Kategorie
wychowanie

Zlikwidujmy pracę domową

Edukacja potrzebuje zmian. Niektóre z nich wymagają dużo wysiłku lub nakładów finansowych, inne – raczej zmiany naszego myślenia o szkole, rozwoju i potrzebach uczniów. Dobrym początkiem jest to, co już wiadomo o skuteczności różnych metod nauczania i utrwalonych tradycją zajęć, które proponuje się dzieciom.

Gdyby zależało to ode mnie, jedną z pierwszych zmian, jakie bym wprowadziła, byłoby zlikwidowanie odrabiania lekcji, rozumianego jako obowiązek rozwiązywania w domu zadań mających w teorii utrwalić i uporządkować wiedzę uczniów. A w praktyce…?
No właśnie, ciekawe pytanie. Jak się ma teoria do praktyki?

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

seria edukacyjna

Nowa szkoła

39 PLN

Książka dla nauczycieli i rodziców, która z pewnością przyczyni się do zmiany polskiej szkoły.

Praca domowa…

Praca domowa nie poprawia wyników w nauce. Jest wiele badań, które to potwierdzają (Alfie Kohn zebrał je w książce „The Homework Myth”, czyli „Mit pracy domowej”). Dowodem są także szkoły, w których zrezygnowano z zadawania lekcji, co spowodowało u dzieci więcej chęci do nauki, a nawet do robienia zadań dla chętnych. Dobrzy uczniowie uczyliby się dobrze i bez odrabiania lekcji, a uczniowie słabi i tak często ich nie odrabiają i dostają za brak pracy domowej wciąż kolejne jedynki, co wcale ich do nauki nie zachęca. W dodatku wielu z nich z różnych powodów po prostu przepisuje zadania od kolegów albo ściąga odpowiedzi z Internetu.

Dzieci nie rozumieją, czemu po powrocie ze szkoły muszą siadać w domu do pracy, na drugą zmianę. Dla części z nich zadania są nudne i monotonne, dla innych – za trudne. Czas po szkole, który powinien być przeznaczony na relaks, odpoczynek na świeżym powietrzu, rozwijanie swoich pasji, a także życie rodzinne, staje się czasem, kiedy z uczniów całkowicie wyparowuje chęć do nauki, nawet jeśli taką jeszcze mieli.

JAK DOBRZE, ŻE TO REKLAMA KSIĄŻEK

Dziecko z bliska
30,36 PLN
Rozwój seksualny dzieci
31 PLN
Dziecko z bliska idzie w świat 
33,84 PLN

Odrabianie prac domowych nie uczy systematyczności i odpowiedzialności, częściej oszustwa i kombinowania. Żeby uczyć się odpowiedzialności, trzeba mieć możliwość dokonania wyboru podejmowanych zobowiązań, a uczeń takiego wyboru nie ma.

Uczniom, którym nauka przychodzi z trudem i którzy są do niej zniechęceni, praca domowa nie pomaga nadrobić zaległości, za to sprawia, że nie mają oni czasu, żeby od nauki odpocząć. Ich szansa na to, że będą się uczyć z chęcią, maleje. Dodatkowo mózg nie jest pustą przestrzenią, do której można wlewać wiedzę jak olej przez lejek – żeby mógł przyswoić informacje, musi je przetworzyć i uporządkować. Jeśli wiedzy jest za dużo jak na możliwości ucznia, to zwiększenie czasu nauki przez siedzenie nad lekcjami w domu nic tu nie zmieni.

Program jest opracowany do przyswojenia na lekcjach. Jeśli uczeń nie jest w stanie wtedy go opanować, to znaczy, że albo sam program, albo metody nauczania są niedostosowane do jego potrzeb i możliwości. Jeśli dzieci kręcą się i nie uważają, to zadawanie w postaci pracy domowej tego, co powinny zrobić na lekcjach, też nie jest dobrym rozwiązaniem.

Warto jeszcze przeczytać:


Szkoła i dom

Rodzice także nie przepadają za pracą domową. Wiele dzieci spędza nad zeszytami i książkami długie godziny (2 godziny dla dziesięciolatka, który wraca o 16 ze świetlicy i często do późnego wieczoru zamiast odpoczywać, siedzi nad lekcjami, to zdecydowanie za dużo). Siłą rzeczy rodzic, jeśli chce „dopilnować” dziecko, staje w roli korepetytora i nadzorcy, która wcale mu nie odpowiada. Jest motywowany do pracy, bo dziecko często nie radzi sobie z pracą domową, a uczeń dostaje dobre lub złe oceny za pracę rodzica.

Na koniec nie mogę nie wspomnieć o tym, że praca domowa jest sposobem, w jaki szkoła wchodzi w obszar relacji rodzinnych. To rodzic ma prawo decydować, jak jego dziecko spędza swój wolny czas. Czy bawi się i odpoczywa, czy pomaga mu w domu, czy może razem z bliskimi rozwija swoje zainteresowania lub pielęgnuje rodzinne relacje. Nauczyciel decyduje o tym, jaki materiał jest przerabiany w szkole, a sprawy domowe powinien pozostawić rodzicom. Nie jest w porządku, jeśli zakłada się, że kochający swoje dzieci dorośli ludzie nie są w stanie sprawować nad nimi właściwej opieki tak, żeby wiedzieć, czego ich dzieci najbardziej potrzebują.

Dlatego rodzice mają pełne prawo protestować przeciw pracy domowej zadawanej ich dzieciom. Kiedy nie ma obowiązkowych zadań do odrobienia, dzieci dużo chętniej chodzą do szkoły, rozwijają zainteresowania, przygotowują się do lekcji. Chętniej też zajmują się zadaniami, które są propozycją odszukania informacji, dokonania obserwacji czy sprawdzenia w życiu codziennym wiedzy zdobytej na lekcjach. Chętniej czytają, pomagają rodzicom i dłużej śpią.

Agnieszka Stein

Autor/ka: Agnieszka Stein

Psycholog dziecięcy. Zajmuje się wspieraniem rodziców w ich wysiłkach wychowawczych i pomocą w kryzysowych sytuacjach. Prowadzi warsztaty umiejętności wychowawczych dla rodziców i wspiera profesjonalistów pracujących z dziećmi. Jest autorką książek z nurtu rodzicielstwa bliskości: "Dziecko z bliska" i "Dziecko z bliska idzie w świat". Prywatnie jest mamą chłopca w wieku szkolnym.

3 odpowiedzi na “Zlikwidujmy pracę domową”

moja córka jeszcze nie chodzi do szkoły ale już jestem straszona ogromej pracy w I klasie. przeglądałam te ćwiczenia i wątpie by większość ćwiczeń dziecko zrobiło samo, więc to jest praca dla dziecka czy rodzica?

Temat jest szerszy i wiąże się z wystawianiem ocen. Jako rodzic sześciolatka w pierwszej klasie podejmuję wyzwanie i zostawiam całkowitą swobodę synowi czy chce odrabiać i co. Minął miesiąc i szczytem było kiedy ochrzanił mnie, że nie podpisałem się w dzienniczku, w którym aż roi się od uwag. Traktuję go jako kompetentną osobę (w zrozumiałym zakresie) i wierzę, że przy “cichym” wsparciu z zewnątrz udźwignie system. Szkoła jest prywatna i szczyci się swoim poziomem (m. in. tym, że jest dużo prac domowych). Konflikt już wybuchł, wychowawczyni jest w szoku, wkrótce zaczną się sypać minusy. Syn zawzięcie odrabia lekcje, często nie to, co potrzeba a ja cierpliwie “dasz spokój z tymi lekcjami czy mam ci zabrać piórnik?”. Nawiązując do tych ocen: mam nadzieję, że “E” na koniec dostanie a dyrekcja nie wywali go za to ze szkoły. I najważniejsze – pasji do nauki nie straci.. Podsumowując, tak naprawdę to my dorośli nadajemy wartość czemuś tak bezwartościowemu jak “ocena”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *