka (takie ćwiczenia zajmują w klasie sporo czasu, który można wykorzystać na coś, czego dziecko samo w domu nie zrobi). Pani córka ma cały rok, żeby opanować PODSTAWY (jeśli jeszcze ich nie zna) czytania, pisania i rachunków – widocznie nauczycielka czuje się na tyle pewna swoich umiejętności pedagogicznych i na tyle wierzy w sowich uczniów, że nie czuje przymusu “gonienia z materiałem”. Alternatywne metody nauczania czytania i pisania (stosowane w celu zapobiegania problemom szkolnym lub nauczania dzieci o szczególnych potrzebach edukacyjnych) akcentują zwykle wydłużenie fazy przygotowania do nauczania czytania i pisania (tzn. ćwiczenia słychu i wzroku, rozumowania, sprawności ręki, pamięci itd.) i dzięki temu skrócenie maksymalnie okresu samej nauki. To moje zdanie. O Pani wątpliwościach najlepiej szczerze powiedzieć wychowawczyni córki – na pewno potrafi ona uzasadnić swoje postępowanie i rozwiać Pani obawy, a być może też pójść na pewien kompromis, np. zadając pracę dla chętnych dzieci lub tych, które mają trudności w opanowaniu pewnych treści lub umiejętności

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *